Siła i odwaga – Słowo na lipiec 2020

JOZUE: Wolny i oddany sprawom Boga.

“Jozue, syn Nuna, pełen był ducha mądrości, gdyż Mojżesz włożył na niego ręce.” (Pwt 34,9)

W niektórych tekstach Starego Testamentu widzimy, że Jozue został ogłoszony przez Mojżesza swoim następcą, ponieważ Mojżesz był bliski śmierci (Liczb 27,18-20,22-23; Pwp 34.1-12). Mojżesz nałożył ręce na Jozuego, który został napełniony Bożym Duchem Świętym. Wszyscy ludzie widzieli i uznali Jozuego za swojego przywódcę. Zobaczcie, że tak żyją wszyscy ci, którzy ofiarują się Bogu w naszym Kościele. To dzięki mocy Ducha Świętego jesteśmy konsekrowani Bogu na służbę ubogim materialnie i duchowo.

W księdze Dziejów Apostolskich znajdujemy kilka tekstów, np. Dz 8, 17-19, w których poprzez nałożenie rąk wybrane osoby zostały napełnione Duchem Świętym, po czym nawracali się postanawiając zdecydowanie świadczyć o życiu Chrystusa, nawet poganom.

W tym miesiącu chcę razem z Wami zagłębić się w ten proces, który miał miejsce między Mojżeszem a Jozuem. Zachęcam was, abyście przyjrzeli się “jeszcze głębiej” temu, co dzieje się pomiędzy tymi postaciami biblijnymi, które mogą objawić nam w drobnych szczegółach prawdę tak ważną jak to, że jeśli my, jako Wspólnota, nie wybierzemy życia, nigdy nie będziemy wzrastać w łasce i świętości.

“Jozue, syn Nuna, pełen był ducha mądrości, gdyż Mojżesz włożył na niego ręce.” (Pwt 34,9)

Pierwszy szczegół, który chciałbym podkreślić, to fakt, że Mojżesz i Jozue żyli razem przez wiele lat. Można powiedzieć, że Mojżesz formował Jozuego. Wybór Jozuego nie był dokonany ze względów uczuciowych lub dlatego, że sam siebie zaproponował, ani też ze względu na to, że Mojżesz przyjaźnił się z Jozuem. Nic z tych rzeczy. Wszystko to wydarzyło się po silnym kryzysie, jaki przeżył naród Izraela, który wyszedł z Egiptu.

Kontekst tego wyboru znajdziemy w księdze liczb (13, 1-14, 38). Mojżesz, jako największy przywódca całego ludu, wysyła dwunastu wodzów Izraela, aby zbadać ziemię, którą Bóg już dla nich wybrał, ziemię Kanaan. Po tym rekonesansie tylko Jozue i Kaleb podtrzymują korzystną decyzję o podboju ziemi obiecanej. Spośród dwunastu przywódców, tylko dwóch było zdecydowanych. W ten sposób nadszedł wielki i głęboki kryzys. Mojżesz i Aaron nie wiedzieli, co robić i prawdopodobnie byli całkowicie bezsilni.

W ten sposób, śmiem twierdzić, że to właśnie w tym momencie kryzysu Jozue w pełni ufa Mojżeszowi. I w konsekwencji Mojżesz przyjmuje go jako swego ucznia, aby uformować na przywódcę ludu Izraela. To bardzo ciekawy aspekt. Oczywiście, rzeczy nie zawsze dzieją się w ten sposób, ale wiele kryzysów we Wspólnocie, grupie, rodzinie, może stać się momentem, w którym jednoczymy się, stajemy się “jednym”, w cierpieniu, kiedy jest nam źle.

Wydaje się, że tragiczny moment dla dzieci i/lub rodzeństwa może jednak stać się czasem wyboru tych, którzy mogą kontynuować, aby wypełnić sprawy Boga w życiu swoich bliskich. To właśnie w tym czasie braterskie więzy i jedność stają się głębokie, zarówno duchowo, jak i uczuciowo, objawiając jedyny cel, jakim jest służba Bogu poprzez charyzmat Przymierza Miłosierdzia, w radości formowania braci i sióstr, pragnących rozwoju Dzieła, ponieważ jest ono znakiem zbawienia dla wielu.

W historii Kościoła tak wiele “wspólnot” przeszło przez trudny czas. Wyglądało, że wszystko się rozpada, a marzenia i ideały wydawały się nie mieć znaczenia. Przypomnij sobie, że u Boga tak nie jest. Bóg dopuszcza próbę, aby ocenić, i w tym kontekście naszej medytacji powiedziałbym, że pozwala współczesnemu “Jozuemu”, którym jest każdy z wiernych pełen charyzmatu danego nam przez Pana jako znak nadziei dla wielu, na potwierdzenie tego charyzmatu. Powracając do tekstu z księgi liczb, cierpienie Mojżesza wydawało się być silne, wodzowie Izraela pozornie stracili całe przywództwo i nie wiedzieli, w którym kierunku iść. Wyprowadzili swój lud z Egiptu, widzieli tak wiele znaków Bożej ochrony, ludzie uznawali ich za przywódców i w jednej chwili wszystko wydaje się być skończone. Nie ma już słuchania, nikt nie wierzy w drugiego, wręcz przeciwnie, ale w tej chwili nadchodzi odpowiedź od Boga. Wybiera tych, którzy są wierni i na nich kładzie Swego Ducha.

W życiu wspólnotowym, jeśli ten, który formuje i ten, który jest formowany stale ze sobą współpracują, znają się, modlą się, śpiewają, cierpią razem, to będzie to wzór życia dla wielu. Jest to ruch “wzrastania razem”, gdzie jeden karmi drugiego. Myślę, że słuszne jest podkreślenie wyrażenia “dwoje”, ponieważ w naszej Wspólnocie nic nie rośnie bez komunii. Jeden daje mądrość, a drugi daje siłę młodości. Wszystko jest karmione tą ciągłą komunią, obrazem Życia Trynitarnego, które tak bardzo podkreślamy podczas naszych momentów formacyjnych. Żeby pośród nas nie istniało pragnienie dominowania ani wśród formujących, ani wśród koordynatorów, liderów, ale żeby każda władza była służbą, która rodzi komunię, w przeciwnym razie wszystko umiera!

Musimy formować i być formowanymi, musimy napełniać się Duchem i dawać Ducha Świętego. Musimy złączyć ręce jako synowie i córki i zrozumieć, że to Dzieło jest wolą Bożą. Na koniec nie zapominajmy, że Dzieło jest Pana. Jeśli ktoś z nas myśli, że jest jedynym, który sam poprowadzi lub uratuje ludzkość, to wszystko popada w nicość, wszystko umiera.

Rolą każdego z nas jest przeżywanie radości z dzielenia się wiedzą, doświadczeniami, pięknem charyzmatu życia wspólnotowego. Potrafić formować i zradzać innych, aby wielu znało miłość Chrystusa i było dotkniętych mocą Jego Ducha. To Pan daje Ducha Świętego każdemu i w komunii charyzmaty wzrastają dla służby i spełnienia marzeń Boga.

Jeśli życie na pustyni było zbyt trudne po śmierci Mojżesza, to wyzwanie w Kanaan wydawało się jeszcze bardziej skomplikowane. Ale Bóg podniósł Jozuego, uformowanego przez Mojżesza, uzdalniając go do prowadzenie ludu Izraela do podboju Ziemi Obiecanej, mówiąc: “Bądź mężny i mocny!”. (Joz 1,6-9).

Niech Duch Święty uczyni nas znakiem jedności, aby świat uwierzył w Jezusa! Odwagi!

Antonello Cadeddu
Założyciel Przymierza Miłosierdzia

Pokora i bliskość – Słowo na czerwiec 2020

MOJŻESZ: człowiek wiary, który patrzy na życie zgodnie z wolą Bożą.

 

„A kimże ja jestem, że mógłbym pójść do Faraona i wyprowadzić z Egiptu synów Izraela?” Bóg tak odpowiedział: „Ja będę z tobą!” (Ks. Wj 3,11-12)

Rozważanie powołania Mojżesza oznacza niezwykłą możliwość przeczytania całej Księgi Wyjścia, która reprezentuje “serce” Pięcioksięgu (pierwszych pięciu ksiąg Biblii). Nie da się również podsumować w kilku linijkach tej historii, która objawia Miłosierdzie Boga, który nigdy nie rezygnuje ze swojego ludu.

