Słowo na sierpień 2018

W tym Słowie Jan objawia wielką tajemnicę wcielenia Syna Bożego, Jezusa, prawdziwego Człowieka i prawdziwego Boga; ukazuje istotę „Syna Ojca przedwiecznego” w Jego ziemskim życiu, działającego i mówiącego w imieniu Ojca.

Te słowa wydają się proste, ale kryją w sobie pewien serkret, tajemnicę, ważną prawdę, która zrozumiana przemienia nasze życie. Lepiej byłoby powiedzieć, ma moc przemienić nasze życie, ponieważ, aby tak się stało, potrzebujemy tę rzeczywistość odkryć i zacząć nią żyć.

W czasach Starego Testamentu, od czasów Sędziów, przed królem Dawidem, wzrastała świadomość, że nadejdzie Mesjasz, który będzie królem i kapłanem ludu Izraela. Nie powinniśmy nigdy zapominać, że nieliczny lud żydowski żył wtedy wśród wielkich potęg militarnych, które miały potężnych władców, sprawujących władzę nad światem. Żydzi, prześladowani przez te wojownicze ludy, walczyli i zmagali się o wolność i ziemię, która obfitowałaby w mleko i miód.

Powoli kształtowało się, także za pośrednictwem proroków, przekonanie, że Bóg pośle wielkiego króla, mesjasza, który jak król Dawid, przyniesie pokój i dobrobyt. Z czasem powstała idea króla – posłańca Bożego, którzy tak jak wrodzy królowie, miałby być wielkim, zwycięskim, prowadzonym przez Boga wojownikiem. Miał panować nie tylko nad ziemią Izraela, ale potężnym ramieniem oraz sprawiedliwością podbić także inne narody; wreszcie miał nastać tak wyczekiwany pokój.

Taka była mentalność ludzi tamtych czasów. Musimy jednak szczerze przyznać, że to także nasza mentalność, ludzki sposób rozumowania. Również my, nie zdając sobie z tego sprawy, czasami powielamy takie oczekiwania. Chcemy i szukamy Boga silnego, który pokonałby wszystko, co nie zgadza się z naszym sposobem rozumowania, Boga który stanie po naszej stronie w wojnie, by zniszczyć tego, kto jest przeciwny naszemu sposobowi życia. To oczywiste, że takiego Boga stworzyliśmy sobie na nasz obraz i podobieństwo, by spełniał nasze oczekiwania.

A Słowo ciałem się stało i zamieszkało między nami (J 1, 14)

Dwa tysiące lat temu na świat przyszedł Jezus! Na początku było Słowo i Bogiem było Słowo, i stało się ciałem, tak jak my. Jezus zrewolucjonizował i nadal rewolucjonizuje to jak postrzegamy Boga.

– Mógł urodzić się w cesarskim pałacu Tyberiusza, a narodził się w grocie i został położony w żłobie;

– Mógł przyjmować honory od książąt i kapłanów świątynnych, a hołd złożyła mu mała grupa pasterzy – ludzi, którzy w tamtych czasach nie mieli żadnej wartości i zanieśli mu w darze to, co mieli: ser, owieczki…;

– Mógł otrzymać staranne wykształcenie w świątyni w Jerozolimie, ucząc się o tajnikach Tory, aby stać się wielkim uczonym w piśmie. Przeciwnie, uciekał do Egiptu, a potem mieszkał w nieznanej galilejskiej wiosce, Nazarecie;

– Mógł szkolić się w sztuce wojennej, by przewodzić legionom, a potem rządzić mieczem, prowadząc wojny, a pracował jako cieśla, wykonując pracę ludzi ubogich.

Co to za Bóg, który takim objawia się Żydom i nam?

My, kapłani chcemy wielkich katedr, ogromnych pałaców, gdzie studiuje się teologię, by zostać wielkim teologiem; złoconych kielichów i bogatych ornatów, by celebrować Mszę. Eksponujemy pozłacane krzyże na piersi… dobrze, że chociaż Papież Franciszek odrzucił wszystko, co związane z bogactwem i manifestowaniem władzy! Ojciec Święty prosi nas, byśmy wrócili do życia Słowem w konkrecie, porzucając stworzone przez nas pojęcie Boga potężnego, porzucając wiarę, że jedynie katolicy są doskonali, ponieważ z tego powodu, niestety, możemy skończyć z całym chrześcijaństwem i tymi, którzy chrześcijanami nie są.

