Zaakceptuj powołanie do życia – Słowo na lipiec 2021

Boże Narodzenie św. Józefa

 

„Znajdziecie Niemowlę, owinięte w pieluszki i leżące w żłobie”. (Łk 2,12). 

W ostatnim objawieniu w Fatimie św. Józef ukazał się z Maryją i dzieciątkiem Jezus, przedstawiając Świętą Rodzinę, a zgromadzony tłum zrozumiał jego rolę w tym czasie apokaliptycznej walki. Józef jest w szczególny sposób zjednoczony ze swoją najczystszą Oblubienicą, zawsze Dziewicą Maryją, w walce przeciwko złemu, który chce zniszczyć kobietę i jej potomstwo (por. Ap 12).

„Triumf Niepokalanego Serca Maryi”, obiecany w Fatimie, przepowiadany od Księgi Rodzaju (rozdz. 3) do ostatniej księgi Biblii (Ap 12), przebiega przez całą historię zbawienia. Dlatego też misja św. Józefa ma szczególne znaczenie, zwłaszcza w obecnym czasie, jak potwierdza magisterium pontyfikalne. Z tego powodu w 1870 roku papież Pius IX ogłosił św. Józefa Patronem Kościoła.

Dostrzegł smutek w tamtej epoki: atak na Kościół ze wszystkich stron, do tego stopnia, że bezbożni ludzie myśleli, że wreszcie bramy piekielne go opanowały.

„Znajdziecie Niemowlę, owinięte w pieluszki i leżące w żłobie”. (Łk 2,12).

Wiemy, że w tej walce usiłuje się zburzyć przede wszystkim dwa filary Bożego stworzenia: życie i rodzinę. Dzisiaj mamy do czynienia z najbardziej gwałtowną satanistyczną próbą zapoczątkowania “anty-kreacji” lub “anty-rodzaju”.

Medytacja nad “Bożym Narodzeniem św. Józefa” staje się potężnym antidotum na pierwszy atak antychrysta: życie ludzkie od poczęcia do śmierci! Zastanówmy się zatem nad trzema wymiarami tego “Bożego Narodzenia”:

1° Nie było dla nich miejsca w izbie:

Dziś także życie ludzkie jest pozbawione wartości, wykluczone, zepchnięte na margines. Ileż mężczyzn i kobiet jest wykluczonych z uczty życia, przez głód, który codziennie zabija 100.000 ludzi przez naszą obojętność! 

Doszliśmy do absurdu, w którym znajdujemy około 820 milionów ludzi cierpiących z powodu głodu na świecie i 830 milionów ludzi otyłych. To znaczy, że liczba osób otyłych przewyższa liczbę osób głodnych! Nasza obojętność zabija, ale “dyktatura kulturowa”, w której żyjemy, zabija jeszcze bardziej i prowadzi nas do myślenia o życiu ludzkim jako o “ciężarze”, o poczęciu jako o “problemie”, o narodzinach nowego życia jako o “zagrożeniu” dla naszego dobrobytu.

Mentalność antykoncepcyjna, materialistyczna i konsumpcyjna, prowadzi nas do zapomnienia, jak mówi indyjski poeta Tagore: „każde dziecko, które się rodzi, przypomina nam, że Bóg jeszcze nie zmęczył się ludźmi!” Ta kultura antykoncepcji prowadzi nas do tego byśmy zapomnieli, że „każde dziecko nie jest ciężarem, ale moim bratem!”, jak mawiał nasz ukochany biskup Luciano Mendes, brazylijski biskup, dziś sługa Boży.

Również Jezus, wchodząc na świat, czuł się “wykluczony” z życia społecznego. Również dla niego “nie było miejsca” w gospodzie życia. Możemy sobie wyobrazić, z jak wielkim cierpieniem i miłością Józef czynił wszystko, co możliwe, aby żłóbek uczynić “mieszkaniem Boga” i aby niepewność tamtego Bożego Narodzenia przemieniła się w ucztę nieba: “Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom [Jego] upodobania” (Łk 2,14). Boże Narodzenie Józefa ukazuje nam jak cenne jest każde ludzkie życie.

2° „Znajdziecie Niemowlę, owinięte w pieluszki i leżące w żłobie”. (Łk 2,12).

W tym zawiera się wielka tajemnica. W Dzieciątku, owiniętym w pieluszki, leżącym w żłobie, objawia się nie tylko godność człowieka, każdego człowieka, ale samo oblicze Boga, który wcielony w łonie Maryi Dziewicy, chciał się utożsamić z każdym człowiekiem aż do tego stopnia, by nas uczyć, że: “ile razy robicie [coś] dla jednego z tych moich najmłodszych braci, dla mnie robicie” (Mt 25, 40).

Józef uczy nas kontemplować, wraz z Maryją, i objawiać pasterzom i światu świętość ludzkiego życia i jego boską naturę. W spotkaniu z tym maleństwem uczymy się, że “kto bowiem nie miłuje swojego brata, którego widzi, Boga, którego nie widzi, miłować nie może” (1 J 4, 20). Boże Narodzenie Józefa ukazuje nam Boski wymiar ludzkiego życia: “Syn Boży stał się człowiekiem, aby ludzie mogli stać się dziećmi Bożymi” (św. Augustyn).

3° „Wstań, weź dzieciątko i Jego matkę i uciekaj do Egiptu. Bądź tam, aż ci powiem, bo Herod będzie szukał tego Dzieciątka, aby je zabić” (Mt 2, 13).

Boże Narodzenie Józefa uczy nas wreszcie walki z kulturą śmierci, która nas otacza.

Również dzisiaj, jak nigdy wcześniej w historii istnieją różni “Herodowie” lub “Faraonowie”, reprezentowani przez światowe potęgi, którzy chcą eksterminować bezbronne niewinne dzieci w łonach swoich matek, poprzez haniebną zbrodnię, aborcję.

Trzeba nam z odwagą i śmiałością naśladować przykład św. Józefa! Aktywny w walce ze złem, obrońca życia, od początku straszny w walce z zabójczym demonem. Szatan, “który uwodzi całą ziemię” (por. Ap 5, 13), próbuje przekształcić nikczemną zbrodnię, jak mówi Sobór Watykański II, w “prawo” matki. Ta przewrotność, chce nazywać dobro złem, a światło ciemnością.

Nie mogąc dotrzeć do Boga, diabeł chce zniszczyć obraz Boga: człowieka. Nie zdoławszy zabić nowonarodzonego Chrystusa, chce zabić Jego “mistyczne ciało”. Ta manifestacja antychrysta wymaga, aby powstali ludzie silni, jak Józef, ponieważ jest pewne, że “śmiałość zła wynika z zaniechania dobra” (papież Leon XIII).

„Znajdziecie Niemowlę, owinięte w pieluszki i leżące w żłobie”. (Łk 2,12).

Boże Narodzenie Józefa uczy nas zatem, że życie ludzkie jest święte od chwili poczęcia.

A my, czy pozostaniemy obojętni i milczący wobec 55,7 milionów dzieci zabijanych co roku przez aborcję?

Nie zapominajmy: nasza obojętność zabija! Nie możemy pozostać samozadowoleni! Jesteśmy zawstydzeni, nie zgadzamy się… ” Powstań więc, Herod będzie szukał Dziecka, aby je zabić”.

Niech Pan umocni nas w walce przeciw śmierci i da wytrwałość w obronie życia.

Święty Józefie, wstawiaj się za nami!

 

João Henrique
Założyciel Przymierza Miłosierdzia

 

 

Przyjmij zaproszenie: zaufaj! – Słowo na czerwiec 2021

Józef: człowiek bezwarunkowego “tak”

W czytaniu z Ewangelii wg św. Mateusza 1,24 możemy znaleźć następujący cytat: “Józef wstał po tym śnie, uczynił, jak mu nakazał anioł Pana: przyjął swą żonę”. W jakiej sytuacji i w jakiej rozterce znalazł się Józef wobec nowej rzeczywistości z Maryją! Czy się wycofa, czy nie? Czy ją przyjmie, czy nie?

Bóg jednak znał jego serce i dopuścił takie okoliczności, aby Józef mógł się ujawnić, aby dać świadectwo swojej wierności i zaufania do Niego. Podobne sytuacje możemy dostrzec w innych fragmentach Biblii, które przedstawiają te same cechy Józefa (por. Mt 2,14 i Mt 2,21).

Chciałbym zatem zwrócić waszą uwagę, abyśmy zagłębili się w ten fragment Ewangelii Mateusza, obok którego często przechodzimy powierzchownie.

Łatwo jest powiedzieć, że Józef przyjął Maryję do swojego domu, ale ile miał wątpliwości. Zanim zamieszkali pod jednym dachem, Józef przyjął ją w pełni świadomie, zaakceptował wszystkie konsekwencje, jakie jego decyzja mogła pociągnąć za sobą dla niego w przyszłości. Swoje oddanie się Bogu dopełnił również przez przyjęcie Maryi Dziewicy. Wyrzeczenie się wszystkiego poza nią, pogodzenie się i znalezienie szczęścia przez uszanowanie jej intymności z Bogiem uczą nas wartości prawdziwej ofiary, najczystszej, najbardziej troskliwej i czystej miłości. Wszystko dane z miłości. Miłość i ślepa ufność w Tego, którego najbardziej się obawiał i kochał: Boga.

“… wstał po tym śnie, uczynił, jak mu nakazał anioł Pana” (Mt 1, 24).

Ta bezwarunkowa ufność w wolę Bożą, w służbie Dziecku, które miało przyjść na świat i Jego Matki, jest dla nas wzorem oddania się, a jednocześnie silnej walki i zachęty do stawiania czoła przeciwnościom, które miały nadejść w Jego nowym życiu z powodu tego “tak”.