Powołanie i historia Mojżesza są częścią drogi zbawienia ludu Izraela. Pomyśl o tej narracji, może ona być moją lub twoją historią. “Pascha” (pessach oznacza przejście) dla nas, chrześcijan, stanowi centrum tajemnicy, która znajduje się w Zmartwychwstaniu Jezusa, w jego pełnej realizacji, nadając sens całemu życiu ludzkiemu, a więc naszemu istnieniu.

Musimy ograniczyć się do kilku aspektów, które mogą nam pomóc w zrozumieniu naszego powołania, w świetle powołania Mojżesza, a także w uczynieniu konkretnego kroku na naszej drodze duchowej.

  1. Bóg mnie potrzebuje.

Bóg ujrzał cierpienie ludu Izraela, usłyszał ich wołanie, zszedł, aby ich wyzwolić… i dlatego wybiera kogoś, kto jest narzędziem wyzwolenia i posyła go: “Idź, posyłam cię do faraona, Ty masz wyprowadzić z Egiptu mój lud” (por. Wj 3, 10-11). Bóg słyszy, widzi, wie i zstępuje, aby ich wyzwolić. Ale chce, potrzebuje Mojżesza, nawet jeśli ma trudną przeszłość. Czytając strony poprzedzające historię gorejącego krzewu (rozdział 3), widzimy Mojżesza właśnie w momencie, gdy uciekał przed faraonem, ponieważ zamordował egipskiego żołnierza. Został skazany na śmierć! Teraz Bóg chce wysłać go do faraona, aby uwolnić swój lud!

Ważne jest, aby dobrze zrozumieć ten szczegół: każdy prorok, którego znajdujemy w Biblii, został powołany przez Boga. Oni nie czuli się sprawni, uzdolnieni ani gotowi do misji, którą Bóg im powierzył. Musieli polegać na powołaniu, na bożym poleceniu w swoim życiu, które było dla dobra ludu. Ale pytam: co by było, gdyby było odwrotnie? Jeśli zawsze czulibyśmy się gotowi? Naprawdę, ja zawsze nie dowierzam, gdy młody człowiek mówi do mnie: “Chcę być księdzem!”. Zazwyczaj w tych latach życia konsekrowanego zauważam, że osoba szybko czuje lęk przed powołaniem misjonarskim.

Jak znaleźć siłę, aby odpowiedzieć “nasze tak dla lepszego świata”?

  • Widząc i słysząc cierpienie ludzi, którzy wołają o wybawienie, o miłość. Jest mnóstwo dzieci zniewolonych, odrzuconych, wykluczonych, które jeszcze nie poznały miłości Ojca;
  • Widząc i słysząc powołanie Pana, który nas uzdalnia.

Następujące dwa pytania to te same pytania, które Św. Franciszek zadał Panu: “Kim ja jestem? Kim Ty jesteś?” Bóg zechciał, abym był Mu potrzebny, abyś był Mu potrzebny, podobnie jak Mojżesz. Jest “Obietnica” i On jest wierny: “Będę z wami” (por. Wj 3, 12) i “Będę przy twoich ustach!” (por. Wj 4, 12).

  1. Bóg nigdy nie rezygnuje ze mnie.

Ten, kto nas powołuje, jest wierny i dokończy dzieło, które w nas rozpoczął (por. Flp 1, 6). Bóg nie zrezygnował z Abrahama, kiedy ten wątpił w Jego powołanie i nie zrezygnował z Mojżesza, który nie tylko wątpił, ale intensywnie opierał się Jego wezwaniu. Ale nawet pośród wewnętrznych wątpliwości Bóg nadal nalegał na Mojżesza.

Ten, który czuł się najmniej zdolny do misji, otrzymuje od Boga władzę i moc do dokonywania cudów i poprzez otrzymaną obietnicę dotknięcia ust jąkających, Bóg dał mu dar proroctwa: “Ja będę przy twoich ustach i pouczę, co masz mówić” (Wj 4, 12). Mimo to Mojżesz oparł się wezwaniu i Bóg dał mu Brata Aarona, aby przemawiał w jego imieniu: “Ja zaś będę przy ustach twoich i jego!”. (Ex 4, 15). Niesamowita jest w tym tajemnica każdego wybrania.

Nikt nie odpowie za mnie, każdy jest wyjątkowy dla Boga i On, ze swoim miłosierdziem i cierpliwością, nigdy nie rezygnuje z nas!

„A kimże ja jestem, że mógłbym pójść do Faraona i wyprowadzić z Egiptu synów Izraela?” Bóg tak odpowiedział: „Ja będę z tobą!” (Wj 3,11-12).

  1. Bóg nie ustanie mnie uwalnia aby mnie uwolnić.

Exodus (wyjście) z ziemi niewoli, w której żył lud Izraela, może być aktualny w naszym życiu, począwszy od “exodusu” z siebie w kierunku miłości do Boga i innych. W ten sposób mogę zrozumieć, że w moim sercu zaczyna się wybawienie, jakiego Pan pragnie dla swojego ludu w naszych czasach.

Kiedy czytaliśmy całą historię Mojżesza, zauważyliśmy, że jego życie charakteryzowało się trzema cyklami po 40 lat. I 40 lat jest to czas Exodusu/Wyjścia Izraela.

Mojżesz przeżył w swoim życiu trzy wyjścia:

  • Pierwszy “exodus” rozpoczął się od wyzwolenia z wód Nilu, gdzie jego matka umieściła go w koszu, aby uratować go przed zagładą dzieci, zadekretowaną przez faraona. Ten pierwszy exodus trwał 40 lat, aż opuścił własny dom faraona, gdzie został wychowany (Wj 2, 1-15).
  • Drugi “exodus” był w domu Jetro, jego teścia, gdzie spędził 40 lat ucząc się, jak być pasterzem owiec i żyć na pustyni, w służbie, w posłuszeństwie, w trudach pracy (Wj 2, 15-24).
  • Trzeci “exodus” rozpoczął się od Bożego wezwania w płonącym krzewie, a zakończył się na górze Nebo, kiedy Pan go próbował, gdy miał 120 lat, i nie mógł wejść do Ziemi Obiecanej (Wj 3-40).

Ta droga Mojżesza uczy nas, że nikt “nie rodzi się gotowy”. Każdy, kogo Bóg wzywa, musi “przygotować się do próby” (por. Koh 2,1), ponieważ Bóg oczyszcza i kształtuje tych, których kocha, tych, których wzywa.

„A kimże ja jestem, że mógłbym pójść do Faraona i wyprowadzić z Egiptu synów Izraela?” Bóg tak odpowiedział: „Ja będę z tobą!” (Wj 3,11-12).

Wszystko to wymaga cierpliwości, wytrwałości i zaufania. Bóg nie rezygnuje ze mnie. Skoro tak, czy mam więc prawo zrezygnować z siebie, kiedy On chce doprowadzić do końca rozpoczęte dzieło? Czy mam prawo do nieufności wobec Niego, jeśli On mi ufa?

Mówi do nas: “Będę z tobą!”, a my możemy Mu odpowiedzieć: “Jezu, ufam Tobie!”.

„Odwagi, wstań, woła cię!” (Mk 10,49).

João Henrique
Założyciel Przymierza Miłosierdzia

Determinacja – Słowo na maj 2020

Jakub: człowiek, którego Bóg nie przestaje kochać
(Rdz 32,22-32; Oz 12,3-4)

 

„Nie puszczę cię, dopóki mi nie pobłogosławisz!” (Rdz 32,27)

Na tej duchowej drodze, którą powierzył nam Pan, zapraszam Cię do tego, byś zanurzył się w fundamencie naszego powołania i naszej wewnętrznej drogi, w spotkaniu z samym sobą, w pragnieniu oddania na nowo naszego życia i złożenia ubogiej ofiary poprzez głębokie, zdecydowane „tak” dane Temu, który nas wybrał: Jezusowi. Drogę, jaką musimy pokonać, by osiągnąć świętość, pomaga zobrazować fragment z Księgi Rodzaju, który, choć trudny w interpretacji, ma ogromną wartość dla naszego życia wiarą i modlitwą. To opowieść o walce Jakuba z Bogiem nad potokiem Jabbok.

