Walcząc z lękami i wątpliwościami – Słowo na grudzień 2020

Piotr: wierny portret naszego człowieczeństwa dosięgniętego przez Boże miłosierdzie

Każdego miesiąca tego roku mieliśmy łaskę, by kontemplować Boże cuda w życiu tak wielu mężczyzn i kobiet, których przedstawia Słowo Boże, które wskazuje nam drogi świętości oraz, bez wątpienia, drogi dla prawdziwego procesu życia duchowego. W tym miesiącu chcę zaproponować rozważanie oparte na postaci apostoła Piotra, zapraszającej nas do otwartości na pragnienia Boga, który obiecuje nam przemienione życie, „jeśli w Niego uwierzymy” i „będziemy miłować Go” wszystkim, co mamy i kim jesteśmy (por. Pwt 6,5).

„I dam wam serce nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza, odbiorę wam serce kamienne, a dam wam serce z ciała” (Ez 36,26)

Co to znaczy być przemienionym, posiadając serce z ciała, ale wypełnione obecnością Ducha? Zobacz, wszyscy mamy pragnienie lepszego życia, jednak nosimy w sobie ograniczenia, słabości, kruchość. Kiedy byliśmy dziećmi, przeżywaliśmy słabości oraz zależności dziecka: jedzenie, przytulenie, uwaga itp. Gdy dorastamy, doświadczamy innej rzeczywistości życia, próbujemy bronić się lub uwolnić od tych ograniczeń, słabości czy kruchości.

Często, gdy nie czujemy się kochani, stajemy się twardzi, zamknięci, i jest to sposób na to, by nie cierpieć i próbować przekonać samych siebie, że nie potrzebujemy tej nieotrzymanej miłości. Podobnie dzieje się, gdy czujemy się zdradzeni, rozczarowani. Mamy do czynienia
z pewnymi wydarzeniami w naszej egzystencji, które nie dają odpowiedzi, i od razu izolujemy się coraz bardziej i mówimy: lepiej żyć niezależnie, samotnie… tak nie będziemy mieli problemów. Musi być jasne, że nikt z nas nie rodzi się zły, nikt z nas nie rodzi się z sercem z kamienia. Zwykle to życie stawia nas w trudnych sytuacjach, co prowadzi do tego, że jesteśmy dla siebie surowi. Jednak złą rzeczą w tym wszystkim jest to, że zamykamy się nie tylko na siebie, ale także na innych.

„I dam wam serce nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza, odbiorę wam serce kamienne, a dam wam serce z ciała” (Ez 36,26)

W tekstach Ewangelii postać Piotra jest jedną z najbardziej sprzecznych. Miał on niestabilność, która wahała się od najwyższych szczytów odwagi do wysokiego stopnia tchórzostwa, wypierając się własnego Mistrza. Z taką samą szybkością, z jaką rozpoznał Jezusa, jako Syna Bożego i wyznawał Mu wierność, wycofywał się i potykał na swoich własnych słowach. W rzeczywistości wizerunek Piotra odzwierciedla nasze sprzeczności, stając się wiernym portretem naszego człowieczeństwa. W ten sposób wewnątrz wielu tekstów, które wskazują nam drogę Piotra, jako ucznia Jezusa, tekst z Ewangelii św. Mateusza 14, 22-36, wydaje mi się, że pomaga nam w refleksji nad tematem, który zaproponowałem: „walcząc z lękami
i wątpliwościami”. Chcę zwrócić uwagę, przede wszystkim na wyrażenie Piotra: „Panie, ratuj mnie”. Zobacz, że Piotr ma doświadczenie z Jezusem. Prosi Jezusa, aby chodził po wodzie. Ale boi się. Uwierzył bardziej w burzę niż w Jezusa. I w konsekwencji głośno prosi Pana, aby go uratował. Czy będziemy musieli dotrzeć do gwałtownego „dna morza”, aby zrozumieć, że sami nie możemy powstać z ciemności, która istnieje w nas?

Moi drodzy, to nie tylko nasze techniki, nasze wysiłki, nasza wola, nasza inteligencja. To wszystko jeszcze nie wystarcza. Nie możemy iść czy robić czegoś sami, pamiętajmy o słowach Jezusa: „beze Mnie nic nie możecie uczynić” (J 15,5). Bez wątpienia musimy prosić Boga o jedno: aby przemienił nasze wnętrze i dał nam nowe serce. Albo raczej możemy powiedzieć jak Piotr: „Panie, ratuj mnie”. Nawet jeśli byłby to krzyk naszego cierpienia i naszej słabości, ale powiedzmy z siłą i pokorą: Jezu, tylko Ty możesz mnie uratować. Jeśli będziemy pokorni, pójdziemy naprzód.

„I dam wam serce nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza, odbiorę wam serce kamienne, a dam wam serce z ciała” (Ez 36,26)

Na duchowej ścieżce musimy być świadomi naszej rzeczywistości. Poznanie się to proces trwający całe życie, wymagający od nas postawy prostej, pokornej i cierpliwej. Ile razy chcąc zajść tak wysoko szybko upadamy w głębiny, często rozczarowani, zawstydzeni, zranieni. Czasami mówimy Bogu piękne i głębokie rzeczy, a potem potykamy się przez nasz język
i bluźnimy nawet przeciwko Niemu. Pełni radości i zapału w poszczególnych chwilach życia obiecujemy niezachwianą wierność, ale jak Piotr upadamy we wstydliwym tchórzostwie. Przez chwilę wydaje się, że jesteśmy właścicielami wytrwałej, godnej zaufania wiary, a za chwilę toniemy w burzliwych wodach niewiary. Co przedstawia Piotr? To jakimi właśnie jesteśmy! Prośmy więc o nowe serce i wierzmy w to, co obiecuje Pan:

„I dam wam serce nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza, odbiorę wam serce kamienne, a dam wam serce z ciała” (Ez 36,26)

Wobec niektórych cech w zachowaniu Piotra, które starałem się w tym czasie podkreślić dla każdego z nas, pragnę zaprosić Was do powrotu do słów Jezusa, który zaprasza każdego
z tych, którzy zostali przez Niego powołani: aby żyć i przyjąć krzyż, który mamy DZISIAJ, który widzimy w innych i żyć dla innych.

Drodzy, nie możemy wierzyć, że nigdy nie będzie problemów. To się nigdy nie wydarzy. Przyjmijmy krzyż naszego życia i nieśmy go z radością. W ten sposób serce z kamienia runie
i zakceptujemy innych jak naszych, a nie tylko innych. Będziemy żyć w tej tajemnicy miłości (krzyża). Bóg nas kocha i z Nim możemy przeżyć wszystko.

To jest Nowe Serce, które Duch stwarza w nas: SERCE ZAWIERZONE NIESKOŃCZONEMU MIŁOSIERDZIU OJCA. Potrójna prowokacja Jezusa skierowana do Piotra w Ewangelii św. Jana 21,15-17 jest dowodem na to, że Pan nie zrezygnował z tego słabego człowieka, dając mu możliwość wyjścia poza jego nędze i rozczarowania, decydując się na oddanie się wyłącznie miłosiernej miłości Jezusa zdolnej dać człowiekowi utraconą godność. On także nie zrezygnuje
z Ciebie!

Pięćdziesiątnica Miłosierdzia! Tam, gdzie właśnie słabi, doświadczamy stałej obecności Ducha, który nas umacnia, stawia na nogi i ofiarowuje światu: wierny portret naszego człowieczeństwa dosięgniętego przez Boże miłosierdzie.

Odwagi! Błogosławię Wam!
Antonello Cadeddu

Radość życia Bożych wybrańców – Słowo na listopad 2020

Maryja: prosta służebnica oddana Bożym planom

To wielki Boży dar, że co miesiąc możemy odpowiadać na wezwanie Boga, by wejść do Szkoły Słowa – miejsca, które kształtuje w prawdzie, inspiruje i oświeca kroki nas jako członków rodziny Przymierza Miłosierdzia. Radość naszego „tak” czyni Jezusa obecnym w życiu wielu mężczyzn i kobiet naszych czasów. Chciałbym zaprosić was do wielbienia Boga za Jego łaskę, która podtrzymuje nas i pozwala każdego dnia powtarzać nasze „tak”. Powiedzmy jak Maryja:

Raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy (Łk 1,47)

Spoglądając w przeszłość z miłością, jakiej doświadczyliśmy od Boga, zobaczymy, że wielu z nas już bardzo dawno temu postanowiło powiedzieć Bogu zdecydowane „tak”, zostawiając wszystko, co jest ze świata, i wybierając nowe życie w Jego miłości. Jestem przekonany, że przez cały ten czas każdy z nas stawił czoło wielu sytuacjom i doświadczał często „dobrych i trudnych” rzeczy w codzienności. Nie zapominajmy, że „wszystko współdziała dla dobra tych, którzy miłują Boga” – a ja dodałbym: „dla dobra tych, którzy trwają w Bogu”. Dlatego pragnę zwrócić naszą uwagę na codzienne odnawianie osobistego „tak” Bogu, zbierając owoce radości, które wydają na świat obecność Jezusa. Pamiętajmy, że nasze „tak” współpracuje z Bożym planem zbawienia ludzi, a On uobecnia się, dając nam ogromną radość.

Raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy (Łk 1,47)

Maryja jest tą, która całe swoje powołanie przeżyła w pełni. Fragment Ewangelii św. Łukasza, który właśnie powtórzyliśmy, można by przetłumaczyć tak: „moje serce skacze z radości w Bogu, moim Zbawcy”. To zdanie z Magnificat znajduje się w pierwszym rozdziale Ewangelii, wkrótce po tym, jak Maryja usłyszała od Elżbiety następujące słowa: „Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona” (Łk 1,42). Zauważ, że spotkanie Elżbiety i Maryi rodzi radość nie tylko między nimi, ale i w synach, których nosiły pod sercem.

U Łukasza (Łk 1,39) pełna błogosławieństw Maryja wybrała się z pośpiechem, by odwiedzić swą kuzynkę Elżbietę. Od niej również słyszy, że jest błogosławiona, bo uwierzyła w wezwanie i w Boże plany dla swojego życia. Myślę, że to pierwszy krok, jaki powinniśmy postawić, by wypełnić radością życie nas samych i naszych braci. Skoro Bóg nas wybrał, to jesteśmy pobłogosławieni; uczestniczymy w tym błogosławionym życiu, bo Pan dosięgnął nas swoją miłosierną dłonią. On wybrał nas tak, jak wybrał Maryję spośród wielu kobiet. Maryja była tego świadoma. Rozumiała, że jej słabość została nawiedzona przez wielkość i nieskończone miłosierdzie Boga dla wypełnienia wspaniałego planu: ma być matką Jezusa, Zbawiciela.

My również powinniśmy uwierzyć w ten Boży wybór w naszym życiu. Pełni wiary, powinniśmy mieć świadomość tego, że On nas wybrał, i powiedzieć jak Maryja: „Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa!” (Łk 1,38). Błogosławieństwo, które na nas spoczęło, nie zależy od nas, ale jest czystym darem Bożej łaski – dlatego powinniśmy wiedzieć, że zostaliśmy pobłogosławieni i wybrani jako umiłowane dzieci.

Raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy (Łk 1,47)

Wobec trudności, bólu, cierpień i samotności, których często doświadczamy, nie jest łatwo wykonać ten skok w wierze! Często wydaje się nam, że wszystko idzie nie tak. Patrząc w przeszłość, kusi nas, by stwierdzić, że Bóg nigdy nas nie wysłuchał. Powinniśmy jednak uwierzyć, że miłosierny Bóg pobłogosławił nas i wybrał, dając nam owoc pełnej radości – tak jak w przypadku Maryi. Przypomnij sobie, że Maryja nie obawiała się porzucenia przez Józefa ani ukamienowania przez mieszkańców Nazaretu, które groziło matce nieślubnego dziecka. Przeciwnie: Maryja wierzyła w pełni, a Bóg poprzez pokorną ufność tej ubogiej służebnicy wypełnił swoje dzieło miłości.

Czy chcesz razem z Nią dokonać tego wyboru? Jeśli tak, to pamiętaj, że jesteś pobłogosławiony i wybrany. I mam pewność, że On pragnie tego dla ciebie i dla mnie. Dlatego zachęcam cię, byś żył tą radością wybrańca, która rodzi się wewnątrz i wypływa na zewnątrz, radością, która jest bezgraniczną siłą popychającą nas do kontaktu z innymi i poruszającą do służby w miłości bliźniemu.

Głęboko poruszyła mnie historia z początków naszej misji w Portugalii, kiedy pewnego wieczoru misjonarze wyszli na ulice Lizbony, by spać razem z bezdomnymi. Ci początkowo nie ufali zamiarom misjonarzy. Kiedy jednak zmienili swoje nastawienie, jeden z nich – ubogi żebrak, który od wielu lat mieszkał na ulicy – tak bardzo się ucieszył, że postanowił całą noc nie spać, by nad nimi czuwać. A następnego dnia wcześnie rano kupił w barze misjonarzom kawę i pieczywo.

Jeśli podarujemy innym radość płynącą z wybrania i dotknięcia przez Boga, ta radość przemienia wszystko. Przemienia miejsca i serca wielu. Jak widzieliśmy, nie chodzi o zwykłe spotkanie, nie chodzi tylko o gest Maryi, która w pośpiechu idzie pomóc oczekującej dziecka Elżbiecie. Czy miałaby to być czysto ludzka pomoc? W rzeczywistości ilekroć spotykamy się z drugą osobą, niosąc jej błogosławieństwo Boga, wówczas doświadczamy mocy tej miłości, która jednoczy nasze serca – tak jak w spotkaniu Maryi z Elżbietą, gdzie uobecnia się Duch Święty.

W spotkaniu rodzi się Obecność, a owocami są: radość, szczęście, miłość, nowe życie. Można powiedzieć, że tak doświadczamy raju: „gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich” (Mt 18,20). Spełnia się obietnica Jezusa. Należy mieć świadomość, że nie jesteśmy tylko jakąś rzeczą czy komórką zagubioną we wszechświecie. Każdy z nas został pobłogosławiony przez Boga i zaproszony do błogosławienia innych, odnajdując w drugiej osobie dziecko Boże. W ten sposób razem będziemy mogli doświadczać Obecności Jezusa i wraz z Maryją śpiewać Magnificat:

Raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy (Łk 1,47)

Zapraszam cię do tego, byś żył w nieustannym pragnieniu spotkania, wyjścia na spotkanie drugiej osoby, aby wydać na świat obecność Jezusa i Jego Ducha pośród nas, i z radością świętować życie prawdziwych wybrańców Boga.

Odwagi! Błogosławię was!

 

Ojciec Antonello Cadeddu
Założyciel Wspólnoty Przymierze Miłosierdzia

Powołanie proroka – Słowo na październik 2020

Izajasz: nieodwołalne wezwanie Boga i hojna odpowiedź człowieka – wezwanie do życia!

«Kogo mam posłać? Kto by Nam poszedł?»
Odpowiedziałem: «Oto ja, poślij mnie!» (Iz 6,8)

Wyobrażam sobie, że te słowa, tak dobrze znane i tak często wypowiadane podczas konsekracji osób przeróżnych powołań, przypomniały nam dzień naszego pierwszego TAK, jak również chwilę, w której co roku stawaliśmy przed Bogiem i Jego ludem, by udzielić Mu hojnej odpowiedzi i odnowić akt naszego oddania. Te słowa rzeczywiście poruszają.

Każde powołanie jest odpowiedzią na wezwanie Tego, który jest „zupełnie Inny”: Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał (J 15,16). Można więc powiedzieć, że nie ode mnie zależy wybór powołania. To wybór Boga. Ja zostałem wybrany. Moja wolność jest narzędziem, które pozwala mi odpowiedzieć na ten Boży apel, przyjmując go lub odrzucając. Właściwe wykorzystanie mojej wolności może odzwierciedlić się w jakości, intensywności i hojności mojej odpowiedzi.

Odpowiedź proroka Izajasza była pełna, zdecydowana, całościowa – chociaż on sam miał świadomość własnych ograniczeń! Zagłębiając się w tekście biblijnym, zauważamy, że prorok był świadom swojej kondycji męża o nieczystych wargach, który mieszka pośród ludu o nieczystych wargach (Iz 6,5). Zna swoje słabości i ograniczenia, ale mimo to oddaje się bez zastrzeżeń i mówi: Oto ja, poślij mnie! (Iz 6,8). Słowa Izajasza brzmią jak echo odpowiedzi Maryi, pełnej wolności i pokory, udzielonej archaniołowi Gabrielowi: Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa! (Łk 1,38). Odpowiedź ta jest źródłem niewysłowionej, wiecznej radości.

«Kogo mam posłać? Kto by Nam poszedł?»
Odpowiedziałem: «Oto ja, poślij mnie!» (Iz 6,8)

Pomóc młodemu człowiekowi odkryć swoje powołanie i na nie odpowiedzieć oznacza umożliwić mu – w najpełniejszy sposób – realizację siebie nie tylko jako osoby, ale przede wszystkim jako Dziecka Bożego. Powołanie jest zawsze zaproszeniem do radości: Raduj się, pełna łaski, Pan z Tobą (Łk 1,28). Można powiedzieć, że rezygnacja z wezwania do życia w radykalnym oddaniu się jest źródłem wielkiego smutku. W Ewangelii św. Marka znajdujemy historię bogatego młodzieńca, który nie był w stanie zostawić swoich dóbr, by pójść za Jezusem: Lecz on spochmurniał na te słowa i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości (Mk 10,22). Smutne jest, gdy nie odkrywam sensu własnej egzystencji i nie docieram do mety swego istnienia. Przykre, gdy nie odkrywam, że nie tylko mam w życiu misję, ale samo moje życie jest misją – jedyną i niezastąpioną.

Powołanie proroka Izajasza pomaga nam zrozumieć, na czym polega dobre rozeznanie, wskazując na kilka niezbędnych dla naszego życia kroków. Są to:

  1. Umieć zobaczyć, kontemplować i słuchać Pana. Nie można rozeznać własnego powołania bez osobistego, żywego, poruszającego doświadczenia Obecności Pana. Stajemy się uczniami Jezusa w konsekwencji spotkania, które pozwala nam Go poznać i zakochać się w Nim. W Księdze Izajasza czytamy, że prorok ujrzał Pana (Iz 6,1 nn). Zobaczył Jego chwałę, zobaczył serafinów, kontemplował Świętość Boga w osobisty, niezwykły sposób: Święty, Święty, Święty jest Pan Zastępów. Cała ziemia pełna jest Jego chwały… I usłyszał głos Pana mówiącego:

«Kogo mam posłać? Kto by Nam poszedł?»
Odpowiedziałem: «Oto ja, poślij mnie!» (Iz 6,8)

Matka Teresa usłyszała Jezusa, mówiącego do niej: Pragnę! Święty Franciszek usłyszał Jezusa, mówiącego: Franciszku, odnów mój Kościół, który jest w ruinie.