Józef podjął się tego zadania i osobiście stawił czoła każdej trudności. Nigdy się nie skarżył. Przeciwnie, być może uważał za przywilej stawianie czoła wszystkim i wszystkiemu, ponieważ był tak kochany przez swoją żonę i przez Boga. Ufał i wierzył w Jego obietnice.

Pamiętam taki okres w moim życiu, kiedy przechodziłem przez konflikty i wątpliwości, kiedy czułem Boże powołanie do kapłaństwa. To były trzy miesiące “piekła”! Wszystko było zagmatwane. Byłem zagubiony, nie wiedząc, co robić, a nie było księdza, który mógłby mi pomóc. Wszystko było niejasne!

Józef też był sam! Jako człowiek, który z całego serca pragnął wypełniać Boże polecenia, musiał zaufać i iść naprzód. Prawdziwy dramat, który rozumiany w świetle Bożej mądrości, staje się dla nas prawdziwym świadectwem i zaproszeniem do słuchania tego, do czego wzywa nas Bóg: do ufności!

“… wstał po tym śnie, uczynił, jak mu nakazał anioł Pana” (Mt 1, 24).

Józef w swoich snach otrzymuje prośby, rozkazy, pouczenia… i w obliczu wszystkiego, jest posłuszny.

Jest to cecha, która towarzyszy wielkim postaciom biblijnym. Abraham jest posłuszny, gdy Bóg prosi go o złożenie w ofierze swego syna obietnicy. Mojżesz jest posłuszny. Jozue jest posłuszny, ufa. Maryja, matka Jezusa, jest posłuszna, nie znając swojej przyszłości. Ona ufa tylko Słowu!

Józef, tak samo, jest posłuszny. Ponownie nawiedzony we śnie przez niepewność i zamieszanie, musiał zaufać Słowu Pana, udając się do Egiptu: “Wstań, weź Dziecko i Jego matkę i uciekaj do Egiptu. Bądź tam, aż ci powiem” (Mt 2,13). Objawieniu towarzyszył rozkaz, który zobowiązywał ich do działania, zanim zdążyli się zorientować, co się dzieje. Całe to zamieszanie wymagało od Józefa jeszcze większego zaufania. Nie był jednak tym sparaliżowany i w obliczu jedynego światła, które oświecało jego serce, światła zaufania i posłuszeństwa Bogu, kontynuował swą misję.

“… wstał po tym śnie, uczynił, jak mu nakazał anioł Pana” (Mt 1, 24).

Zatrzymajmy się na chwilę i pomyślmy: fakt bycia ufnym, posłusznym i prostym wzmacnia nasze słuchanie Bożego zaproszenia. Ale czy jesteśmy gotowi słuchać? Być ostatnim? Czy tego pragniemy? Czy też szukamy wszelkich zapewnień i bezpieczeństwa, aby stawić czoła prawdopodobnym sytuacjom i nie zostać opuszczonym jak Józef?

Jak daleka jest nasza ufność od takiego upodobnienia się do ufności Józefa?

Jak zachowujemy się w sytuacjach rodzinnych, zawodowych? Powiedzmy sobie prawdę: czy jesteśmy zawierzeni w Bogu?

I w tym kontekście, jaka jest tajemnica Józefa, że stracił wszystko, nawet to, o czym myślał? Zaufać i powierzyć Bogu wszystkie lęki. Ci, którzy pokładają ufność we własnej inteligencji, nie słyszą głosu Bożego ani nie pozwalają się nim swobodnie kierować. Oni Go nie znają. Oni go nie doświadczają. Tajemnicą Józefa jest to, że znał Ten Głos i ta wiedza upewniła go: Bóg jest Miłością i nie opuszcza swoich dzieci!

W Bogu jest to prawda, a nie ideał! To nie jest emocja czy uczucie, ale coś konkretnego. Józef jest przekonany, że jego historia nie jest oddzielona od miłości Boga, od miłości, którą Ojciec ma dla niego! On mądrze wie, jak wyrzec się wszystkich zabezpieczeń, aby zawierzyć się Ojcu, który jest w niebie.

“… wstał po tym śnie, uczynił, jak mu nakazał anioł Pana” (Mt 1, 24).

Czuję, że to świadectwo jest dla nas najgłębszą i najprawdziwszą nauką, jaką Józef mógł nam ofiarować. Być posłusznym to znaczy ufać! Być posłusznym to wiedzieć, że będąc dziećmi Ojca, nigdy nie zostaniemy opuszczeni, ale musimy być mocni w Nim! Dzięki temu będzie mógł nas doprowadzić do doświadczenia zawierzenia i zaufania.

Zrozum dobrze: potrzebujemy radykalnej zmiany w naszym sposobie myślenia i działania. Powinniśmy działać nie tylko wtedy, gdy trzymamy w ręku ster życia. Nie!

Historia uczy nas, że od czasów Adama i Ewy to poszukiwanie całkowitej kontroli prowadzi nas do smutku, egoizmu, a nawet śmierci. Zauważ: Kain, który zabija Abla, jest to jedna z wielu nieprawości, która rodzi się jako owoc grzechu pierworodnego. Dlaczego więc nie wyciągamy wniosków, przyglądając się tej historii? Wciąż pytam was i siebie: dlaczego nie uczymy się, patrząc na naszą historię?

Jesteśmy dziećmi Ojca, który nas kocha. Józef zrozumiał to i był posłuszny, ale nie zdominował swojej przyszłości. Jego BEZWARUNKOWE TAK uczyniło go ukochanym! Czy moglibyśmy dać to bezwarunkowe “tak” naszemu Ojcu w niebie? Czy mamy to przekonanie, aby odpowiedzieć na to zaproszenie i zaufać Mu?

Możemy to przyjąć, jeśli jesteśmy gotowi śnić Jego sny.

Antonello Cadeddu
Założyciel Przymierza Miłosierdzia

 

 

Akceptacja własnego powołania – Słowo na maj 2021

Józef: człowiek z Bożych snów *

Tłumacz: słowo sonhar ma podwójne znaczenie śnić, marzyć.

Święty Józef był człowiekiem snów!Gdy Józef wstał po tym śnie, uczynił, jak mu nakazał anioł Pana’ (Mt 1, 24); wiemy, że Józef był skromnym cieślą (por. Mt 13, 55); ‘zaręczonym z dziewicą Maryją’ (Mt 1, 18; Łk 1, 27); ‘człowiekiem sprawiedliwym’ (Mt 1, 19), zawsze gotowym na wypełnianie woli Boga objawiającej się w Jego Prawie (por. Łk 2, 22.27.39) i w czterech snach (por. Mt 1, 20; 2, 13.19.22).

Tymi słowami Papież Franciszek, na początku swojego listu “Patris Corde” (Z sercem ojca), wyraża jeden z najbardziej charakterystycznych aspektów życia św. Józefa, powierzając jego opiece drogę Kościoła i ludzkości w roku 2021.

Papież Franciszek powiedział przy innej okazji, że „Św. Józef był ‘człowiekiem marzeń’, ale nie wyalienowanym marzycielem, który buja w obłokach: przeciwnie Józef mocno stąpał po ziemi”. Dlatego, kiedy wstawał po każdym śnie, zawsze robił to, ‘‘co mu anioł kazał’’.

… anioł Pana ukazał mu się we śnie i powiedział:
“Józefie, synu Dawida, nie bój się…”
(Mt 1, 20)

Możemy, w sposób prosty i konkretny, podkreślić trzy aspekty tej marzycielskiej rzeczywistości w życiu św. Józefa:

Pierwszy aspekt

Człowiek snów: Józef śpi spokojnie, ponieważ ufa Bogu we wszystkich okolicznościach.

Ciekawe jest podkreślenie tego aspektu, który wydaje się oczywisty. W pierwszym rozdziale Ewangelii wg św. Mateusza widzimy całą udrękę serca Józefa na wieść o ciąży Maryi: “nie chciał narazić jej na zniesławienie, zamierzał oddalić ją potajemnie ” (Mt 1,19). Możemy sobie wyobrazić udrękę, jaką przeżywał w obliczu tego dramatu, bo żaden mężczyzna nie kochał swojej narzeczonej tak czystym sercem, jak Józef kochał Maryję.

Nawet wtedy spał “i śnił”. Podobnie ewangelista opowiada nam o innych dramatycznych momentach, które przeżył Józef: prześladowanie przez Heroda, wezwanie do powrotu z Egiptu, zmiana planów po powrocie, konieczność udania się do Galilei. W tych wszystkich okolicznościach spał “i śnił”.

Nie byłoby to możliwe, gdyby nie ufał Ojcu, od którego pochodzi wszelkie ojcostwo w niebie i na ziemi. Dlatego też w czterech Ewangeliach Jezus jest określany jako syn Józefa. Bóg powołał Józefa, aby był ojcem Zbawiciela! Tajemnica świętości polega więc na tym, by “pozwolić Bogu pisać naszą historię” (papież Franciszek). Wiemy bowiem, że On jest miłością i że wszystko, na co pozwala, jest dla naszego dobra.

Jana XXIII opowiada się, że pierwszej nocy swojego pontyfikatu nie mógł zasnąć i pomyślał: “Wcześniej, gdy był jakiś problem, szedłem do papieża. Teraz ja jestem papieżem! Co ja mam zrobić?” Nagle czuje głos w swoim sercu: “Angelo (jego imię chrzcielne), czy Kościół jest mój czy twój? Twój, Panie! Więc śpij spokojnie”.

Obraz śpiącego św. Józefa jest piękny i miło wiedzieć, że papież Franciszek ma jeden z nich na swoim biurku. Wyznał już, że gdy ma poważny problem, umieszcza pod tym obrazem kartkę, powierzając daną sprawę Panu. I za wstawiennictwem św. Józefa śpi bezpiecznie. Jest to “sen sprawiedliwych”, o którym mówi Pismo Święte. Jest to sen tych, którzy pragną wypełnić Wolę Ojca i w Nim pokładają swoją ufność!