Jak czytałeś w Biblii, Jakub odebrał Ezawowi prawo pierwszeństwa w dziedzictwie w zamian za talerz soczewicy, a później podstępem otrzymał błogosławieństwo Izaaka, wykorzystując ślepotę swojego posuniętego w latach ojca. Uciekając przed gniewem Ezawa, schronił się w domu swego kuzyna Labana, ożenił się i wzbogacił. W końcu postanowił wrócić do swej ojczystej ziemi, gotów stawić czoło bratu, przedsięwziąwszy wcześniej pewne rozsądne kroki. Ale kiedy wszystko było już gotowe na to spotkanie, kiedy Jakub przeprawił wszystkich, którzy z nim byli, na drugi brzeg potoku wyznaczającego granice ziemi Ezawa, na samotnego Jakuba napada nieznajomy, z którym ten walczy całą noc. Ta walka ciała przeciwko ciału, o której czytamy w 32. rozdziale Księgi Rodzaju, staje się dla Jakuba wyjątkowym doświadczeniem Boga.

„Nie puszczę cię, dopóki mi nie pobłogosławisz!” (Rdz 32,27)

Historia Jakuba może być obrazem naszej własnej historii. Patrząc w przeszłość, często zauważamy, że w wielu trudnych sytuacjach prosiliśmy Boga o pomoc, a w innych – zakładaliśmy bez namysłu, że sami jesteśmy w stanie im podołać. To jest duchowa droga, którą Bóg dopuszcza na nas wszystkich: lata poszukiwań, błędów, próśb o przebaczenie, porażek, rozczarowań, zdobyczy. I chociaż często tego nie dostrzegaliśmy, to Bóg wielokrotnie prowadził nas, dążąc do spotkania z nami i czekając na nas.

Noc to właściwy czas, by działać w ukryciu, stosowny moment do przeprawy przez rzekę i wkroczenia na terytorium brata – niepostrzeżenie, być może z nadzieją na zaskoczenie Ezawa. Tymczasem Jakub sam zostaje zaskoczony i staje w obliczu nieoczekiwanej sytuacji, na którą nie był przygotowany. Chciał wszystko zaplanować, uniknąć niebezpieczeństwa, wierzył, że ma wszystko pod kontrolą… A jednak dzieje się inaczej i on sam musi podjąć tajemniczą walkę, nie mogąc zorganizować sobie odpowiedniej obrony.

Moi drodzy, jakże często na naszej duchowej drodze czujemy się bezpiecznie tylko dlatego, że postawiliśmy wszystko na swoim miejscu. Mamy nasze modlitewne praktyki, nasze rekolekcje, uczymy się, sądzimy, że w naszych dłoniach jest całe Słowo Boże, bo wielu nas chwali, stoi za nami Wspólnota, otrzymujemy pomoc – to daje nam poczucie bezpieczeństwa. I mówimy: wszystko jest jak należy! Ale myślę, że Bogu, który chce, byśmy byli coraz bardziej Jego dziećmi, to nie wystarcza. Jestem pewien, że On chce od nas więcej.

Opowieść ta toczy się w ciemności. Jakub jest nieprzygotowany, został zmuszony do walki pośród nocy, samotnie. Jego przeciwnik nie ma imienia – mówi się tylko, że to „ktoś”. Wokół Jakuba wszystko jest ciemne. Nie widzi, nie może zidentyfikować napastnika. To po prostu nieznajomy, który mu się przeciwstawia i chce z nim walczyć. W pewnych momentach zdaje się, że Jakub zwycięża, potem – że przegrywa. Jak wspomnieliśmy, wszystko dzieje się w nocy, w ciemności. Wszystko jest rozmyte, ale również i sama walka nie jest oczywista. Jakub walczy całą noc, a przeciwnik nie jest w stanie go pokonać. W końcu ten, który zdaje się nieprzyjacielem, w pewnym momencie dotknął biodra Jakuba i wywichnął mu staw. Moglibyśmy pomyśleć, że Jakub został pokonany, ale tak się nie dzieje. Nieznajomy prosi Jakuba, by go puścił, patriarcha jednak odmawia, stawiając warunek:

„Nie puszczę cię, dopóki mi nie pobłogosławisz!” (Rdz 32,27)

W tej walce znajdujemy wiele elementów, które oświecają nasze życie – codzienne i duchowe. Przychodzi taki moment, kiedy nie potrafimy stawić czoła okolicznościom, w jakich się znaleźliśmy. Wszystko zdaje się dziać w ciemnościach naszego życia. I zadajemy sobie pytanie: gdzie jest Bóg? Kto może mi pomóc? Czy wydostanę się z tej sytuacji, z tej trudności? Ciemność jest wokół i wewnątrz nas, i wielokrotnie brak nam odpowiedzi na stawiane pytania.

Papież emeryt Benedykt XVI w jednym ze swych nauczań mówił, że „noc Jakuba nad potokiem Jabbok staje się dla wszystkich wierzących punktem odniesienia do zrozumienia relacji z Bogiem, która w modlitwie znajduje swój największy wyraz. Modlitwa wymaga zaufania, bliskości, jakby symbolicznej konfrontacji ciała z ciałem – nie z Bogiem jako przeciwnikiem i nieprzyjacielem, ale z Panem, który błogosławi, który pozostaje zawsze tajemniczy i jawi się jako nieosiągalny”.

Tu rodzi się wielka lekcja, krok, na który Bóg czeka ze strony każdego z nas: musimy walczyć, stawiać czoło, pełni ufności i determinacji wobec Bożych obietnic. Bóg prosi nas, byśmy stali się silni i zdecydowani w naszych wyborach, nie oglądając się na cebule jedzone w przeszłości (por. Lb 11,5). To trudne, ale konieczne! Tak oto walka opisana w tym krótkim rozważaniu jest tą, którą można przyrównać tylko do ofiary złożonej z siebie Bogu, kiedy to uznajemy swoje własne granice i słabości, a zwycięstwo polega na oddaniu się w miłosierne ręce Boga.

„Nie puszczę cię, dopóki mi nie pobłogosławisz!” (Rdz 32,27)

Patriarcha otrzymuje nowe imię: Izrael, które określa istotę osoby. Oznacza to, że Jakubowi dana jest nowa tożsamość. Tak więc tylko jeśli wytrwamy w walce i w pragnieniu błogosławieństwa, każdy z nas dostanie nowe imię, nowe życie, a Bóg znajdzie posłuszne dziecko, które rozpozna Jego twarz, i w konsekwencji wszystko stanie się świętością.

Czy jesteśmy gotowi wytrwać w walce?

Niech nas Bóg błogosławi w tej wędrówce…

 

Antonello Cadeddu
Założyciel Wspólnoty Przymierze Miłosierdzia

 

Zaufanie – Słowo na kwiecień 2020

Abraham: wiara wypróbowana w posłuszeństwie Bogu!
(Księga Rodzaju 12,1-15)

 

„Uwierz (…) a zbawisz siebie i swój dom” (Dz 16,31)

Płodność „tak” Bożego człowieka

W powołaniu Abrahama znajdujemy początek historii ludu – ludu Izraela, naszego ludu. Możemy stwierdzić, że w tak Abrahama zostaliśmy stworzeni, pobłogosławieni, bo on jest ojcem wszystkich wierzących.

Przez jego wiarę ogrom łaski i błogosławieństwa spłynął na nas, „lud Obietnicy”, obietnicy zbawienia, które spełnia się w Chrystusie, naszym jedynym Panu. Nie wolno nam zapomnieć, że Jezus przyszedł do nas poprzez lud Izraela. Rozważanie nad tym wezwaniem pozwala nam zrozumieć, dzięki światłu Ducha Świętego, niezwykłą wartość, jaką Bóg nadał tak człowieka.

Święty Augustyn mawiał: „On, który stworzył mnie beze mnie, nie mógłby zbawić mnie beze mnie”. Ale tu chodzi nie tylko o to… On potrzebował tak Abrahama, by zrodzić w wierze wielkie narody: „Oto moje przymierze z tobą: staniesz się ojcem mnóstwa narodów. Nie będziesz więc odtąd nazywał się Abram, lecz imię twoje będzie Abraham, bo uczynię ciebie ojcem mnóstwa narodów” (Rdz 17,4-5).

