Brama przeznaczenia lub straży – Słowo na luty 2020

„CZUWAJCIE I MÓDLCIE SIĘ, ABYŚCIE NIE ULEGLI POKUSIE; DUCH WPRAWDZIE OCHOCZY,
ALE CIAŁO SŁABE” (MT 26,41)

„Brama przeznaczenia” lub „straży” to przedostatnia brama Świętego Miasta, którą należy odnowić. Co symbolizuje ta brama w znaczeniu duchowym?

  • Zadanie duchowe powierzone nam indywidualnie, jako szczególna posługa w „Ciele Chrystusa”, nasze osobiste powołanie;
  • Potrzeba czujności, aby nasze życie duchowe i życie naszego miasta (= wspólnoty) nie zostało ponownie splądrowane, zniszczone przez szatana.

Nasze „przeznaczenie” = „posługa”

Święty Paweł mówi nam, że każdemu powierzono posługę dla wspólnego dobra (1 Kor 12,7). Nawrócenie nie jest „chirurgią plastyczną”, jest zobowiązaniem życiowym, ponieważ chrześcijanin żyje, aby służyć, tak jak uczy nas Jezus: „Kto nie żyje, aby służyć, nie służy, aby żyć”. Nasze istnienie jest w istocie „relacją” miłości.

Jedną z najlepszych definicji pojęcia Kościoła jest ta, którą przedstawił papież Emeryt Benedykt XVI: „wspólnota uczniów na misji”.

Odnawianie drzwi naszego miasta reprezentuje nasze uczniostwo, nasze nieustanne podejście do nawrócenia i uczenia się. Zawsze potrzebujemy „odnowienia” i „odnawiać”. To jest nasza konkretna misja. Jest to jednak niemożliwe, jeśli każdy z nas nie odkryje, że Pan wybrał go od Wieczności (2 Tes 2,13-14) i wezwał go po imieniu (Iz 45,3b) do wyjątkowej i specyficznej misji, którą tylko on może zrealizować

Niepowodzenie tego wezwania oznacza pozostawienie „dziury” w murze miasta, co zawsze naraża na niebezpieczeństwo dalszych ataków. Jesteśmy odpowiedzialni za siebie nawzajem i nikt nigdy nie będzie w stanie nikogo zastąpić, ponieważ każdy „otrzymał konkretny dar dla wspólnego dobra” (1 Kor 12,7).

CZUWAJCIE I MÓDLCIE SIĘ, ABYŚCIE NIE ULEGLI POKUSIE; DUCH WPRAWDZIE OCHOCZY,
ALE CIAŁO SŁABE” (MT 26,41)

Dary te są przeznaczone dla: osobistego uświęcenia, budowania oraz jedności ciała Chrystusa i dla ewangelizacji.

Przemedytuj spokojnie rozdział 4 Listu św. Pawła do Efezjan. Widzisz, to wspaniały tekst: „zachęcam, abyście postępowali w sposób godny powołania, jakim zostaliście wezwani, (…) Usiłujcie zachować jedność Ducha dzięki więzi, jaką jest pokój. (…) Jeden jest Bóg i Ojciec wszystkich, który [jest i działa] ponad wszystkimi, przez wszystkich i we wszystkich.”(Ef 4: 1-6). A także:

Każdemu zaś z nas została dana łaska według miary daru Chrystusowego. I On ustanowił jednych apostołami, innych prorokami, innych ewangelistami, innych pasterzami i nauczycielami dla przysposobienia świętych do wykonywania posługi, celem budowania Ciała Chrystusowego, aż dojdziemy wszyscy razem do jedności wiary i pełnego poznania Syna Bożego, do człowieka doskonałego, do miary wielkości według Pełni Chrystusa. (Ef 4, 7-13).

Te słowa nie wymagają komentarza. Jeszcze raz muszę potwierdzić z całej siły: tylko Ty możesz być sobą, nikt nigdy cię nie zastąpi, na Wieczność! Nie możesz przegapić celu swojego życia i powołania, ponieważ jest tylko jedna strzała, którą możesz wystrzelić z łuku swojego istnienia, własnego życia, unikalnego i bez powtórki.

CZUWAJCIE I MÓDLCIE SIĘ, ABYŚCIE NIE ULEGLI POKUSIE; DUCH WPRAWDZIE OCHOCZY,
ALE CIAŁO SŁABE” (MT 26,41)

Pewnego dnia spotkały się dwie święte naszych czasów, Chiara Lubich i Matka Teresa z Kalkuty (miałem łaskę osobiście je spotkać). Matka Teresa powiedziała do Chiary Lubich: „dobra, które możesz uczynić, ja nie mogę zrobić, i dobra, do którego ja jestem powołana, ty nie możesz zrobić!”

Często mówię, że jestem przekonany, że każdy z nas jest tym wyjątkowym Słowem, które wychodzi z ust Ojca, i że nie powróci do Niego „zanim wpierw nie dokona tego, co chciałem, i nie spełni pomyślnie swego posłannictwa ” (Iz 55.11).

Nasze wezwanie do czuwania

Jezus uczy nas: czuwajcie i módlcie się. Nie zaniedbujmy nocnych czuwań, częstych postów, nieustannej modlitwy, do których Pan nieustannie zaprasza nas w Ewangelii, a przede wszystkim nie porzucajmy „Lectio Divina” Słowa, które jest „Duchem i Życiem”, niezbędnym mieczem w bitwie duchowej.

Na koniec podtrzymujmy nasze życie sakramentalne, które Kościół nam oferuje, w wierności nakazom Chrystusa poprzez posługę kapłańską, w szczególności częstą spowiedź: Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane” (J 20, 22-23). Eucharystia jest tym, co nas odżywia, wzmacnia i uświęca: „Ja jestem chlebem życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął” (J 6,35).

Musimy zrozumieć, że możemy wykonać nasze zadanie na świecie tylko dzięki łasce Bożej. Każdy z nas zna swoją własną słabość, ale „nasza ufność jest w Jego łasce!” (2 Kor 3,5-6). Ufam więc Jego łasce: „Mam właśnie ufność, że Ten, który zapoczątkował w was dobre dzieło, dokończy go do dnia Chrystusa Jezusa” (Flp 1,6).

Chodźmy razem!

Niech Bóg cię błogosławi!
Pe. João Henrique

Brama złota, brama miłosierdzia – Słowo na styczeń 2020

Ja jestem światłością świata (J 8,12)

To jedna z najważniejszych bram Jerozolimy. Znajduje się po wschodniej stronie i wychodzi na ogród oliwny. Przez tę bramę, w czasach Jezusa, wchodziło się na zewnętrzny dziedziniec świątyni. Nazywa się ją także „bramą wschodnią”, bo jest zorientowana w kierunku wschodnim, tam, gdzie wschodzi słońce i dlatego mówi się o niej także „brama złota”, ponieważ w ciągu dnia jest oświetlona i ma jasny, jaśniejący kolor. Wielu Żydów wierzy, że to przez tę bramę wkroczy Mesjasz, Król Chwały.