A ty – co usłyszałeś? Nawet ktoś, kto nie miał tak niezwykłych doświadczeń jak Izajasz, dostrzega powołanie w świetle głębokiego doświadczenia Miłości Ojca: „On mnie kocha! Kocha mnie! On za mnie umarł, a ja chcę żyć dla Niego!” Tak właśnie mam patrzeć na Jezusa i pozwolić Jego chwale mnie oświecić: Spójrzcie na Niego, promieniejcie radością (por. Ps 34,6).

  1. Umieć przyznać się do swojej nędzy. Autentycznemu wezwaniu zawsze towarzyszy głębokie samopoznanie, doświadczenie nawrócenia – ośmielę się rzec, że „niemoc serca”, prawdziwa niemoc. Z tym doświadczeniem nie wiąże się jednak ciężar „poczucia winy” i „oskarżenia” złego, który wmawia mi, że jestem niegodny, niezdolny, że nie mogę iść za Jezusem. Przeciwnie: skrucha prowadzi mnie do płaczu wobec Miłosierdzia Pana, które jest miłością, prawdą i współczuciem, zdolnymi sprawić, że w Nim utkwię moje spojrzenie i w Nim szukam umocnienia. To Miłosierdzie odnawia me siły i zaufanie Bożej mocy, widocznej w mojej słabości (por. Ga 20,20). Tak zrobił Jezus, kiedy, po trzykrotnym zaparciu się Piotra, zatrzymał go miłością. Modlił się za Piotra. Nie zrezygnował z Piotra i jestem pewien, że z ciebie też nie zrezygnuje. Nie bój się poznać siebie, odkryć i ukazać swoje słabości, opłakiwać swą nędzę. Przypomnij sobie słowa świętego Augustyna: Kto nie wyznaje swojej nędzy, oddala od siebie Miłosierdzie Pana. Izajasz pokazuje, że Bóg, którego on sam doświadczył i poznał, jest zawsze gotów przyjść nam z pomocą i oczyścić nasze usta z wszelkiej nieczystości. 
  1. Umieć dostrzec cierpienie ludu, powierzonego nam przez Pana, i jemu współczuć.

Wielu świętych w swojej misji wybrało taką drogę do świętości i spełnienia jako człowiek: odważnie stawić czoło cierpieniu wraz z ludem, który został im powierzony, jak również stawić czoło trudnym i dramatycznym, niespodziewanym doświadczeniom życia. Nie wolno nam zapomnieć o tej drodze: każde powołanie jest spotkaniem wól. To spotkanie nieodwołalnego wezwania Boga z wolną i hojną odpowiedzią człowieka na rzecz ludu, który jest spragniony i głodny Boga. Kto został wezwany, by powiedzieć TAK, będzie zawsze odpowiedzią Boga dla ludzi.

Kochani, dziękuję Bogu za TAK każdego z was! Pragnę pokornie zaprosić Was do tego, byśmy złączyli się z Matką Bożą, naszą matką i założycielką, i powiedzieli jednym głosem: Oto Ja służebnica Pańska (sługa Pański), niech Mi się stanie według twego słowa! (Łk 1,38). Trwajmy w jedności i posłuszeństwie Słowom Pana, czyniąc wszystko, cokolwiek nam powie (por. J 2,5).

Błogosławię was!

ojciec João Henrique
Założyciel Wspólnoty Przymierze Miłosierdzia

Ofiarować życie za tych, których powierza ci Pan – Słowo na wrzesień 2020

Estera: przykład odwagi i mądrości

„Jeśli zginę, to zginę” (Est 4,16)

Jak wiemy, nasz Bóg, obdarowując nas życiem, ustanowił dla nas odwieczny plan, zapraszając do kochającej i hojnej odpowiedzi. Na pewno nie zostaliśmy stworzeni wyłącznie dla samotnego, egoistycznego życia, czy po to tylko, by jeść i rozmnażać się. Przeciwnie: On chce naszego pełnego współdziałania, by aktualizować swoje boskie plany na tej ziemi, spełniając misję ocalania dusz. O tym właśnie pragnę mówić: i ja, i ty jesteśmy ważni dla naszego Pana Jezusa. Wykorzystamy historię Estery, by odnaleźć pewne biblijno-duchowe ślady w nadprzyrodzonych planach na każdego z nas. Przeczytajmy fragment Biblii:

I rzekła Estera, aby odpowiedziano Mardocheuszowi: «Idź, zgromadź wszystkich Żydów, którzy znajdują się w Suzie. Pośćcie za mnie, nie jedząc i nie pijąc trzy dni, nocą i dniem. Ja też i dziewczęta moje będziemy pościły podobnie. Potem pójdę do króla, choć to niezgodne z prawem, a jeśli zginę, to zginę» (Est 4,15-16).

Estera była Żydówką, członkinią ciemiężonego i prześladowanego narodu (Est 2,5-7). Jako dziecko straciła rodziców i wychowywał ją jej brat stryjeczny Mardocheusz. Żyli jako niewolnicy Aswerusa, króla Babilonii. Z Bożej opatrzności, z powodu jej niesłychanego piękna, została wybrana na królową spośród innych kobiet królestwa: „I umiłował król Esterę nad wszystkie [inne] kobiety. Pozyskała sobie u niego życzliwość i względy nad wszystkie [inne] dziewice, i włożył na jej głowę koronę królewską, i uczynił ją królową w miejsce Waszti” (Est 2,17).

Dostrzegamy, że Bóg, pobłogosławiwszy naród żydowski od Abrahama do proroków, nigdy go nie opuszcza. Interesujące, że w tekstach Księgi Estery Bóg nie przemawia ani nikomu się nie ukazuje, ale jest obecny w wydarzeniach, w historii i w życiu ludu. Księga Estery proponuje następującą interpretację: Bóg jest obecny jako Opatrzność, wykorzystując historię, by przemienić ją zgodnie ze swoimi planami. Może być tak, że Żydzi żyją w niewoli, a zło próbuje ich zniszczyć, ale Bóg zawsze ukazuje się jako Bóg żywy, który kocha swoje dzieci i nie rezygnuje z nich.

„Jeśli zginę, to zginę” (Est 4,16)

Być może ty i ja doświadczamy czegoś, czego nie rozumiemy. Czujemy się wówczas, jakby obrzucano nas kamieniami, obmawiani, zgnębieni i odrzuceni. Zdaje się, że wszystko umarło. Pamiętaj jednak, że On jest obecny! To stwierdzenie będzie mogło przywrócić nam nadzieję. Przyglądamy się dzisiejszemu światu i widzimy same choroby, wojny, przemoc, aborcje, śmierć dla pieniędzy. Czyżby to był kres wszystkiego? Mogę cię zapewnić, że nie! Musimy uwierzyć, że mamy Boga żywego, który działa poprzez niezrozumiałe sytuacje w historii.

Estera, chociaż dostrzegała ryzyko i niebezpieczeństwo śmierci, w jakim znajdował się jej naród, nie zatrzymała się i nie straciła nadziei. Jest ona obrazem osoby, która zawierza się, pełna wiary w moc i działanie Boga. Jako królowa mogłaby zachować w tajemnicy swoje pochodzenie i przemilczeć przynależność do narodu żydowskiego. Tymczasem ona czyni przeciwnie: odważnie, z miłością i mądrością, wybiera prawdę.

Jak widzieliśmy, Estera została wybrana, bo była najpiękniejszą kobietą w królestwie. Z pewnością przyozdabiała się klejnotami i ukazywała swe piękno, aby służyć i oddawać się swemu małżonkowi królowi.

W dzisiejszych czasach tym, co przeważa, jest estetyka, piękno fizyczne, odsłanianie własnego ciała, pokazywanie swojej atrakcyjności. Jak można ukazać piękno Maryi, matki Jezusa, jako model dla naszych czasów? Jeśli stracimy czujność, wówczas zapomnimy, że to wszystko jest często marnością, zwyczajnym pozorowaniem! W historii Estery piękno przedstawiono nie tylko w wymiarze fizycznym, ale i w cnotach i postawach, które prowadzą do życia w bojaźni Bożej.

Możesz być atrakcyjny, inteligentny, zdolny. Ale czy pozwoliłeś, by uwiodły cię rzeczy tego świata i głupota życia, które przemija?

„Jeśli zginę, to zginę” (Est 4,16)

Zagłębiając się w tekst Księgi Estery, dostrzegamy, że Bóg wykorzystał jej piękno, by spełnić jeden ze swoich planów wobec ludu Izraela. Zauważ, że Bóg zawsze zabezpiecza przyszłość. I my powinniśmy pozwolić Mu używać każdego z nas, by wypełniał swoje zamiary. Pamiętaj, że „bardzo łatwo jest zepsuć się w tym życiu, ale być Bożym człowiekiem wymaga konkretnego, radykalnego wyboru”.