Niewątpliwie muszę zrozumieć, że również poprzez moje tak całe pokolenia będą mogły uzyskać błogosławieństwo:

„Uwierz (…) a zbawisz siebie i swój dom” (Dz 16,31)

Nie możemy też zapomnieć o proroctwie Izajasza: „Z bardzo małego stanie się tysiącem, z najnieznaczniejszego – narodem potężnym. Ja, Pan, zdziałam to szybko w swoim czasie” (Iz 60,22).

Rozważmy jeszcze „mandat misyjny”, którego Pan udzielił mnie i tobie: „I rzekł do nich: «Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony. Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą: w imię moje złe duchy będą wyrzucać, nowymi językami mówić będą; węże brać będą do rąk, i jeśliby co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić. Na chorych ręce kłaść będą, i ci odzyskają zdrowie»” (Mk 16, 15-18).

Pragnę zwrócić uwagę na ten szczegół: płodność tak Abrahama jest wciąż w nas. Zauważ, że obietnica Pana złożona Abrahamowi nie jest jednorazowa. Każdemu z nas Pan powtarza: „Spójrz na niebo i policz gwiazdy, jeśli zdołasz to uczynić (…). Tak liczne będzie twoje potomstwo” (Rdz 15,5).

Tajemnica zaufania

Abraham uwierzył Bogu nawet w obliczu własnych ludzkich wątpliwości i został nazwany ojcem w wierze. W Liście do Rzymian święty Paweł ukazuje nam tajemnicę płodności tak Abrahama: on oczekiwał pełen nadziei, nie sądził, że jego ciało jest martwe ani że łono Sary nie może począć, ale był w pełni przekonany co do tego, że Bóg jest wierny i ma moc spełnić to, co obiecał (por. Rz 4,18-23).

Historia Abrahama to historia „Przymierza Miłosierdzia” Boga z człowiekiem – Boga, który nigdy z nas nie rezygnuje, Boga, który swoim Miłosierdziem zawsze dosięga naszej nędzy. Z tej historii możemy wyciągnąć trzy praktyczne lekcje, tak byśmy ani ja, ani ty nie zwątpili w Bożą Obietnicę i Jego Przymierze:

  1. Uwierzyć w Niego: jestem wezwany do tego, by tak jak Abraham nie skupiać spojrzenia na swoich słabościach, bo Bóg jest wierny. Medytując nad życiem Abrahama (por. Rdz 12,1-25,11) widzimy, ile miał wątpliwości, jak często on sam – podobnie do nas – odczuwał pokusę zwątpienia w obietnicę Boga. Jak można uwierzyć, że w jego wieku Pan da mu syna? Pierwszą obietnicę Abraham otrzymał, mając 75 lat, a dopiero kiedy dobiegł lat 100, urodził się jego syn Izaak … Nawet imię Izaaka przypomina, jak Sara zaśmiała się, usłyszawszy obietnicę, że w starości urodzi syna, ale ostatecznie to „Bóg się zaśmiał” (i stąd imię Izaak) wobec sceptycyzmu Sary. Abraham czekał pełen nadziei i, pomimo wzlotów i upadków, nie odstąpił od obietnicy Boga.
  2. Nie skupiać się na naszych ludzkich ograniczeniach: na drodze Abrahama były też nędza i grzechy, nie tylko wiara i nadzieja. Abraham jednak nie zrezygnował ze swojego powołania ani Bóg nie zrezygnował z niego, odnawiając w różnych momentach swoje Przymierze. Najbardziej niebezpieczną pokusą od wroga jest ta, która wobec Bożego wezwania wzbudza w nas poczucie niegodności z powodu naszych grzechów i słabości.
  3. W Nim złożyć całą nadzieję: Bóg jest zawsze pierwszy, jaka mawia papież Franciszek. On zawsze przejmuje inicjatywę Miłości i wychodzi naprzeciw naszej słabości, odnawiając, jak wobec Abrahama, swoje Przymierze Miłosierdzia tyle razy, ile potrzeba – On bowiem zapragnął, by wypełnienie Jego obietnicy zależało od odpowiedzi człowieka. Nawet w obliczu naszej niewierności On pozostaje wierny i tylko w Nim powinniśmy pokładać nadzieję.

„Uwierz (…) a zbawisz siebie i swój dom” (Dz 16,31)

Pamiętam, że w czasach, gdy Pan powołał mnie razem z ojcem Antonello i Marią Paolą, by rozpocząć dzieło Przymierza Miłosierdzia, czułem się szczególnie słaby. To był jeden z tych momentów, gdy najgłębiej doświadczyłem mojej „niespójności”.

Zdarzyło się, że w tych dniach przeczytałem słowa świętego Franciszka, który mówił, że Pan wezwał go, bo nie znalazł nikogo gorszego – tak aby wszyscy wiedzieli, że dzieło, które miał zacząć, było dziełem Boga, a nie człowieka. Mój kierownik duchowy zachęcił mnie wówczas, bym rozważył 11 rozdział Listu do Hebrajczyków: przez wiarę Abraham wysłuchał wezwania Bożego, by wyruszyć w wędrówkę… nie wiedząc, dokąd idzie. Tej nocy zbudziłem się o 3 nad ranem i spostrzegłem, że Pan zaprasza mnie do tego, bym przeczytał opis triumfalnego wjazdu Jezusa do Jerozolimy. Kiedy czytałem o ośle, którego Jezus użył, by wjechać na nim do miasta, zrozumiałem zaproszenie kierowane do mnie przez Jezusa: „Henrique, to prawda. Jesteś osłem, ale ja chcę się tobą posłużyć i muszę wysłać cię na nową misję”. To wtedy musiałem opuścić dom ojca (moją wspólnotę) i moją ziemię, nie wiedząc, dokąd On nas poprowadzi. Dziś mogę powiedzieć tylko tyle, że nigdy nie żałowałem tego kroku i że nie pozostaje mi nic innego, jak dziękować Jego nieskończonemu Miłosierdziu.

Ojciec João Henrique
Założyciel Wspólnoty Przymierze Miłosierdzia

Brama Efraimska – Słowo na marzec 2020

I wyszedł lud, przynieśli [gałęzie] i uczynili sobie szałasy: niejeden na dachu swoim, inni na podwórzach swoich, także i na dziedzińcach domu Bożego, na placu Bramy Wodnej i na placu Bramy Efraimskiej (Ne 8,16).

 

Brama Efraimska zawdzięczała swą nazwę położeniu, wychodziła bowiem na Górę Efraima. Efraim był drugim synem Józefa, ale otrzymał błogosławieństwo Jakuba niczym pierworodny. Jego imię znaczy: podwójny owoc, podwójna porcja dziedzictwa.

Ja jestem bramą. Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony” (J 10,9)

Przechodząc przez tę bramę lub odnawiając ją, lud Boży otrzymuje podwójną porcję błogosławieństw. My zaś nigdy nie powinniśmy zapominać, że prawdziwą bramą jest Jezus Chrystus, nasz Pan. Wchodząc przez Niego, chrześcijanie otrzymują błogosławieństwo za błogosławieństwem.

Dobrze jest przypomnieć sobie, że Efraim – drugi syn Józefa – nie powinien, a wręcz nie mógł otrzymać błogosławieństwa Jakuba. Nie przysługiwało mu ono, bo według prawa żydowskiego to pierworodny syn dziedziczył wszystko od ojca. Dla nas to niezwykle cenny fakt. Kim jesteśmy my, grzesznicy, by dostępować zaszczytu tak licznych błogosławieństw od Boga?

Otrzymaliśmy wiele łask, Bóg udziela nam „podwójnego błogosławieństwa”. Jesteśmy biedni, ograniczeni, niewierni, błądzimy, grzeszymy – ale pomimo to Jezus pragnie nas dla siebie, byśmy byli obrazem Jego obecności na tym zagubionym świecie.

