Stara Brama – Słowo na czerwiec 2019

„Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić. Zaprawdę bowiem powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni.”

(Mt 5,17-18).

W księdze Apokalipsy Jezus jest przedstawiony jako Alfa i Omega, początek i koniec, Który jest, Który był i Który przychodzi, Wszechmogący (por. Ap 1,8). W tym właśnie Chrystusie, który jest początkiem i wypełnieniem naszej wiary, należy w pierwszej kolejności utkwić wzrok, by odnowić „starą bramę” naszego życia duchowego i wspólnotowego, wzrastając duchowo w świetle proroctwa Nehemiasza.

Ten, kto wierzy, ma świadomość następującej podstawowej prawdy: jestem „dzieckiem Obietnicy”, moje miasto zostało zbudowane na mocnych fundamentach, uczestniczę w historii zbawienia.

Ani moje życie fizyczne, ani duchowe nie są owocami przypadku, nie wzięły się znikąd. Istnieją prawa fizyki i prawa duchowe, istnieje też plan miłości, który ma swoje korzenie w tym, Który jest, Który był i Który przychodzi, aby dać historii spełnienie: „[To wam oznajmiamy], co było od początku, cośmy usłyszeli o Słowie życia, co ujrzeliśmy własnymi oczami, na co patrzyliśmy i czego dotykały nasze ręce” (1J 1,1).

Słowo życia, to Słowo, które stworzyło wszystkie rzeczy, które stało się ciałem i zamieszkało między nami, ukazało nam życie, kochające oblicze Ojca, który z niczego powołał nas do życia. Naszym zadaniem zaś jest przekazywać ludziom to Słowo, czyniąc ich uczestnikami tej samej komunii Ojca i Syna w Duchu Świętym (por. J 1,1nn. oraz 1J 1,1nn.).

„Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić. Zaprawdę bowiem powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni.”

(Mt 5,17-18).

Odnowić „starą bramę” oznacza zrozumieć racje naszej wiary, odkryć korzenie naszej historii, poznać historię zbawienia, która w Chrystusie znajduje swoje spełnienie. To dostrzec bogactwo naszej przeszłości, fundament naszego Kościoła, jedynego Kościoła, który został założony przez Chrystusa i przetrwał wieki aż po dziś dzień. To smakować bogactwo naszej tradycji i sukcesji apostolskiej, której podwaliny są w Obietnicy Chrystusa: „Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą” (Mt 16,18); to stanąć na drodze, jak zachęca prorok Jeremiasz: „To mówi Pan: «Stańcie na drogach i patrzcie, zapytajcie o dawne ścieżki, gdzie jest droga najlepsza – idźcie po niej, a znajdziecie dla siebie wytchnienie»” (Jr 6,16). Dzieje Apostolskie mówią: „Trwali oni w nauce Apostołów i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwach” (Dz 2,42): to właśnie są dawne drogi.

Proponuję zatrzymać się nad dwoma punktami, które mogą doprowadzić nas do nowego życia:

  1. Uciec od pokusy mody i ideologii, które stoją w sprzeczności z Chrystusem i Jego Słowem

To, że brama jest stara nie oznacza, jakoby była zaniedbana lub przestarzała. Oznacza to, że wszelka nowość pochodząca od Boga jest w Chrystusie, że w tej nowości nie ma nic z „modernizmu”, który stoi w sprzeczności ze Słowem Bożym. W komunii ze świętymi, naszymi poprzednikami w wędrówce, idźmy odważnie pod prąd, wbrew modom proponowanym przez świat, który chce zamknąć nas w ramach politycznej poprawności. Potrzeba nam odwagi – ona poprowadzi nas, tak wczoraj, jak i dziś, do świadczenia o Chrystusie, jeśli trzeba, aż po męczeństwo. Musimy przeciwstawić się „kulturalnej dyktaturze jedynej formy myślenia”, jak mawiał papież Benedykt XVI, „neonazizmowi” kultury śmierci i ideologii gender, jak powiada papież Franciszek. Nie obawiajmy się, że nazwą nas dewotami, papistami, konserwą… Przeciwnie: bądźmy dumni z przynależności do Chrystusa i Jego Kościoła, który zgodnie ze swoim powołaniem jest od samego początku „znakiem sprzeciwu” i „kamieniem, o który będą się potykać” ci, co kroczą po złej drodze. Nie zapominajmy, że „odwaga złych bierze się z zaniedbań dobrych”.

  1. Żyć nowością Chrystusa, odrzucając „starego człowieka”

Należy zrozumieć, że trwając mocno „w Słowie, które otrzymaliśmy od początku”, paradoksalnie będziemy stopniowo pozbawiani rzeczy starego człowieka, jego kaprysów, namiętności, pożądliwości, nałogów, lęków, traum (por. Kol. 3,8-11). Przez moc Jego Słowa i Jego Obietnicy, wiernej od początku, doświadczamy mocy Pana, który „wszystko czyni nowe” (por. Ap 21,5). Historia zbawienia uczy nas tajemnicy tej nowości. Nie musimy odrzucać własnej przeszłości, ale musimy pozwolić Panu, by łącząc nasze rany i traumy ze swoimi ranami zadanymi dla zbawienia świata, przemieniał je swoim Miłosierdziem w źródło uzdrowienia dla innych osób, w chwalebne blizny.

„Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić. Zaprawdę bowiem powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni.”

(Mt 5,17-18)

Tak było ze świętym Kamilem de Lellis, który przez 24 lata wiódł nieuporządkowane życie, przez co zachorował na syfilis i cierpiał z powodu niegojącego się wrzodu na nodze. Ta rana, jak również cierpienia z czasów jego grzesznego życia oraz te spowodowane chorobą, sprawiły, że założył zakon kamilianów posługujący chorym. Przemienił szpitale w świątynie, pisząc na ich drzwiach: „kult należny Chrystusowi, Bogu i człowiekowi, cierpiącemu w ubogich”.

Nasz Bóg, który jest zawsze wierny, nawet pomimo naszej niewierności, pragnie przemienić również twoją i moją historię grzechu w drzwi zbawienia dla tak wielu osób! Bądź odważny. W tym miesiącu żyjmy razem tym słowem, aby nasze życie, dotknięte Miłosierdziem Pana, stało się znakiem nadziei dla wielu.

Niech cię Bóg błogosławi!

ojciec João Henrique Porcu
Założyciel Wspólnoty Przymierze Miłosierdzia

Brama Rybna – Słowo na maj 2019

„A Bramę Rybną odbudowali synowie Hassenai; oni wprawili jej belki i wstawili wrota, uchwyty jej i zasuwy” (Ne 3,3)

Prowadzimy rozważania nad drugą bramą wiodącą do Jerozolimy – „Świętego Miasta”. Jest to brama pracy i aktywności, położona na północny zachód od świątyni, z widokiem na morze. Przez nią przechodzili sprzedawcy ryb złowionych w morzu, czyli jeziorze Tyberiadzkim. Brama wiodła na rynek rybny, gdzie prowadziło się negocjacje i sprzedawało towar. Odbudowa tej bramy rozpoczyna odnowę zasobów żywności. W ten sposób Bóg potwierdza swą troskę o zapewnienie nam środków umożliwiających pracę i nabywanie pożywienia.

Bramy w Księdze proroka Nehemiasza nie mają dla Izraelitów i dla nas znaczenia wyłącznie materialnego. Mają również wartość duchową, którą pragniemy wspólnie odkryć i wnieść do naszego życia we wspólnocie. Warto podkreślić, że Brama Rybna została całkowicie odbudowana. Autor Księgi Nehemiasza używa zawsze czasownika oznaczającego odbudowę lub rekonstrukcję. W korzeniu słowa „ryba” w języku hebrajskim odkryjemy znaczenie „wzrastania”, „reprodukcji”, „szybkiego poruszania się”. To z kolei możemy skojarzyć z wezwaniem do wzrostu w liczbie, do pomnożenia naszego życia, narodzin nowych synów, nowych ryb, nowych owiec, nowych mężczyzn i kobiet, którzy wierzą w Jezusa.