Dla nas, chrześcijan ta brama ma bardzo mocne znaczenie duchowe. Według ewangelistów, nasz Pan wjechał do Jerozolimy na osiołku, właśnie przez tę bramę. „Tłumy, które Go poprzedzały i które szły za Nim, wołały głośno: Hosanna Synowi Dawida! Błogosławiony Ten, który przychodzi w imię Pańskie! Hosanna na wysokościach!” (Mt 21,9). My także powinniśmy iść za Jezusem, naszym Panem, wychwalając Jego obecność. Powinniśmy wywyższać Mesjasza, który zdecydował się wejść przez bramę świątynną, siedząc na zwykłym oślęciu. Nie chciał wkraczać do Jerozolimy otoczony ludzkimi honorami, ale wybrał zwierzę pogardzane przez Izraelitów, chcąc nam powiedzieć, że powinniśmy zostawić wszystko, co jest ludzkim splendorem, aby razem z Nim iść w pokorze i ubóstwie.

Wierzę, że to powinno być naszym pierwszym wyborem, którego powinniśmy dokonać, chcąc odnowić bramę naszego serca: powinniśmy wybrać życie w pokorze, uwielbieniu, dziękczynieniu i wychwalaniu Boga, który nas stworzył.

Każdy powinien wchodzić przez bramę wdzięczności: człowiek został stworzony przez Boga, by uwielbiał Go za wszystko, co Stworzyciel mu ofiarował i co każdego dnia mu powierza.

Jesteśmy owocem aktu miłości Boga i dlatego powinniśmy żyć jedynie uwielbieniem. Przez bramę złotą nie można wejść lamentując, szemrząc, z grymasem na twarzy. Nic z tych rzeczy!

Ta brama jest zawsze pełna światła, została zbudowana po stronie wschodzącego słońca. Przywołajmy słowa Jezusa z Ewangelii: „Ja jestem światłością świata” (J 8,12). Wszystko powinno być tym światłem oświetlone. Zadajmy sobie więc pytanie: czy Jezus, moja światłość, oświetla moje działanie, czy ja staję się światłem dla innych?

Ja jestem światłością świata (J 8,12)

Jezus oświetla moje ciemności i na miarą tego jak Jego światło je przenika, mogę odpowiedzieć na Jego wołanie, by być światłem świata i solą ziemi (Mt 5,13-16). W sensie duchowym brama światła nigdy nie może być w nas zamknięta, przeciwnie, ma być zawsze otwarta, aby Pan mógł wejść przez nią ze swoim światłem, byśmy nieśli je dalej ludzkości.

Ta dziesiąta już brama, nad którą medytujemy na naszej drodze odnowienia, nazywana jest także przez przedstawicieli trzech religii, żyjących w Jerozolimie, „bramą miłosierdzia”. Muzułmanie, Żydzi i wszyscy chrześcijanie wierzą, że Bóg powróci i okaże ludziom swoje miłosierdzie.

My, chrześcijanie, wiemy, że Jezus już otworzył bramę miłosierdzia, oddając swoje życie za każdego człowieka, który żył, żyje i będzie żył na Ziemi. Brama Serca Jezusa została otwarta i Boże miłosierdzie rozlało się na tym świecie.

W tajemnicy Krzyża Świętego Jezus oddawał swoje życie z miłości, czując cały ciężar oddzielenia i zamknięcia serca człowieka na Boga. Mimo to Bóg chciał uratować człowieka, którego stworzył, oddając Swojego Syna z miłości (J 3,16).

Bóg-Człowiek pozwolił, by Jego serce, brama wiecznej i miłosiernej miłości, została otwarta włócznią i by popłynęły z niego krew i woda (J 19,34), Jego życie stało się dla ludzi: jednością, miłością i miłosierdziem.

Bóg-Człowiek pozwolił, by Jego serce, brama wiecznej i miłosiernej miłości, została otwarta włócznią… (por. J 19,34).

W Jerozolimie brama złota jest zamknięta, by przypominać nam, że każdy z nas nieustannie musi otwierać serce, tak jak to zrobił Jezus – wobec ostatnich, wobec cierpiącej ludzkości, która czuje się oddalona od Boga, która szuka Jego miłosierdzia.

Brama mojego serca powinna zamykać się na świat egoizmu, ale zawsze powinna być gotowa do otwarcia się na miłosierdzie wobec drugiego człowieka. Kiedy patrzę na zamknięte serce jakiejkolwiek osoby, Jezus prosi mnie o otwarcie mojego serca tak, by także z niego wypłynęła krew i woda, zanurzając tego człowieka w miłosierdziu. Powinien on zostać obmyty, umiłowany, przeszyty włócznią mojej miłości tak, by miłosierdzie Ojca mogło go zbawić i dać mu nowe życie. Czyniąc tak, sprawimy, że zamknięta brama otworzy się i stanie się bramą złotą, bramą miłosierdzia, bramą miłości, bramą Ducha Świętego.

Niech Bóg Ci błogosławi!

o. Antonello Cadeddu
Założyciel Przymierza Miłosierdzia

Brama Końska – Słowo na grudzień 2019

„Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię”  (Mt 11,28).

Brama Końska, o której mówi nam Nehemiasz (Ne3, 28-29) była bramą, przez którą konie wchodziły do miasta oraz z niego wychodziły, aby rozładować towary lub wyruszyć na wojnę. Jej symbolika pozwala nam ocenić przynajmniej trzy postawy z naszego życia.

  1. Potrafić „umieścić w Chrystusie ciężar naszego brzemienia”.

Ile razy chodzimy przytłoczeni tyloma zmartwieniami? Trzeba jasno powiedzieć, że wejście do miasta Boga oznacza rozładowanie „ciężaru naszego brzemienia”, w postawie wiary i zaufania Temu, który chce dać nam pokrzepienie.

Chrześcijanin musi pamiętać, że w życiu duchowym priorytetem nie jest bycie silnym, ale bycie z Tym, który jest silny. Jeśli zrobimy to, co możliwe, On uczyni to, co niemożliwe, tak jak w Kanie Galilejskiej, zamieniając wodę w wino (J 2, 1nn)

On nas uczy, poprzez Świętą Faustynę, tajemnicy otrzymania łaski i miłosierdzia z „naczyniem” prostej ufności: „Jezu, ufam Tobie!”

Kiedy  Pan zaprasza nas, abyśmy nie martwili się o jedzenie, ubranie, picie, dzień jutrzejszy, mówi nam, jak to zrobić: „Starajcie się naprzód o królestwo i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane”(Mt 6, 33) i czym jest Królestwo Boże, jeśli nie Jego żywą Obecnością pośród nas?

Zawsze pamiętam młodego kapłana z naszej ziemi, który niedoświadczony walczył z osobą opętaną podczas egzorcyzmów, aż upadł wyczerpany. Potem, przezwyciężony przez zmęczenie, zawołał: „Panie, nie mogę więcej, pomóż, przyjdź nam z pomocą!” I w tym momencie opętany został uwolniony.

  1. Potrafić dbać oraz trenować do walki

Ta brama była miejscem, gdzie dbano o konie i trenowano je do walki, stamtąd wychodziły na wojnę.

Każdy z nas ma obowiązek dbać o naszego konia, o nasze ciało jako świątynię Ducha Świętego (por. 1Kor 6, 19). Miłowanie siebie jest warunkiem miłowania innych. Tylko ten, kto odkryje, że jego życie jest „darem”, może z radością ofiarować się innym!

Opieka nad własnym ciałem i zdrowiem jest gestem wdzięczności wobec Stwórcy i miłości do tych, których spotykamy i którzy są nam powierzani.