Aby wyzwolić swój naród od śmierci, Estera postanawia sprzeciwić się prawu i umrzeć, jeśli będzie to konieczne. Przygotowuje się postem i modlitwą, w pełni oddając się i ufając swemu Bogu i Panu. Uniżona, modliła się od rana do nocy. A Bóg wybrał ją i wykorzystał jej piękno, by ocalić naród.

Drodzy, musimy uwierzyć! Jeśli czujesz się niczym, jeśli sądzisz, że jesteś tylko numerem w Kościele, we wspólnocie świata, to nie zapominaj, że od wieczności jesteś wybrankiem, wybranym i ukochanym dzieckiem. Bóg ma dla ciebie plan wiecznej miłości! Pość, módl się i wytrwaj w wierności Panu, On bowiem uczyni wielkie rzeczy poprzez twoje małe „tak”. Ty masz tylko być w gotowości, bo twoje życie jest narzędziem ocalenia dla narodu. Jesteśmy przecież Kościołem Jezusa, wspólnotą, która ma umrzeć, jeśli będzie to konieczne. Jak zauważyłeś, Estera gotowa była oddać życie, świadoma, że jej Bóg sam uczyni wszystko.

Nasze powołanie nie wypełnia się, kiedy jesteśmy niezdecydowani. Musimy podjąć decyzję. Trzeba dać życie, być gotowym umrzeć, by Boży plan mógł się przez nas ziścić. Przygotowuj się stale poprzez modlitwę, post, komunię i adorację eucharystyczną, idąc przed siebie nawet pośród niebezpieczeństw i sytuacji, które wydają się niemożliwe do rozwiązania. Trwając w Bogu i wierząc, że On wybrał cię od wieczności do ocalenia ludu, twoje życie stanie się żywym świadectwem Boga w twojej rodzinie, wspólnocie, w ewangelizacjach i posługach duszpasterskich. Tak oto będziesz czynił różnicę.

Nie rezygnuj, idź przed siebie, uwierz! Ofiaruj swoje życie z miłości do Boga, odważnie, ufając Mu. Jest taki naród, który potrzebuje twojego TAK.

Niech cię Bóg błogosławi!

Ojciec Antonello Cadeddu
Założyciel Wspólnoty Przymierze Miłosierdzia

 

 

Wierność Boga – Słowo na sierpień 2020

DAWID: Bóg wybiera po za pozorami

“Człowiek patrzy na wygląd zewnętrzny, a Bóg patrzy na serce” (1 Sm 16,7b)

Rozważanie powołania Dawida oznacza kontemplację działania i mocy Boga w życiu młodego człowieka, mężczyzny, króla. Tutaj mamy cenną okazję, aby uważnie przeczytać dwie księgi Samuela i uwielbić Boga za Jego Miłosierdzie, którego Dawid jest wyjątkowym świadkiem.

W rzeczywistości nie możemy zrozumieć drogi “Świętego Króla Dawida” bez jasnego wglądu w życie króla Saula, który był szanowany przez Boga, pomimo że odszedł od Niego za to, że nie przestrzegał jego rozkazów (por. 1Krl 15, 11). Te sprawozdania opowiadają o narodzeniu, ekspansji i wzmocnieniu królestwa Izraela wokół Jerozolimy (około 1020-965 p.n.e.). Zobaczymy, że postać Dawida będzie stałym odniesieniem do królestwa, które nie będzie miało końca, potomstwa, z którego będzie pochodził Mesjasz, Namaszczony przez Boga. Dlatego w tej części Słowo określa Jezusa jako “Syna Dawida” (Mk 10, 46-52), “Baranek Boży, który gładzi grzechy świata” (J 1, 29).

Dawid został namaszczony przez Samuela na króla Izraela (1Sm16, 13). Szybko zdaliśmy sobie sprawę z paradoksu Boga, który nie patrzy na pozory. David jest ósmym synem Jessego z miasta Betlejem, z domu Judy. Samuel został posłany przez Boga, aby namaścić jednego z synów Jessego, i choć Jesse przedstawia swoje siedmioro dzieci, paradoksalnie wybór Pana pada na ósmego, najmniejszego, zapomnianego przez własnego ojca i lekceważonego przez członków własnej rodziny. Był w polu, zajmując się stadem. To on będzie namaszczony przez Pana na króla Izraela: “Od tego dnia Duch Pana stępował na Dawida” (1Sm, 16, 13).

“Człowiek patrzy na wygląd zewnętrzny, a Bóg patrzy na serce” (1 Sm 16,7b)

Ten “malutki” został wybrany przez Boga, aby pokonać gigantycznego Goliata i poprowadzić lud Izraela do jego najwspanialszych zwycięstw. Ale paradoksalnie doświadczył on, przez całe swoje życie, wielkich słabości, które doprowadziły go do bardzo poważnych i wstydliwych upadków. Mimo to, jest on zapamiętany przez Pismo Święte jako “Święty Król Dawid”. Dlaczego? W jaki sposób powołanie i życie Dawida może oświetlić, wzmocnić, ożywić nasze powołanie? Postaram się uwydatnić jakieś cenne nauczanie z jego duchowego ojcostwa.

1. Wierność w małych rzeczach

David oddaje się najbardziej ukrytym pracom, poświęca się. Podczas gdy siedmiu braci jest w domu, on zajmuje się stadem na polu. Kiedy jego bracia są na wojnie, on wstaje o świcie, dźwiga ciężkie jedzenie, aby służyć swoim braciom (1Sm 17,15-20) i służył Saulowi, pomimo że był konsekrowany na króla. Kiedy myślę o Dawidzie, myślę, że temu, który jest wierny w małych rzeczach, zostaną powierzone wielkie obowiązki (Mt 25, 23), ponieważ ojcostwo “władzy królewskiej” jest osiągane tylko w szkole służby, w wierności dnia codziennego i w pracy. Bycie wiernym w małych rzeczach to wielka rzecz!

2. Droga schodzenia – “Każdy, kto się wywyższa, zostanie poniżony; a kto się poniża, zostanie wywyższony”(Łk 14,11)

Dawid pozostaje uległy Saulowi i nawet w obliczu jego niesprawiedliwych prześladowań szanuje duchową władzę króla Saula: “Nie podniesie ręki przeciwko namaszczonemu przez Pana” (1 Sm 26:11). Podobnie poddał się Bogu; nawet w swoim doświadczeniu grzechu uznaje swoją winę i ufa Miłosierdziu Pańskiemu (por. Ps 50).

Dawid popełnił cudzołóstwo z Betszebą, a nawet doprowadził do śmierci jej męża Uriasza, splamiając się jak morderca (2Sm 11,14-27). Był bardzo brutalny w wielu okolicznościach i nie spodobał się Panu, opierając się bardziej na swojej sile niż na tym, że został wybrany przez Pana (2Sm 24,1-10). Dawid uznał swoje grzechy, poniósł ich konsekwencje, ale otrzymał “miłosierdzie” od Boga.

3. Poszukiwanie wzrostu

Zawsze pamiętaj, że nikt nie rodzi się “duży”. David odkrył, że wielkość człowieka polega na jego zdolności uczenia się. On uczy mnie, że ten, kto się nie rozwija, cofa się. W tym celu wykorzystuje wszystkie swoje dary: muzyczne (grał na harfie), duchowe, uwolnienia (1Sm 16:23) i dary do walki (1Sm 17,34nn). Nigdy nie możemy zapomnieć, że talenty rosną, gdy są używane. To nie przypadek, że Dawid widzi, że nawet w zagrożeniu gigantycznego Goliata istnieje szansa na zwycięstwo.

4. Ufność w Panu

Interesujące jest to, jak w walce z Goliatem, w tekście rozdziału 17 Dawid podkreśla nieobrzezanie Filistyna: “Kim jest ten nieobrzezany obcoplemieniec, że urąga szeregom Boga żyjącego?” (1Sm 17.26). Dlaczego David zwraca uwagę na nieobrzezanie? Ponieważ on jest synem Obietnicy, ma jako swego ojca Abrahama i wie, że ręka Pana spoczywa na ludzie i obietnica złożona Abrahamowi: “Tych, którzy ciebie błogosławią, ja będę błogosławił, a klątwą obejmę tych, którzy na ciebie klątwy rzucają”. (Rdz 12, 3). Kiedy Goliat go przeklina (1Sm 17,42-44), Dawid wie, że olbrzym kończy z samym sobą, bo klątwa spadnie na jego głowę. Dawid to wie i przyjmuje władzę duchową, siłę, która jest w imieniu Pana. Wie, że to nie miecz czy włócznia, ale Bóg daje zwycięstwo (1Sm 17,45-47).

“Człowiek patrzy na wygląd zewnętrzny, a Bóg patrzy na serce” (1 Sm 16,7b)

Czy rzeczywiście nasza siła jest w Panu? Zapraszam cię: odnówmy hojnie naszą odpowiedź na wezwanie Boga w tym czasie. Życie Dawida jest dla nas wspaniałym przykładem!

W ten sposób możemy odnowić te cztery filary naszego powołania:

  1. Muszę być wierny w małych rzeczach: Gdzie jest rozluźnienie lub troska o moje obowiązki?
  2. Muszę służyć, aby panować: Czy troszczę się o braci, których Pan mi powierza i staram się zawsze służyć?
  3. Muszę zawsze wzrastać: Czy staram się korzystać z darów ludzkich i duchowych, które Pan mi powierza? Czy zawsze staram się uczyć, szukając wiedzy? Czy uczę się od wszystkich?
  4. Czy ufam Panu, czy we własne siły? Czy zniechęcają mnie moje słabości?