Jakże teraz nie wspomnieć Maryi, matki Jezusa i nas wszystkich? To właśnie ona: ta mała, pokorna, zapomniana kobieta, niemająca żadnej wartości w oczach możnych, została wybrana przez Boga i poprzez swoje „tak” otrzymała w matczynym łonie błogosławieństwo ponad wszelkie błogosławieństwa (por. Łk 1,28). To dlatego Maryja może powiedzieć, że wszystkie pokolenia będą ją zwały błogosławioną, bo Wszechmocny Bóg uczynił jej wielkie rzeczy (por. Łk 1,48-49). Patrzmy zatem na Maryję, która w prostocie przyjmuje Boży plan w swoim „tak” otwartym na projekt Ojca.

Ale zastanówmy się: skoro jesteśmy tak ograniczeni i grzeszni, to jak możemy stać się dobrzy, piękni i czyści w oczach Bożych, aby On nas pobłogosławił?

Ja jestem bramą. Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony” (J 10,9)

Zapraszam cię do tego, byś postawił dwa kroki, przechodząc przez Bramę Efraimską.

Pierwszy krok to pozwolić Jezusowi, by nas pobłogosławił, dając nam Swojego Ducha.

On pragnie dawać Ducha bez miary: „A Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem” (J 14,26). Ważne jest, aby:

  1. prosić o Ducha bez miary, prosić stale, nie stawiając żadnego oporu, z wiarą tak mocną, że może przenosić góry;
  2. prosić, otwierając serce i umysł;
  3. zdobyć się na odwagę, by wyskoczyć z niewoli umysłu, który pragnie mieć wszystko wyjaśnione.

To Duch Święty Boga prowadzi wszystko, to On, błogosławiąc nas, wszystko nam objawia, otwiera nas na charyzmaty. To On prowadzi nasze życie, czyniąc nas znakiem miłości Boga, świadkami prawdy.

Ja jestem bramą. Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony” (J 10,9)

Drugi ważny element, o którym należy pamiętać, przechodząc przez Bramę Efraimską – którą, w sensie ewangelicznym, jest sam Jezus – to wiara, że jeśli pozwolimy Duchowi działać, On da nam stokroć więcej. I nie jest to nasza własna zasługa, ale ogromny dar od Boga. Dlatego musimy porzucić wszystko to, co nas zniewala: pieniądze, łakomstwo, nieuporządkowany seks, zarozumiałość, pychę. Tymczasem świat nas pociąga i zwykle robimy wszystko, co w naszej mocy, by odwlec podjęcie tej decyzji.

Powinniśmy wejść w bramę, robiąc przejrzysty rachunek sumienia: co takiego wciąż przywiązuje nas do byle jakiego życia? Czego nie jesteśmy w stanie porzucić, chociaż miesza nam w życiu? Powinniśmy podjąć zdecydowane postanowienie, odrzucić to wszystko i przejść przez bramę czyści.

Jezus przepięknie odpowiada na pytanie uczniów, co dostaną w zamian za pozostawienie wszystkiego, by iść za Nim. Mówi: „I każdy, kto dla mego imienia opuści dom, braci lub siostry, ojca lub matkę, dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma i życie wieczne odziedziczy” (Mt 19,29). Błogosławieństwo, jakie otrzymał Efraim, było podwójne. Ale zgodnie z obietnicą Jezusa chrześcijanin, który porzuca wszelką rzecz, jaka przywiązuje go do świata, otrzymuje stokroć tyle tu na ziemi i stokroć tyle w raju.

Ja jestem bramą. Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony” (J 10,9)

Nie bójmy się, bo przechodząc przez „bramę-Jezusa”, przez Bramę Efraimską, otrzymamy Ducha, który uczyni z nas pasterzy tłumu ludzi żebrzących o miłość i miłosierdzie. Wystarczy uwierzyć! Jezus mówi, że On jest Bramą i że ten, kto wejdzie przez Niego, doświadczy pełnego Życia. Warto dać wszystko Jezusowi. Pamiętaj: kto ma Jezusa, ma wszystko!

Odwagi, dzieci!

Niech wam Bóg błogosławi!
Antonello Cadeddu

Brama przeznaczenia lub straży – Słowo na luty 2020

„CZUWAJCIE I MÓDLCIE SIĘ, ABYŚCIE NIE ULEGLI POKUSIE; DUCH WPRAWDZIE OCHOCZY,
ALE CIAŁO SŁABE” (MT 26,41)

„Brama przeznaczenia” lub „straży” to przedostatnia brama Świętego Miasta, którą należy odnowić. Co symbolizuje ta brama w znaczeniu duchowym?

  • Zadanie duchowe powierzone nam indywidualnie, jako szczególna posługa w „Ciele Chrystusa”, nasze osobiste powołanie;
  • Potrzeba czujności, aby nasze życie duchowe i życie naszego miasta (= wspólnoty) nie zostało ponownie splądrowane, zniszczone przez szatana.

Nasze „przeznaczenie” = „posługa”

Święty Paweł mówi nam, że każdemu powierzono posługę dla wspólnego dobra (1 Kor 12,7). Nawrócenie nie jest „chirurgią plastyczną”, jest zobowiązaniem życiowym, ponieważ chrześcijanin żyje, aby służyć, tak jak uczy nas Jezus: „Kto nie żyje, aby służyć, nie służy, aby żyć”. Nasze istnienie jest w istocie „relacją” miłości.

Jedną z najlepszych definicji pojęcia Kościoła jest ta, którą przedstawił papież Emeryt Benedykt XVI: „wspólnota uczniów na misji”.

Odnawianie drzwi naszego miasta reprezentuje nasze uczniostwo, nasze nieustanne podejście do nawrócenia i uczenia się. Zawsze potrzebujemy „odnowienia” i „odnawiać”. To jest nasza konkretna misja. Jest to jednak niemożliwe, jeśli każdy z nas nie odkryje, że Pan wybrał go od Wieczności (2 Tes 2,13-14) i wezwał go po imieniu (Iz 45,3b) do wyjątkowej i specyficznej misji, którą tylko on może zrealizować

Niepowodzenie tego wezwania oznacza pozostawienie „dziury” w murze miasta, co zawsze naraża na niebezpieczeństwo dalszych ataków. Jesteśmy odpowiedzialni za siebie nawzajem i nikt nigdy nie będzie w stanie nikogo zastąpić, ponieważ każdy „otrzymał konkretny dar dla wspólnego dobra” (1 Kor 12,7).

CZUWAJCIE I MÓDLCIE SIĘ, ABYŚCIE NIE ULEGLI POKUSIE; DUCH WPRAWDZIE OCHOCZY,
ALE CIAŁO SŁABE” (MT 26,41)

Dary te są przeznaczone dla: osobistego uświęcenia, budowania oraz jedności ciała Chrystusa i dla ewangelizacji.

Przemedytuj spokojnie rozdział 4 Listu św. Pawła do Efezjan. Widzisz, to wspaniały tekst: „zachęcam, abyście postępowali w sposób godny powołania, jakim zostaliście wezwani, (…) Usiłujcie zachować jedność Ducha dzięki więzi, jaką jest pokój. (…) Jeden jest Bóg i Ojciec wszystkich, który [jest i działa] ponad wszystkimi, przez wszystkich i we wszystkich.”(Ef 4: 1-6). A także:

Każdemu zaś z nas została dana łaska według miary daru Chrystusowego. I On ustanowił jednych apostołami, innych prorokami, innych ewangelistami, innych pasterzami i nauczycielami dla przysposobienia świętych do wykonywania posługi, celem budowania Ciała Chrystusowego, aż dojdziemy wszyscy razem do jedności wiary i pełnego poznania Syna Bożego, do człowieka doskonałego, do miary wielkości według Pełni Chrystusa. (Ef 4, 7-13).

Te słowa nie wymagają komentarza. Jeszcze raz muszę potwierdzić z całej siły: tylko Ty możesz być sobą, nikt nigdy cię nie zastąpi, na Wieczność! Nie możesz przegapić celu swojego życia i powołania, ponieważ jest tylko jedna strzała, którą możesz wystrzelić z łuku swojego istnienia, własnego życia, unikalnego i bez powtórki.

CZUWAJCIE I MÓDLCIE SIĘ, ABYŚCIE NIE ULEGLI POKUSIE; DUCH WPRAWDZIE OCHOCZY,
ALE CIAŁO SŁABE” (MT 26,41)

Pewnego dnia spotkały się dwie święte naszych czasów, Chiara Lubich i Matka Teresa z Kalkuty (miałem łaskę osobiście je spotkać). Matka Teresa powiedziała do Chiary Lubich: „dobra, które możesz uczynić, ja nie mogę zrobić, i dobra, do którego ja jestem powołana, ty nie możesz zrobić!”