Z drugiej strony wiemy, że istnieje nieuporządkowana miłość do siebie, „miłość do siebie przeciwko sobie”: acedia „jest smutkiem, niezadowoleniem, odrętwieniem umysłu, taką przewrotnością ducha, który oddala wolę od czynienia czy rozpoczynania czegoś dobrego. 

Naprawdę musimy „stanąć na czele własnego domu, żeby troszczyć się o Kościół Boży” (1Tm3, 5), zaczynając od „stawania na czele” naszych ciał, opanowania instynktów i namiętności, które poruszają wojnę przeciwko nam samym i przeciw Bogu. W tym sensie Słowo zaprasza nas: „Nie bądźcie bez rozumu niczym koń i muł: tylko wędzidłem i uzdą można je okiełznać” (Ps 32,9).

  1. Nie zapominać o osiołku

 Wśród zwierząt jucznych, które przechodziły przez tę bramę, były także osły. I  to nie przez przypadek! W Biblii, kiedy prorocy milczą, osły prorokują (Lb 22, 21-23. 30). Gdy lud Izraela nie rozpoznaje swego Pana, rozpoznają Go wół i osioł (por. Iz 1,3). 

„Zaufaj Mu: On sam będzie działał” (Ps 37, 5), ponieważ zgodnie z logiką ewangeliczną Pan nie wybiera zdolnych, ale uzdalnia wybranych (1Kor 1, 26nn).

Tak było z Świętym Janem Maria Vianey, Proboszczem z Ars, który pomimo swoich starań nie był w stanie mieć dobrych wyników w nauce. Niektórzy z nauczycieli teologii twierdzili, że trudno byłoby go wyświęcić, ponieważ był „osłem”. Wtedy on odpowiedział z mądrością świętych: „Jestem osłem, to prawda! Ale jeśli Samson mógł zwyciężyć Filistynów szczęką osła, to o ile więcej Pan może zrobić z całym osłem!”

Nie zapominaj: kiedy brakuje koni, Bóg używa osłów! 

Miej odwagę!

Niech Bóg ci błogosławi!

João Henrique

Brama Wodna – Słowo na listopad 2019

„Kto zaś będzie pił wodę, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem wody wytryskającej ku życiu wiecznemu” J 4, 14

Tekst proroka Nehemiasza informuje, że Ezdrasz i pisarz, przekraczając pałac Dawida przybyli do „bramy wodnej” (Ne 12,37).  Ta brama znajduje się w południowo-wschodniej części kompleksu świątynnego i jedną z jej cech jest to, że nie została odnowiona, ani zmieniona, ale tylko uporządkowana. Jej imię powstało z faktu, że słudzy świątyni musieli koniecznie przejść przez tą bramę, aby zanieść wodę ze źródła Gihon dla kapłanów, gdy dokonywali oni ofiar lub rytualnego obmycia (por. 1 Krl 1, 33 ; 2 Krn 32,30).

Na poziomie duchowym możemy szybko potwierdzić, że symbolicznie drzwi to sam Chrystus. Jego Słowo nie może być zmienione ani zburzone lub zmodyfikowane, ale Ono jest wieczne, niezmienne: „Ja jestem bramą. Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony – wejdzie i wyjdzie, i znajdzie pastwisko” (J 10,7-9).

Wszyscy wiemy, jak ważne są drzwi. Słowo Jezusa mówi, że osoba może wejść do Raju, tylko wtedy, gdy przejdzie przez drzwi, którymi jest On sam.

Przewoźnicy wody przechodzili przez bramę wodną, aby odprawiać obrzędy, modlitwy i oczyszczenia w Świątyni. Więc to musi się nam również zdarzyć, musimy przejść przez Jezusa, aby celebrować życie w Nim!

Zastanówmy się: ile złych drzwi tworzymy lub mamy w naszym życiu? Ile niewłaściwych bram, które otwierają zbyt wiele linków na internecie; lub pilotów, które otwierają programy w telewizji, które tylko przeszkadzają w naszym życiu?

Musimy więc wytrwać przed Jezusem, Bramą Żywej Wody, aby otrzymać Jego wodę i ugasić nasze pragnienie. On nam mówi, że kto w Nim trwa, da wiele owoców, ponieważ bez Niego nie możemy nic uczynić (por. J 15,5).

Bez wątpienia jest to dla nas obowiązek, by napełniać się tą Żywą Wodą, aby ewangelizować. Musimy słuchać, czytać, medytować, studiować Słowo Boże. Ewangelizacja wydarza się, jeśli jest powiązana ze słowami Jezusa, bo On jest naszą bramą i to do niej zapraszamy wielu mężczyzn i kobiety, aby zaspokoili swoje pragnienie.

Musimy zagłębić się w poznanie tych wód, pić z niej, aby wydać owoce w obfitości. Nasza rodzina Przymierza Miłosierdzia pragnie mówić, głosić Słowo, ale bez najmniejszego przygotowania lub pogłębienia, to nie będzie przynosiło żadnego skutku. A Słowo powinno być czytane, medytowane, studiowane i przeżywane głównie przez tych, którzy mają charyzmat głoszenia. Głoszenie musi rodzić się z życia przeżywanego w Słowie, trwając przed tą bramą wód, którą jest Jezus.

We fragmencie Nehemiasza widzieliśmy również, że słudzy Świątyni przechodzili przez tą bramę, aby zanieść wodę ludowi z Jerozolimy. Słudzy Jezusa dzisiaj, tak jak wczoraj, są powołani, aby nieść tą wodę wszystkim; wodę, która jest Słowem naszego mistrza Jezusa.

„KTO ZAŚ BĘDZIE PIŁ WODĘ, KTÓRĄ JA MU DAM, NIE BĘDZIE PRAGNĄŁ NA WIEKI” (J 4, 14).

Ewangelizatorzy są wzywani do przejścia przez te drzwi, aby głoszenie mogło być owocne. Lud Boży potrzebuje tej wody do oczyszczenia, obmycia, aby mieć życie w obfitości i znaleźć pokój w sercu.

Wierzę, że to bardzo ważne, co mówią nam bezdomni, kiedy prowadzimy ewangelizację uliczną: „nie potrzebujemy, abyście przynosili nam jedzenie, jest wielu, którzy już to robią, my potrzebujemy Słowa Bożego, które wy zawsze nam oferujecie”.

Misjonarze Przymierza Miłosierdzia mają zawsze w swojej praktyce, aby co roku wychodzić w świat bez niczego, tylko z Pismem Świętym, postępując zgodnie z przykazaniem Jezusa, który posłał swoich uczniów po dwóch, aby głosili Słowo i głosili, że Królestwo Niebieskie jest blisko (Mt 10,7). Uczniowie wrócili pełni radości, widząc wydarzające się cuda; to samo dzieje się z Misjonarzami Przymierza. Wychodzą przez drzwi fraterni*; z życia które mogłoby się stać wygodne, aby zanieść wodę – Słowo dla tych, którzy są spragnieni. 

Pięknie jest czytać Księgę Nehemiasza, gdy kapłan czytał Torę poza bramą wodną dla ludzi, którzy wrócili z niewoli. Ludzie okazywali wielką radość, uwielbiając, śpiewając, adorując doświadczali ponownie tego, co stracili, w końcu mogli wejść ponownie poprzez bramę wodną, aby modlić się w Świątyni jedynego Boga. My również powinniśmy wibrować z radości uwielbiając, ponieważ możemy wrócić do Świątyni oferując światu naszego Pana Jezusa Chrystusa.