Z Bramy Rybnej możemy czerpać wiele lekcji, bo łączy się ona z aktywnością, działaniem, wskazuje na „poruszanie się w danym kierunku”. Nehemiasz udziela nam dodatkowo istotnej wskazówki: budowniczowie tej bramy, aby móc ją odnowić, muszą w pierwszej kolejności „wyleczyć” wszystkie jej elementy – dopiero wówczas będzie można ją otworzyć.

„A Bramę Rybną odbudowali synowie Hassenai; oni wprawili jej belki i wstawili wrota, uchwyty jej i zasuwy” (Ne 3,3)

Mówiąc o „odnowieniu”, musimy pamiętać, że zanim urządzimy to, co jest wokół nas, Duch Święty pragnie sam urządzić, poukładać na właściwym miejscu wszystkie elementy naszego wnętrza. Dopiero wtedy my sami, Jego uczniowie, możemy pójść ewangelizować ludy. A więc jeśli przestałeś pracować nad tym, o co prosi cię Pan, jeśli zakopałeś swoje dary i talenty, to znak, że w twoim życiu są miejsca wymagające odnowy. Powstań! Jak mówi tekst biblijny: wstaw uchwyty i zasuwy i otwórz się wyłącznie na miłość Boga.

Zanim zaczniemy głosić Słowo, ogromnie ważne jest, by się do tego właściwie przygotować – poprzez nasze głoszenia, formacje i spotkania. Aby nieść Ewangelię skutecznie, musimy nie tylko poddać się łasce Ducha, ale i modlić się, stawać w obecności Boga. Musimy również poznać miejsce, do którego idziemy, jego sytuację społeczną, polityczną, religijną, pilnie badać i rozeznawać, jakiego Słowa Bożego ten lud pragnie i jakie Słowo musi usłyszeć, aby się nawrócić i skłonić swe serce ponownie ku Bogu.

Dbaj o to, aby twoje spotkania z młodymi, dorosłymi i rodzinami nie były powierzchowne i nieprzygotowane. Duch Święty potrzebuje naszej troski, miłości i uwagi, żeby działać w sercach braci, których nam powierza.

Nie należy podążać za „fanatyzmem naszych czasów”, czyli twierdzeniem niektórych, że wystarczy tylko oddać się Duchowi. Zauważ, co pisze Nehemiasz: budowniczowie rekonstruują bramę, udoskonalając wszystkie jej elementy. Nasze przygotowania i wiedza pozwolą Duchowi Świętemu jeszcze głębiej wnikać w dusze naszych słuchaczy. My, głoszący, musimy wyzbyć się powierzchowności i lenistwa, my musimy schodzić głębiej.

„A Bramę Rybną odbudowali synowie Hassenai; oni wprawili jej belki i wstawili wrota, uchwyty jej i zasuwy” (Ne 3,3)

Możemy wiele nauczyć się z działalności publicznej Jezusa. Jak podaje Ewangelia według św. Mateusza, Jezus, przemierzając całą Galileę, nauczał w synagogach i głosił Dobrą Nowinę Królestwa, lecząc wszystkie choroby i dolegliwości wśród ludu. My też powinniśmy opuścić bramy rybne – właśnie tak! – musimy opuścić zakrystie, klasztory, ogromne bazyliki i wyjść na spotkanie ludu. To jest czas pracy, działania, poruszania się dla najmniejszych. Oni na nas czekają i potrzebują nas, naszego słowa, przykładu, ofiary. Nie zapominajmy, że Pan jasno obiecał: połów będzie obfity.

Oto wezwanie dla całego ruchu Przymierza Miłosierdzia: „idźcie do wszystkich miast, głosząc wszystkim Dobrą Nowinę”. Ziarno, które rzucamy, upada na każdą glebę, dobrą i złą. Nie nasza sprawa, czy wyda owoc, czy nie. Ważne, by wszyscy mogli usłyszeć Słowo. Pamiętaj: WSZYSCY!

Kochani, uwierzmy w to. Ziarno wyda owoc w ten czy inny sposób. Nie wiemy, kiedy i jak, ale musimy uwierzyć. Nasza misja jest aktem wiary. Niekiedy Bóg nie pozwala nam zobaczyć, co dzieje się w duszach osób, którym towarzyszymy, doradzamy i o które się troszczymy. Wierzę, że dzięki temu możemy trwać w pokorze, bo nie uważamy się za bohaterów wydarzeń w życiu tej osoby. Bohaterem jest tylko On, i On jest Słowem.

Powiem ci coś w tajemnicy: musimy wrócić do bramy rybnej z sieciami pełnymi ryb. Tak właśnie! Musimy być odważni. Trzeba ewangelizować z pewnością, że połów będzie obfity.

„A Bramę Rybną odbudowali synowie Hassenai; oni wprawili jej belki i wstawili wrota, uchwyty jej i zasuwy” (Ne 3,3)

Bez wytchnienia, nieustannie, nie stawiając granic, Bóg prosi nas, byśmy przyprowadzili mu z powrotem wiele dusz, które czekają, odczuwają pragnienie, pomyliły kierunek, które ateistami „są” lub za nich „się uważają”. Jakże wiele osób się pogubiło, jak wielu młodych ludzi bierze narkotyki, żyje w nieuporządkowanym seksie, ilu pragnie wyłącznie pieniędzy i luksusów, ilu jest smutnych, cierpi na depresję, straciło motywację i chęć do życia. Jezus prosi cię, byś stał się tym rybakiem, który, otwierając bramę rybną, przynosi Kościołowi nowe życie i nadzieję. To pewne – Jezus potrzebuje naszego „tak”.

Niech Cię Bóg błogosławi!

Jesteśmy razem!

ojciec Antonello Cadeddu
Założyciel Wspólnoty Przymierze Miłosierdzia

Brama dla owiec – Słowo na kwiecień 2019

 „Ja jestem bramą. Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony” (J 10,9) 

Podczas rekonstrukcji murów Świętego Miasta jako pierwszą odnowiono Bramę Owczą. Pisze o tym prorok Nehemiasz (Ne 3,1). To objawienie Słowa ma dla nas duże znaczenie na naszej drodze do dojrzałości i odnowienia duchowego. Brama Owcza znajdowała się nieopodal sadzawki Betesdy albo Betsaidy i przez nią przechodziły owce przeznaczone na ofiarę. W sadzawce owce były myte, aby tak oczyszczone mogły zostać poprowadzone do świątyni.

Rozpoczynając proces naszej odnowy, musimy w pierwszej kolejności przejść przez Bramę Owczą – tę samą bramę, przez którą Chrystus wkroczył do Jerozolimy, by przeżyć misterium męki, śmierci i zmartwychwstania dla naszego zbawienia (por. J 5,1-16).

Jakie znaczenie ma ta brama dla naszej duchowej drogi?

Pragnę zwrócić uwagę na trzy podstawowe kwestie, które oświecą nas na szlaku naszej odnowy duchowej i pomogą zrozumieć poruszane treści oraz żyć tym słowem każdego dnia miesiąca:

  1. Jezus jest bramą, przez którą musimy przejść, by osiągnąć zbawienie

Zbawienia nie osiągniemy własnymi siłami, wysiłkiem czy dobrymi uczynkami: zbawienie to Chrystus. Papież Franciszek nieustannie przypomina, że Pan jest zawsze pierwszy. Oznacza to, że On ukochał nas jako pierwszy i On wychodzi zawsze z inicjatywą miłości: „Bóg zaś okazuje nam swoją miłość [właśnie] przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami. Tym bardziej więc będziemy przez Niego zachowani od karzącego gniewu, gdy teraz przez krew Jego zostaliśmy usprawiedliwieni” (Rz 5, 8-9).