Często mówię, że jestem przekonany, że każdy z nas jest tym wyjątkowym Słowem, które wychodzi z ust Ojca, i że nie powróci do Niego „zanim wpierw nie dokona tego, co chciałem, i nie spełni pomyślnie swego posłannictwa ” (Iz 55.11).

Nasze wezwanie do czuwania

Jezus uczy nas: czuwajcie i módlcie się. Nie zaniedbujmy nocnych czuwań, częstych postów, nieustannej modlitwy, do których Pan nieustannie zaprasza nas w Ewangelii, a przede wszystkim nie porzucajmy „Lectio Divina” Słowa, które jest „Duchem i Życiem”, niezbędnym mieczem w bitwie duchowej.

Na koniec podtrzymujmy nasze życie sakramentalne, które Kościół nam oferuje, w wierności nakazom Chrystusa poprzez posługę kapłańską, w szczególności częstą spowiedź: Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane” (J 20, 22-23). Eucharystia jest tym, co nas odżywia, wzmacnia i uświęca: „Ja jestem chlebem życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął” (J 6,35).

Musimy zrozumieć, że możemy wykonać nasze zadanie na świecie tylko dzięki łasce Bożej. Każdy z nas zna swoją własną słabość, ale „nasza ufność jest w Jego łasce!” (2 Kor 3,5-6). Ufam więc Jego łasce: „Mam właśnie ufność, że Ten, który zapoczątkował w was dobre dzieło, dokończy go do dnia Chrystusa Jezusa” (Flp 1,6).

Chodźmy razem!

Niech Bóg cię błogosławi!
Pe. João Henrique

Brama złota, brama miłosierdzia – Słowo na styczeń 2020

Ja jestem światłością świata (J 8,12)

To jedna z najważniejszych bram Jerozolimy. Znajduje się po wschodniej stronie i wychodzi na ogród oliwny. Przez tę bramę, w czasach Jezusa, wchodziło się na zewnętrzny dziedziniec świątyni. Nazywa się ją także „bramą wschodnią”, bo jest zorientowana w kierunku wschodnim, tam, gdzie wschodzi słońce i dlatego mówi się o niej także „brama złota”, ponieważ w ciągu dnia jest oświetlona i ma jasny, jaśniejący kolor. Wielu Żydów wierzy, że to przez tę bramę wkroczy Mesjasz, Król Chwały.

Dla nas, chrześcijan ta brama ma bardzo mocne znaczenie duchowe. Według ewangelistów, nasz Pan wjechał do Jerozolimy na osiołku, właśnie przez tę bramę. „Tłumy, które Go poprzedzały i które szły za Nim, wołały głośno: Hosanna Synowi Dawida! Błogosławiony Ten, który przychodzi w imię Pańskie! Hosanna na wysokościach!” (Mt 21,9). My także powinniśmy iść za Jezusem, naszym Panem, wychwalając Jego obecność. Powinniśmy wywyższać Mesjasza, który zdecydował się wejść przez bramę świątynną, siedząc na zwykłym oślęciu. Nie chciał wkraczać do Jerozolimy otoczony ludzkimi honorami, ale wybrał zwierzę pogardzane przez Izraelitów, chcąc nam powiedzieć, że powinniśmy zostawić wszystko, co jest ludzkim splendorem, aby razem z Nim iść w pokorze i ubóstwie.

Wierzę, że to powinno być naszym pierwszym wyborem, którego powinniśmy dokonać, chcąc odnowić bramę naszego serca: powinniśmy wybrać życie w pokorze, uwielbieniu, dziękczynieniu i wychwalaniu Boga, który nas stworzył.

Każdy powinien wchodzić przez bramę wdzięczności: człowiek został stworzony przez Boga, by uwielbiał Go za wszystko, co Stworzyciel mu ofiarował i co każdego dnia mu powierza.

Jesteśmy owocem aktu miłości Boga i dlatego powinniśmy żyć jedynie uwielbieniem. Przez bramę złotą nie można wejść lamentując, szemrząc, z grymasem na twarzy. Nic z tych rzeczy!

Ta brama jest zawsze pełna światła, została zbudowana po stronie wschodzącego słońca. Przywołajmy słowa Jezusa z Ewangelii: „Ja jestem światłością świata” (J 8,12). Wszystko powinno być tym światłem oświetlone. Zadajmy sobie więc pytanie: czy Jezus, moja światłość, oświetla moje działanie, czy ja staję się światłem dla innych?

Ja jestem światłością świata (J 8,12)

Jezus oświetla moje ciemności i na miarą tego jak Jego światło je przenika, mogę odpowiedzieć na Jego wołanie, by być światłem świata i solą ziemi (Mt 5,13-16). W sensie duchowym brama światła nigdy nie może być w nas zamknięta, przeciwnie, ma być zawsze otwarta, aby Pan mógł wejść przez nią ze swoim światłem, byśmy nieśli je dalej ludzkości.

Ta dziesiąta już brama, nad którą medytujemy na naszej drodze odnowienia, nazywana jest także przez przedstawicieli trzech religii, żyjących w Jerozolimie, „bramą miłosierdzia”. Muzułmanie, Żydzi i wszyscy chrześcijanie wierzą, że Bóg powróci i okaże ludziom swoje miłosierdzie.

My, chrześcijanie, wiemy, że Jezus już otworzył bramę miłosierdzia, oddając swoje życie za każdego człowieka, który żył, żyje i będzie żył na Ziemi. Brama Serca Jezusa została otwarta i Boże miłosierdzie rozlało się na tym świecie.

W tajemnicy Krzyża Świętego Jezus oddawał swoje życie z miłości, czując cały ciężar oddzielenia i zamknięcia serca człowieka na Boga. Mimo to Bóg chciał uratować człowieka, którego stworzył, oddając Swojego Syna z miłości (J 3,16).

Bóg-Człowiek pozwolił, by Jego serce, brama wiecznej i miłosiernej miłości, została otwarta włócznią i by popłynęły z niego krew i woda (J 19,34), Jego życie stało się dla ludzi: jednością, miłością i miłosierdziem.

Bóg-Człowiek pozwolił, by Jego serce, brama wiecznej i miłosiernej miłości, została otwarta włócznią… (por. J 19,34).

W Jerozolimie brama złota jest zamknięta, by przypominać nam, że każdy z nas nieustannie musi otwierać serce, tak jak to zrobił Jezus – wobec ostatnich, wobec cierpiącej ludzkości, która czuje się oddalona od Boga, która szuka Jego miłosierdzia.

Brama mojego serca powinna zamykać się na świat egoizmu, ale zawsze powinna być gotowa do otwarcia się na miłosierdzie wobec drugiego człowieka. Kiedy patrzę na zamknięte serce jakiejkolwiek osoby, Jezus prosi mnie o otwarcie mojego serca tak, by także z niego wypłynęła krew i woda, zanurzając tego człowieka w miłosierdziu. Powinien on zostać obmyty, umiłowany, przeszyty włócznią mojej miłości tak, by miłosierdzie Ojca mogło go zbawić i dać mu nowe życie. Czyniąc tak, sprawimy, że zamknięta brama otworzy się i stanie się bramą złotą, bramą miłosierdzia, bramą miłości, bramą Ducha Świętego.

Niech Bóg Ci błogosławi!

o. Antonello Cadeddu
Założyciel Przymierza Miłosierdzia

Brama Końska – Słowo na grudzień 2019

„Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię”  (Mt 11,28).

Brama Końska, o której mówi nam Nehemiasz (Ne3, 28-29) była bramą, przez którą konie wchodziły do miasta oraz z niego wychodziły, aby rozładować towary lub wyruszyć na wojnę. Jej symbolika pozwala nam ocenić przynajmniej trzy postawy z naszego życia.

  1. Potrafić „umieścić w Chrystusie ciężar naszego brzemienia”.

Ile razy chodzimy przytłoczeni tyloma zmartwieniami? Trzeba jasno powiedzieć, że wejście do miasta Boga oznacza rozładowanie „ciężaru naszego brzemienia”, w postawie wiary i zaufania Temu, który chce dać nam pokrzepienie.