O. Antonello Cadeddu
Założyciel Przymierza Miłosierdzia

*Fraternia – dom misjonarzy w Przymierzu Miłosierdzia

Brama Więzienna – Słowo na październik 2019

„Wy zatem, bracia, powołani zostaliście do wolności. Tylko nie bierzcie tej wolności jako zachęty do hołdowania ciału. (…) Ciało bowiem do czego innego dąży niż duch, a duch do czego innego niż ciało” (Gl 5, 13-17).

W tekście proroka Nehemiasza 3,25 pojawia się brama, która prowadziła na „dziedziniec więzienny”. Na tym dziedzińcu, zgodnie z tradycją biblijną, został uwięziony również prorok Jeremiasz (Jer 32,2), a przez tę bramę więźniowie wchodzili do miasta i wychodzili z niego.

Na naszej duchowej drodze brama ta może symbolizować łańcuchy, które przywiązują nas do grzechu i które tylko Boża moc może złamać (por. Dz 16,26). Przyjrzyjmy się niektórym ważnym punktom:

1. „Syn Boży objawił się po to, aby zniszczyć dzieła diabła.” (1J 3,8).

W pierwszej kolejności należy stwierdzić, że Jezus już zwyciężył tego, kto chce uwięzić nas w grzesznym życiu i w wiecznej śmierci, w piekielnym więzieniu, przygotowanym diabłu i jego aniołom (por. Mt 25,41b). Słowo mówi, że Jezus już zwyciężył, przez swoją śmierć, tego, który dzierżył władzę nad śmiercią: szatana! (Hbr 2,14) i, co więcej: „Po rozbrojeniu Zwierzchności i Władz, jawnie wystawił [je] na widowisko, powiódłszy je dzięki Niemu w triumfie.” (Kol 2,15).

Skoro Chrystus nas wyzwolił, jesteśmy naprawdę wolni! A jeśli to prawda – a Słowo nie kłamie – dlaczego tak wiele osób wciąż żyje jak „więźniowie” i nie są w stanie opuścić tego więzienia, aby wejść przez bramę wolności do świętej Jerozolimy, której są obywatelami? Jak można wciąż żyć w strachu przez tym, który już został pokonany, albo, co gorsza, trwać spętanym kajdanami grzechu i śmierci?

Zrozum, że wszystko, co diabeł jest w stanie uczynić w twoim życiu, może to zrobić tylko poprzez ciebie samego. Największym nieprzyjacielem twej wolności nie jest diabeł, ale ty sam. On będzie miał tylko ten autorytet, którego ty mu udzielisz poprzez grzech, brak wiary, okultyzm i praktyki spirytystyczne, żale i urazy, pustkę duchową, bo jeśli Jezus nie ustanowi swojego mieszkania w twojej duszy jako jedyny Pan, wówczas diabeł, widząc „pusty dom”, wróci z jeszcze większą mocą (por. Mt 12,43-45).

2. On udzielił nam władzy nad złymi duchami (por. Mt 28,18nn; Mk 16,15nn).

Chrystus uzdalnia nas, przez Ducha, który został wlany w nasze serca, przez zasługi swej męki, śmierci i zmartwychwstania, udzielając nam tej samej mocy i autorytetu, które otrzymał od Ojca: „Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam” (por. J 20,19-23). Powiedział również, że jeśli będziemy w Niego wierzyć, będziemy dokonywać dzieł większych od tych, które On uczynił (por. J 14,12).

Nie wątp, że demon to wie i drży, dlatego stara się zmylić nasz umysł złowrogimi radami, kłamliwym myśleniem i intelektualnymi twierdzami, które są sprzeczne z poznaniem Boga i posłuszeństwem Słowu Chrystusa (por. 2Kor 10,4-6). Nie bój się diabła! To ty masz przegnać diabła w imię Jezusa! Przyjmij autorytet Chrystusa, bo „Ku wolności wyswobodził nas Chrystus” (por. Ga 5,1).

„Wy zatem, bracia, powołani zostaliście do wolności. Tylko nie bierzcie tej wolności jako zachęty do hołdowania ciału. (…) Ciało bowiem do czego innego dąży niż duch, a duch do czego innego niż ciało” (Gl 5, 13-17).

3. Trwać w Jego Miłości!

Słowo Boże w Ewangelii św. Jana naucza nas, że kochać Jezusa, trwać w Jego Miłości, zachowywać Jego Słowo, to synonimy czynienia sobie „mieszkania” w Bogu, życia Jego Miłością, która uzdalnia nas do wzajemnej miłości, daje nam cały Jego autorytet i czyni nas płodnymi (por. J 15,1-17).

Pragnę powiedzieć wam, że przez tych niecałych 45 lat mojego życia konsekrowanego odkryłem klucz, który otwiera bramy naszych wewnętrznych więzień: PRZEBACZENIE. Ono ma moc uwolnić tych, którzy kogoś zranili, oraz serce, które zostało zranione. Tu jest wielki wyróżnik chrześcijaństwa. To, co nas odróżnia od pogan, to nie „religijność”, religijne praktyki, ale praktyka miłości, która w przebaczeniu i Miłosierdziu znajduje swój najwyższy i najpotężniejszy wyraz. „Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią?” (por. Mt 5,46).

Brak przebaczenia, żale i urazy są najgorszymi ludzkimi więzieniami, źródłami goryczy oraz niekończących się chorób fizycznych, psychicznych i duchowych. Miłosierdzie jest kluczem umożliwiającym wyjście na wolność z każdego duchowego więzienia!

Zostało nam przebaczone, byśmy przebaczali, zostaliśmy uleczeni, by leczyć i wyzwoleni, by uwalniać!

Miłosierdzie jest jedynym językiem, który cały świat może zrozumieć dla objawienia synów Bożych i oblicza Ojca. To jedyna droga umożliwiająca nową Ewangelizację uprawianą nie słowami, ale „życiem uczynionym Słowem”. To jedyna droga do przyszłości, pokoju i życia dla ludzkości.

Lata temu całą Francję zaskoczyło, gdy podczas procesu transmitowanego na żywo przez telewizję, rodzice Chantal, dziewczyny okrutnie zamordowanej przez młodego chłopaka, poprosili, by morderca ich córki mógł zająć w ich domu miejsce pozostawione przez młodą Chantal. Powiedzieli: „Jesteśmy chrześcijanami, wierzymy w Miłosierdzie Boże i w moc miłości, i wiemy, że ten młody człowiek zamordował naszą córkę być może dlatego, że nigdy nie poznał prawdziwej Miłości. Nie chcemy dla niego więzienia, ale pragniemy, by doświadczył wolności Miłości, której tylko Bóg może udzielić!”.

Wolność od wszelkiego więzienia jest w Chrystusie, Synu Ojca Najwyższego! Bądźmy miłosierni, zgodnie z nauczaniem Jezusa i Jego Słowa, tak jak Ojciec jest miłosierny, „Bo stworzenie z upragnieniem oczekuje objawienia się synów Bożych” (por. Rz 8,19).