Zbawienie jest darmowym darem od Pana, który wystarczy przyjąć. On nas zbawił, On nas kocha, On oddał się za nas. W tym świetle możemy lepiej zrozumieć, dlaczego prorok Jan Chrzciciel na początku czwartej Ewangelii, pokazując Jezusa światu, objawia Jego najgłębszą tożsamość: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata” (J 1,29). Jezus jest Barankiem złożonym za nas w ofierze, jest równocześnie bramą, przez którą wchodzimy do Miłosiernego Serca Ojca, co więcej – Pasterzem, który nas prowadzi i ukazuje prawdziwą chrześcijańską tożsamość: „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15,13).

Przejść przez bramę, którą jest sam Jezus, to zrozumieć Jego Słowo, mówiące, że „bez Niego nic nie możemy uczynić” (por. J 15,5) oraz „u Boga wszystko jest możliwe” (por. Mt 19,26).

„Ja jestem bramą. Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony” (J 10,9)

  1. Jezus jest moim Pasterzem

Przejść przez Bramę Owczą oznacza również nauczyć się podążać za Jezusem i ufać Mu, wierząc, że „przyszedł po to, aby [owce] miały życie i miały je w obfitości” (por. J 10,10). Chrystus może nas prowadzić, kiedy rozpoznajemy Jego głos, pełnimy Jego wolę, słuchamy Jego Słowa i nim żyjemy.

Tu jednak wkracza gwałtowny atak diabła, który od początku historii zbawienia pragnie oddzielić nas od Boga, wzbudzając w nas okrutne podejrzenie wobec Pana: „Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło” (por. Rdz 3,5). Ta straszna wątpliwość jest najgłębszą raną zadaną przez grzech pierworodny, bo budzi niewiarę w Bożą Miłość i brak zaufania wobec Bożej woli. Sugestia szatana w Księdze Rodzaju ma wzbudzić w nas przekonanie, że Bóg nie jest „Bogiem dla nas”, ale „Bogiem przeciwko nam”. Wróg Boga chce naszej słabości, ubóstwa i cierpienia. On zawsze będzie zasiewał w naszym umyśle ziarno podejrzliwości, które nada woli Ojca posmak łez i goryczy, a grzech ubarwi fałszywym odczuciem przyjemności i wolności.

Sprawując Mszę Świętą, obserwuję, jak wiele osób podczas modlitwy „Ojcze nasz” przybiera ponury wyraz twarzy, kiedy padają słowa „Bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi”. Bardzo trudno jest nam zrezygnować z własnej woli i pozwolić Bożej woli objawić się w nas!

Jeżeli chcemy być prawdziwymi uczniami Jezusa i podążać za Nim jako jedynym Pasterzem i Panem naszego życia, musimy przejść przez bramę, która prowadzi nas na zielone łąki, do spokojnych wód i ku Jego bezpiecznej miłości. Zapraszam was do medytacji nad Psalmem 23, do modlitwy tym psalmem, do śpiewu, adoracji i kontemplacji wielkości Boga, zanurzając się w radości, dobroci, pokoju i mocy płynącej z Jego Obecności.

  1. Być jak owce, które podążają za Panem

Krocz z Jezusem, wejdź w Jezusa – On jest bramą dla zranionych owiec, bramą Miłosierdzia! Z Jezusem zrozumiemy, że sensem życia jest dawać życie, bo „Więcej szczęścia jest w dawaniu aniżeli w braniu” (Dz 20,35). On sam zachęcił nas do świadczenia światu o naszym charyzmacie: „Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali” (J 13,35). Miłość przynagla nas do tego, byśmy nie żyli już więcej dla siebie samych, ale wyszli z siebie i zapukali do drzwi serca drugiej osoby, stworzonej do dawania i przyjmowania miłości.

„Ja jestem bramą. Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony” (J 10,9)

Wspominam doświadczenie mojej znajomej, którą do tego stopnia zwiodły okultyzm, nieuporządkowana seksualność i postrzeganie siebie samej jako ofiary, że zaczęła planować własną śmierć. Ustaliła godzinę i miejsce samobójstwa. Ale w tym czasie i miejscu spotkał ją Jezus, objawiając jej swoje Miłosierdzie i przebogate życie. Dziś ta cudowna kobieta tryska radością i oddaje swoje życie, aby inni także mogli poznać tę miłość, która ją uratowała. Ofiarowuje siebie bez znużenia, nie szczędząc sił i, pomimo zaawansowanego wieku, sprawia wrażenie wiecznie młodej, radosnej i pełnej życia.

Na zakończenie chciałbym przytoczyć krótką myśl papieża Franciszka: „Rzeki nie piją własnej wody, drzewa nie jedzą własnych owoców. Słońce nie świeci dla siebie samego; a kwiaty nie pachną dla siebie. Życie dla innych jest prawem natury (…). Życie jest dobre, kiedy jesteś szczęśliwy, ale jest dużo lepsze, kiedy inni są szczęśliwi dzięki tobie”.

Niech cię Bóg błogosławi!

ojciec João Henrique
Założyciel Wspólnoty

Słowo na marzec 2019

Czas odnowy

Drogie dzieci, drodzy przyjaciele! W tym roku przygotowań do 20. rocznicy powstania naszej błogosławionej, małej i ubogiej rodziny „Przymierza Miłosierdzia” [1], rozeznaliśmy, że Pan wzywa nas do nowego kroku ku „dojrzałości ludzkiej i duchowej”. Tę dojrzałość osiągnąć możemy, trwając w świetle Słowa Pańskiego, które jest „duchem i życiem” (por. J 6,63). Ośmielimy się stwierdzić, że dojrzałość polega na skoncentrowaniu naszych wysiłków, by żyć w pełni tym, o czym mówi święty Paweł: „Sam Bóg pokoju niech was całkowicie uświęca, aby nienaruszony duch wasz, dusza i ciało bez zarzutu zachowały się na przyjście Pana naszego Jezusa Chrystusa. Wierny jest Ten, który was wzywa: On też tego dokona” (1Tes 5,23-24).

Dojrzałość konkretyzuje się, kiedy uzmysławiamy sobie, że to nie my wybraliśmy Pana, ale to On nas wybrał, ustanowił, poświęcił i posłał (por. J 15,16), i kiedy jest w nas świadomość, że „On jest wierny i On też tego dokona”. A zatem niech On będzie rzeczywistym Panem naszej historii! Otwórzmy przed Nim drzwi naszej duszy, aby wkroczył tam jako jedyny Pan: „Bramy, podnieście swe szczyty i unieście się, prastare podwoje, aby mógł wkroczyć Król chwały” (Ps 24,7).

Być dojrzałym to żyć jak Maryja, codziennie powtarzać nasze „tak”, aby „stało się nam według Jego słowa” (por. Łk 1,38). Przypomnijmy, co Maria Paola mówiła w godzinie śmierci: „Nieważne, co ja zrobiłam – ważne jest to, co uczynił we mnie Pan”. Naszym powołaniem jest „być apostołami nowej ewangelizacji, aby budować cywilizację Miłości”. A czy ty jesteś gotów codziennie oddawać swoje życie, aby przemieniać historię?[2]

Być dojrzałym to stale „odinstalowywać” nasze zabezpieczenia i bogactwa, tak by na koniec życia móc zrozumieć i wygłosić tę prawdę: „jak dotąd nie zrobiliśmy nic. Musimy zacząć wszystko od początku!”. Moglibyśmy również stwierdzić, że być dojrzałym to „powrócić do pierwotnej miłości, wspominając Miłosierdzie Boga w naszym życiu, drogę nawrócenia, powracając do <<pierwszych czynów>>, do istoty naszego życia” (por. Ap 2,4nn.).

Dziś i każdego dnia musimy przezwyciężać pokusę wygodnictwa, zadowolenia, przyzwyczajenia. Ilekroć Izraelici zaczynali żyć wygodnie i czcić dzieła swoich rąk, ufając w swoje własne siły, zadowalając się swymi podbojami i fałszywymi zabezpieczeniami, Pan interweniował i „odinstalowywał” swój lud, zsyłając na niego kolejne wygnania. Święte Miasto było burzone, a Izraelici byli wypędzani ze swojej ziemi, by później do niej powrócić i rozpocząć rekonstrukcję. Działo się tak, aby lud Boga mógł „powrócić do Niego całym sercem”, zaczynając na nowo, przemieniając swe zachowanie i składając całą nadzieję w Nim jedynie jako jedynym i prawdziwym Panu.