… anioł Pana ukazał mu się we śnie i powiedział:
“Józefie, synu Dawida, nie bój się…”
(Mt 1, 20)

Drugi aspekt

Józef wiedział, jak marzyć z Bogiem!

Wszyscy święci byli ludźmi, którzy marzyli z Bogiem, śnili o “wielkich marzeniach”! Wiedzieli, jak stracić własne marzenia, aby móc śnić Jego marzeniami. Czy wiesz dlaczego? Bo Bóg śni z nami! Każdy z nas jest “marzeniem Boga”. Bóg marzy o mnie, marzy o tobie. On przeznaczył nas do chwały. Do dziedzictwa, które nie słabnie i powołał nas do misji, która jest jedyna w swoim rodzaju i której nikt nie może wypełnić za nas.

Wielkość człowieka nie polega na dokonaniu “czegoś wielkiego” w oczach świata, czegoś nadzwyczajnego w oczach ludzi, ale na wypełnianiu z wielką ufnością i wiernością woli Ojca, który jest miłością, który stworzył nas z miłości i powołuje do pełni miłości w Wieczności, i z radością czeka na nas w Raju!

O Józefie nie wspomina się żadnych cudów ani wielkich przemówień. Był człowiekiem, który w milczeniu wypełniał wolę Bożą i nadzwyczajnie spełnił rolę “ojca” Zbawiciela. Dlatego wraz z Maryją jest uważany za największego ze świętych Kościoła, nawet jeśli współcześni mu ludzie uważali go za “nic”: „Czyż nie jest on synem cieśli Józefa?” (Mt 13,55).

Wielu świętych umiało śnić z Bogiem. Wśród nich był Józef Egipski, od którego imię wziął święty Józef. On również, choć sprzedany przez swoich braci, a następnie uwięziony, pozostał wierny w Egipcie, nie uległ próbom uwiedzenia go przez żonę swego pana, Potifara. Nie przeklinał życia, ale umiał “śnić Boże sny”. Stał się ‘‘zastępcą króla” Egiptu i narzędziem zbawienia dla swoich braci, którzy życzyli mu śmierci. Dzięki Józefowi ocalała cała jego rodzina i naród izraelski (Rdz 50,18nn).

Pamiętamy sny księdza Bosko, założyciela Zgromadzenia Salezjańskiego, który dzięki temu darowi przyjął wezwanie Boga i przepowiedział przyszłość Kościoła, który przezwycięży burzę tych czasów dzięki ‘‘dwóm filarom’’: eucharystii i Dziewicy Maryi, która będzie schronieniem i źródłem zwycięstwa w straszliwych prześladowaniach naszych czasów.

… anioł Pana ukazał mu się we śnie i powiedział:
“Józefie, synu Dawida, nie bój się…”
(Mt 1, 20) 

 

Trzeci aspekt

Józef śni i wznosi się, aby wypełnić Wolę Boga.

Tak, Józef naprawdę śni mocno trzymając się ziemi. Dom Helder Câmara powiedział, że “stary jest ten, kto nie umie już marzyć”. Józef był młody, bo był człowiekiem “zdolnym śnić” i wstawać, by realizować Boże sny. Dlatego papież Franciszek zachęca młodych, by spoglądali na św. Józefa, “aby nigdy nie utracili zdolności marzenia, ryzykowania, podejmowania trudnych zadań w życiu” (Msza św. w Santa Marta 20.03.17).

Jego sekretem jest posłuszeństwo Bożemu marzeniu. Nie wystarczy marzyć, trzeba działać! To dzięki “tak” Maryi Słowo stało się ciałem. Dzięki “tak” Józefa, marzenie Boga, aby dać dziecku Jezus ojca i dom, spełniło się, stał się “domem” i stał się historią zbawienia.

… anioł Pana ukazał mu się we śnie i powiedział:
“Józefie, synu Dawida, nie bój się…”
(Mt 1, 20)

W ten sam sposób Bóg potrzebuje mnie, potrzebuje ciebie dzisiaj! Bez Ciebie nie można dotknąć serc, których tylko Ty możesz dotknąć, życia, które tylko dzięki Twojemu “tak” może zostać uratowane, słowa, które tylko Ty możesz wypowiedzieć dla zbawienia ludzkości!

Ty, ja, Józef, jesteśmy niezastąpieni! Nie bójmy się stracić naszych marzeń, które są takie małe, takie ludzkie, aby marzyć i realizować Boże marzenie w naszym życiu i “śnić wielkie sny”.

Warto zostawić swoje projekty, swój dom, swoją ziemię… czegokolwiek Pan zażąda, aby śnić z Nim nowy świat. Dziś, w wieku 66 lat, nie przestaję marzyć, a przede wszystkim pozwalam Mu marzyć razem ze mną. Z całą pewnością mogę powiedzieć, że nigdy nie żałowałem, że powiedziałem Panu “tak”: miałem dziewięć lat, kiedy po raz pierwszy zobaczyłem Jego sen i powiedziałem Mu TAK.

Ty także, w szkole Józefa, nie bój się oddać swojego życia, aby przemienić historię! 

… anioł Pana ukazał mu się we śnie i powiedział:
“Józefie, synu Dawida, nie bój się…”
(Mt 1, 20)

 

Ojciec João Henrique

Akceptacja własnej historii – Słowo na kwiecień 2021

Józef: dziedzic obietnicy

„Jakub zrodził Józefa, męża Maryi, z której narodził się Jezus, nazwany Chrystusem” (Mt 1,16).

W jedności z papieżem Franciszkiem chcemy w tym roku zgłębić postać św. Józefa z całym Ruchem. Człowiek cichy, ukryty, o pewnych cechach, które, gdyby nie przypadek, nigdy nie czulibyśmy się zachęceni do ponownego ich dostrzeżenia.

Przechodzi przez Ewangelię nie wypowiadając ani jednego słowa. Jednak to właśnie on został wybrany przez Boga, aby być “Stróżem” dwóch skarbów dla nas chrześcijan: Jezusa i Maryi. Mężczyzna, któremu Bóg zaufał i który, przyjmując swą misję, współdziałał w Boskim Wcieleniu i w zbawieniu ludzkości.

W przekazach genealogicznych Józefa pojawiają się cnoty lub czyny różnych ludzi przedstawionych w historii biblijnej, co pozwala nam lepiej poznać osobę tego godnego podziwu Patrona Kościoła i  ojca Jezusa Chrystusa.

Józef należał do domu i rodu Dawida (Łk 2,4). Jest to ważny fakt w historii synostwa i proroczego wypełnienia się Jezusa. Możemy zaobserwować, na przykład, takie znaczenie w różnych prezentowanych tekstach Ewangelii Mateusza i Łukasza. W Mateusza, ewangelista przedstawia tradycyjną genealogię epoki (ojcowskiej), a w Łukasza, pokrewieństwa (matczynej). Oba potwierdzają Dawidowe pochodzenie Jezusa.

„Jakub zrodził Józefa, męża Maryi, z której narodził się Jezus, nazwany Chrystusem” (Mt 1,16).

Kiedy ponownie czytamy o pochodzeniu Józefa, przypominamy sobie każdego króla, proroka, patriarchę i papieża, który daje Józefowi przywilej bycia częścią błogosławionego, posłusznego i wiernego potomstwa Boga.

Chociaż w Biblii nie ma długich fragmentów o Józefie, to jednak sam fakt wskazania np. chronologicznej linii jego pokoleń, pomaga nam zidentyfikować ważne punkty dotyczące jego osoby. “Wszystkich zatem pokoleń [jest]:od Abrahama do Dawida pokoleń czternaście, i od Dawida do przesiedlenia babilońskiego pokoleń czternaście, a od przesiedlenia babilońskiego do Chrystusa pokoleń czternaście” (Mt 1,17).

Pytania takie jak: Kim był Abraham, Dawid? Co to było przesiedlenie babilońskie i co się wydarzyło do czasów Chrystusa? Są to pytania, które wzbudzają naszą ciekawość i chęć zdobycia większej wiedzy. Dlaczego jednak Pismo Święte oferuje nam tak wiele danych genealogicznych?

Ponieważ Chrystus, druga osoba Trójcy Przenajświętszej, wcielił się nie tylko w ciało, ale w historię istoty ludzkiej. On, całkowicie Bóg, był w pełni człowiekiem, poddając się ziemskiemu ojcu i całemu jego rodowi, aby zbliżyć się i być jak każdy człowiek.

„Jakub zrodził Józefa, męża Maryi, z której narodził się Jezus, nazwany Chrystusem” (Mt 1,16).

Genealogia Józefa, wykazała prawdziwie, że Jezus jest “Synem Człowieczym” i że Jego przyjście odpokutowuje grzechy ludzi, począwszy od grzechów jego rasy, jego ludu, jego potomków. On naprawdę należał do rasy ludzkiej, wziął na siebie jej dziedzictwo. Ponadto, Chrystus przyszedł, aby zbawić: mężczyzn i kobiety, pogan i Judejczyków, sprawiedliwych i grzeszników, wszystkich. Nie przez przypadek, ale na potwierdzenie wcześniejszego aktu, znajdujemy w tej genealogii opis trzech kobiet grzesznych i z marginesu, tak określone przez społeczeństwo tamtych czasów. Te

relacje dają nam możliwość kontemplacji nowej rzeczywistość: czystość i świętość tej, która wkracza w narrację owego rodowodu, mówiąc “Tak” Woli Ojca: Maria.

„Jakub zrodził Józefa, męża Maryi, z której narodził się Jezus, nazwany Chrystusem” (Mt 1,16).

Józef był zawsze w sercu i w sercu Bożej Opatrzności. To właśnie z tego pochodzenia miał się narodzić Mesjasz, który zbawi świat. I tak wypełniło się proroctwo.