“Człowiek patrzy na wygląd zewnętrzny, a Bóg patrzy na serce” (1 Sm 16,7b)

Na nowo weźmy nasze pięć kamyków jak David. I idźmy do walki ufni, ponieważ zwycięstwo należy do Pana! Zwycięstwo jest dla tych, którzy mu ufają!

Niech Bóg błogosławi!
o. João Henrique
Założyciel Przymierza Miłosierdzia

Siła i odwaga – Słowo na lipiec 2020

JOZUE: Wolny i oddany sprawom Boga.

“Jozue, syn Nuna, pełen był ducha mądrości, gdyż Mojżesz włożył na niego ręce.” (Pwt 34,9)

W niektórych tekstach Starego Testamentu widzimy, że Jozue został ogłoszony przez Mojżesza swoim następcą, ponieważ Mojżesz był bliski śmierci (Liczb 27,18-20,22-23; Pwp 34.1-12). Mojżesz nałożył ręce na Jozuego, który został napełniony Bożym Duchem Świętym. Wszyscy ludzie widzieli i uznali Jozuego za swojego przywódcę. Zobaczcie, że tak żyją wszyscy ci, którzy ofiarują się Bogu w naszym Kościele. To dzięki mocy Ducha Świętego jesteśmy konsekrowani Bogu na służbę ubogim materialnie i duchowo.

W księdze Dziejów Apostolskich znajdujemy kilka tekstów, np. Dz 8, 17-19, w których poprzez nałożenie rąk wybrane osoby zostały napełnione Duchem Świętym, po czym nawracali się postanawiając zdecydowanie świadczyć o życiu Chrystusa, nawet poganom.

W tym miesiącu chcę razem z Wami zagłębić się w ten proces, który miał miejsce między Mojżeszem a Jozuem. Zachęcam was, abyście przyjrzeli się “jeszcze głębiej” temu, co dzieje się pomiędzy tymi postaciami biblijnymi, które mogą objawić nam w drobnych szczegółach prawdę tak ważną jak to, że jeśli my, jako Wspólnota, nie wybierzemy życia, nigdy nie będziemy wzrastać w łasce i świętości.

“Jozue, syn Nuna, pełen był ducha mądrości, gdyż Mojżesz włożył na niego ręce.” (Pwt 34,9)

Pierwszy szczegół, który chciałbym podkreślić, to fakt, że Mojżesz i Jozue żyli razem przez wiele lat. Można powiedzieć, że Mojżesz formował Jozuego. Wybór Jozuego nie był dokonany ze względów uczuciowych lub dlatego, że sam siebie zaproponował, ani też ze względu na to, że Mojżesz przyjaźnił się z Jozuem. Nic z tych rzeczy. Wszystko to wydarzyło się po silnym kryzysie, jaki przeżył naród Izraela, który wyszedł z Egiptu.

Kontekst tego wyboru znajdziemy w księdze liczb (13, 1-14, 38). Mojżesz, jako największy przywódca całego ludu, wysyła dwunastu wodzów Izraela, aby zbadać ziemię, którą Bóg już dla nich wybrał, ziemię Kanaan. Po tym rekonesansie tylko Jozue i Kaleb podtrzymują korzystną decyzję o podboju ziemi obiecanej. Spośród dwunastu przywódców, tylko dwóch było zdecydowanych. W ten sposób nadszedł wielki i głęboki kryzys. Mojżesz i Aaron nie wiedzieli, co robić i prawdopodobnie byli całkowicie bezsilni.

W ten sposób, śmiem twierdzić, że to właśnie w tym momencie kryzysu Jozue w pełni ufa Mojżeszowi. I w konsekwencji Mojżesz przyjmuje go jako swego ucznia, aby uformować na przywódcę ludu Izraela. To bardzo ciekawy aspekt. Oczywiście, rzeczy nie zawsze dzieją się w ten sposób, ale wiele kryzysów we Wspólnocie, grupie, rodzinie, może stać się momentem, w którym jednoczymy się, stajemy się “jednym”, w cierpieniu, kiedy jest nam źle.

Wydaje się, że tragiczny moment dla dzieci i/lub rodzeństwa może jednak stać się czasem wyboru tych, którzy mogą kontynuować, aby wypełnić sprawy Boga w życiu swoich bliskich. To właśnie w tym czasie braterskie więzy i jedność stają się głębokie, zarówno duchowo, jak i uczuciowo, objawiając jedyny cel, jakim jest służba Bogu poprzez charyzmat Przymierza Miłosierdzia, w radości formowania braci i sióstr, pragnących rozwoju Dzieła, ponieważ jest ono znakiem zbawienia dla wielu.

W historii Kościoła tak wiele “wspólnot” przeszło przez trudny czas. Wyglądało, że wszystko się rozpada, a marzenia i ideały wydawały się nie mieć znaczenia. Przypomnij sobie, że u Boga tak nie jest. Bóg dopuszcza próbę, aby ocenić, i w tym kontekście naszej medytacji powiedziałbym, że pozwala współczesnemu “Jozuemu”, którym jest każdy z wiernych pełen charyzmatu danego nam przez Pana jako znak nadziei dla wielu, na potwierdzenie tego charyzmatu. Powracając do tekstu z księgi liczb, cierpienie Mojżesza wydawało się być silne, wodzowie Izraela pozornie stracili całe przywództwo i nie wiedzieli, w którym kierunku iść. Wyprowadzili swój lud z Egiptu, widzieli tak wiele znaków Bożej ochrony, ludzie uznawali ich za przywódców i w jednej chwili wszystko wydaje się być skończone. Nie ma już słuchania, nikt nie wierzy w drugiego, wręcz przeciwnie, ale w tej chwili nadchodzi odpowiedź od Boga. Wybiera tych, którzy są wierni i na nich kładzie Swego Ducha.

W życiu wspólnotowym, jeśli ten, który formuje i ten, który jest formowany stale ze sobą współpracują, znają się, modlą się, śpiewają, cierpią razem, to będzie to wzór życia dla wielu. Jest to ruch “wzrastania razem”, gdzie jeden karmi drugiego. Myślę, że słuszne jest podkreślenie wyrażenia “dwoje”, ponieważ w naszej Wspólnocie nic nie rośnie bez komunii. Jeden daje mądrość, a drugi daje siłę młodości. Wszystko jest karmione tą ciągłą komunią, obrazem Życia Trynitarnego, które tak bardzo podkreślamy podczas naszych momentów formacyjnych. Żeby pośród nas nie istniało pragnienie dominowania ani wśród formujących, ani wśród koordynatorów, liderów, ale żeby każda władza była służbą, która rodzi komunię, w przeciwnym razie wszystko umiera!

Musimy formować i być formowanymi, musimy napełniać się Duchem i dawać Ducha Świętego. Musimy złączyć ręce jako synowie i córki i zrozumieć, że to Dzieło jest wolą Bożą. Na koniec nie zapominajmy, że Dzieło jest Pana. Jeśli ktoś z nas myśli, że jest jedynym, który sam poprowadzi lub uratuje ludzkość, to wszystko popada w nicość, wszystko umiera.

Rolą każdego z nas jest przeżywanie radości z dzielenia się wiedzą, doświadczeniami, pięknem charyzmatu życia wspólnotowego. Potrafić formować i zradzać innych, aby wielu znało miłość Chrystusa i było dotkniętych mocą Jego Ducha. To Pan daje Ducha Świętego każdemu i w komunii charyzmaty wzrastają dla służby i spełnienia marzeń Boga.

Jeśli życie na pustyni było zbyt trudne po śmierci Mojżesza, to wyzwanie w Kanaan wydawało się jeszcze bardziej skomplikowane. Ale Bóg podniósł Jozuego, uformowanego przez Mojżesza, uzdalniając go do prowadzenie ludu Izraela do podboju Ziemi Obiecanej, mówiąc: “Bądź mężny i mocny!”. (Joz 1,6-9).

Niech Duch Święty uczyni nas znakiem jedności, aby świat uwierzył w Jezusa! Odwagi!

Antonello Cadeddu
Założyciel Przymierza Miłosierdzia

Pokora i bliskość – Słowo na czerwiec 2020

MOJŻESZ: człowiek wiary, który patrzy na życie zgodnie z wolą Bożą.

 

„A kimże ja jestem, że mógłbym pójść do Faraona i wyprowadzić z Egiptu synów Izraela?” Bóg tak odpowiedział: „Ja będę z tobą!” (Ks. Wj 3,11-12)

Rozważanie powołania Mojżesza oznacza niezwykłą możliwość przeczytania całej Księgi Wyjścia, która reprezentuje “serce” Pięcioksięgu (pierwszych pięciu ksiąg Biblii). Nie da się również podsumować w kilku linijkach tej historii, która objawia Miłosierdzie Boga, który nigdy nie rezygnuje ze swojego ludu.

Powołanie i historia Mojżesza są częścią drogi zbawienia ludu Izraela. Pomyśl o tej narracji, może ona być moją lub twoją historią. “Pascha” (pessach oznacza przejście) dla nas, chrześcijan, stanowi centrum tajemnicy, która znajduje się w Zmartwychwstaniu Jezusa, w jego pełnej realizacji, nadając sens całemu życiu ludzkiemu, a więc naszemu istnieniu.