W tym roku pragniemy skupić się na zagadnieniu odnowy. Przemierzając tę drogę, będziemy kierować się planem wytyczonym przez Księgę Nehemiasza, która opowiada historię odnowienia Jerozolimy po niewoli babilońskiej[3]. Księgi Ezdrasza i Nehemiasza to nasze jedyne źródła dotyczące okresu po wygnaniu, a ich tematem przewodnim jest rekonstrukcja Judy, Jerozolimy i Świątyni Jerozolimskiej i, przede wszystkim, odnowienie boskiego Przymierza z narodem wybranym (por. Ezd 7-10).

Zagłębiając się w treść Księgi Nehemiasza, odkryjemy cudowne „poruszenie” Ducha. Nastąpiło ono, gdy lud, zgromadzony na czytaniu księgi Prawa (Słowa Bożego), wzruszył się głęboko. Wówczas namiestnik Nehemiasz oraz kapłan-pisarz Ezdrasz powiedzieli: „Ten dzień jest poświęcony Panu, Bogu waszemu. Nie bądźcie smutni i nie płaczcie! […] A nie bądźcie przygnębieni, gdyż radość w Panu jest waszą ostoją” (Ne 8,9-10). W Księdze Nehemiasza Bóg zaprasza nas do tego, byśmy w świetle stwórczego Słowa Bożego, które „czyni wszystko nowe” (por. Ap 21,5), odbudowali swoje życie jako Rodzina Przymierza Miłosierdzia. Uświęcenie naszej Wspólnoty zaczyna się ode mnie. To nawrócenie jest zobowiązaniem na każdy dzień!

W szczególny sposób będziemy analizować, z pomocą Ducha Świętego, odnowienie dwunastu bram Jerozolimy, zgodnie z relacją zawartą w księdze Nehemiasza. Zauważymy, że każda z tych bram symbolizuje krok konieczny do odbudowy „naszego miasta”, „twierdzy wewnętrznej”, jak mawiała święta Teresa z Ávili, a współcześnie – naszego „Jeruzalem”, naszej Wspólnoty, „Miasta Boga”.

Wierzymy, że te kroki będą przemieniały historię, bo wiemy, że lepszy świat zależy od naszego osobistego i wspólnotowego „tak” Bożemu Słowu. Uczymy się tego w szkole Maryi, naszej matki: „Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa!” (Łk 1,38). Tak jak na początku istnienia Dzieła, podobnie i dziś Pan zaprasza nas do tego, byśmy mówili „tak” lepszemu światu!

Niech cię Bóg błogosławi na drodze tych rozważań Słowa Bożego. Niech On, nasz Pan, odnowi i odbuduje bramy „swojego Jeruzalem” i opieczętuje każdą z tych bram mocą Ducha Świętego, aby Jego Słowo całkowicie wypełniło się w naszej Rodzinie Przymierza Miłosierdzia.

ojciec João Henrique
ojciec Antonello Cadeddu

 


[1] W tym momencie pragniemy wspomnieć naszą ukochaną siostrę, Marię Paolę Ollę – Włoszkę pochodzącą z miejscowości Sinnai na Sardynii, która była jedną z założycielek Przymierza Miłosierdzia. W roku 2009, po pięcioletniej walce z rakiem piersi, zakończyła swoją ziemską misję.


[2] Ojciec Święty Jan Paweł II podczas Światowych Dni Młodzieży w Buenos Aires w roku 1987.


[3] Wygnanie do Babilonii, niewola babilońska lub wygnanie babilońskie – to termin na określenie masowej deportacji i wysiedlenia Żydów z dawnego Królestwa Judy do Babilonii przez Nabuchodonozora II. W tym okresie działalność pełnili prorocy Starego Testamentu: Jeremiasz, Ezechiel i Daniel. Wygnanie było dla proroków czasem oczyszczenia, konsekwencją grzechu Izraela, karą boską nałożoną za niewierność ludu. W desperackiej próbie uniknięcia gorzkiej kary od Boga, prorocy nieustannie obwieszczają wyrocznie przeciw przywódcom, przeciw kultom praktykowanym w Świątyni i przeciwko całemu ludowi.

Słowo na luty 2019

BIADA MI GDYBYM NIE EWANGELIZOWAŁ

Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu.” (Mk 16,15)

Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii!” (1Kor 9,16) mówił Paweł, Apostoł poganów. Jego rozpalone serce nie mogło się powstrzymać. Musiał promieniować owym światłem, które uczyniło go ślepym na rzeczy świata a objawiło mu żywego Chrystusa, Zmartwychwstałego, który przemienił jego życie.

Paweł nie mógł zachować dla siebie miłości jaką otrzymał, ponieważ wiedział, że ewangelizacja była kwestią życia lub śmierci. Życie lub śmierć wieczna, ponieważ Słowo Pana jest jasne: “kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony” (Mk 16,16). Miłość Chrystusa pobudza do myślenia, że Jezus umarł za wszystkich, aby nikt nie żył dłużej dla siebie samego, aby uwolnić nas z więzienia naszego ja, w którym czujemy, że umieramy (2Kor 5,15).

Jako świadek Miłosierdzia Bożego, które przemienia grzeszników w świętych, wykrzykiwał na głos i życiem skonsumowanym aż do męczeństwa dla miłości Chrystusa.

Dzisiaj, jak nigdy, świat potrzebuje być ewangelizowany, a nakaz misyjny Chrystusa każdego dnia staje się bardziej aktualny. “Nie znajdzie ludzkość uspokojenia, dopokąd się nie zwróci z ufnością do miłosierdzia mojego.” (Dzienniczek św. Faustyny, nr. 300)

Żyjemy w najbardziej krwawej epoce w historii ludzkości. Dwie wojny światowe zabiły jedną czwartą populacji europejskiej. Ideologia komunistyczna w Rosji i Chinach przyniosła śmierć 140 milionów. Aborcja zabija, każdego roku, 55 milionów niewinnych żyć, przekształcając macicę, ogród życia, w bunkier śmierci, w eksterminację niewinnych dzieci. Wobec obojętności świata, każdego dnia aborcja zbiera swoje żniwo, więcej żyć niż trzy bomby atomowe, jak w przypadku Hiroszimy.

W samej Brazylii mieliśmy 56 tysięcy zabójstw podczas roku w populacji 200 milionów mieszkańców. Proporcjonalnie więcej niż w wojnie w Wietnamie i w Syrii… i przyzwyczajamy się do tego wszystkiego.

Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu.” (Mk 16,15)

Papież święty Jan Paweł II, podczas swojego długiego pontyfikatu, odwiedził cały świat, wzywając z mocą Kościół do “nowej ewangelizacji”: nowego zapału, w metodach, w wyrażeniach. Spotkał, jako Papież, podczas swoich nieskończonych podróży apostolskich, więcej niż 400 miliony ludzi, nawet będąc w złym stanie zdrowia, przemierzał kilometry odpowiadające czterokrotności odległości między Ziemią a Księżycem. Po to, aby głosić Ewangelię Pana i, jako iskra boskiej miłości, aż po ekstremum sił, przynieść światu ogień miłości miłosiernej Serca Chrystusa, które żyje dzisiaj i zawsze w historii świata. Nie możemy nigdy zapominać, że Jezus nas posyła i kroczy z nami: “A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28,20). On działa z nami kiedy głosimy Jego Ewangelię potwierdzając Słowo poprzez znaki, które nam towarzyszą (Mk 16,20).

