Słowo na maj 2017

Kto nie miłuje brata swego, którego widzi,  nie może miłować Boga, którego nie widzi.

(1 J 4, 20)

 

Kiedy miałem 19 lat, pewien ksiądz podczas spotkania dla młodzieży zadał nam pytanie: „czy wiecie, ile jest sakramentów kościelnych?” Od razu odpowiedzieliśmy: „siedem!”. Uśmiechnął się do nas i rzekł: „to prawda ale zapomnieliście o jednym sakramencie, który w jakiś sposób jest najważniejszy, ponieważ on jest warunkiem tego, że inne będą dobrze przeżywane!”. Po chwili ciszy, odpowiedział: „CZŁOWIEK!”.

 

Jeśli na przykład ja wyznam moje grzechy ale nie przebaczę temu, który mnie zawinił, Bóg nie będzie mógł przebaczyć mi moich przewinień! Nauczając Ojcze Nasz, Jezus postawił ten warunek apostołom (Mt 6, 14-15).

 

Powiedział nam, że celebracja sakramentu Eucharystii nie znaczyłaby nic, gdyby ktoś nie był w komunii z braćmi, a im większe byłyby zaniechania wobec miłości i wobec ubogich, celebracja ta stałaby się świętokradcza (1 Kor 11, 28-30).

Także św. Mateusz podkreśla, że nie możemy złożyć naszej ofiary, jeśli ktoś ma coś przeciwko nam (Mt 5, 23-26). Miłość wobec braci była pewną drogą do spotkania Pana!

Ewangelia jest konkretna, a nasza wiara wcielona, w końcu Słowo stało się ciałem i zamieszkał między nami! Religia, która nie przemienia naszych relacji, która nie nawraca naszego serca, i która nie zmienia historii, jest religią wyobcowaną, czy spirytystyczną (Jk 1, 27).

Nieraz redukujemy religię do zbioru norm i zapominamy o chrześcijańskiej “zasadzie drugiego”: Wszystko więc, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie! (Mt 7, 12; Rz 13, 9-10).

Św. Jan Paweł II w encyklice Redemptor Hominis, napisał: człowiek jest drogą Kościoła — drogą, która prowadzi niejako u podstawy tych wszystkich dróg, jakimi Kościół kroczyć powinien, ponieważ z człowiekiem — każdym bez wyjątku — Chrystus jest w jakiś sposób zjednoczony, nawet gdyby człowiek nie zdawał sobie z tego sprawy (RH14). Nie ma innej drogi: Jeśliby ktoś posiadał majętność tego świata i widział, że brat jego cierpi niedostatek, a zamknął przed nim swe serce, jak może trwać w nim miłość Boga? (1J 3,17-18).

Słowo naucza, że KOCHAĆ BRATA jest warunkiem, aby:

  • Zobaczyć Boga: Nikt nigdy Boga nie oglądał. Jeżeli miłujemy się wzajemnie, Bóg trwa w nas i miłość ku Niemu jest w nas doskonała (1J 4,12).
  • Być zrodzonym przez Boga i poznać Boga:  każdy, kto miłuje, narodził się z Boga i zna Boga (1J 4,7-8).
  • Trwać w Bogu: ten, kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim.  (1J 4,12-13.15).
  • Żyć jako zmartwychwstali: My wiemy, że przeszliśmy ze śmierci do życia bo miłujemy braci (1J 3,14).
  • Dostąpić przebaczenia: miłość zakrywa wiele grzechów (1P 4,8).
  • Ukazać Jego miłość: Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali (J 13,35).
  • Aby świat uwierzył: aby wszyscy stanowili jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał (J 17,21).
  • Spotkać Jezusa i Jego Ojca: Kto przyjmuje jedno z tych dzieci w imię moje, Mnie przyjmuje (Mt 9,37).
  • Osiągnąć wieczne zbawienie: Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata! Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść (…) (Mt 25,31-46).

 

Kto nie miłuje brata swego, którego widzi,  nie może miłować Boga, którego nie widzi.

(1 J 4, 20)

Św. Jan Maria Vianney powiedział: „Często wierzymy, że pomagamy jakiemuś ubogiemu, a tak naprawdę jest to sam nasz Pan Jezus Chrystus… niektórzy powiadają: przecież on źle wykorzysta te pieniądze! Niech on zrobi z nich użytek taki, jaki zechce. Ubogi zostanie osądzony  z użytku tej jałmużny ale wy będziecie osądzeni z uczynionego miłosierdzia lub z zaniechania. „Kochać” nie znaczy jedynie „dawać”, znaczy przede wszystkim „dawać się”, poczynając od naszej uwagi.”

Zakończę moim wspomnieniem o pewien włoskim biskupie, który został zaproszony na ważną uroczystość do pewnej bogatej parafii w swojej diecezji. Liturgia perfekcyjna, uroczyste śpiewy. I nagle, biskup zauważa siedzącego pod drzwiami biedaka, brudnego, proszącego o jałmużnę. Biskup zatrzymał więc procesję i zapytał księdza, czy zna tego człowieka. „On tu zawsze jest i prosi o jałmużnę”. Biskup podszedł do niego i zapytał go o imię i wiek. W końcu powiedział: „Nikt nie zaprosił cię, byś wszedł do kościoła?” – „Nikt, ekscelencjo”, odpowiedział ubogi. „Zatem wejdź ze mną!”

Biskup wziął go pod ramię i wszedł, szukając dla niego miejsca w ławce. Podczas kazania spostrzegł, że obecność ubogiego była przeszkodą dla uroczystej procesji. Powiedział więc: „Czy zrozumieliście? Dziś prawie zostawiamy na zewnątrz samego Chrystusa! Nigdy nie zapominajmy, że ten, kto przyjmuje jednego z najmniejszych, Chrystusa przyjmuje. Nie możemy zostawiać Go na zewnątrz!” Ludzie zamilkli, ale biskup powiedział: „już nigdy więcej nie zapraszajcie mnie, by świętować w tej parafii!”

Tutaj pojawia się nasz konkretny cel: okażmy szczególną uwagę temu, kogo często spotykamy, nie spotykając go naprawdę. Nie przyzwyczajajmy się do przeżywania powierzchownych relacji, do obojętności zanieczyszczonej przez zranienia, które nie pozwalają nam doświadczyć w rzeczywistości, że kto nie miłuje brata swego, którego widzi,  nie może miłować Boga, którego nie widzi
(1 J 4, 20)
.

João Henrique