Bóg Ojciec realizuje wszystkie swoje zamiary poprzez osobę ludzką. I ta osoba żyje na dłoni Jego ręki. To jest wybór, którego On dokonał i zawsze będzie dokonywał, ponieważ nas kocha.

Poszerzając nasze horyzonty i przenosząc ją do naszej rzeczywistości, nie możemy dostosować się do wizerunku dzieci/owoców przypadku, ani nawet być znani tylko jako przedmioty, które się wyklucza, ponieważ nie mają żadnej wartości.

Jesteśmy istotami przemyślanymi i ukształtowanymi przez Boga! Z historią, z pochodzeniem, pełnymi cnót i słabości, z rodowodem, który On dobrze zna. Jesteśmy wymarzeni i zaprojektowani przez ręce Boga. On kontempluje nas, podziwiając w Wieczności to, co stworzył: każdego z nas! “I dobrze znasz moją duszę, nie tajna Ci moja istota, kiedy w ukryciu powstawałem, utkany w głębi ziemi” (Ps 139, 14-15).

„Jakub zrodził Józefa, męża Maryi, z której narodził się Jezus, nazwany Chrystusem” (Mt 1,16).

Refleksja nad genealogią Józefa, która nadała znaczenie historii Jezusa, przypomina nam również naszego ojca, matkę, dziadków. To poprzez nich otrzymaliśmy ten dotyk Boski, który uzdalnia nas do uwielbienia, do modlitwy, aby realizować boskie marzenia. Wierz: wobec każdego z nas Ojciec Niebieski ma nieskończone, wieczne marzenia i przodkowie, którzy są z mojej lub twojej rodziny, byli częścią tego planu. Przynależność do tej rodziny, Bóg już myślał o mnie, o tobie. Jaka byłaby nasza historia, nasza przynależność w tamtym czasie?

Każdy z nas ma to samo powołanie, co Józef: powinniśmy nieść Jezusa światu, wszystkim, aby każdy, kto zbliży się do naszego życia, znalazł w nim Zbawiciela.

Jestem pewien, że z mojej matki Maryii mojego ojca Emilio, narodziłem się, aby ogłosić światu, że Jezus jest żywy, i aby głosić, że warto żyć! Nauczyli mnie tego mój ojciec i moja matka, jak również Józef uczył troskliwości swojego syna: Jezusa.

I tak jak uczynił Józef, Jezus oczekuje ode mnie, że przyjmę Go do historii mojego życia.

Więc, jakiego wyboru chcesz dokonać: wierzyć światu, który propaguje “płynność” życia, czy wierzyć, że jesteś owocem potomków, którzy zrodzili cię, abyś DZIŚ realizował zamysły Ojca w niebie, od wieczności?

Nie jesteś zagubionym obiektem we wszechświecie, jesteś SYNEM BOGA OJCA!

O. Antonello
Założyciel
Przymierza Miłosierdzia

Miłosierdzie, które czyni nas “nowym stworzeniem” – Słowo na marzec 2021

Maria Magdalena: świadectwo miłości, która wyzwala.

„Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił?” […] „I Ja ciebie nie potępiam. – Idź, a od tej chwili już nie grzesz!” (J 8,10-11)

Cudownie było razem z wami przemierzać teksty biblijne ukazujące historie ludzi, którzy swoim przykładem pomagają nam i uczą podążać drogą uczniów Jezusa bez ulegania zniechęceniom. W nich objawia się nasza własna historia, i dlatego historie biblijne służą nam pomocą i nauką, jak należy kroczyć z zawsze większą gorliwością i głębszym pragnieniem ofiarowania naszego ubogiego życia.

Wśród nich pojawia się w Nowym Testamencie kobieta zwana Marią Magdaleną. Jej obecność pośród idących za Jezusem i apostołami jest nadzwyczaj ważna. Maria z Magdali była tą kobietą, która została uwolniona od siedmiu złych duchów i która razem z innymi kobietami podążała wszędzie za swoim Panem, usługując Mu ze swojego mienia (por. Łk 8,2-3). W tej prostej medytacji jej historia poprowadzi nas ku zrozumieniu tego, jak należy iść za Panem Jezusem.

Postać Marii Magdaleny pojawia się w tekstach Nowego Testamentu dwanaście razy, zawsze zaznaczając swoją żywą obecność wśród kroczących za Jezusem. Ponadto zawsze, gdy mówi się o kobietach, które szły za Jezusem, jej imię pojawia się jako pierwsze, tuż po Maryi, Matce Jezusa. A to pokazuje, że dla pierwszych wspólnot chrześcijańskich jej świadectwo miało szczególne znaczenie. W pewien sposób Maria Magdalena uczy nas tego, że całe nasze życie: dni, minuty, lata, chwile, wydarzenia – że wszystko może być całkowicie oddane Jezusowi, naszemu Mistrzowi. Że chodzi o oddanie się bez granic. Ona uczy nas, że powinniśmy stawiać Pana ponad naszą rodziną: matką, ojcem, braćmi… ponad pracą i ponad wszystkim.

„Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił?” […] „I Ja ciebie nie potępiam. – Idź, a od tej chwili już nie grzesz!” (J 8,10-11)

Jednym z tych ważnych momentów w życiu Jezusa, w których widzimy ową kobietę, jest godzina ukrzyżowania jej Mistrza. Znajdujemy ją u stóp krzyża, razem z Jego Matką i umiłowanym uczniem (J 19,25). Prawdopodobnie nie boi się ona tych, którzy krzyżują jej Pana, uczestniczy w Jego bólu, cierpieniu i trwodze. Słyszy słowa, które jej Mistrz wykrzykuje do Ojca w niebie: “Eli, Eli, lamá sabachtáni”, co znaczy: „Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?”. Przeżywa dramat Jezusa i w Nim ona również doświadcza opuszczenia, ale wiernie trwa.

Wielu z nas w różnych momentach swojego życia ma to samo doświadczenie. Czujemy się opuszczeni przez Ojca niebieskiego i przez Jezusa. Idziemy z Jezusem tak długo, starając się być Jemu wierni, lecz wiele razy dopada nas poczucie opuszczenia i czujemy się osamotnieni, bez nadziei na to, że ktokolwiek zdoła nam pomóc.

Pamiętajmy, że Maria Magdalena – ze wszystkimi swoimi słabościami – uczy nas wierności, ona nie opuszcza swego Umiłowanego. Może nawet nie rozumieć wszystkiego, ale nie ucieka. Pozostaje wierna przede wszystkim w momencie największego bólu, śmierci, stojąc u stóp krzyża Jezusa.

Zachęcam każdego z nas do dokonania raz na zawsze tego samego wyboru: aby wytrwać w cierpieniu, by przylgnąć do krzyża Jezusa, ofiarując Mu swój krzyż, który czasami może wydawać się prawie nie do zniesienia.

„Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił?” […] „I Ja ciebie nie potępiam. – Idź, a od tej chwili już nie grzesz!” (J 8,10-11)

Maria Magdalena mogła czuć się opuszczona nawet przez swojego Mistrza, ponieważ wszyscy wokół niej głośno krzyczeli przeciwko Jezusowi i na pewno naśmiewali również się z tych, którzy byli Jego wiernymi uczniami. Ale ona zdaje się być gotowa na krytykę, oczernianie, dając nam do zrozumienia, że jedynie „miłością można zwyciężyć wszystko”.

Pamiętajcie kochani, że miłości nic nie powstrzyma. W poranek wielkanocny Maria Magdalena idzie do grobu. Chce być blisko swego Mistrza nawet po Jego śmierci, ponieważ tak gorąco pragnie Jego obecności. Nie jest dla niej ważne to, że ogromny kamień uniemożliwi jej zobaczenie Jego ciała. Ona pragnie być razem ze swoim Umiłowanym. Ma nadzieję na to, że ktoś będzie mógł usunąć kamień, a ona namaści Jego ciało. Jednak, ku jej zdumieniu, kamień jest odsunięty, a grób pusty – więc ona poszukuje ciała swego Umiłowanego, nie godząc się na nieobecność Mistrza.

Gdzieś poza dosłownością jej przeżyć, poza faktem braku ciała Jezusa, ewangelista chce nam przekazać coś o wiele głębszego.

Maria, która została uwolniona od siedmiu złych duchów, płacze, odczuwa całą swoją słabość, czuje tę samą pustkę, której doświadczała w swoim życiu zanim spotkała Jezusa, widzi siebie jako grzesznicę. Jest smutna, wszystko staje się nieważne, a władzę nad nią przejmuje rozpacz. Całkowicie skoncentrowana na sobie i na swojej rozpaczy nie jest w stanie niczego zauważyć. Czuje się zagubiona, smutna i jedyne, czego pragnie – to płakać.

Kochani, my też wiele razy znajdujemy się w takiej sytuacji. Chcemy jedynie płakać, ponieważ czujemy się smutni, grzeszni. Zawsze jesteśmy kuszeni, by zatrzymywać się na naszej przeszłości. Bóg przyzwala na takie momenty, aby nas oczyszczać, by czynić nas coraz pełniej swoimi dziećmi, byśmy byli coraz bardziej prości i zanurzali się w Boskich misteriach tak, jak uczyniła to Maryja, Matka Jezusa (por. Łk 1,38).

Jezus, spoglądając na Marię Magdalenę, zwraca się do niej: „Mario!”. Ona rozpoznaje głos swego Umiłowanego, ale On nie pozwala się dotknąć, lecz prosi: “Idź, powiedz moim braciom, że jestem żywy, zmartwychwstałem!”. A ona biegnie, biegnie pełna radości, aby ogłaszać, że Jezus nie jest wielkim nieobecnym, lecz że jest obecny, że nigdy nie opuścił tych, którzy za Nim poszli. To, co było cierpieniem, teraz stało się świętem.

„Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił?” […] „I Ja ciebie nie potępiam. – Idź, a od tej chwili już nie grzesz!” (J 8,10-11)

Nie możemy poddawać się zmęczeniu, musimy biec na spotkanie Umiłowanego, pragnąć tylko Jego i w Nim się zatracić, gdyż tylko tak będziemy prawdziwymi ewangelizatorami, głosząc, że On zmartwychwstał, żyje i jest pełnią życia dla wszystkich tych, którzy w Niego wierzą. Dlatego nie spoglądajmy już więcej na siebie samych – Jezus nas posyła, jak posłał Marię Magdalenę: „idź, bo Ja cię posyłam i Moje Słowo stanie się dla wielu źródłem życia”.

Odwagi! Bóg jest zawsze wierny!

Antonello Cadeddu
Założyciel wspólnoty Przymierze Miłosierdzia

Pełni Ducha: Ewangelizować, aby Przemieniać – Słowo na luty 2021

Apostołowie: powołani, aby głosić Królestwo

„Potem wyszedł na górę i przywołał do siebie tych, których sam chciał, a oni przyszli do Niego. I ustanowił Dwunastu…” (Mk 3,13-14)

Czytając ten piękny i syntetyczny fragment o ustanowieniu uczniów
w Ewangelii św.Marka (Mk 3, 13-14), zaraz zauważamy, że wszystkie słowa są pełne znaczenia i stają się wyrażeniami, które przemawiają do naszego życia . Warto „przeżuć” to słowo, abyśmy się pożywili i odnowili dar, który otrzymaliśmy, przez powołanie do życia z Jezusem i do Jego służby. W rzeczywistości, nawet jeśli realia naszych powołań są różne, posługa apostolska jest jedyna! Zauważ, że w tym fragmencie znajdują się wspólne i cenne elementy, które pozwalają lepiej zrozumieć specyfikę naszego powołania.

„Jezus wyszedł na górę”. Ewangelista Łukasz pomaga nam dogłębnie zrozumieć sens tego wyrażenia, które w tekstach Marka jest znacznie bardziej syntetyczne. Pisze: „W tym czasie Jezus wyszedł na górę, aby się modlić, i całą noc spędził na modlitwie do Boga” (Łk 6,12). Ewangelie uczą nas, że każdy decydujący krok w życiu Mesjasza był naznaczony intensywną modlitwą. W naszym życiu powołanie nie jest „ozdobą”: jest istotą naszego życia! Wierność powołaniu wymaga więc, przede wszystkim, tej nauki w szkole Mistrza: „Panie, naucz nas się modlić!” (Łk 11,1).

W tekście Marka Jezus powołał do siebie tych, których sam chciał (Mk 3, 13-19). W tych słowach mogliśmy zrozumieć, co naprawdę oznacza modlić się: „być razem z Nim”. Odpowiedź na to powołanie to, po pierwsze, ustanowienie z Jezusem relacji intymności, przyjaźni: „Już was nie nazywam sługami, ale nazwałem was przyjaciółmi” (J 15,15). Przed byciem powołanym na misję, jestem powołany, aby Go spotkać. Przed byciem wysłanym jako apostoł i misjonarz, jestem powołany, by być „umiłowanym uczniem” i „uczniem przyjacielem”. To „uczestnictwo” czyni ze mnie rodzinę i upodabnia nas do Mistrza, do Jego sposobu bycia, aż uczyni mnie jedno z Nim. Z tego powodu Paweł mówi nawet: „Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus” (Ga 2,20).

Dlaczego Jezus „powołał tych, których sam chciał”? Nie powołuje On uzdolnionych: wybiera słabych, tych którzy często są uważani za bezużytecznych (por. 1Kor 1, 27). Tutaj znajduje się tajemnica bezinteresowności Boga. Zatem powołanie nie jest nagrodą dla tych, którzy przybędą pierwsi, konkursem piękności (jak żartując mówił papież św. Jan XXIII) ani nawet wyborem szkolenia zawodowego. A tym bardziej nie jest to tylko ludzka inicjatywa. Boże powołanie jest tajemnicą Boskiego upodobania: „To nie wy mnie wybraliście, to Ja was wybrałem” (J 15, 16).

„Potem wyszedł na górę i przywołał do siebie tych, których sam chciał, a oni przyszli do Niego. I ustanowił Dwunastu…” (Mk 3,13-14)

„Ustanowił” to mocne słowo, „substancjalne”, to znaczy nadaje substancję, naturę, tożsamość. To znaczy, że powołanie nas „podtrzymuje”, uzdalnia nas do misji, do której jesteśmy posłani. Teologicznie uważa się je za „słowa konstytutywne”, słowa konsekracji eucharystycznej, które zmieniają samą naturę elementów. Chleb i wino na mocy tych słów stają się Ciałem i Krwią Chrystusa.

Jak moglibyśmy wyrazić piękno tej sentencji: „Słowo konstytutywne”? W Ewangelii Jana, w swoich ostatnich słowach na krzyżu, Jezus zostawił nam Maryję jako matkę: „Matko, oto twój syn. Synu, oto twoja Matka ”(por. J 19,26). Mógłbym powiedzieć, że jest to „słowo konstytutywne”, które rodzi „nowe”, które dotyka istoty natury ludzkiej w relacjach: „I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie.” (J 19, 27). Dlatego chcę wam powiedzieć, że to Pan „konstytuuje” nas w „naszym powołaniu i misji” mocą stwórczego Słowa, które z niczego powołuje wszystko do istnienia (por. Rz 4,17).

Z tego powodu, będziemy mogli „zarzucać sieci” naszej pracy apostolskiej, zawsze mocą Jego Słowa, a nigdy w zaufaniu naszym siłom. Odwracając od Niego wzrok będziemy pogrążać się w niekonsekwencji naszej ludzkiej natury (Mt 14,22-36).

„Potem wyszedł na górę i przywołał do siebie tych, których sam chciał, a oni przyszli do Niego. I ustanowił Dwunastu…” (Mk 3,13-14)

„Aby Mu towarzyszyli, by mógł wysyłać ich na głoszenie nauki, i by mieli władzę wypędzać złe duchy” (Mk 3,14-15). Oto synteza naszego powołania (posłani = apostołowie), które możemy zobaczyć w trzech częściach:

  1. Intymność z Panem: to jest pierwszy prezent, jaki nam daje: intymność i przyjaźń z Nim. Zjednoczony z Nim, będę mieć Jego uczucia w sercu, Jego myśli w umyśle, Jego słowa na ustach, Jego gorliwość o zbawienie wszystkich grzeszników u moich stóp, Jego autorytet do wypędzania złych duchów w Duchu, Jego namaszczenie na rękach, aby uzdrawiać chorych.
  2. Posłanie, aby głosić: Słowo jest skuteczne i powoduje uzdrowienie, uwolnienie ludzi.
  3. Znaki będą towarzyszyć posłanym, aby głosić Jezusa: „Królestwo jest pośród nas”. „Oni zaś poszli i głosili Ewangelię wszędzie, a Pan współdziałał z nimi i potwierdził naukę znakami, które jej towarzyszyły” (Mk 16, 20).

Ostatnia bardzo ważna rzecz: „Jezus posyłając ich posyła po dwóch”: „Następnie przywołał do siebie Dwunastu i zaczął rozsyłać ich po dwóch” (Mk 6,7). Już w wyborze dwunastu, opisanym przez Mateusza (por. Mt 10, 1-4) i Łukasza (por. Łk 9, 1-6), Apostołowie są powołani po dwóch, tak jak są wysłani na misję. Oto więc wielka tajemnica wierności i wzrostu powołaniowego: mieć „towarzysza wędrówki”. To reprezentuje największe ludzkie i duchowe bogactwo, aby dotrzeć do Nieba.

  • Bogactwo ludzkie: wiemy, że „kto znajdzie przyjaciela, znajdzie skarb” (Syr 6,14).
  • Bogactwo duchowe: wiemy, że tam, gdzie dwóch lub trzech zjednoczonych jest w Jego imieniu, On jest pośród nich (por. Mt 18,20nn). A jeśli On jest z nami, niebo jest obecne. Czego lepszego moglibyśmy chcieć?

„Potem wyszedł na górę i przywołał do siebie tych, których sam chciał, a oni przyszli do Niego. I ustanowił Dwunastu…” (Mk 3,13-14)

Drodzy, wszyscy przechodzimy życiowe próby. Wszyscy możemy upaść i zgubić się na pustyni tego świata, nawet niosąc pragnienie Ziemi Obiecanej przez Boga każdemu, kto wierzy. Dlatego radzę ci: szukaj tego towarzysza wędrówki, którego Pan ci powierza i który może utwierdzić twoje kroki. Zrozum, że nie możemy iść samotnie. Zawsze pamiętaj: Lepiej jest dwom niż jednemu, gdyż mają dobry zysk ze swej pracy. Bo gdy upadną, jeden podniesie drugiego. Lecz samotnemu biada, gdy upadnie, a nie ma drugiego, który by go podniósł.”(Koh 4,9-11).

Z serca błogosławię!
Zawsze razem!

Ojciec João Henrique
Założyciel

 

Spotkanie z prawdą – Słowo na styczeń 2021

Samarytanka: odnaleziona, zaspokojona i przemieniona przez Jezusa
(J 4,1-42).

Czwarty rozdział Ewangelii św. Jana jest najdłuższy w całym Nowym Testamencie. Samarytanka reprezentuje nas wszystkich, całą ludzkość poszukującą prawdziwego „Oblubieńca”, Mesjasza! Wyobraźmy sobie nas zanurzonych, osobiście zaangażowanych w to spotkanie, jestem bowiem pewien, że Duch Święty chce powiedzieć do każdego o wiele więcej, niż te kilka wskazówek, które mogę dać w tej ubogiej refleksji.