Dzisiaj, jak nigdy, ten naglący apel Serca Chrystusa (należy) odnosi się do nas! Dzisiaj jest nasza kolej, aby powtórzyć “Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii!” (1Kor 9,16). Do naszego pokolenia należy ewangelizowanie tego pokolenia: “a swoje miłosierdzie na pokolenia i pokolenia [zachowuje] dla tych, co się Go boją” (Łk 1,50). Miliardy mężczyzn i kobiet wyczekują, aby doświadczyć Miłosierdzia Pana, które ożywi ich życie i przemieni historię. Święty Paweł, święty Jan Paweł II, święta Teresa z Kalkuty, święty Franciszek, święty Dominik i wszyscy święci i męczennicy, którzy poprzedzili nas patrzą na nas, abyśmy nie pozwolili uciszyć głosu Ewangelii, który został nam przekazany, abyśmy nie pozwolili, aby krew Jezusa i zastępów męczenników w historii Kościoła poszła na marne.

Musimy mieć świadomość, że Chrystus nadal jest prześladowany w Swoim Kościele. Papież Franciszek, wiele razy, przypominał nam, że Kościół miał więcej męczenników w ostatnim wieku niż na początku chrześcijanizmu. Co każde pięć minut jakiś chrześcijanin jest mordowany. Nie można tego wyemitować, ponieważ media komunikacyjne, sprzedawane w interesach niewielu, mogą tylko ujawnić skandale kościelne z jedyną intencją uciszenia Kościoła i zniszczenia jego autorytetu duchowego. Musimy mieć świadomość, że istnieje prawdziwa “dyktatura kulturowa unikalnego myślenia”, jak mówił Papież Emeryt Benedykt XVI, która ma na celu zniszczenie rodzin, Kościoła i wszystkich wartości moralnych, które są podtrzymywane.

Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu.” (Mk 16,15)

Kardynał Cafarra mówił, że walka duchowa między dobrem i złem, która toczy się na polu wolności serca człowieka, ma odbicie społeczne, demoniczne i przemocowe. W aborcji i eutanazji dostrzegał atak przeciwko Bogu Stworzycielowi, Panu życia. Dostrzegał ponadto, w “ideologii gatunku”, bezpośredni atak przeciwko Bogu rodziny, Bogu Trójcy, który stworzył człowieka na Swój obraz, stworzył mężczyznę i kobietę (Rdz 1,27). Jest to godzina “antychrysta”, który pragnie wprowadzić w świecie “przeciwieństwo” stworzenia, aby zniszczyć ludzkość.

Nadeszła godzina obudzenia! To jest godzina śmiałości i pilności “Nowej Ewangelizacji”. Wiemy, że “śmiałość złych wynika z pominięcia dobrych” (Papież Leon XIII) a przede wszystkim, że “Pan już zwyciężył świat”! To jest nasza godzina, nasze “tak” przybliża triumf Niepokalanego Serca Maryi przepowiadane w Fatimie.

Pan jest z nami! Ewangelizujemy bez strachu! Ewangelizujemy z kreatywnością i śmiałością. Ogłaszamy nową “Pięćdziesiątnicę Miłosierdzia”, która wyrwie świat z jego odrętwienia a ponadto rozpali, przywracając mu młodość, jak mówiła święta Gertruda.

Pe. João Henrique

Założyciel Przymierza Miłosierdzia

Słowo na styczeń 2019

GŁOSICIELE SŁOWA

„Za najwyższych kapłanów Annasza i Kajfasza skierowane zostało słowo Boże do Jana, syna Zachariasza, na pustyni. Obchodził więc całą okolicę nad Jordanem i głosił chrzest nawrócenia dla odpuszczenia grzechów.” (Łk 3,2-3)

Łukasz pragnie dokładnie opisać to wszystko, co dzieje się w czasach Jezusa. W medytowanym przez nas fragmencie (por. Łk 3,1 nn.) Ewangelista podaje dane historyczne: imiona cezara, namiestnika, tetrarchów i najwyższych kapłanów oraz miejsce sprawowania posługi przez Jana Chrzciciela. A to dlatego, że Słowo wciela się w historii. Jezus, Słowo Boga, staje się obecny w określonym czasie i miejscu. Jezus, Słowo, żyje w historii ludzkości.

W określonym czasie do Jana zostało skierowane Słowo Boże. On jest głosem poprzedzającym Jezusa Chrystusa: Boga, który zstępuje pośród nas. Łukasz pragnie nam pokazać, jak należy komunikować Słowo w świecie, i czyni to poprzez żywe doświadczenie Jana Chrzciciela.

Zanalizujmy więc elementy wymienione przez Ewangelistę.
Jan, dotknięty przez Ducha Świętego, głosi chrzest nawrócenia. Termin grecki, którego używa Ewangelia, to metanóia, co oznacza „przemianę sposobu myślenia i życia”. Aby móc przekazywać Słowo Jezusa, musimy radykalnie zmienić nasz sposób myślenia i życia. Błędne, a wręcz niszczące dla mnie samego i dla innych jest zakładanie, że mogę mówić o Jezusie, jeśli sam nie przemieniam każdego dnia mojego życia. Muszę zrozumieć, że moje istnienie polega na czymś więcej niż na realizowaniu prywatnych, egoistycznych interesów.

Głoszone przeze mnie Słowo powinno opierać się na konkretnym życiu; nie mogę pozwolić, by przeważało u mnie podwójne życie. Dlatego muszę zrozumieć, że doświadczyć metanoi oznacza również wyjść poza rozum, aby oddać się całkowicie Duchowi, wierząc, że to On ma mówić, a ja mam stanąć z boku. Niestety niektórzy głosiciele robią wszystko – nieświadomie, a czasem świadomie – aby stanąć w centrum, wywyższając siebie samych. To przerażająca rzeczywistość!

„Za najwyższych kapłanów Annasza i Kajfasza skierowane zostało słowo Boże do Jana, syna Zachariasza, na pustyni. Obchodził więc całą okolicę nad Jordanem i głosił chrzest nawrócenia dla odpuszczenia grzechów.” (Łk 3,2-3)

Kolejny element, na który warto zwrócić uwagę u Jana, to jego postawa wobec tego, co może mu zakomunikować Bóg. Jan jest głosem wołającym na pustyni. My również powinniśmy być „głosem Słowa”. Bóg potrzebuje ludzi, którzy będą komunikować Jego Słowo. Ale w tym celu ja sam powinienem zniknąć i pozwolić mówić Panu. Potrzeba pokory i świadomości, że to Bóg daje mi siłę i jasność, bo ja jestem tylko Jego instrumentem.

Żarówka zabłyśnie tylko wówczas, gdy jest prąd. Siła tkwi w energii, nie w samym przedmiocie. Bez prądu żarówkę można wyrzucić. Abym mógł głosić Ewangelię, muszę zgodzić się na to, że jestem, jak mawiała święta Tereska od Dzieciątka Jezus, „zabawką w rękach Jezusa, która może trafić do śmieci, jeśli On nie będzie już chciał się nią bawić”.

Należy spojrzeć na życie Maryi, matki Jezusa. Ona, wydając na świat Syna Boga, znika. Mówi jedynie: „Niech Mi się stanie według twego słowa!” (por. Łk 1,38). I ona będzie mogła powiedzieć w ciszy: „Wejrzał na uniżenie Służebnicy swojej” (Łk 1,48a). Pokora to pewna droga głoszenia Słowa. Taka postawa czyni z nas głos: głos, który pozwala Bogu dosięgnąć ludzkich serc.
Teraz przyjrzyjmy się trzeciemu elementowi.

Jan żył na pustyni. Głos przygotowywał się z dala od zamieszania, od interesów religijnych czy politycznych. Pustynia w Biblii to miejsce, gdzie człowiek doświadcza wolności i przezwyciężenia wszelkich bożków i prywatnych interesów, gdzie odkrywa to wszystko, co go wiąże. Na pustyni człowiek spostrzega swe najniższe przywiązania, ale również dociera, poprzez wewnętrzne bitwy, do spotkania z Bogiem. Na pustyni człowiek uczy się tego, co najistotniejsze, nie gubiąc się w przeróżnych działaniach czy niepotrzebnych słowach. W wewnętrznej i zewnętrznej ciszy pustyni, Bóg może w końcu mówić z mocą.