João Henrique
Założyciel Wspólnoty Przymierze Miłosierdzia

Brama Źródlana – Słowo na wrzesień 2019

 „Daj mi tej wody, abym już nie pragnęła” (J 4,15)

Pragnę zachęcić cię, byś w tym czasie odnowy przeszedł przez jeszcze jedną bramę. Kroczmy razem, otwarci na głos Pana, który chce widzieć w naszym sercu nadzieję nowego ludu, przemienionego mocą Jego Ducha. Przypomnijmy sobie, co w zeszłym miesiącu mówił ojciec Henrique, kiedy medytowaliśmy wspólnie teksty proroka Nehemiasza: „Wystarczy niewiele, aby stracić wszystko, ale wystarczy tylko chwila, by narodzić się na nowo w Miłosierdziu Pana. Muszę zacząć od siebie – być w bliskiej relacji z Panem, przyjąć Jego Ducha, którym jest Miłość Ojca rozlana w moim sercu”. Razem postawmy kolejny krok.

Tekst proroka Nehemiasza mówi: „A Bramę Źródlaną naprawiał Szallum (…): on odbudował ją, pokrył dachem i wstawił jej wrota (…)” (Ne 3,15).

Brama Źródlana, którą spróbujemy nieco lepiej poznać, znajduje się w południowo-wschodniej części Jerozolimy. Bibliści twierdzą, że w owych czasach trzeba było nieustannie prowadzić intensywne prace związane z utrzymaniem źródła, stale je czyścić i odnawiać, aby woda przepływała przez czysty kanał. Nazwa tej bramy prawdopodobnie wzięła się stąd, że król Ezechiasz (2Krl 20,20) wybudował podziemny tunel poza murami Jerozolimy, by doprowadzić do miasta wodę ze źródła. Kanał wiódł do sadzawki zwanej Siloe, w pobliżu pałacu króla Dawida, i zaopatrywał w wodę całą Jerozolimę.

Traktując ten obraz jako odbicie naszego życia duchowego, moglibyśmy powiedzieć, że brama ta powinna być stale odnawiana, aby woda Ducha Świętego mogła przepływać przez nas i obfitować w nas samych oraz w osobach z naszego otoczenia.

Tej wody należy nieustannie bronić (2 Krn 32,3-4) przed podstępami wrogów. Służy ona do tego, by oczyszczać nas z grzechów i wszelkich zabrudzeń, którym winne są bożki nieustannie obecne na wyżynach niebieskich (por. Ef 6,12) i wokół nas.

W naszych rozważaniach ogromną pomocą może być fragment Ewangelii św. Jana 4,4nn. Jak sam wiesz, albo jak słyszałeś na moich kazaniach, w tym fragmencie Jezus spotyka Samarytankę przy studni Jakuba. Dzieje się to w południe, czyli w najgorętszej porze dnia. W tej dynamice spotkania rodzi się dialog, w którym Jezus pogłębia temat wody, podstawowego pokarmu dla ciała, ofiarowując kobiecie wodę, która gasi pragnienie i pozwala już nigdy więcej nie pragnąć.

Samarytanka oznacza każdego z nas. Często wydaje się nam, że nasza własna woda może nasycić i zaspokoić nasze najgłębsze pragnienia. Szukamy w świecie wody, która sprawia, że pragniemy jeszcze bardziej: wody władzy, pieniędzy, seksu (władza, posiadanie, przyjemność to ogromne pokusy – por. Łk 4,1-13). Są również jeszcze bardziej niebezpieczne wody, oferowane przez Internet. Wydaje się nam, że jeśli zaczerpniemy z tego źródła, odnajdziemy spokój i odpoczynek, ale to wszystko na darmo. Odczuwamy tylko większe pragnienie i, co gorsza, ta woda prowadzi nas do jeszcze bardziej nieuporządkowanych namiętności.

„Daj mi tej wody, abym już nie pragnęła” (J 4,15)

Ewangelista tłumaczy to w kolejnych fragmentach, kiedy Jezus pyta Samarytankę, gdzie jest jej mąż, ona zaś odpowiada, że nie ma męża. Wcześniej miała ich pięciu, a tego aktualnego, szóstego, za męża nie uważała.

Omawiając pokrótce ten niesłychanie bogaty tekst, moglibyśmy stwierdzić, że na poziomie duchowym mężowie są bożkami, których szukamy i wielbimy, a szósty mąż oznacza depresję, rozczarowanie ostatnim bożkiem, poczucie jego bezużyteczności. Na tym etapie życia kobieta nie wierzy już w nikogo ani w nic. Wszystko jest bezużyteczne, straciła zainteresowanie czymkolwiek. Czy tak nie dzieje się też w życiu wielu z nas? Czy tak nie było w twoim życiu?

Jezus deklaruje, kto jest prawdziwym źródłem życia, żywą wodą. To On jest prawdziwą wodą i On daje Samarytance oraz całej ludzkości swojego Ducha, który jest życiem i który gasi nasze pragnienie.

W minionych wiekach ludzie próbowali często skalać i zastąpić czymś innym dzieło Ducha, doprowadzając do nieodwracalnych sytuacji. Dziś musimy być czujni, mieć odwagę, by ponownie odnowić tę bramę, która jest tak ważna nie tylko dla chrześcijan, ale i dla całego świata.

Jako Kościół powinniśmy nieustannie dbać o odnawianie bramy, przez którą wkracza Duch Święty. Tak wiele jest filozofii, ideologii, fałszywych współczesnych teologii, które chcą skalać prawdę, tradycję, liturgię, duszpasterstwa. Nie możemy na to pozwolić. Każdy z nas powinien czuć, że współpracuje przy odbudowie Bramy Źródlanej. To piękne, że ja, ty i wszyscy nasi bracia możemy i powinniśmy stawać się tym kanałem, tą bramą, która pozwala Duchowi przepływać hojnie przez twój dom, przez nasze grupy i wspólnoty.

Musimy być pełni Ducha Świętego, by w naszych ewangelizacjach i życiu wspólnotowym móc stać się narzędziem i Bramą Źródlaną dla zbudowania Ciała Chrystusa – Kościoła. Duch Święty, odnawiając nasze serce, z czasem uczyni z nas uczniów dla uświęcenia ludzkości.

Nie wątpię, że Duch pragnie ukazywać się w obfitości, a jeszcze bardziej musi się objawiać, aby wyzwolić ludzi od wszelkich bożków, które ich zniewalają i niszczą. On, Żywa Woda, dzięki której nie będziesz już pragnął, potrzebuje ciebie. To nas wybrano, byśmy byli kanałami Jego łaski, aby ta Żywa Woda dotarła do wielu serc.

„Daj mi tej wody, abym już nie pragnęła” (J 4,15)

A zatem pragnę ci powiedzieć: dbaj o bramę swego serca. Oczyszczaj ją, poszerzaj, obmywaj, czyń z siebie samego świętą bramę, pamiętaj o sakramencie pokuty – dla nas, Przymierza Miłosierdzia, celem jest comiesięczna spowiedź. Nie pozwólmy, by przez tę bramę wkradł się brud. Wyrzuć wszystko, co jest zepsute, przez Bramę Śmietników.

Drogi synu i droga córko, mamy być bramą, przez którą przechodzi ludzkość, i kanałem, dzięki któremu woda Ducha będzie oczyszczać i stwarzać nowych mężczyzn i nowe kobiety na nowy czas.