Gdybyś znała dar Boży i tego, który mówi do ciebie: Daj mi pić, wtedy sama prosiłabyś go, i dałby ci wody żywej (J 4,10).

Jezus opuścił Judeę i odszedł znów do Galilei”, a zatem „trzeba Mu było przejść przez Samarię” (J 4,3-4). Tak naprawdę, zwykle, droga ta wytyczona była po drugiej stronie Jordanu, unikając przejścia przez Samarię. Rozumiemy zatem, że „trzeba Mu było” wyraża taką samą konieczność, co potrzeba drogi Chrystusa na krzyż: „Trzeba, aby Mesjasz musiał to wszystko wycierpieć, aby wejść do Chwały” (por. Łk 24, 26). Innymi słowy, istnieje pilna potrzeba, potrzeba miłości. Ta miłość, która „przynagla nas” – jak mówi św. Paweł w 2 Kor 5,14 – do oddania swego życia, aby „żadne z tych małych nie zginęło”! Takie jest Serce i wola Ojca (por. J 6,39).

Jezus zawsze łamie uprzedzenia. ”Dla Niego nie istnieją ludzie wykluczeni ani zgubieni, a gdyby byli zgubieni, On zawsze zostawiłby dziewięćdziesiąt dziewięć owiec, aby szukać tych, którzy się zagubili. Jezus przełamuje uprzedzenia wchodząc do Samarii i rozmawiając sam na sam z „kobietą”. Było to zabronione dla Mistrza i zaskakuje najpierw samą kobietę, a potem uczniów. Inna ważna refleksja: miasto Sychar było starożytnym Sychem, pierwszą „ziemią obiecaną” dla Abrahama. Tutaj znajdowały się dęby Mamre (por. Rdz 18), gdzie ukazali się trzej aniołowie i odnowili z nim obietnicę Przymierza potomstwa. Tutaj znajdowała się studnia Jakuba i tutaj Jakub został po raz pierwszy nazwany Izraelem; Tę studnię Jakub podarował Józefowi, synowi sprzedanemu przez braci, który dzięki swojemu miłosierdziu odnowił z nimi braterstwo i uratował całą rodzinę od głodu. Nie jest przypadkiem, że Józef jest biblijnie pierwszym wzorem Jezusa, Mesjasza, który miał przywrócić zbawienie, jedność i cały rodzaj ludzki, jako rodzinę dzieci jedynego Ojca, pojednanych braci, zjednoczonych w Jego Duchu …

Cóż za bogactwo symboliki!

Innym kluczowym słowem jest „kobieta”! Jan używa terminu kobieta tylko w odniesieniu do Maryi w Kanie i u stóp Krzyża, a pod koniec Ewangelii, do Marii Magdaleny, po zmartwychwstaniu Jezusa, ponieważ przez Jego śmierć została uratowana i stała się „nowym stworzeniem”. Tutaj Jezus nazywa Samarytankę „kobietą” po rozpoznaniu w Nim Zbawiciela. W ten sposób Jezus przywraca jej godność kobiety, żony i matki. W niej, Pan chce objąć ludzkość, która nie posiada kierunku, jest ślepa, spragniona, oddając jej dziedzictwo Ojca, ratując jej utracone synostwo. Tekst zawiera również wiele innych elementów: studnię, pożywienie, miejsce kultu, religijny podział między Jerozolimą a Samarią, ziarno i żniwo … „Serce” tego tekstu jest w słowach woda i pragnienie: pragnienie Boga i pragnienie człowieka.

Gdybyś znała dar Boży i tego, który mówi do ciebie: Daj mi pić, wtedy sama prosiłabyś go, i dałby ci wody żywej (J 4,10).

Pragnienie wyraża najgłębszą chęć istnienia. Zbawienie jest w spotkaniu dwóch pragnień: „Bóg nas pragnie”, On jest kochającym Bogiem poszukującym ukochanego stworzenia. W ten sam sposób, nasze serce gasi swoje pragnienie miłości jedynie w ramionach Ukochanego. Jezus jest spragniony i, zmęczony podróżą, siedzi przy źródle w najgorętszej godzinie dnia. „Jezus jej powiedział: daj mi pić!” (J 4, 7). Nie możemy nie usłyszeć tutaj echa wołania tego samego Chrystusa na krzyżu w tej samej godzinie: „Pragnę!” (J 19, 28).

Bóg, który „potrzebuje mojej miłości”, który staje się „Żebrakiem miłości”, spragnionym mojej miłości. To jest paradoksalne! Ta miłość jest Nim samym. I On czyni nas zdolnymi Siebie, przez pragnienie, które On sam daje nam do miłości. Prosi nas, abyśmy Go kochali, aby obudzić w nas pragnienie miłości, którą tylko On może zaspokoić: „Jeśli ktoś jest spragniony, a wierzy we Mnie – niech przyjdzie do Mnie i pije! Strumienie wody żywej popłyną z jego wnętrza” (J 7, 37).

Gdybyś znała dar Boży i tego, który mówi do ciebie: Daj mi pić, wtedy sama prosiłabyś go, i dałby ci wody żywej (J 4,10).

Kobieta jest Samarytanką i cudzołożnicą. Miała sześciu mężów, szuka wody w błotnistych, stojących studniach, które nie były w stanie ugasić jej pragnienia miłości. Teraz znajduje Źródło Żywej Wody w Tym siódmym człowieku swojego życia, którym jest Jezus, Bóg spragniony jej miłości, który nie wstydzi się zbliżyć do niej jako pielgrzym, cudzoziemiec, zmęczony i spragniony.

Jest to zapowiedź tej miłości Ojca, której nie można już dłużej powstrzymać, aż do momentu przedarcia Serca Syna i wylania się jej na spragnioną ludzkość jako wieczne Przymierze, „Przymierze Miłosierdzia”. Oto „Spragniony” staje się „Źródłem Żywej Wody” dla Samarytanki. Ten „cudzoziemiec” staje się bliski jej serca, odsłaniając tajemnice jej istnienia i całej jej przeszłości. Oto grzesznica staje się świadkiem Mesjasza, posłanym, aby głosić Jego Miłosierdzie.

Oto sens naszego życia: przyjęcie daru Ojca, Jego miłości, tej Żywej Wody, którą przynosi nam Pan; przyjęcie Jego Ducha, który czyni nas rodziną, który burzy mur podziału wynikający z grzechu, czyni nas dziećmi i braćmi, przemienia grzeszników w świętych i świadków Jego miłosierdzia, czyniąc nas rodziną na misji.

Gdybyś znała dar Boży i tego, który mówi do ciebie: Daj mi pić, wtedy sama prosiłabyś go, i dałby ci wody żywej (J 4,10).

Dlatego do nas, „Samarytan tego czasu”, umiłowanych i odkupionych grzeszników, należy oddawanie czci Bogu w duchu i prawdzie oraz niesienie orędzia Miłosierdzia aż po krańce ziemi.

Z serca was błogosławię!
o. João Henrique

Walcząc z lękami i wątpliwościami – Słowo na grudzień 2020

Piotr: wierny portret naszego człowieczeństwa dosięgniętego przez Boże miłosierdzie

Każdego miesiąca tego roku mieliśmy łaskę, by kontemplować Boże cuda w życiu tak wielu mężczyzn i kobiet, których przedstawia Słowo Boże, które wskazuje nam drogi świętości oraz, bez wątpienia, drogi dla prawdziwego procesu życia duchowego. W tym miesiącu chcę zaproponować rozważanie oparte na postaci apostoła Piotra, zapraszającej nas do otwartości na pragnienia Boga, który obiecuje nam przemienione życie, „jeśli w Niego uwierzymy” i „będziemy miłować Go” wszystkim, co mamy i kim jesteśmy (por. Pwt 6,5).

„I dam wam serce nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza, odbiorę wam serce kamienne, a dam wam serce z ciała” (Ez 36,26)

Co to znaczy być przemienionym, posiadając serce z ciała, ale wypełnione obecnością Ducha? Zobacz, wszyscy mamy pragnienie lepszego życia, jednak nosimy w sobie ograniczenia, słabości, kruchość. Kiedy byliśmy dziećmi, przeżywaliśmy słabości oraz zależności dziecka: jedzenie, przytulenie, uwaga itp. Gdy dorastamy, doświadczamy innej rzeczywistości życia, próbujemy bronić się lub uwolnić od tych ograniczeń, słabości czy kruchości.

Często, gdy nie czujemy się kochani, stajemy się twardzi, zamknięci, i jest to sposób na to, by nie cierpieć i próbować przekonać samych siebie, że nie potrzebujemy tej nieotrzymanej miłości. Podobnie dzieje się, gdy czujemy się zdradzeni, rozczarowani. Mamy do czynienia
z pewnymi wydarzeniami w naszej egzystencji, które nie dają odpowiedzi, i od razu izolujemy się coraz bardziej i mówimy: lepiej żyć niezależnie, samotnie… tak nie będziemy mieli problemów. Musi być jasne, że nikt z nas nie rodzi się zły, nikt z nas nie rodzi się z sercem z kamienia. Zwykle to życie stawia nas w trudnych sytuacjach, co prowadzi do tego, że jesteśmy dla siebie surowi. Jednak złą rzeczą w tym wszystkim jest to, że zamykamy się nie tylko na siebie, ale także na innych.