My, którzy głosimy Słowo, jesteśmy proszeni, by żyć na pustyni. Nasza komunikacja powinna rodzić się z wewnętrznej ciszy. Słowo powinno tryskać, tak jak źródło tryska ze skały. Powinniśmy pić jedynie czystą i przejrzystą wodę, która wypływa z wnętrza skały, czyli z ciszy. W tej ciszy, osiągniętej z Bogiem w walce codzienności, pojawi się wyłącznie Słowo, Logos, Jezus.

„Za najwyższych kapłanów Annasza i Kajfasza skierowane zostało słowo Boże do Jana, syna Zachariasza, na pustyni. Obchodził więc całą okolicę nad Jordanem i głosił chrzest nawrócenia dla odpuszczenia grzechów.” (Łk 3,2-3)

Przedstawmy jeszcze jeden element, o którym słyszymy na samym początku tego tekstu. Ewangelista Łukasz kładzie nacisk na czas i miejsce, gdzie i kiedy Jan składa świadectwo i działa. Jan żyje w czasach Cezara Tyberiusza i Heroda. Łukasz pisze o miejscu i ludziach, którzy do Jana przychodzą. Historia zbawienia dzieje się w określonym czasie i miejscu. Jan prowadzi komunikację z konkretnymi ludźmi, którzy słuchają i pytają, co mają robić.

Nasze głoszenie nie może być nigdy wyjęte z kontekstu, w którym żyjemy. Musimy znać sytuacje, problemy, pragnienia, marzenia, błędy osób, które słuchają naszego głoszenia, aby Słowo stało się konkretne i dawało życie. Niestety często jest tak, że głoszący mówią, ale nie wchodzą głębiej w życie słuchaczy. To ci teologowie albo „fachowcy od Słowa”, którzy ze Słowa czynią studium teoretyczne i wykorzystują Je, by pokazać swoje obycie i inteligencję. I tak stają się niczym wiatr, który gubi się w powietrzu, bo Słowo nie wciela się w ich życiu, ale pozostaje teorią.

Kto prawdziwie komunikuje Boga, powinien badać, co Duch pragnie nam powiedzieć w czasie i miejscu, w których to Słowo jest głoszone. Powinien sam żyć tymi problemami i trudnościami, pozwalając Duchowi ukazywać rozwiązania, które tryskają z miłości Boga Ojca.

Kilka lat temu miałem cudowne doświadczenie. Kiedy głosiłem w pewnym mieście w Brazylii, podczas modlitwy Jezus powiedział wyraźnie, że młodzi przestaną umierać z powodu narkotyków, o ile co miesiąc będą odbywały się nocne czuwania na Adoracji Eucharystycznej. Ludzie przyjęli to słowo i proroctwo się wypełniło. Pięknie jest pozwalać Jezusowi działać w historii naszych czasów i stawać się tak kanałem Jego łaski.

A zatem głośmy Słowo, świadomi tego, że powinniśmy być głosem Boga – jak Jan Chrzciciel. Obyśmy i my mogli powtórzyć za Janem: „Potrzeba, by On wzrastał, a ja się umniejszał” (J 3,30).

ojciec Antonello Cadeddu

Słowo na grudzień 2018

Maryja raz jeszcze udziela nam lekcji, uczy nas drogi miłości, służby i ewangelizacji. Uczy czynić „boskim” każdy moment naszego życia i przemieniać każdą ludzką relację w doświadczenie Nieba. Maryja jako Matka udziela nam lekcji, jak żyć Słowem w konkrecie naszego życia, w naszej codzienności, i jak w miłości i służbie braciom odkryć syntezę Ewangelii.

Wszystko należy czynić, patrząc oczami Boga, w Bożej miłości i Obecności. Maryja i Elżbieta uczą nas tego, kiedy spotykają się ze sobą po zwiastowaniu anielskim: „W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w [pokoleniu] Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę” (Łk 1,39–41).

Łukasz, używając wyrażenia „w tym czasie”, nawiązuje ściśle do tego, co napisał wcześniej: „w szóstym miesiącu” [od poczęcia Jana]. Ten czas przywołuje Księgę Rodzaju, gdzie czytamy o stworzeniu człowieka przez Boga szóstego dnia. Liczba sześć składa się z sumy trzy plus trzy i w Biblii znaczy „kres, ograniczenie”. Oznacza to, że jesteśmy stworzeniami pełnymi ograniczeń, grzechów. Maryja w szóstym miesiącu udaje się z pośpiechem służyć Elżbiecie. Maryja wie, że idzie na spotkanie osobie ograniczonej, starej, pozbawionej sił. I wcale nie idzie do Elżbiety po to, by oznajmić wszystkim wielki cud, który Bóg w niej uczynił. Nic z tych rzeczy! Ona idzie służyć małemu i nędznemu stworzeniu, oddając się całkowicie do jego dyspozycji. Maryja w ciszy służy temu „nic”, które jest przed nią. Służy niedoskonałemu stworzeniu, a w nim pragnie służyć ludzkości, której brakowało Boga.

To dla nas wielka nauka. Musimy zrozumieć, że nie powinniśmy nigdy służyć innym po to, by dostać w zamian jakąś przysługę. Nie możemy służyć interesownie, z zamiarem otrzymania czegokolwiek. Tak jak Maryja powinniśmy świadomie posługiwać tym, których wybrał Jezus: ubogim, ograniczonym, najmniejszym. A my, przeciwnie, jak często pomagamy komuś bogatemu lub wykształconemu, kto może odpłacić się nam finansowo lub podziękować za pomoc? Maryja zaś wybiera to, co wybrał Bóg: to, co najmniejsze.

„W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w [pokoleniu] Judy”. (Łk 1,39)

A czyni to z pośpiechem! Nie przejmuje się swoim stanem fizycznym, tym, że w jej łonie jest obecny Syn Boży. Śpieszy się, by służyć, nie patrząc na siebie samą. Miłość jest skuteczna, gdy człowiek nie spędza życia na przygotowywaniach i opracowywaniu „planów pięcioletnich”. Ogólnie mówiąc, Kościół w służbie miłości wielokrotnie przylgnął zanadto do programów, spotkań i rozmów, które kończą się na papierze i tak umierają.

A my? Jakże często odkładamy na bok to, co było dla nas zbawieniem – jak nasze osobiste spotkanie z Bogiem – bo zaczynamy „rozumować”, i to „rozumowanie” przejmuje kontrolę nad naszymi myślami? Tak oto nie myślimy już o tym, że Jezusa spotykamy na nowo w ewangelizacji. Maryja z pośpiechem poszła służyć, bo ktoś potrzebował spotkania ze Zbawicielem. A co takiego my czynimy z pośpiechem? Czy duchowa, a nawet fizyczna śmierć drugiego człowieka nie robi na nas dziś wrażenia?

„Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę” (Łk 1,40–41). Ten krótki fragment ukazuje nam wspaniały obraz. Dwie osoby spotykają się i tak oto objawia się obecność Ducha Świętego. W tym wersecie Łukasz przypomina nam podstawową prawdę: moja służba realizuje się w cudowny, wspaniały sposób, jeśli ja, tak jak Maryja, trwam w Bogu i mam w sobie Boga. Moje czyny miłosierdzia będą miały wartość tylko jeśli żyję w Bogu, jeśli moja dusza trwa w harmonii ze Stwórcą i jeśli robię to, co przykazał nam czynić Jezus: kochać w Bogu, służyć w Bogu. Nie mogę i nigdy nie powinienem pełnić dzieł miłosierdzia tylko dlatego, że odczuwam czysto ludzkie pragnienie lub po to, by egoistycznie poczuć się spełnionym jako osoba.