Niech cię Bóg błogosławi!

ojciec Antonello Cadeddu
Założyciel Wspólnoty Przymierze Miłosierdzia

 

Brama śmietników – Słowo na sierpień 2019

„Dla Niego wyzułem się ze wszystkiego i uznaję to za śmieci, bylebym pozyskał Chrystusa i znalazł się w Nim” (Flp 3,8-9)

Przez Bramę Śmietników, o której prorok Nehemiasz mówi w rozdziale 3,14 swojej księgi, wynoszono śmieci ze Świętego Miasta. Brama ta znajdowała się po południowej stronie murów Jerozolimy, naprzeciwko Doliny Hinnom. Tam gromadzono śmieci z miasta i tam nieustannie płonął ogień – to Gehenna, o której Jezus wielokrotnie wspominał, mówiąc o sądzie ostatecznym: „Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów” (Łk 13,28). Musimy pozbyć się wszystkiego, co uniemożliwia nam poznanie miłości Chrystusa i naszą komunię z Nim.

Jakie jest duchowe znaczenie „Bramy Śmietników”?

Brama Śmietników istnieje, aby z miasta można było pozbyć się śmieci – w żadnym wypadku po to, by śmieci do miasta wnieść.

Teraz, kiedy podejmujemy decyzję życia odnową, musimy mieć świadomość, że jest to czas zdecydowanej, gwałtownej decyzji. Albo ja sam wyrzucę śmieci z mojego życia, aby spalić je w Gehennie, albo one przemienią w śmieci moje życie prywatne i wspólnotowe, a ja wówczas zostanę wrzucony jak śmieci do Gehenny, gdzie będzie płacz i zgrzytanie zębów!

Nikt z nas nie został stworzony po to, by unikać grzechów czy wyzwalać się z nałogów. Zostaliśmy stworzeni do świętości: „Albowiem wolą Bożą jest wasze uświęcenie” (1Tes 4,3).

„Dla Niego wyzułem się ze wszystkiego i uznaję to za śmieci, bylebym pozyskał Chrystusa i znalazł się w Nim” (Flp 3,8-9)

Nie zostaliśmy stworzeni do przeciętnego życia, ale do radości: radości chwalebnej, wiecznej, przeobfitej, niewytłumaczalnej – tą radością jest Chrystus! (por. 1P 1,8). Muszę nieustannie czuwać u drzwi mojego umysłu, dokonując rozeznawania duchowego, które pozwala mi „odrzucić zło i przylgnąć do dobra”.

1. Odrzucić zło jako śmiertelną truciznę szatana
Nasz ukochany ojciec Leo, tak dobrze znany w Brazylii, mawiał, że demon zawsze daje nam dwa podarunki: brzydotę i smutek, a ja dodaję: i brzydki zapach! Zło śmierdzi jak śmieci. Jakże często podczas uwolnień na egzorcyzmach można poczuć odrażający zapach siarki, zepsucia, ścieków. Podczas gdy Słowo zaprasza nas do tego, byśmy byli „wonnością Chrystusa” (2Kor 2,15), grzech zawsze psuje nasze życie i relacje, bałagani, brudzi, zaraża, infekuje, tak jak śmieci powoduje powstawanie pleśni, wylęganie się robaków, karaluchów, szczurów, słowem: niszczy otoczenie.

Święty Paweł mówi, że kto grzeszy, grzeszy coraz bardziej. W Liście do Rzymian (Rz 1,18nn.) wymienia ponad 27 grzechów, które kumulują się niczym zaczyn śmierci u tych, którzy „Podając się za mądrych stali się głupimi (…) i stworzeniu oddawali cześć, i służyli jemu, zamiast służyć Stwórcy” (por. Rz 1,22-25). Święty Paweł uczy nas również tego, że bałwochwalstwo (brak Obecności Boga w naszym życiu) jest źródłem wszelkiego grzechu. Apostoł zaś, przeciwnie, „byleby pozyskał Chrystusa i znalazł się w Nim”, gotów jest wszystko stracić i wszystko wyrzucić jak śmieci.

Śmieciami jest wszystko to, co przeciwstawia się poznaniu Pana. Śmieciami jest tracenie czasu, życie nieznające Słowa, nieznające miłosierdzia, tej Miłości, którą otrzymuję z góry i która zachęca mnie, bym nie żył już dla siebie samego! Śmieciami jest doczesność programów telewizyjnych, piosenek, złośliwych słów, które po trochu zarażają moje życie, oddalając mnie od Pana, od Jego miłosiernej i gorącej miłości.

„Dla Niego wyzułem się ze wszystkiego i uznaję to za śmieci, bylebym pozyskał Chrystusa i znalazł się w Nim” (Flp 3,8-9)

Poszukiwanie świętości oznacza zerową tolerancję nie tylko dla grzechu, ale i dla wszelkiej okazji do grzechu… Wiemy przecież, że „pusty dom jest pracownią diabła”!

Pewien znajomy ksiądz słuchał zawsze w samochodzie świeckiej muzyki, często nieprzyzwoitej. Ostrzegano go, ale on nie brał do siebie napomnień. W końcu związał się z pewną kobietą i tylko dzięki Bożej łasce nie porzucił kapłaństwa. Nawrócił się, wyrzucił te „śmieci” ze swego serca i powrócił do bliskości z Panem, zawierzając się Jego Miłosierdziu. Muszę nieustannie czuwać: zło jest podstępne, kłamie i udaje anioła światła.

Śmieci w życiu duchowym należy bez litości wyrzucać i palić w Gehennie. Bóg uprawia recykling nie grzechu, ale grzesznika, aby nie zginął na wieczność. Musimy czuwać, bo nasze konsumpcyjne społeczeństwo nie tylko jak nigdy w historii ludzkości zanieczyściło śmieciami ziemię i przyrodę, powodując ogromne klęski środowiska i niekończące się choroby1, ale również zanieczyściło, po raz pierwszy w takim stopniu, naszą duszę nieczystością, zepsuciem, przemocą, narkotykami, cudzołóstwem, pornografią, zabójstwami, samobójstwami, aborcją, przyzwyczajając nas do wojen, niesprawiedliwości, zabójczej obojętności i relatywizmu, który czyni z życia piekło.

2. Z zapałem przylgnąć do dobra
Wierzę w siłę dobra i wiem, że dobro jest zaraźliwe. Świat ma szaloną potrzebę życia, nadziei, zbawienia. Ludzie w dzisiejszych czasach jak nigdy pragną i potrzebują „ujrzeć Jezusa” (por. J 12,21). Muszę zacząć od siebie – być w bliskiej relacji z Panem, przyjąć Jego Ducha, którym jest Miłość Ojca rozlana w moim sercu (por. Rz 5,5).

Muszę zrezygnować ze zła, paląc nieustannie wszelki grzech w Sakramencie Miłosierdzia, bez strachu, bez zniechęcenia, bo Bóg nigdy nie przestaje wybaczać i niszczyć, w płonącym piecu swego Serca, śmieci mojego grzechu, abym był wolny od Gehenny i nie płonął w niej przez wieczność. Muszę zacząć od małych rzeczy, bo „pusty dom jest pracownią diabła”, a śmieci gromadzą się tam, gdzie jest wolna przestrzeń, tworząc bałagan, kumulując brud, czyniąc z tego miejsca wylęgarnię robaków. Mogę na nowo przyjrzeć się temu, w jaki sposób spędzam czas, czy utrzymuję porządek w moim pokoju, pośród moich rzeczy, i odrzucić to wszystko, co w swoim egoizmie zbieram, co mi zbywa, a czego potrzebują inni!