Musimy ograniczyć się do kilku aspektów, które mogą nam pomóc w zrozumieniu naszego powołania, w świetle powołania Mojżesza, a także w uczynieniu konkretnego kroku na naszej drodze duchowej.

  1. Bóg mnie potrzebuje.

Bóg ujrzał cierpienie ludu Izraela, usłyszał ich wołanie, zszedł, aby ich wyzwolić… i dlatego wybiera kogoś, kto jest narzędziem wyzwolenia i posyła go: “Idź, posyłam cię do faraona, Ty masz wyprowadzić z Egiptu mój lud” (por. Wj 3, 10-11). Bóg słyszy, widzi, wie i zstępuje, aby ich wyzwolić. Ale chce, potrzebuje Mojżesza, nawet jeśli ma trudną przeszłość. Czytając strony poprzedzające historię gorejącego krzewu (rozdział 3), widzimy Mojżesza właśnie w momencie, gdy uciekał przed faraonem, ponieważ zamordował egipskiego żołnierza. Został skazany na śmierć! Teraz Bóg chce wysłać go do faraona, aby uwolnić swój lud!

Ważne jest, aby dobrze zrozumieć ten szczegół: każdy prorok, którego znajdujemy w Biblii, został powołany przez Boga. Oni nie czuli się sprawni, uzdolnieni ani gotowi do misji, którą Bóg im powierzył. Musieli polegać na powołaniu, na bożym poleceniu w swoim życiu, które było dla dobra ludu. Ale pytam: co by było, gdyby było odwrotnie? Jeśli zawsze czulibyśmy się gotowi? Naprawdę, ja zawsze nie dowierzam, gdy młody człowiek mówi do mnie: “Chcę być księdzem!”. Zazwyczaj w tych latach życia konsekrowanego zauważam, że osoba szybko czuje lęk przed powołaniem misjonarskim.

Jak znaleźć siłę, aby odpowiedzieć “nasze tak dla lepszego świata”?

  • Widząc i słysząc cierpienie ludzi, którzy wołają o wybawienie, o miłość. Jest mnóstwo dzieci zniewolonych, odrzuconych, wykluczonych, które jeszcze nie poznały miłości Ojca;
  • Widząc i słysząc powołanie Pana, który nas uzdalnia.

Następujące dwa pytania to te same pytania, które Św. Franciszek zadał Panu: “Kim ja jestem? Kim Ty jesteś?” Bóg zechciał, abym był Mu potrzebny, abyś był Mu potrzebny, podobnie jak Mojżesz. Jest “Obietnica” i On jest wierny: “Będę z wami” (por. Wj 3, 12) i “Będę przy twoich ustach!” (por. Wj 4, 12).

  1. Bóg nigdy nie rezygnuje ze mnie.

Ten, kto nas powołuje, jest wierny i dokończy dzieło, które w nas rozpoczął (por. Flp 1, 6). Bóg nie zrezygnował z Abrahama, kiedy ten wątpił w Jego powołanie i nie zrezygnował z Mojżesza, który nie tylko wątpił, ale intensywnie opierał się Jego wezwaniu. Ale nawet pośród wewnętrznych wątpliwości Bóg nadal nalegał na Mojżesza.

Ten, który czuł się najmniej zdolny do misji, otrzymuje od Boga władzę i moc do dokonywania cudów i poprzez otrzymaną obietnicę dotknięcia ust jąkających, Bóg dał mu dar proroctwa: “Ja będę przy twoich ustach i pouczę, co masz mówić” (Wj 4, 12). Mimo to Mojżesz oparł się wezwaniu i Bóg dał mu Brata Aarona, aby przemawiał w jego imieniu: “Ja zaś będę przy ustach twoich i jego!”. (Ex 4, 15). Niesamowita jest w tym tajemnica każdego wybrania.

Nikt nie odpowie za mnie, każdy jest wyjątkowy dla Boga i On, ze swoim miłosierdziem i cierpliwością, nigdy nie rezygnuje z nas!

„A kimże ja jestem, że mógłbym pójść do Faraona i wyprowadzić z Egiptu synów Izraela?” Bóg tak odpowiedział: „Ja będę z tobą!” (Wj 3,11-12).

  1. Bóg nie ustanie mnie uwalnia aby mnie uwolnić.

Exodus (wyjście) z ziemi niewoli, w której żył lud Izraela, może być aktualny w naszym życiu, począwszy od “exodusu” z siebie w kierunku miłości do Boga i innych. W ten sposób mogę zrozumieć, że w moim sercu zaczyna się wybawienie, jakiego Pan pragnie dla swojego ludu w naszych czasach.

Kiedy czytaliśmy całą historię Mojżesza, zauważyliśmy, że jego życie charakteryzowało się trzema cyklami po 40 lat. I 40 lat jest to czas Exodusu/Wyjścia Izraela.

Mojżesz przeżył w swoim życiu trzy wyjścia:

  • Pierwszy “exodus” rozpoczął się od wyzwolenia z wód Nilu, gdzie jego matka umieściła go w koszu, aby uratować go przed zagładą dzieci, zadekretowaną przez faraona. Ten pierwszy exodus trwał 40 lat, aż opuścił własny dom faraona, gdzie został wychowany (Wj 2, 1-15).
  • Drugi “exodus” był w domu Jetro, jego teścia, gdzie spędził 40 lat ucząc się, jak być pasterzem owiec i żyć na pustyni, w służbie, w posłuszeństwie, w trudach pracy (Wj 2, 15-24).
  • Trzeci “exodus” rozpoczął się od Bożego wezwania w płonącym krzewie, a zakończył się na górze Nebo, kiedy Pan go próbował, gdy miał 120 lat, i nie mógł wejść do Ziemi Obiecanej (Wj 3-40).

Ta droga Mojżesza uczy nas, że nikt “nie rodzi się gotowy”. Każdy, kogo Bóg wzywa, musi “przygotować się do próby” (por. Koh 2,1), ponieważ Bóg oczyszcza i kształtuje tych, których kocha, tych, których wzywa.

„A kimże ja jestem, że mógłbym pójść do Faraona i wyprowadzić z Egiptu synów Izraela?” Bóg tak odpowiedział: „Ja będę z tobą!” (Wj 3,11-12).

Wszystko to wymaga cierpliwości, wytrwałości i zaufania. Bóg nie rezygnuje ze mnie. Skoro tak, czy mam więc prawo zrezygnować z siebie, kiedy On chce doprowadzić do końca rozpoczęte dzieło? Czy mam prawo do nieufności wobec Niego, jeśli On mi ufa?

Mówi do nas: “Będę z tobą!”, a my możemy Mu odpowiedzieć: “Jezu, ufam Tobie!”.

„Odwagi, wstań, woła cię!” (Mk 10,49).

João Henrique
Założyciel Przymierza Miłosierdzia

Determinacja – Słowo na maj 2020

Jakub: człowiek, którego Bóg nie przestaje kochać
(Rdz 32,22-32; Oz 12,3-4)

 

„Nie puszczę cię, dopóki mi nie pobłogosławisz!” (Rdz 32,27)

Na tej duchowej drodze, którą powierzył nam Pan, zapraszam Cię do tego, byś zanurzył się w fundamencie naszego powołania i naszej wewnętrznej drogi, w spotkaniu z samym sobą, w pragnieniu oddania na nowo naszego życia i złożenia ubogiej ofiary poprzez głębokie, zdecydowane „tak” dane Temu, który nas wybrał: Jezusowi. Drogę, jaką musimy pokonać, by osiągnąć świętość, pomaga zobrazować fragment z Księgi Rodzaju, który, choć trudny w interpretacji, ma ogromną wartość dla naszego życia wiarą i modlitwą. To opowieść o walce Jakuba z Bogiem nad potokiem Jabbok.

Jak czytałeś w Biblii, Jakub odebrał Ezawowi prawo pierwszeństwa w dziedzictwie w zamian za talerz soczewicy, a później podstępem otrzymał błogosławieństwo Izaaka, wykorzystując ślepotę swojego posuniętego w latach ojca. Uciekając przed gniewem Ezawa, schronił się w domu swego kuzyna Labana, ożenił się i wzbogacił. W końcu postanowił wrócić do swej ojczystej ziemi, gotów stawić czoło bratu, przedsięwziąwszy wcześniej pewne rozsądne kroki. Ale kiedy wszystko było już gotowe na to spotkanie, kiedy Jakub przeprawił wszystkich, którzy z nim byli, na drugi brzeg potoku wyznaczającego granice ziemi Ezawa, na samotnego Jakuba napada nieznajomy, z którym ten walczy całą noc. Ta walka ciała przeciwko ciału, o której czytamy w 32. rozdziale Księgi Rodzaju, staje się dla Jakuba wyjątkowym doświadczeniem Boga.

„Nie puszczę cię, dopóki mi nie pobłogosławisz!” (Rdz 32,27)

Historia Jakuba może być obrazem naszej własnej historii. Patrząc w przeszłość, często zauważamy, że w wielu trudnych sytuacjach prosiliśmy Boga o pomoc, a w innych – zakładaliśmy bez namysłu, że sami jesteśmy w stanie im podołać. To jest duchowa droga, którą Bóg dopuszcza na nas wszystkich: lata poszukiwań, błędów, próśb o przebaczenie, porażek, rozczarowań, zdobyczy. I chociaż często tego nie dostrzegaliśmy, to Bóg wielokrotnie prowadził nas, dążąc do spotkania z nami i czekając na nas.