Niestety, nasze działanie jest często czysto ludzkie, filantropijne. Służę ubogim, pragnąc za to zapłaty lub przebywając w towarzystwie znajomych. Odwiedzam ich, by poczuć się spełnionym, szczęśliwym, bardziej świętym… A z biegiem czasu wszystko mija! Ilu z nas – pełnych zapału, świeżo po nawróceniu, spędzaliśmy całe noce z braćmi z ulicy? A czy teraz żyjemy tym samym radykalizmem? Jeśli tak wygląda nasza służba, to nie trwaliśmy i nie trwamy w Bogu! Jeżeli w centrum mojego życia nie ma Jezusa, wówczas nie widzę Jezusa, który żyje w ubogich.

Maryja poszła z pośpiechem, aby służyć – ale ona wybrała się z żywym Jezusem w niej samej, w swoim łonie. Ofiarowuje jedyną rzecz, jaką ma: Jezusa. Nie poszła po to, by czynić dobro, ale aby zanieść Elżbiecie Jezusa. To jest prawdziwe dzieło miłosierdzia. To obecność Jezusa we mnie nieustannie porusza mnie do tego, by kochać i służyć bez ograniczeń. Tak oto staję się „Jezusem dla drugiego człowieka”. Służba, dzieło miłosierdzia ma sens wyłącznie, jeśli ja sam „jestem Jezusem”, jeśli kocham Miłość, jeśli żyję Słowem, Eucharystią. Jeżeli będę dawać innym siebie samego, z biegiem czasu napotkam tylko niepowodzenie, zmęczenie, odrzucenie, a nawet nienawiść drugiej osoby, bo człowiek, kochany po ludzku, pokazuje i będzie nieustannie coraz bardziej pokazywał swoje ograniczenia, egoizm, brud, grzech. Święte miłosierdzie urzeczywistnia się tylko wtedy, gdy kocham jak Jezus i w Jezusie. Maryja nie przejmowała się tym, że Elżbieta była stara, że mieszkała daleko, że czuła strach i ukrywała się przed ludźmi. Maryja zaniosła Elżbiecie Jezusa!

„W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w [pokoleniu] Judy”. (Łk 1,39)

„A Duch Święty napełnił Elżbietę” (Łk 1,41). To jest owoc miłości Maryi: Elżbieta otrzymała Ducha i napełniła się radością. Pięknie jest obserwować, jak obecność Jezusa, dana przez Maryję, przyciąga Ducha. Nasze miłosierdzie, nasza służba tym najmniejszym czy każdemu człowiekowi, którego spotykamy, powinna mieć jako punkt początkowy i końcowy niesienie Ducha Świętego, powinna prowadzić tę osobę do ponownych narodzin w Duchu Świętym: Jezus we mnie spotyka się z Jezusem w drugim człowieku i nasza wzajemna miłość rodzi Pięćdziesiątnicę! To powinien być nasz cel: nieść Ducha Świętego wszystkim tym, którym służymy w dziełach miłosierdzia.

Niech drugi człowiek, spotykając nas, może wydać okrzyk jak Elżbieta:  „Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona” (Łk 1,42).

o. Antonello Cadeddu

Słowo na listopad 2018

W Rwandzie, podczas dramatycznego ludobójstwa, które doprowadziło do śmierci ponad 800 tysięcy osób, chrześcijanie dali liczne świadectwa Miłosierdzia, które tylko Pan może złożyć w sercu
człowieka.
Pośród tak wielu doświadczeń, które zostały mi zrelacjonowane, chciałbym opowiedzieć następujące: pewnej niedzieli, kiedy we wspólnocie celebrowana była Eucharystia, pewien człowiek,
w momencie “Ojcze nasz”, przerwał modlitwę i powiedział: “Nie mogę modlić się “Ojcze nasz” ponieważ, nie jestem w stanie przebaczyć temu, który zabił moich bliskich . Jak mogę powiedzieć
“przebacz nam nasze winy, jako i my przebaczamy naszym winowajcom”, jeśli chowam jeszcze w moim sercu nienawiść? Potrzebuję pojednać się z tym bratem i poprosić go o przebaczenie za to, że aż do dzisiaj mu nie wybaczyłem, bo przecież jestem uczniem Pana, który na krzyżu, błagał o przebaczenie tym, którzy Go ukrzyżowali. Proszę módlcie się za mnie.” I wyszedł z kościoła. Cała
wspólnota podjęła modlitwę , wstawiając się z wiarą. Następnej niedzieli, ten chrześcijanin wszedł do kościoła ze swoim “nieprzyjacielem”, który powiedział: “ Chcę poznać Boga, który sprawił cię zdolnym do kochania w taki sposób, przebaczania w taki sposób, ponieważ tylko Bóg żywy i prawdziwy może tego dokonać.”

Mam tą pewność, że jeśli rzeczywiście będziemy konkretnymi świadkami Miłosierdzia Ojca, pociągniemy za nami na spotkanie z Jezusem, jedynym Panem i Zbawicielem, tłum mężczyzn i kobiet.

Dzisiaj i zawsze ludzie naszych czasów nie chcą tak bardzo słuchać mówienia o Jezusie, ale chcą słuchać Jezusa, kochać, działać w nas. Dzisiaj i zawsze, mężczyźni i kobiety, młodzi i dzieci, nawet bez wiedzy, noszą w swoich sercach nieskończone pragnienie, niezmęczonego poszukiwania, krzyk, który nie milknie: “Chcemy widzieć Jezusa!” (J 12,21). Oto o co prosili Grecy Filipa i Andrzeja w rozdziale 12 Ewangelii św. Jana, dzisiaj świat ma prawo pytać nas, którzy nazywamy siebie chrześcijanami.

Mam pewność, że nie istnieją źli ludzie. Istnieją tylko osoby zranione, spragnione i głodne, które przemieniły się w trudne, brutalne, bez skrupułów, ponieważ nie były w stanie znaleźć źródła czystej miłości, która jako jedyna może ugasić pragnienie serca. Innymi słowami, świat potrzebuje Chrystusa. Mam pewność, że tak jak mówiła święta Katarzyna “jeśli staniecie się tym kim jesteście,
zapalicie cały świat!”

Jak osiągnąć ten cud? Żyjąc Słowem, trwając w ten sposób w Chrystusie, aby Chrystus żył w nas!

“Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić.” (J 15,5)

Owoce, które Słowo produkuje w nas są niezliczone, ponieważ doskonałości Boskie są niezmierzone. Biblia nas uczy, że Słowo stwarza (Rdz 1,3), uświęca (Wj 19,5-6a), uzdrawia (Mt 8,8),
odradza (1 P 1,22-23), przemienia nas w podobnych do Jezusa (Łk 8,21), wypełnia nas radością (J 15,11), wskazuje, poprawia, wychowuje, udoskonala (2Tm 3,16-17). Warto uważnie czytać i
medytować psalm 119, najdłuższy psalm w Słowie Bożym, z 176 wersetami, gdzie każdy werset poszukuje wychwalania owocu Słowa Boga w tych, którzy je przyjmują.

Istnieje tak wiele łask, tak wiele owoców, których nie można wyrazić. Wiecie dlaczego?
Jezus nam zdradza sekret: “Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego, i będziemy u niego przebywać.” (J 14,23). Słowo przyjęte, zachowane w sercu i w życiu, przemienia nas w “żywe tabernakulum” Boga, przemienia nas w Maryję, “płodnych”, “wypełnionych” Bogiem, przemienia nas w nowe “Arki Przymierza”. I Arka była miejscem gdzie Bóg manifestował swoją obecność: a Shekinah !

Wiecie dlaczego, wraz z przyjściem Chrystusa i narodzinami Kościoła, Świątynia została zniszczona a Arka, w tajemniczy sposób, zniknęła? Jestem pewien, że wydarzyło się to, abyśmy zrozumieli, że nowy czas jaki Jezus przyszedł ustanowić na świecie, jest czasem
nowej “świątyni”, gdzie każdy z nas jest powołany do przemiany, aby świat doświadczył i uwierzył w Obecność Boga Żywego, który żyje w nas. To jest wspaniałe! Jak również jest dla nas wielką odpowiedzialnością.