„Dla Niego wyzułem się ze wszystkiego i uznaję to za śmieci, bylebym pozyskał Chrystusa i znalazł się w Nim” (Flp 3,8-9)

Nie zapominaj: wystarczy niewiele, aby stracić wszystko! Ale wystarczy tylko chwila, by narodzić się na nowo w Miłosierdziu Pana!

Ty również przejdź przez tę bramę z nieskończoną ufnością. Jezus kocha cię i wybacza ci – zawsze!

Nigdy o tym nie zapominaj!

Niech cię Bóg błogosławi!

ojciec João Henrique Porcu
Założyciel Wspólnoty Przymierze Miłosierdzia

Brama nad doliną – Słowo na lipiec 2019

„Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. (…) Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie.” (Mt 11,28;30)

„Bramę nad Doliną naprawiali Chanun i mieszkańcy Zanoach: oni odbudowali ją i wstawili jej wrota, uchwyty i zasuwy – oraz tysiąc łokci muru aż do Bramy Śmietników.” (Ne 3,11). Ta brama wznosiła się wysoko na wzgórzu, na południowy zachód od Świątyni.

Jeśli wspólnie odbudujemy tę czwartą bramę, Bramę nad Doliną, będziemy mogli iść szybciej na spotkanie Chrystusa. Prorok pisze, że brama wychodziła na dolinę, gdzie z jednej strony znajduje się góra, na której została zbudowana Jerozolima, a z drugiej – Góra Oliwna. Zarówno u Żydów, jak i u nas ta dolina nosi różne nazwy. W tym miejscu przyjrzymy się tylko niektórym z tych nazw w ich kontekście duchowym. Pomogą nam one trwać wiernie na drodze ku świętości.

Tę dolinę nazywa się doliną zasadzek, bo wojska, które w niej przebywają, są na straconej pozycji wobec wroga zajmującego góry. To również miejsce zasadzek dlatego, że z reguły przez dolinę płynie rzeka, do której zwierzęta przychodzą się napić, i drapieżnikom łatwo tam je złapać. Dolina ta zwie się również doliną gigantów, gdyż przywodzi na myśl miejsce, gdzie najpierw Goliat kpił z Boga Izraelitów, a później zwyciężył go Dawid. Mamy w pamięci też z pewnością Psalm 23,4, który mówi: „Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną.”

Jest to dolina walki, zasadzek, kryzysów, cierpienia, niebezpieczeństwa. Dramatów, które przeżywamy my wszyscy. Dramatów w naszych rodzinach, w pracy, w społeczeństwie, dramatów związanych ze zdrowiem, utratą wiary. Któż z nas nie doświadczył kiedyś albo nie doświadcza teraz oschłych, trudnych chwil? To wszystko jest częścią naszego ludzkiego życia.

Zaznajemy też wielu innych cierpień! Jak wiele trudności przysparza wychowanie dzieci – tak często sądziliśmy, że wybiorą dobrą drogę, a tymczasem one gubią się w narkotykach, popełniają przestępstwa, opuszczają nas. Jak wiele dramatów przeżywamy! W pracy codziennie boję się, że mnie zwolnią. Ktoś rzuca na mnie oszczerstwa, by przejąć moje miejsce, a mi jest smutno, bo zmęczyłem się i czuję się zraniony.

„Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. (…) Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie.” (Mt 11,28;30)

Kochani, jak wiele dramatów bierze się z utraty wiary. Czułem się tak silny, bo widziałem moc Bożą, głosząc i pełniąc posługę dla innych – zwłaszcza dla ubogich, a teraz wydaje mi się, że wszystko straciło sens. Wszystko jest takie puste, a Jezus jakby się ode mnie oddalił. Powtarzam: to jest częścią naszego ludzkiego życia. Przypomnijmy sobie, co św. Paweł mówił w chwili największego cierpienia: „wszystko współdziała dla dobra tych, którzy miłują” (por. Rz 8,28).

Podkreślam, że są również dramaty związane z przyjaciółmi, a nawet z braćmi ze wspólnoty, z którymi mamy częsty, wręcz codzienny kontakt. Rozmyślając nad tą doliną, doliną śmierci fizycznej i duchowej, zastanawiamy się nad własnym życiem. To dolina intryg, zasadzek, gigantów, którzy mnie gnębią i osłabiają moje ludzkie siły. A ja przecież żyję, czuję, patrzę na nieprzyjaciół, którzy rzucają we mnie włócznie, strzały nienawiści, oszczerstw.

Pragnę ci powiedzieć, że jest to rzeczywistość, której my wszyscy już teraz stawiamy czoło lub może będziemy to czynić w przyszłości. A w tym roku, w którym zaproszeni jesteśmy do przeżywania czasu odnowy, potrzebujemy odwagi, by wkroczyć we wszystkie przestrzenie naszego życia i prosić Jezusa, żeby w nich zamieszkał i przeprowadził tam tę konieczną odnowę. Uwierzmy w Niego, złóżmy w Nim naszą ufność, bo On jest naszym Panem.

„Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. (…) Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie.” (Mt 11,28;30)

Nie wiem, co przeżywasz, kiedy czytasz dziś ten tekst. Cokolwiek to jest, wiedz, że Jezus może zdjąć z ciebie ciężar, dać odpoczynek twej duszy, ulżyć ci w bólu, odmienić nieustanną klęskę i zniechęcenie, które trwają w twoim życiu. Jezus zaprasza cię już dziś, prosi cię o całkowite zaufanie wobec tych wojen życia.

Zauważ, co mówi Jezus: „Przyjdźcie do MNIE”. On nie pokazuje na nikogo innego. Żadna osoba, żadna filozofia czy pozytywne myślenie nie przyniosą duszy ulgi. I On to wie, dlatego mówi: „Przyjdźcie do MNIE” – do Mnie jako do osoby, do moich słów. On nie odsyła do nikogo innego. Nie wskazuje na inną wiarę, nie poleca pieniędzy, nowego domu, sławy, przyjemności, nie doradza innego leczenia, sesji terapeutycznych. Nie zaleca reinkarnacji, nic z tych rzeczy. On jeden może powiedzieć: Przyjdźcie do Mnie, a Ja was pokrzepię. JA sam będę was krzepił.

Aby odnowić Bramę nad Doliną w moim życiu, muszę być wytrwały w kierownictwie duchowym, stawiając krok za krokiem, żyjąc wiernie, tak jak Żydzi odnawiający Bramę nad Doliną: „wstawili jej wrota, uchwyty i zasuwy”. Rozeznawanie duchowe pozwala rozróżnić, co jest emocją, co jest fizyczne (ludzkie), a co duchowe, wzmacniając nas wobec prób i pokus.

„Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. (…) Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie.” (Mt 11,28;30)

Drogi synu i córko, nie rezygnuj! Odbuduj tę bramę w wierności, cierpliwości, stałości, w walce, pokorze, łagodności; rozeznając, kochając, dając siebie aż do końca. W ten sposób odnowisz bramę, tak że będzie stała pewnie, a ci, którzy przez nią będą przechodzić, odnajdą pokrzepienie, pokój, harmonię, ciepłe przyjęcie – odnajdą RAJ!