Chrześcijanin musi pamiętać, że w życiu duchowym priorytetem nie jest bycie silnym, ale bycie z Tym, który jest silny. Jeśli zrobimy to, co możliwe, On uczyni to, co niemożliwe, tak jak w Kanie Galilejskiej, zamieniając wodę w wino (J 2, 1nn)

On nas uczy, poprzez Świętą Faustynę, tajemnicy otrzymania łaski i miłosierdzia z „naczyniem” prostej ufności: „Jezu, ufam Tobie!”

Kiedy  Pan zaprasza nas, abyśmy nie martwili się o jedzenie, ubranie, picie, dzień jutrzejszy, mówi nam, jak to zrobić: „Starajcie się naprzód o królestwo i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane”(Mt 6, 33) i czym jest Królestwo Boże, jeśli nie Jego żywą Obecnością pośród nas?

Zawsze pamiętam młodego kapłana z naszej ziemi, który niedoświadczony walczył z osobą opętaną podczas egzorcyzmów, aż upadł wyczerpany. Potem, przezwyciężony przez zmęczenie, zawołał: „Panie, nie mogę więcej, pomóż, przyjdź nam z pomocą!” I w tym momencie opętany został uwolniony.

  1. Potrafić dbać oraz trenować do walki

Ta brama była miejscem, gdzie dbano o konie i trenowano je do walki, stamtąd wychodziły na wojnę.

Każdy z nas ma obowiązek dbać o naszego konia, o nasze ciało jako świątynię Ducha Świętego (por. 1Kor 6, 19). Miłowanie siebie jest warunkiem miłowania innych. Tylko ten, kto odkryje, że jego życie jest „darem”, może z radością ofiarować się innym!

Opieka nad własnym ciałem i zdrowiem jest gestem wdzięczności wobec Stwórcy i miłości do tych, których spotykamy i którzy są nam powierzani.

Z drugiej strony wiemy, że istnieje nieuporządkowana miłość do siebie, „miłość do siebie przeciwko sobie”: acedia „jest smutkiem, niezadowoleniem, odrętwieniem umysłu, taką przewrotnością ducha, który oddala wolę od czynienia czy rozpoczynania czegoś dobrego. 

Naprawdę musimy „stanąć na czele własnego domu, żeby troszczyć się o Kościół Boży” (1Tm3, 5), zaczynając od „stawania na czele” naszych ciał, opanowania instynktów i namiętności, które poruszają wojnę przeciwko nam samym i przeciw Bogu. W tym sensie Słowo zaprasza nas: „Nie bądźcie bez rozumu niczym koń i muł: tylko wędzidłem i uzdą można je okiełznać” (Ps 32,9).

  1. Nie zapominać o osiołku

 Wśród zwierząt jucznych, które przechodziły przez tę bramę, były także osły. I  to nie przez przypadek! W Biblii, kiedy prorocy milczą, osły prorokują (Lb 22, 21-23. 30). Gdy lud Izraela nie rozpoznaje swego Pana, rozpoznają Go wół i osioł (por. Iz 1,3). 

„Zaufaj Mu: On sam będzie działał” (Ps 37, 5), ponieważ zgodnie z logiką ewangeliczną Pan nie wybiera zdolnych, ale uzdalnia wybranych (1Kor 1, 26nn).

Tak było z Świętym Janem Maria Vianey, Proboszczem z Ars, który pomimo swoich starań nie był w stanie mieć dobrych wyników w nauce. Niektórzy z nauczycieli teologii twierdzili, że trudno byłoby go wyświęcić, ponieważ był „osłem”. Wtedy on odpowiedział z mądrością świętych: „Jestem osłem, to prawda! Ale jeśli Samson mógł zwyciężyć Filistynów szczęką osła, to o ile więcej Pan może zrobić z całym osłem!”

Nie zapominaj: kiedy brakuje koni, Bóg używa osłów! 

Miej odwagę!

Niech Bóg ci błogosławi!

João Henrique

Brama Wodna – Słowo na listopad 2019

„Kto zaś będzie pił wodę, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem wody wytryskającej ku życiu wiecznemu” J 4, 14

Tekst proroka Nehemiasza informuje, że Ezdrasz i pisarz, przekraczając pałac Dawida przybyli do „bramy wodnej” (Ne 12,37).  Ta brama znajduje się w południowo-wschodniej części kompleksu świątynnego i jedną z jej cech jest to, że nie została odnowiona, ani zmieniona, ale tylko uporządkowana. Jej imię powstało z faktu, że słudzy świątyni musieli koniecznie przejść przez tą bramę, aby zanieść wodę ze źródła Gihon dla kapłanów, gdy dokonywali oni ofiar lub rytualnego obmycia (por. 1 Krl 1, 33 ; 2 Krn 32,30).

Na poziomie duchowym możemy szybko potwierdzić, że symbolicznie drzwi to sam Chrystus. Jego Słowo nie może być zmienione ani zburzone lub zmodyfikowane, ale Ono jest wieczne, niezmienne: „Ja jestem bramą. Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony – wejdzie i wyjdzie, i znajdzie pastwisko” (J 10,7-9).

Wszyscy wiemy, jak ważne są drzwi. Słowo Jezusa mówi, że osoba może wejść do Raju, tylko wtedy, gdy przejdzie przez drzwi, którymi jest On sam.

Przewoźnicy wody przechodzili przez bramę wodną, aby odprawiać obrzędy, modlitwy i oczyszczenia w Świątyni. Więc to musi się nam również zdarzyć, musimy przejść przez Jezusa, aby celebrować życie w Nim!

Zastanówmy się: ile złych drzwi tworzymy lub mamy w naszym życiu? Ile niewłaściwych bram, które otwierają zbyt wiele linków na internecie; lub pilotów, które otwierają programy w telewizji, które tylko przeszkadzają w naszym życiu?

Musimy więc wytrwać przed Jezusem, Bramą Żywej Wody, aby otrzymać Jego wodę i ugasić nasze pragnienie. On nam mówi, że kto w Nim trwa, da wiele owoców, ponieważ bez Niego nie możemy nic uczynić (por. J 15,5).

Bez wątpienia jest to dla nas obowiązek, by napełniać się tą Żywą Wodą, aby ewangelizować. Musimy słuchać, czytać, medytować, studiować Słowo Boże. Ewangelizacja wydarza się, jeśli jest powiązana ze słowami Jezusa, bo On jest naszą bramą i to do niej zapraszamy wielu mężczyzn i kobiety, aby zaspokoili swoje pragnienie.

Musimy zagłębić się w poznanie tych wód, pić z niej, aby wydać owoce w obfitości. Nasza rodzina Przymierza Miłosierdzia pragnie mówić, głosić Słowo, ale bez najmniejszego przygotowania lub pogłębienia, to nie będzie przynosiło żadnego skutku. A Słowo powinno być czytane, medytowane, studiowane i przeżywane głównie przez tych, którzy mają charyzmat głoszenia. Głoszenie musi rodzić się z życia przeżywanego w Słowie, trwając przed tą bramą wód, którą jest Jezus.

We fragmencie Nehemiasza widzieliśmy również, że słudzy Świątyni przechodzili przez tą bramę, aby zanieść wodę ludowi z Jerozolimy. Słudzy Jezusa dzisiaj, tak jak wczoraj, są powołani, aby nieść tą wodę wszystkim; wodę, która jest Słowem naszego mistrza Jezusa.

„KTO ZAŚ BĘDZIE PIŁ WODĘ, KTÓRĄ JA MU DAM, NIE BĘDZIE PRAGNĄŁ NA WIEKI” (J 4, 14).

Ewangelizatorzy są wzywani do przejścia przez te drzwi, aby głoszenie mogło być owocne. Lud Boży potrzebuje tej wody do oczyszczenia, obmycia, aby mieć życie w obfitości i znaleźć pokój w sercu.

Wierzę, że to bardzo ważne, co mówią nam bezdomni, kiedy prowadzimy ewangelizację uliczną: „nie potrzebujemy, abyście przynosili nam jedzenie, jest wielu, którzy już to robią, my potrzebujemy Słowa Bożego, które wy zawsze nam oferujecie”.