Wewnątrz Arki przechowywane było Słowo Boże, manna i laska władzy kapłańskiej Aarona. Duch Święty dzisiaj chce wypisywać Słowo na tablicach naszych serc (2 Kor 3,3) i daje nam Chleb Życia oraz autorytet Pana, abyśmy stawali się świadkami Jego mocy,
kapłanami w świecie i prawdziwymi adoratorami. Radością Ojca jest, abyśmy mogli produkować wiele owoców z Chrystusem, ponieważ bez Niego, nic nie możemy uczynić. Musi być jasne dla nas: “Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, poproście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami.” (J 15,7-8)

Zapamiętujmy, więc i żyjmy z żywą wiarą i śmiałością w miłości, tym Słowem:

“Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić.” (J 15,5)

Naszym powołaniem, w tym świecie i w wieczności jest, abyśmy przemienili się w żywe Słowo dla ludzi. Tworząc mnie, Pan głosił Słowo w inny sposób, partykularnie, dawał mi życie, to życie unikalne, tą specjalną misję, którą żaden inny mężczyzna ani kobieta, w historii ludzkości, nie mógłby zrealizować, oprócz mnie. I to Słowo, którym jestem, nie może wrócić do nieba bez zrealizowania swojej własnej misji, bez przyniesienia owoców, dla których zostało posłane na świat, jak mówi prorok Izajasz (Iz 55,11).

Pomyśl jak cenne jest twoje życie, “słowo żywe”, które ludzie mogą czytać bez potrzeby słów (1P 3,1). Proś Ducha Świętego, aby mógł pokazać im to Słowo wybrane, do którego zostałeś
powołany, aby być dla świata… Twoja misja jest unikalna, twoja osobista postawa zgody na to, aby Jezus żył w twoim sercu, która stanie się odblaskiem świętości Boga w historii ludzkości.

Czy pamiętasz co mówił święty Augustyn, jak już o tym pisaliśmy, jeśliby spalono całą Biblię i pozostało by tylko jedno Słowo: “Bóg jest miłością” (1J 4,8), to cała Biblia byłaby uratowana?
Bardzo dobrze.. Chiara Lubich również przychodzi by powiedzieć o wersecie z 1 J 4,8, który jeśli byłby spalony, a na świecie pozostał jeszcze prawdziwy uczeń Chrystusa, który zachowuje Jego Słowo w sercu, to cała Biblia byłaby uratowana i mogłaby być czytana w naszym życiu, czynach i gestach Miłości i Miłosierdzia.

Jeśli więc Bóg jest Miłosierdziem, a świat potrzebuje spotkać pokój, “bądźmy miłosierni jak Ojciec jest miłosierny” (Łk 6,36), a w taki sposób rozprzestrzenimy na świecie ogień miłości Boga Żywego i Świętego!

o. João Henrique

Słowo na październik 2018

Są to słowa, które wypowiadają uczniowie idący do Emaus, kiedy, uciekając z Jerozolimy, spotykają się z Jezusem. Zza tego wyrażenia wyłania się prawda, która przemienia życie tych, którzy ją rozumieją, tak jak się to stało z uczniami.

W istocie można zauważyć, że wielu chrześcijan słucha Słowa Bożego, lecz go nie rozumie. Słowo Jezusa można zrozumieć jedynie wówczas, gdy żyjemy w określonych warunkach. Dziś przeanalizujemy jeden z nich, otwierający nas na pozostałe.

Słowo Boże można zrozumieć jedynie wtedy, gdy Jezus jest obecny pośród dwu lub więcej braci zebranych razem! Jedynie wówczas, gdy trwamy w jedności i miłości. Spójrzmy na fragment, który analizujemy, gdyż on otworzy nam oczy i pomoże zrozumieć tę rzeczywistość.

Uczniowie, uciekając z Jerozolimy, „rozprawiali” między sobą [dosł. dyskutowali]. Słownik języka portugalskiego tak objaśnia sens słowa „dyskutować”: „wyrażać własne idee jako stojące w opozycji do tego, co uważają inni”.

Taka jest rzeczywistość, w której zazwyczaj żyjemy. Kiedy dwie osoby budują relację, zawsze przyjmują postawę dystansu, obrony, opozycji. Często nie jest to dostrzegalne na pierwszy rzut oka, lecz w istocie zawsze przyjmujemy postawę obronną.

Jest to szczególnie interesujące, gdy wyakcentujemy, że uczniowie nie rozumieją się wzajemnie, nie dostrzegają i nie rozpoznają Jezusa – tego samego Jezusa, który przez trzy lata żył razem z nimi. Ich oczy pozostają ślepe i nie mogą rozpoznać Tego, który od wieków żyje w komunii z Ojcem i Duchem Świętym.

Wielu chrześcijan, niestety, żyje w tej ślepocie: dyskutują, walczą, wprowadzają podziały, rzucają oszczerstwa. Nie znajdują w Słowie Bożym życia, używając go jedynie do formułowania praw i zasad, które krępują i, co więcej, na nieszczęście odpychają tych, którzy chcieliby odnaleźć w nich życie, jakie daje Ewangelia.

Uczniowie, gdy uciekali z Jerozolimy, byli smutni, czuli się zdradzeni, bali się, żyli w ciemności, nie akceptowali faktu śmierci Jezusa, ich serce było zamknięte, chcieli wrócić do życia pozbawionego sensu, życia w samotności, z dala od pozostałych uczniów. Najsmutniejsze jednak jest to, że oni znali słowa i życie Jezusa! Doświadczyli już mocy Boga, Jego miłości. Widzieli cuda, byli świadkami uzdrowień, sami też zostali dotknięci miłością Boga, lecz niczego nie rozumieli, czuli się osamotnieni, ich umysł błądził, pozostawali ślepi.

Musimy powrócić do źródeł naszej istoty, żyjąc tak, jak On żyje z Ojcem i Duchem: do życia w komunii. Jezus jest żywym Słowem, Logosem, Słowem Boga. On mówi, że jedyną racją Jego egzystencji było wypełniać wolę Ojca i żyć nią. Powiedział: „Ja i Ojciec jedno jesteśmy” (J 10,30) i jeszcze: „A Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy” (J 14,26). Realizowało się to również w najtrudniejszych momentach Jego życia, kiedy mówił: „Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode mnie ten kielich! Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!” (Łk 22,42).

Jak cudownie jest zrozumieć ten fakt, że aby móc być Słowem, trzeba żyć Słowem Ojca! Bóg pozostawia nam wolność nawet wówczas, gdy się gubimy, gdy nadal poprzestajemy na naszym małym życiu upływającym na niczym, tocząc między sobą walki, pozostając w smutku i w ślepocie umysłu. Wybór należy do nas! Jednak On zawsze jest gotowy. A chodzi o coś tak prostego! Wystarczy żyć w jedności, miłować się wzajemnie i nawzajem się słuchać, także wtedy, gdy stajemy wobec Słowa.

Wystarczy uwierzyć w to, że przez drugiego człowieka przemawia zawsze sam Jezus, a smutek, kłótnie, ślepota, podziały, strach – ustaną. Gdy będziemy żyć w taki sposób, skutek będzie absolutnie i wyłącznie jeden: On sam, Jezus, będzie objaśniał nam swoje Słowa, dając każdemu z nas życie nadprzyrodzone.

We fragmencie mówiącym o uczniach idących do Emaus czytamy:

„I zaczynając od Mojżesza poprzez wszystkich proroków wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego” (Łk 24,27).

Czy my również chcemy odkryć sekrety Boga? Jego mądrość? Czy chcemy doświadczyć tego, czemu wyraz dali uczniowie, gdy On zniknął? Czy chcemy? Wystarczy, byśmy żyli w jedności między sobą, miłując się wzajemnie, a Jezus będzie do nas mówił i zapanuje całkowita jasność i nieustające szczęście, tak samo w radościach, jak i smutkach.

Antonello Cadeddu
Założyciel Przymierza Miłosierdzia