Jezus prosi nas o nowe decyzje, o pewne kroki, całkowitą dyspozycyjność w głoszeniu Ewangelii, miłość do tych, których On kocha – najmniejszych, prześladowanych, najsłabszych. W twojej Bramie nad Doliną inni odnajdą nowe życie i pokój Pana Jezusa.

Warto jest walczyć i odnowić tę bramę!

Niech cię Bóg błogosławi!

ojciec Antonello Cadeddu
Założyciel Wspólnoty Przymierze Miłosierdzia

Misericordia Fest 2019 we Wrocławiu

To wyjątkowe wydarzenie, na którym jak co roku spotkają się członkowie wspólnoty ze wszystkich grup w Polsce, misjonarze z całego świata a także nasi Ojcowie założyciele: Antonello Cadddedu i Henrique Porcu.

Program spotkania przewiduje konferencje Ojców, modlitwę, udział we Mszy Świętej, uwielbienie, adorację oraz czas integracji.

Więcej informacji

Stara Brama – Słowo na czerwiec 2019

„Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić. Zaprawdę bowiem powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni.”

(Mt 5,17-18).

W księdze Apokalipsy Jezus jest przedstawiony jako Alfa i Omega, początek i koniec, Który jest, Który był i Który przychodzi, Wszechmogący (por. Ap 1,8). W tym właśnie Chrystusie, który jest początkiem i wypełnieniem naszej wiary, należy w pierwszej kolejności utkwić wzrok, by odnowić „starą bramę” naszego życia duchowego i wspólnotowego, wzrastając duchowo w świetle proroctwa Nehemiasza.

Ten, kto wierzy, ma świadomość następującej podstawowej prawdy: jestem „dzieckiem Obietnicy”, moje miasto zostało zbudowane na mocnych fundamentach, uczestniczę w historii zbawienia.

Ani moje życie fizyczne, ani duchowe nie są owocami przypadku, nie wzięły się znikąd. Istnieją prawa fizyki i prawa duchowe, istnieje też plan miłości, który ma swoje korzenie w tym, Który jest, Który był i Który przychodzi, aby dać historii spełnienie: „[To wam oznajmiamy], co było od początku, cośmy usłyszeli o Słowie życia, co ujrzeliśmy własnymi oczami, na co patrzyliśmy i czego dotykały nasze ręce” (1J 1,1).

Słowo życia, to Słowo, które stworzyło wszystkie rzeczy, które stało się ciałem i zamieszkało między nami, ukazało nam życie, kochające oblicze Ojca, który z niczego powołał nas do życia. Naszym zadaniem zaś jest przekazywać ludziom to Słowo, czyniąc ich uczestnikami tej samej komunii Ojca i Syna w Duchu Świętym (por. J 1,1nn. oraz 1J 1,1nn.).

„Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić. Zaprawdę bowiem powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni.”

(Mt 5,17-18).

Odnowić „starą bramę” oznacza zrozumieć racje naszej wiary, odkryć korzenie naszej historii, poznać historię zbawienia, która w Chrystusie znajduje swoje spełnienie. To dostrzec bogactwo naszej przeszłości, fundament naszego Kościoła, jedynego Kościoła, który został założony przez Chrystusa i przetrwał wieki aż po dziś dzień. To smakować bogactwo naszej tradycji i sukcesji apostolskiej, której podwaliny są w Obietnicy Chrystusa: „Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą” (Mt 16,18); to stanąć na drodze, jak zachęca prorok Jeremiasz: „To mówi Pan: «Stańcie na drogach i patrzcie, zapytajcie o dawne ścieżki, gdzie jest droga najlepsza – idźcie po niej, a znajdziecie dla siebie wytchnienie»” (Jr 6,16). Dzieje Apostolskie mówią: „Trwali oni w nauce Apostołów i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwach” (Dz 2,42): to właśnie są dawne drogi.

Proponuję zatrzymać się nad dwoma punktami, które mogą doprowadzić nas do nowego życia:

  1. Uciec od pokusy mody i ideologii, które stoją w sprzeczności z Chrystusem i Jego Słowem

To, że brama jest stara nie oznacza, jakoby była zaniedbana lub przestarzała. Oznacza to, że wszelka nowość pochodząca od Boga jest w Chrystusie, że w tej nowości nie ma nic z „modernizmu”, który stoi w sprzeczności ze Słowem Bożym. W komunii ze świętymi, naszymi poprzednikami w wędrówce, idźmy odważnie pod prąd, wbrew modom proponowanym przez świat, który chce zamknąć nas w ramach politycznej poprawności. Potrzeba nam odwagi – ona poprowadzi nas, tak wczoraj, jak i dziś, do świadczenia o Chrystusie, jeśli trzeba, aż po męczeństwo. Musimy przeciwstawić się „kulturalnej dyktaturze jedynej formy myślenia”, jak mawiał papież Benedykt XVI, „neonazizmowi” kultury śmierci i ideologii gender, jak powiada papież Franciszek. Nie obawiajmy się, że nazwą nas dewotami, papistami, konserwą… Przeciwnie: bądźmy dumni z przynależności do Chrystusa i Jego Kościoła, który zgodnie ze swoim powołaniem jest od samego początku „znakiem sprzeciwu” i „kamieniem, o który będą się potykać” ci, co kroczą po złej drodze. Nie zapominajmy, że „odwaga złych bierze się z zaniedbań dobrych”.

  1. Żyć nowością Chrystusa, odrzucając „starego człowieka”

Należy zrozumieć, że trwając mocno „w Słowie, które otrzymaliśmy od początku”, paradoksalnie będziemy stopniowo pozbawiani rzeczy starego człowieka, jego kaprysów, namiętności, pożądliwości, nałogów, lęków, traum (por. Kol. 3,8-11). Przez moc Jego Słowa i Jego Obietnicy, wiernej od początku, doświadczamy mocy Pana, który „wszystko czyni nowe” (por. Ap 21,5). Historia zbawienia uczy nas tajemnicy tej nowości. Nie musimy odrzucać własnej przeszłości, ale musimy pozwolić Panu, by łącząc nasze rany i traumy ze swoimi ranami zadanymi dla zbawienia świata, przemieniał je swoim Miłosierdziem w źródło uzdrowienia dla innych osób, w chwalebne blizny.

„Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić. Zaprawdę bowiem powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni.”

(Mt 5,17-18)

Tak było ze świętym Kamilem de Lellis, który przez 24 lata wiódł nieuporządkowane życie, przez co zachorował na syfilis i cierpiał z powodu niegojącego się wrzodu na nodze. Ta rana, jak również cierpienia z czasów jego grzesznego życia oraz te spowodowane chorobą, sprawiły, że założył zakon kamilianów posługujący chorym. Przemienił szpitale w świątynie, pisząc na ich drzwiach: „kult należny Chrystusowi, Bogu i człowiekowi, cierpiącemu w ubogich”.

Nasz Bóg, który jest zawsze wierny, nawet pomimo naszej niewierności, pragnie przemienić również twoją i moją historię grzechu w drzwi zbawienia dla tak wielu osób! Bądź odważny. W tym miesiącu żyjmy razem tym słowem, aby nasze życie, dotknięte Miłosierdziem Pana, stało się znakiem nadziei dla wielu.

Niech cię Bóg błogosławi!

ojciec João Henrique Porcu
Założyciel Wspólnoty Przymierze Miłosierdzia