Noc to właściwy czas, by działać w ukryciu, stosowny moment do przeprawy przez rzekę i wkroczenia na terytorium brata – niepostrzeżenie, być może z nadzieją na zaskoczenie Ezawa. Tymczasem Jakub sam zostaje zaskoczony i staje w obliczu nieoczekiwanej sytuacji, na którą nie był przygotowany. Chciał wszystko zaplanować, uniknąć niebezpieczeństwa, wierzył, że ma wszystko pod kontrolą… A jednak dzieje się inaczej i on sam musi podjąć tajemniczą walkę, nie mogąc zorganizować sobie odpowiedniej obrony.

Moi drodzy, jakże często na naszej duchowej drodze czujemy się bezpiecznie tylko dlatego, że postawiliśmy wszystko na swoim miejscu. Mamy nasze modlitewne praktyki, nasze rekolekcje, uczymy się, sądzimy, że w naszych dłoniach jest całe Słowo Boże, bo wielu nas chwali, stoi za nami Wspólnota, otrzymujemy pomoc – to daje nam poczucie bezpieczeństwa. I mówimy: wszystko jest jak należy! Ale myślę, że Bogu, który chce, byśmy byli coraz bardziej Jego dziećmi, to nie wystarcza. Jestem pewien, że On chce od nas więcej.

Opowieść ta toczy się w ciemności. Jakub jest nieprzygotowany, został zmuszony do walki pośród nocy, samotnie. Jego przeciwnik nie ma imienia – mówi się tylko, że to „ktoś”. Wokół Jakuba wszystko jest ciemne. Nie widzi, nie może zidentyfikować napastnika. To po prostu nieznajomy, który mu się przeciwstawia i chce z nim walczyć. W pewnych momentach zdaje się, że Jakub zwycięża, potem – że przegrywa. Jak wspomnieliśmy, wszystko dzieje się w nocy, w ciemności. Wszystko jest rozmyte, ale również i sama walka nie jest oczywista. Jakub walczy całą noc, a przeciwnik nie jest w stanie go pokonać. W końcu ten, który zdaje się nieprzyjacielem, w pewnym momencie dotknął biodra Jakuba i wywichnął mu staw. Moglibyśmy pomyśleć, że Jakub został pokonany, ale tak się nie dzieje. Nieznajomy prosi Jakuba, by go puścił, patriarcha jednak odmawia, stawiając warunek:

„Nie puszczę cię, dopóki mi nie pobłogosławisz!” (Rdz 32,27)

W tej walce znajdujemy wiele elementów, które oświecają nasze życie – codzienne i duchowe. Przychodzi taki moment, kiedy nie potrafimy stawić czoła okolicznościom, w jakich się znaleźliśmy. Wszystko zdaje się dziać w ciemnościach naszego życia. I zadajemy sobie pytanie: gdzie jest Bóg? Kto może mi pomóc? Czy wydostanę się z tej sytuacji, z tej trudności? Ciemność jest wokół i wewnątrz nas, i wielokrotnie brak nam odpowiedzi na stawiane pytania.

Papież emeryt Benedykt XVI w jednym ze swych nauczań mówił, że „noc Jakuba nad potokiem Jabbok staje się dla wszystkich wierzących punktem odniesienia do zrozumienia relacji z Bogiem, która w modlitwie znajduje swój największy wyraz. Modlitwa wymaga zaufania, bliskości, jakby symbolicznej konfrontacji ciała z ciałem – nie z Bogiem jako przeciwnikiem i nieprzyjacielem, ale z Panem, który błogosławi, który pozostaje zawsze tajemniczy i jawi się jako nieosiągalny”.

Tu rodzi się wielka lekcja, krok, na który Bóg czeka ze strony każdego z nas: musimy walczyć, stawiać czoło, pełni ufności i determinacji wobec Bożych obietnic. Bóg prosi nas, byśmy stali się silni i zdecydowani w naszych wyborach, nie oglądając się na cebule jedzone w przeszłości (por. Lb 11,5). To trudne, ale konieczne! Tak oto walka opisana w tym krótkim rozważaniu jest tą, którą można przyrównać tylko do ofiary złożonej z siebie Bogu, kiedy to uznajemy swoje własne granice i słabości, a zwycięstwo polega na oddaniu się w miłosierne ręce Boga.

„Nie puszczę cię, dopóki mi nie pobłogosławisz!” (Rdz 32,27)

Patriarcha otrzymuje nowe imię: Izrael, które określa istotę osoby. Oznacza to, że Jakubowi dana jest nowa tożsamość. Tak więc tylko jeśli wytrwamy w walce i w pragnieniu błogosławieństwa, każdy z nas dostanie nowe imię, nowe życie, a Bóg znajdzie posłuszne dziecko, które rozpozna Jego twarz, i w konsekwencji wszystko stanie się świętością.

Czy jesteśmy gotowi wytrwać w walce?

Niech nas Bóg błogosławi w tej wędrówce…

 

Antonello Cadeddu
Założyciel Wspólnoty Przymierze Miłosierdzia

 

Zaufanie – Słowo na kwiecień 2020

Abraham: wiara wypróbowana w posłuszeństwie Bogu!
(Księga Rodzaju 12,1-15)

 

„Uwierz (…) a zbawisz siebie i swój dom” (Dz 16,31)

Płodność „tak” Bożego człowieka

W powołaniu Abrahama znajdujemy początek historii ludu – ludu Izraela, naszego ludu. Możemy stwierdzić, że w tak Abrahama zostaliśmy stworzeni, pobłogosławieni, bo on jest ojcem wszystkich wierzących.

Przez jego wiarę ogrom łaski i błogosławieństwa spłynął na nas, „lud Obietnicy”, obietnicy zbawienia, które spełnia się w Chrystusie, naszym jedynym Panu. Nie wolno nam zapomnieć, że Jezus przyszedł do nas poprzez lud Izraela. Rozważanie nad tym wezwaniem pozwala nam zrozumieć, dzięki światłu Ducha Świętego, niezwykłą wartość, jaką Bóg nadał tak człowieka.

Święty Augustyn mawiał: „On, który stworzył mnie beze mnie, nie mógłby zbawić mnie beze mnie”. Ale tu chodzi nie tylko o to… On potrzebował tak Abrahama, by zrodzić w wierze wielkie narody: „Oto moje przymierze z tobą: staniesz się ojcem mnóstwa narodów. Nie będziesz więc odtąd nazywał się Abram, lecz imię twoje będzie Abraham, bo uczynię ciebie ojcem mnóstwa narodów” (Rdz 17,4-5).

Niewątpliwie muszę zrozumieć, że również poprzez moje tak całe pokolenia będą mogły uzyskać błogosławieństwo:

„Uwierz (…) a zbawisz siebie i swój dom” (Dz 16,31)

Nie możemy też zapomnieć o proroctwie Izajasza: „Z bardzo małego stanie się tysiącem, z najnieznaczniejszego – narodem potężnym. Ja, Pan, zdziałam to szybko w swoim czasie” (Iz 60,22).

Rozważmy jeszcze „mandat misyjny”, którego Pan udzielił mnie i tobie: „I rzekł do nich: «Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony. Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą: w imię moje złe duchy będą wyrzucać, nowymi językami mówić będą; węże brać będą do rąk, i jeśliby co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić. Na chorych ręce kłaść będą, i ci odzyskają zdrowie»” (Mk 16, 15-18).

Pragnę zwrócić uwagę na ten szczegół: płodność tak Abrahama jest wciąż w nas. Zauważ, że obietnica Pana złożona Abrahamowi nie jest jednorazowa. Każdemu z nas Pan powtarza: „Spójrz na niebo i policz gwiazdy, jeśli zdołasz to uczynić (…). Tak liczne będzie twoje potomstwo” (Rdz 15,5).

Tajemnica zaufania

Abraham uwierzył Bogu nawet w obliczu własnych ludzkich wątpliwości i został nazwany ojcem w wierze. W Liście do Rzymian święty Paweł ukazuje nam tajemnicę płodności tak Abrahama: on oczekiwał pełen nadziei, nie sądził, że jego ciało jest martwe ani że łono Sary nie może począć, ale był w pełni przekonany co do tego, że Bóg jest wierny i ma moc spełnić to, co obiecał (por. Rz 4,18-23).