Misjonarze Przymierza Miłosierdzia mają zawsze w swojej praktyce, aby co roku wychodzić w świat bez niczego, tylko z Pismem Świętym, postępując zgodnie z przykazaniem Jezusa, który posłał swoich uczniów po dwóch, aby głosili Słowo i głosili, że Królestwo Niebieskie jest blisko (Mt 10,7). Uczniowie wrócili pełni radości, widząc wydarzające się cuda; to samo dzieje się z Misjonarzami Przymierza. Wychodzą przez drzwi fraterni*; z życia które mogłoby się stać wygodne, aby zanieść wodę – Słowo dla tych, którzy są spragnieni. 

Pięknie jest czytać Księgę Nehemiasza, gdy kapłan czytał Torę poza bramą wodną dla ludzi, którzy wrócili z niewoli. Ludzie okazywali wielką radość, uwielbiając, śpiewając, adorując doświadczali ponownie tego, co stracili, w końcu mogli wejść ponownie poprzez bramę wodną, aby modlić się w Świątyni jedynego Boga. My również powinniśmy wibrować z radości uwielbiając, ponieważ możemy wrócić do Świątyni oferując światu naszego Pana Jezusa Chrystusa.

O. Antonello Cadeddu
Założyciel Przymierza Miłosierdzia

*Fraternia – dom misjonarzy w Przymierzu Miłosierdzia

Brama Więzienna – Słowo na październik 2019

„Wy zatem, bracia, powołani zostaliście do wolności. Tylko nie bierzcie tej wolności jako zachęty do hołdowania ciału. (…) Ciało bowiem do czego innego dąży niż duch, a duch do czego innego niż ciało” (Gl 5, 13-17).

W tekście proroka Nehemiasza 3,25 pojawia się brama, która prowadziła na „dziedziniec więzienny”. Na tym dziedzińcu, zgodnie z tradycją biblijną, został uwięziony również prorok Jeremiasz (Jer 32,2), a przez tę bramę więźniowie wchodzili do miasta i wychodzili z niego.

Na naszej duchowej drodze brama ta może symbolizować łańcuchy, które przywiązują nas do grzechu i które tylko Boża moc może złamać (por. Dz 16,26). Przyjrzyjmy się niektórym ważnym punktom:

1. „Syn Boży objawił się po to, aby zniszczyć dzieła diabła.” (1J 3,8).

W pierwszej kolejności należy stwierdzić, że Jezus już zwyciężył tego, kto chce uwięzić nas w grzesznym życiu i w wiecznej śmierci, w piekielnym więzieniu, przygotowanym diabłu i jego aniołom (por. Mt 25,41b). Słowo mówi, że Jezus już zwyciężył, przez swoją śmierć, tego, który dzierżył władzę nad śmiercią: szatana! (Hbr 2,14) i, co więcej: „Po rozbrojeniu Zwierzchności i Władz, jawnie wystawił [je] na widowisko, powiódłszy je dzięki Niemu w triumfie.” (Kol 2,15).

Skoro Chrystus nas wyzwolił, jesteśmy naprawdę wolni! A jeśli to prawda – a Słowo nie kłamie – dlaczego tak wiele osób wciąż żyje jak „więźniowie” i nie są w stanie opuścić tego więzienia, aby wejść przez bramę wolności do świętej Jerozolimy, której są obywatelami? Jak można wciąż żyć w strachu przez tym, który już został pokonany, albo, co gorsza, trwać spętanym kajdanami grzechu i śmierci?

Zrozum, że wszystko, co diabeł jest w stanie uczynić w twoim życiu, może to zrobić tylko poprzez ciebie samego. Największym nieprzyjacielem twej wolności nie jest diabeł, ale ty sam. On będzie miał tylko ten autorytet, którego ty mu udzielisz poprzez grzech, brak wiary, okultyzm i praktyki spirytystyczne, żale i urazy, pustkę duchową, bo jeśli Jezus nie ustanowi swojego mieszkania w twojej duszy jako jedyny Pan, wówczas diabeł, widząc „pusty dom”, wróci z jeszcze większą mocą (por. Mt 12,43-45).

2. On udzielił nam władzy nad złymi duchami (por. Mt 28,18nn; Mk 16,15nn).

Chrystus uzdalnia nas, przez Ducha, który został wlany w nasze serca, przez zasługi swej męki, śmierci i zmartwychwstania, udzielając nam tej samej mocy i autorytetu, które otrzymał od Ojca: „Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam” (por. J 20,19-23). Powiedział również, że jeśli będziemy w Niego wierzyć, będziemy dokonywać dzieł większych od tych, które On uczynił (por. J 14,12).

Nie wątp, że demon to wie i drży, dlatego stara się zmylić nasz umysł złowrogimi radami, kłamliwym myśleniem i intelektualnymi twierdzami, które są sprzeczne z poznaniem Boga i posłuszeństwem Słowu Chrystusa (por. 2Kor 10,4-6). Nie bój się diabła! To ty masz przegnać diabła w imię Jezusa! Przyjmij autorytet Chrystusa, bo „Ku wolności wyswobodził nas Chrystus” (por. Ga 5,1).

„Wy zatem, bracia, powołani zostaliście do wolności. Tylko nie bierzcie tej wolności jako zachęty do hołdowania ciału. (…) Ciało bowiem do czego innego dąży niż duch, a duch do czego innego niż ciało” (Gl 5, 13-17).

3. Trwać w Jego Miłości!

Słowo Boże w Ewangelii św. Jana naucza nas, że kochać Jezusa, trwać w Jego Miłości, zachowywać Jego Słowo, to synonimy czynienia sobie „mieszkania” w Bogu, życia Jego Miłością, która uzdalnia nas do wzajemnej miłości, daje nam cały Jego autorytet i czyni nas płodnymi (por. J 15,1-17).

Pragnę powiedzieć wam, że przez tych niecałych 45 lat mojego życia konsekrowanego odkryłem klucz, który otwiera bramy naszych wewnętrznych więzień: PRZEBACZENIE. Ono ma moc uwolnić tych, którzy kogoś zranili, oraz serce, które zostało zranione. Tu jest wielki wyróżnik chrześcijaństwa. To, co nas odróżnia od pogan, to nie „religijność”, religijne praktyki, ale praktyka miłości, która w przebaczeniu i Miłosierdziu znajduje swój najwyższy i najpotężniejszy wyraz. „Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią?” (por. Mt 5,46).

Brak przebaczenia, żale i urazy są najgorszymi ludzkimi więzieniami, źródłami goryczy oraz niekończących się chorób fizycznych, psychicznych i duchowych. Miłosierdzie jest kluczem umożliwiającym wyjście na wolność z każdego duchowego więzienia!

Zostało nam przebaczone, byśmy przebaczali, zostaliśmy uleczeni, by leczyć i wyzwoleni, by uwalniać!

Miłosierdzie jest jedynym językiem, który cały świat może zrozumieć dla objawienia synów Bożych i oblicza Ojca. To jedyna droga umożliwiająca nową Ewangelizację uprawianą nie słowami, ale „życiem uczynionym Słowem”. To jedyna droga do przyszłości, pokoju i życia dla ludzkości.

Lata temu całą Francję zaskoczyło, gdy podczas procesu transmitowanego na żywo przez telewizję, rodzice Chantal, dziewczyny okrutnie zamordowanej przez młodego chłopaka, poprosili, by morderca ich córki mógł zająć w ich domu miejsce pozostawione przez młodą Chantal. Powiedzieli: „Jesteśmy chrześcijanami, wierzymy w Miłosierdzie Boże i w moc miłości, i wiemy, że ten młody człowiek zamordował naszą córkę być może dlatego, że nigdy nie poznał prawdziwej Miłości. Nie chcemy dla niego więzienia, ale pragniemy, by doświadczył wolności Miłości, której tylko Bóg może udzielić!”.

Wolność od wszelkiego więzienia jest w Chrystusie, Synu Ojca Najwyższego! Bądźmy miłosierni, zgodnie z nauczaniem Jezusa i Jego Słowa, tak jak Ojciec jest miłosierny, „Bo stworzenie z upragnieniem oczekuje objawienia się synów Bożych” (por. Rz 8,19).

João Henrique
Założyciel Wspólnoty Przymierze Miłosierdzia