„I dam wam serce nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza, odbiorę wam serce kamienne, a dam wam serce z ciała” (Ez 36,26)

W tekstach Ewangelii postać Piotra jest jedną z najbardziej sprzecznych. Miał on niestabilność, która wahała się od najwyższych szczytów odwagi do wysokiego stopnia tchórzostwa, wypierając się własnego Mistrza. Z taką samą szybkością, z jaką rozpoznał Jezusa, jako Syna Bożego i wyznawał Mu wierność, wycofywał się i potykał na swoich własnych słowach. W rzeczywistości wizerunek Piotra odzwierciedla nasze sprzeczności, stając się wiernym portretem naszego człowieczeństwa. W ten sposób wewnątrz wielu tekstów, które wskazują nam drogę Piotra, jako ucznia Jezusa, tekst z Ewangelii św. Mateusza 14, 22-36, wydaje mi się, że pomaga nam w refleksji nad tematem, który zaproponowałem: „walcząc z lękami
i wątpliwościami”. Chcę zwrócić uwagę, przede wszystkim na wyrażenie Piotra: „Panie, ratuj mnie”. Zobacz, że Piotr ma doświadczenie z Jezusem. Prosi Jezusa, aby chodził po wodzie. Ale boi się. Uwierzył bardziej w burzę niż w Jezusa. I w konsekwencji głośno prosi Pana, aby go uratował. Czy będziemy musieli dotrzeć do gwałtownego „dna morza”, aby zrozumieć, że sami nie możemy powstać z ciemności, która istnieje w nas?

Moi drodzy, to nie tylko nasze techniki, nasze wysiłki, nasza wola, nasza inteligencja. To wszystko jeszcze nie wystarcza. Nie możemy iść czy robić czegoś sami, pamiętajmy o słowach Jezusa: „beze Mnie nic nie możecie uczynić” (J 15,5). Bez wątpienia musimy prosić Boga o jedno: aby przemienił nasze wnętrze i dał nam nowe serce. Albo raczej możemy powiedzieć jak Piotr: „Panie, ratuj mnie”. Nawet jeśli byłby to krzyk naszego cierpienia i naszej słabości, ale powiedzmy z siłą i pokorą: Jezu, tylko Ty możesz mnie uratować. Jeśli będziemy pokorni, pójdziemy naprzód.

„I dam wam serce nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza, odbiorę wam serce kamienne, a dam wam serce z ciała” (Ez 36,26)

Na duchowej ścieżce musimy być świadomi naszej rzeczywistości. Poznanie się to proces trwający całe życie, wymagający od nas postawy prostej, pokornej i cierpliwej. Ile razy chcąc zajść tak wysoko szybko upadamy w głębiny, często rozczarowani, zawstydzeni, zranieni. Czasami mówimy Bogu piękne i głębokie rzeczy, a potem potykamy się przez nasz język
i bluźnimy nawet przeciwko Niemu. Pełni radości i zapału w poszczególnych chwilach życia obiecujemy niezachwianą wierność, ale jak Piotr upadamy we wstydliwym tchórzostwie. Przez chwilę wydaje się, że jesteśmy właścicielami wytrwałej, godnej zaufania wiary, a za chwilę toniemy w burzliwych wodach niewiary. Co przedstawia Piotr? To jakimi właśnie jesteśmy! Prośmy więc o nowe serce i wierzmy w to, co obiecuje Pan:

„I dam wam serce nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza, odbiorę wam serce kamienne, a dam wam serce z ciała” (Ez 36,26)

Wobec niektórych cech w zachowaniu Piotra, które starałem się w tym czasie podkreślić dla każdego z nas, pragnę zaprosić Was do powrotu do słów Jezusa, który zaprasza każdego
z tych, którzy zostali przez Niego powołani: aby żyć i przyjąć krzyż, który mamy DZISIAJ, który widzimy w innych i żyć dla innych.

Drodzy, nie możemy wierzyć, że nigdy nie będzie problemów. To się nigdy nie wydarzy. Przyjmijmy krzyż naszego życia i nieśmy go z radością. W ten sposób serce z kamienia runie
i zakceptujemy innych jak naszych, a nie tylko innych. Będziemy żyć w tej tajemnicy miłości (krzyża). Bóg nas kocha i z Nim możemy przeżyć wszystko.

To jest Nowe Serce, które Duch stwarza w nas: SERCE ZAWIERZONE NIESKOŃCZONEMU MIŁOSIERDZIU OJCA. Potrójna prowokacja Jezusa skierowana do Piotra w Ewangelii św. Jana 21,15-17 jest dowodem na to, że Pan nie zrezygnował z tego słabego człowieka, dając mu możliwość wyjścia poza jego nędze i rozczarowania, decydując się na oddanie się wyłącznie miłosiernej miłości Jezusa zdolnej dać człowiekowi utraconą godność. On także nie zrezygnuje
z Ciebie!

Pięćdziesiątnica Miłosierdzia! Tam, gdzie właśnie słabi, doświadczamy stałej obecności Ducha, który nas umacnia, stawia na nogi i ofiarowuje światu: wierny portret naszego człowieczeństwa dosięgniętego przez Boże miłosierdzie.

Odwagi! Błogosławię Wam!
Antonello Cadeddu

Radość życia Bożych wybrańców – Słowo na listopad 2020

Maryja: prosta służebnica oddana Bożym planom

To wielki Boży dar, że co miesiąc możemy odpowiadać na wezwanie Boga, by wejść do Szkoły Słowa – miejsca, które kształtuje w prawdzie, inspiruje i oświeca kroki nas jako członków rodziny Przymierza Miłosierdzia. Radość naszego „tak” czyni Jezusa obecnym w życiu wielu mężczyzn i kobiet naszych czasów. Chciałbym zaprosić was do wielbienia Boga za Jego łaskę, która podtrzymuje nas i pozwala każdego dnia powtarzać nasze „tak”. Powiedzmy jak Maryja:

Raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy (Łk 1,47)

Spoglądając w przeszłość z miłością, jakiej doświadczyliśmy od Boga, zobaczymy, że wielu z nas już bardzo dawno temu postanowiło powiedzieć Bogu zdecydowane „tak”, zostawiając wszystko, co jest ze świata, i wybierając nowe życie w Jego miłości. Jestem przekonany, że przez cały ten czas każdy z nas stawił czoło wielu sytuacjom i doświadczał często „dobrych i trudnych” rzeczy w codzienności. Nie zapominajmy, że „wszystko współdziała dla dobra tych, którzy miłują Boga” – a ja dodałbym: „dla dobra tych, którzy trwają w Bogu”. Dlatego pragnę zwrócić naszą uwagę na codzienne odnawianie osobistego „tak” Bogu, zbierając owoce radości, które wydają na świat obecność Jezusa. Pamiętajmy, że nasze „tak” współpracuje z Bożym planem zbawienia ludzi, a On uobecnia się, dając nam ogromną radość.

Raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy (Łk 1,47)

Maryja jest tą, która całe swoje powołanie przeżyła w pełni. Fragment Ewangelii św. Łukasza, który właśnie powtórzyliśmy, można by przetłumaczyć tak: „moje serce skacze z radości w Bogu, moim Zbawcy”. To zdanie z Magnificat znajduje się w pierwszym rozdziale Ewangelii, wkrótce po tym, jak Maryja usłyszała od Elżbiety następujące słowa: „Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona” (Łk 1,42). Zauważ, że spotkanie Elżbiety i Maryi rodzi radość nie tylko między nimi, ale i w synach, których nosiły pod sercem.

U Łukasza (Łk 1,39) pełna błogosławieństw Maryja wybrała się z pośpiechem, by odwiedzić swą kuzynkę Elżbietę. Od niej również słyszy, że jest błogosławiona, bo uwierzyła w wezwanie i w Boże plany dla swojego życia. Myślę, że to pierwszy krok, jaki powinniśmy postawić, by wypełnić radością życie nas samych i naszych braci. Skoro Bóg nas wybrał, to jesteśmy pobłogosławieni; uczestniczymy w tym błogosławionym życiu, bo Pan dosięgnął nas swoją miłosierną dłonią. On wybrał nas tak, jak wybrał Maryję spośród wielu kobiet. Maryja była tego świadoma. Rozumiała, że jej słabość została nawiedzona przez wielkość i nieskończone miłosierdzie Boga dla wypełnienia wspaniałego planu: ma być matką Jezusa, Zbawiciela.

My również powinniśmy uwierzyć w ten Boży wybór w naszym życiu. Pełni wiary, powinniśmy mieć świadomość tego, że On nas wybrał, i powiedzieć jak Maryja: „Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa!” (Łk 1,38). Błogosławieństwo, które na nas spoczęło, nie zależy od nas, ale jest czystym darem Bożej łaski – dlatego powinniśmy wiedzieć, że zostaliśmy pobłogosławieni i wybrani jako umiłowane dzieci.

Raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy (Łk 1,47)

Wobec trudności, bólu, cierpień i samotności, których często doświadczamy, nie jest łatwo wykonać ten skok w wierze! Często wydaje się nam, że wszystko idzie nie tak. Patrząc w przeszłość, kusi nas, by stwierdzić, że Bóg nigdy nas nie wysłuchał. Powinniśmy jednak uwierzyć, że miłosierny Bóg pobłogosławił nas i wybrał, dając nam owoc pełnej radości – tak jak w przypadku Maryi. Przypomnij sobie, że Maryja nie obawiała się porzucenia przez Józefa ani ukamienowania przez mieszkańców Nazaretu, które groziło matce nieślubnego dziecka. Przeciwnie: Maryja wierzyła w pełni, a Bóg poprzez pokorną ufność tej ubogiej służebnicy wypełnił swoje dzieło miłości.

Czy chcesz razem z Nią dokonać tego wyboru? Jeśli tak, to pamiętaj, że jesteś pobłogosławiony i wybrany. I mam pewność, że On pragnie tego dla ciebie i dla mnie. Dlatego zachęcam cię, byś żył tą radością wybrańca, która rodzi się wewnątrz i wypływa na zewnątrz, radością, która jest bezgraniczną siłą popychającą nas do kontaktu z innymi i poruszającą do służby w miłości bliźniemu.