Historia Abrahama to historia „Przymierza Miłosierdzia” Boga z człowiekiem – Boga, który nigdy z nas nie rezygnuje, Boga, który swoim Miłosierdziem zawsze dosięga naszej nędzy. Z tej historii możemy wyciągnąć trzy praktyczne lekcje, tak byśmy ani ja, ani ty nie zwątpili w Bożą Obietnicę i Jego Przymierze:

  1. Uwierzyć w Niego: jestem wezwany do tego, by tak jak Abraham nie skupiać spojrzenia na swoich słabościach, bo Bóg jest wierny. Medytując nad życiem Abrahama (por. Rdz 12,1-25,11) widzimy, ile miał wątpliwości, jak często on sam – podobnie do nas – odczuwał pokusę zwątpienia w obietnicę Boga. Jak można uwierzyć, że w jego wieku Pan da mu syna? Pierwszą obietnicę Abraham otrzymał, mając 75 lat, a dopiero kiedy dobiegł lat 100, urodził się jego syn Izaak … Nawet imię Izaaka przypomina, jak Sara zaśmiała się, usłyszawszy obietnicę, że w starości urodzi syna, ale ostatecznie to „Bóg się zaśmiał” (i stąd imię Izaak) wobec sceptycyzmu Sary. Abraham czekał pełen nadziei i, pomimo wzlotów i upadków, nie odstąpił od obietnicy Boga.
  2. Nie skupiać się na naszych ludzkich ograniczeniach: na drodze Abrahama były też nędza i grzechy, nie tylko wiara i nadzieja. Abraham jednak nie zrezygnował ze swojego powołania ani Bóg nie zrezygnował z niego, odnawiając w różnych momentach swoje Przymierze. Najbardziej niebezpieczną pokusą od wroga jest ta, która wobec Bożego wezwania wzbudza w nas poczucie niegodności z powodu naszych grzechów i słabości.
  3. W Nim złożyć całą nadzieję: Bóg jest zawsze pierwszy, jaka mawia papież Franciszek. On zawsze przejmuje inicjatywę Miłości i wychodzi naprzeciw naszej słabości, odnawiając, jak wobec Abrahama, swoje Przymierze Miłosierdzia tyle razy, ile potrzeba – On bowiem zapragnął, by wypełnienie Jego obietnicy zależało od odpowiedzi człowieka. Nawet w obliczu naszej niewierności On pozostaje wierny i tylko w Nim powinniśmy pokładać nadzieję.

„Uwierz (…) a zbawisz siebie i swój dom” (Dz 16,31)

Pamiętam, że w czasach, gdy Pan powołał mnie razem z ojcem Antonello i Marią Paolą, by rozpocząć dzieło Przymierza Miłosierdzia, czułem się szczególnie słaby. To był jeden z tych momentów, gdy najgłębiej doświadczyłem mojej „niespójności”.

Zdarzyło się, że w tych dniach przeczytałem słowa świętego Franciszka, który mówił, że Pan wezwał go, bo nie znalazł nikogo gorszego – tak aby wszyscy wiedzieli, że dzieło, które miał zacząć, było dziełem Boga, a nie człowieka. Mój kierownik duchowy zachęcił mnie wówczas, bym rozważył 11 rozdział Listu do Hebrajczyków: przez wiarę Abraham wysłuchał wezwania Bożego, by wyruszyć w wędrówkę… nie wiedząc, dokąd idzie. Tej nocy zbudziłem się o 3 nad ranem i spostrzegłem, że Pan zaprasza mnie do tego, bym przeczytał opis triumfalnego wjazdu Jezusa do Jerozolimy. Kiedy czytałem o ośle, którego Jezus użył, by wjechać na nim do miasta, zrozumiałem zaproszenie kierowane do mnie przez Jezusa: „Henrique, to prawda. Jesteś osłem, ale ja chcę się tobą posłużyć i muszę wysłać cię na nową misję”. To wtedy musiałem opuścić dom ojca (moją wspólnotę) i moją ziemię, nie wiedząc, dokąd On nas poprowadzi. Dziś mogę powiedzieć tylko tyle, że nigdy nie żałowałem tego kroku i że nie pozostaje mi nic innego, jak dziękować Jego nieskończonemu Miłosierdziu.

Ojciec João Henrique
Założyciel Wspólnoty Przymierze Miłosierdzia

Brama Efraimska – Słowo na marzec 2020

I wyszedł lud, przynieśli [gałęzie] i uczynili sobie szałasy: niejeden na dachu swoim, inni na podwórzach swoich, także i na dziedzińcach domu Bożego, na placu Bramy Wodnej i na placu Bramy Efraimskiej (Ne 8,16).

 

Brama Efraimska zawdzięczała swą nazwę położeniu, wychodziła bowiem na Górę Efraima. Efraim był drugim synem Józefa, ale otrzymał błogosławieństwo Jakuba niczym pierworodny. Jego imię znaczy: podwójny owoc, podwójna porcja dziedzictwa.

Ja jestem bramą. Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony” (J 10,9)

Przechodząc przez tę bramę lub odnawiając ją, lud Boży otrzymuje podwójną porcję błogosławieństw. My zaś nigdy nie powinniśmy zapominać, że prawdziwą bramą jest Jezus Chrystus, nasz Pan. Wchodząc przez Niego, chrześcijanie otrzymują błogosławieństwo za błogosławieństwem.

Dobrze jest przypomnieć sobie, że Efraim – drugi syn Józefa – nie powinien, a wręcz nie mógł otrzymać błogosławieństwa Jakuba. Nie przysługiwało mu ono, bo według prawa żydowskiego to pierworodny syn dziedziczył wszystko od ojca. Dla nas to niezwykle cenny fakt. Kim jesteśmy my, grzesznicy, by dostępować zaszczytu tak licznych błogosławieństw od Boga?

Otrzymaliśmy wiele łask, Bóg udziela nam „podwójnego błogosławieństwa”. Jesteśmy biedni, ograniczeni, niewierni, błądzimy, grzeszymy – ale pomimo to Jezus pragnie nas dla siebie, byśmy byli obrazem Jego obecności na tym zagubionym świecie.

Jakże teraz nie wspomnieć Maryi, matki Jezusa i nas wszystkich? To właśnie ona: ta mała, pokorna, zapomniana kobieta, niemająca żadnej wartości w oczach możnych, została wybrana przez Boga i poprzez swoje „tak” otrzymała w matczynym łonie błogosławieństwo ponad wszelkie błogosławieństwa (por. Łk 1,28). To dlatego Maryja może powiedzieć, że wszystkie pokolenia będą ją zwały błogosławioną, bo Wszechmocny Bóg uczynił jej wielkie rzeczy (por. Łk 1,48-49). Patrzmy zatem na Maryję, która w prostocie przyjmuje Boży plan w swoim „tak” otwartym na projekt Ojca.

Ale zastanówmy się: skoro jesteśmy tak ograniczeni i grzeszni, to jak możemy stać się dobrzy, piękni i czyści w oczach Bożych, aby On nas pobłogosławił?

Ja jestem bramą. Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony” (J 10,9)

Zapraszam cię do tego, byś postawił dwa kroki, przechodząc przez Bramę Efraimską.

Pierwszy krok to pozwolić Jezusowi, by nas pobłogosławił, dając nam Swojego Ducha.

On pragnie dawać Ducha bez miary: „A Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem” (J 14,26). Ważne jest, aby:

  1. prosić o Ducha bez miary, prosić stale, nie stawiając żadnego oporu, z wiarą tak mocną, że może przenosić góry;
  2. prosić, otwierając serce i umysł;
  3. zdobyć się na odwagę, by wyskoczyć z niewoli umysłu, który pragnie mieć wszystko wyjaśnione.

To Duch Święty Boga prowadzi wszystko, to On, błogosławiąc nas, wszystko nam objawia, otwiera nas na charyzmaty. To On prowadzi nasze życie, czyniąc nas znakiem miłości Boga, świadkami prawdy.

Ja jestem bramą. Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony” (J 10,9)

Drugi ważny element, o którym należy pamiętać, przechodząc przez Bramę Efraimską – którą, w sensie ewangelicznym, jest sam Jezus – to wiara, że jeśli pozwolimy Duchowi działać, On da nam stokroć więcej. I nie jest to nasza własna zasługa, ale ogromny dar od Boga. Dlatego musimy porzucić wszystko to, co nas zniewala: pieniądze, łakomstwo, nieuporządkowany seks, zarozumiałość, pychę. Tymczasem świat nas pociąga i zwykle robimy wszystko, co w naszej mocy, by odwlec podjęcie tej decyzji.

Powinniśmy wejść w bramę, robiąc przejrzysty rachunek sumienia: co takiego wciąż przywiązuje nas do byle jakiego życia? Czego nie jesteśmy w stanie porzucić, chociaż miesza nam w życiu? Powinniśmy podjąć zdecydowane postanowienie, odrzucić to wszystko i przejść przez bramę czyści.

Jezus przepięknie odpowiada na pytanie uczniów, co dostaną w zamian za pozostawienie wszystkiego, by iść za Nim. Mówi: „I każdy, kto dla mego imienia opuści dom, braci lub siostry, ojca lub matkę, dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma i życie wieczne odziedziczy” (Mt 19,29). Błogosławieństwo, jakie otrzymał Efraim, było podwójne. Ale zgodnie z obietnicą Jezusa chrześcijanin, który porzuca wszelką rzecz, jaka przywiązuje go do świata, otrzymuje stokroć tyle tu na ziemi i stokroć tyle w raju.

Ja jestem bramą. Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony” (J 10,9)

Nie bójmy się, bo przechodząc przez „bramę-Jezusa”, przez Bramę Efraimską, otrzymamy Ducha, który uczyni z nas pasterzy tłumu ludzi żebrzących o miłość i miłosierdzie. Wystarczy uwierzyć! Jezus mówi, że On jest Bramą i że ten, kto wejdzie przez Niego, doświadczy pełnego Życia. Warto dać wszystko Jezusowi. Pamiętaj: kto ma Jezusa, ma wszystko!

Odwagi, dzieci!

Niech wam Bóg błogosławi!
Antonello Cadeddu