Głęboko poruszyła mnie historia z początków naszej misji w Portugalii, kiedy pewnego wieczoru misjonarze wyszli na ulice Lizbony, by spać razem z bezdomnymi. Ci początkowo nie ufali zamiarom misjonarzy. Kiedy jednak zmienili swoje nastawienie, jeden z nich – ubogi żebrak, który od wielu lat mieszkał na ulicy – tak bardzo się ucieszył, że postanowił całą noc nie spać, by nad nimi czuwać. A następnego dnia wcześnie rano kupił w barze misjonarzom kawę i pieczywo.

Jeśli podarujemy innym radość płynącą z wybrania i dotknięcia przez Boga, ta radość przemienia wszystko. Przemienia miejsca i serca wielu. Jak widzieliśmy, nie chodzi o zwykłe spotkanie, nie chodzi tylko o gest Maryi, która w pośpiechu idzie pomóc oczekującej dziecka Elżbiecie. Czy miałaby to być czysto ludzka pomoc? W rzeczywistości ilekroć spotykamy się z drugą osobą, niosąc jej błogosławieństwo Boga, wówczas doświadczamy mocy tej miłości, która jednoczy nasze serca – tak jak w spotkaniu Maryi z Elżbietą, gdzie uobecnia się Duch Święty.

W spotkaniu rodzi się Obecność, a owocami są: radość, szczęście, miłość, nowe życie. Można powiedzieć, że tak doświadczamy raju: „gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich” (Mt 18,20). Spełnia się obietnica Jezusa. Należy mieć świadomość, że nie jesteśmy tylko jakąś rzeczą czy komórką zagubioną we wszechświecie. Każdy z nas został pobłogosławiony przez Boga i zaproszony do błogosławienia innych, odnajdując w drugiej osobie dziecko Boże. W ten sposób razem będziemy mogli doświadczać Obecności Jezusa i wraz z Maryją śpiewać Magnificat:

Raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy (Łk 1,47)

Zapraszam cię do tego, byś żył w nieustannym pragnieniu spotkania, wyjścia na spotkanie drugiej osoby, aby wydać na świat obecność Jezusa i Jego Ducha pośród nas, i z radością świętować życie prawdziwych wybrańców Boga.

Odwagi! Błogosławię was!

 

Ojciec Antonello Cadeddu
Założyciel Wspólnoty Przymierze Miłosierdzia

Powołanie proroka – Słowo na październik 2020

Izajasz: nieodwołalne wezwanie Boga i hojna odpowiedź człowieka – wezwanie do życia!

«Kogo mam posłać? Kto by Nam poszedł?»
Odpowiedziałem: «Oto ja, poślij mnie!» (Iz 6,8)

Wyobrażam sobie, że te słowa, tak dobrze znane i tak często wypowiadane podczas konsekracji osób przeróżnych powołań, przypomniały nam dzień naszego pierwszego TAK, jak również chwilę, w której co roku stawaliśmy przed Bogiem i Jego ludem, by udzielić Mu hojnej odpowiedzi i odnowić akt naszego oddania. Te słowa rzeczywiście poruszają.

Każde powołanie jest odpowiedzią na wezwanie Tego, który jest „zupełnie Inny”: Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał (J 15,16). Można więc powiedzieć, że nie ode mnie zależy wybór powołania. To wybór Boga. Ja zostałem wybrany. Moja wolność jest narzędziem, które pozwala mi odpowiedzieć na ten Boży apel, przyjmując go lub odrzucając. Właściwe wykorzystanie mojej wolności może odzwierciedlić się w jakości, intensywności i hojności mojej odpowiedzi.

Odpowiedź proroka Izajasza była pełna, zdecydowana, całościowa – chociaż on sam miał świadomość własnych ograniczeń! Zagłębiając się w tekście biblijnym, zauważamy, że prorok był świadom swojej kondycji męża o nieczystych wargach, który mieszka pośród ludu o nieczystych wargach (Iz 6,5). Zna swoje słabości i ograniczenia, ale mimo to oddaje się bez zastrzeżeń i mówi: Oto ja, poślij mnie! (Iz 6,8). Słowa Izajasza brzmią jak echo odpowiedzi Maryi, pełnej wolności i pokory, udzielonej archaniołowi Gabrielowi: Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa! (Łk 1,38). Odpowiedź ta jest źródłem niewysłowionej, wiecznej radości.

«Kogo mam posłać? Kto by Nam poszedł?»
Odpowiedziałem: «Oto ja, poślij mnie!» (Iz 6,8)

Pomóc młodemu człowiekowi odkryć swoje powołanie i na nie odpowiedzieć oznacza umożliwić mu – w najpełniejszy sposób – realizację siebie nie tylko jako osoby, ale przede wszystkim jako Dziecka Bożego. Powołanie jest zawsze zaproszeniem do radości: Raduj się, pełna łaski, Pan z Tobą (Łk 1,28). Można powiedzieć, że rezygnacja z wezwania do życia w radykalnym oddaniu się jest źródłem wielkiego smutku. W Ewangelii św. Marka znajdujemy historię bogatego młodzieńca, który nie był w stanie zostawić swoich dóbr, by pójść za Jezusem: Lecz on spochmurniał na te słowa i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości (Mk 10,22). Smutne jest, gdy nie odkrywam sensu własnej egzystencji i nie docieram do mety swego istnienia. Przykre, gdy nie odkrywam, że nie tylko mam w życiu misję, ale samo moje życie jest misją – jedyną i niezastąpioną.

Powołanie proroka Izajasza pomaga nam zrozumieć, na czym polega dobre rozeznanie, wskazując na kilka niezbędnych dla naszego życia kroków. Są to:

  1. Umieć zobaczyć, kontemplować i słuchać Pana. Nie można rozeznać własnego powołania bez osobistego, żywego, poruszającego doświadczenia Obecności Pana. Stajemy się uczniami Jezusa w konsekwencji spotkania, które pozwala nam Go poznać i zakochać się w Nim. W Księdze Izajasza czytamy, że prorok ujrzał Pana (Iz 6,1 nn). Zobaczył Jego chwałę, zobaczył serafinów, kontemplował Świętość Boga w osobisty, niezwykły sposób: Święty, Święty, Święty jest Pan Zastępów. Cała ziemia pełna jest Jego chwały… I usłyszał głos Pana mówiącego:

«Kogo mam posłać? Kto by Nam poszedł?»
Odpowiedziałem: «Oto ja, poślij mnie!» (Iz 6,8)

Matka Teresa usłyszała Jezusa, mówiącego do niej: Pragnę! Święty Franciszek usłyszał Jezusa, mówiącego: Franciszku, odnów mój Kościół, który jest w ruinie.

A ty – co usłyszałeś? Nawet ktoś, kto nie miał tak niezwykłych doświadczeń jak Izajasz, dostrzega powołanie w świetle głębokiego doświadczenia Miłości Ojca: „On mnie kocha! Kocha mnie! On za mnie umarł, a ja chcę żyć dla Niego!” Tak właśnie mam patrzeć na Jezusa i pozwolić Jego chwale mnie oświecić: Spójrzcie na Niego, promieniejcie radością (por. Ps 34,6).

  1. Umieć przyznać się do swojej nędzy. Autentycznemu wezwaniu zawsze towarzyszy głębokie samopoznanie, doświadczenie nawrócenia – ośmielę się rzec, że „niemoc serca”, prawdziwa niemoc. Z tym doświadczeniem nie wiąże się jednak ciężar „poczucia winy” i „oskarżenia” złego, który wmawia mi, że jestem niegodny, niezdolny, że nie mogę iść za Jezusem. Przeciwnie: skrucha prowadzi mnie do płaczu wobec Miłosierdzia Pana, które jest miłością, prawdą i współczuciem, zdolnymi sprawić, że w Nim utkwię moje spojrzenie i w Nim szukam umocnienia. To Miłosierdzie odnawia me siły i zaufanie Bożej mocy, widocznej w mojej słabości (por. Ga 20,20). Tak zrobił Jezus, kiedy, po trzykrotnym zaparciu się Piotra, zatrzymał go miłością. Modlił się za Piotra. Nie zrezygnował z Piotra i jestem pewien, że z ciebie też nie zrezygnuje. Nie bój się poznać siebie, odkryć i ukazać swoje słabości, opłakiwać swą nędzę. Przypomnij sobie słowa świętego Augustyna: Kto nie wyznaje swojej nędzy, oddala od siebie Miłosierdzie Pana. Izajasz pokazuje, że Bóg, którego on sam doświadczył i poznał, jest zawsze gotów przyjść nam z pomocą i oczyścić nasze usta z wszelkiej nieczystości. 
  1. Umieć dostrzec cierpienie ludu, powierzonego nam przez Pana, i jemu współczuć.

Wielu świętych w swojej misji wybrało taką drogę do świętości i spełnienia jako człowiek: odważnie stawić czoło cierpieniu wraz z ludem, który został im powierzony, jak również stawić czoło trudnym i dramatycznym, niespodziewanym doświadczeniom życia. Nie wolno nam zapomnieć o tej drodze: każde powołanie jest spotkaniem wól. To spotkanie nieodwołalnego wezwania Boga z wolną i hojną odpowiedzią człowieka na rzecz ludu, który jest spragniony i głodny Boga. Kto został wezwany, by powiedzieć TAK, będzie zawsze odpowiedzią Boga dla ludzi.

Kochani, dziękuję Bogu za TAK każdego z was! Pragnę pokornie zaprosić Was do tego, byśmy złączyli się z Matką Bożą, naszą matką i założycielką, i powiedzieli jednym głosem: Oto Ja służebnica Pańska (sługa Pański), niech Mi się stanie według twego słowa! (Łk 1,38). Trwajmy w jedności i posłuszeństwie Słowom Pana, czyniąc wszystko, cokolwiek nam powie (por. J 2,5).

Błogosławię was!

ojciec João Henrique
Założyciel Wspólnoty Przymierze Miłosierdzia