Nie twierdzę, że nie potrzebujemy przygotowanych teologów, potrzebujemy teologów, księży, którzy chcą należeć jedynie do Jezusa, którzy przyjmą życie w ubóstwie, w skromnym domu, kochając Boga ponad wszystko…

Jezus, nasz Pan i Bóg chciał pokazać swoim życiem, że jedyną ważną rzeczą jest wypełnianie Słowa Ojca w niebie. Wybrał życie takie jak ubodzy, bycie odrzuconym, ranionym, biczowanym, ukrzyżowanym; został pokryty ranami, okazywał miłosierdzie nieszczęśliwym. Został uznany za złoczyńcę, jak łotrzy, których ukrzyżowano obok Niego, jednego po prawej i drugiego po lewej stronie.

On przeżywał to, co w teologii nazywamy kenosis; chociaż był Bogiem, stał się ostatnim ze wszystkich, by zanieść Boga wszystkim. On, będąc Bogiem, poprzez swoje posłuszeństwo objawił się jako Syn Ojca, kochającego ludzi prostych, ubogich, cierpiących, grzesznych.

A my? Czy rozumiemy konieczność wykonania skoku jakości w naszym życiu, to że powinniśmy wrócić do naszej pierwszej miłości, by nie być „wyrzuceni z ust Boga” i nie stać się jak trzcina, kołysana na wietrze, przeżywając niepokój i nieustannie szukając tego co, bardziej korzystne?

Powinno być dla nas jasne, że możemy głosić Słowo Boga jedynie, jeśli naśladujemy Jezusa, kiedy jesteśmy gotowi umniejszać się przed innymi; gotowi żyć jedynie wolą Ojca, nawet jeśli wymaga to doświadczenia cierpienia i niezrozumienia. Powiedziałbym nawet, że jedynie będąc razem z Nim na krzyżu, możemy z pokorą głosić Słowo. Dlatego nie powinniśmy bać się obierać ostatnich miejsc lub bać się krytyki z powodu tego, że żyjemy poza rzeczywistością świata.

Wpatrujmy się w przykład świętych. Ojciec Pio mieszkał w małej wiosce na południu Włoch. On nie chciał zdobywać ludzkiego uznania, ale chciał być wierny powołaniu Boga. Został ukrzyżowany razem z Jezusem, także przez Kościół, ale nie poddał się, nie przestał się modlić, kochać, przyjmować rany fizyczne i duchowe. Dzisiaj jest znany na całym świecie. Nie szukał rozgłosu ani w telewizji, ani w radio, jedynie żył Słowem, a Bóg wywyższył go za dobro, które wyświadczył tylu ludziom.

Nadszedł czas, by żyć tak, jak Jezus nas o to prosi, by być prawdziwymi prorokami. Zróbmy głęboki rachunek sumienia. Dostrzeżmy nasze bożki, to jaki fałszywy obraz Mesjasza nam towarzyszy i wreszcie, wyrzućmy to wszystko, aby żyć jedynie prawdą i być żywym Słowem Jezusa. Świat tego potrzebuje. Wybór należy jednak do nas.

Ks. Antonello Cadeddu

Założyciel Przymierza Miłosierdzia

Słowo na czerwiec 2018

Stajemy dziś wobec człowieka głuchego i niemego. Jezus wykrzykuje jedno słowo: “Effatha” – i wszystko się przemienia, człowiek zaczyna prawidłowo mówić i słyszeć. Ta osoba jest niema, ponieważ nie słyszy. Nie może wyrazić siebie, ponieważ nigdy nie słyszała żadnego słowa.

Wydawałoby się, że nie ma nic prostszego niż słowo, a jednak wszelki podstęp, kłamstwo, wszelki fałsz i spory rodzą się ze słowa. Także miłość, dar i służba kiełkują ze słowa miłości. Taka jest moc słowa!

To właśnie słowo odróżnia osobę ludzką od zwierzęcia. Wszystko rodzi się ze słowa i słowo stwarza wszystko. Spójrzmy choćby na wybór, jakiego dokonują rodzice, gdy nadają imię dziecku: wraz z imieniem otrzymuje ono tożsamość.

Słowo jest także przekaźnikiem ludzkiej wiedzy. Wszelka nauka, filozofia i nowe doświadczenia są przekazywane za pośrednictwem słowa.

Słowo Boże i słowo ludzkie

Słowo wreszcie czyni z człowieka osobę wolną lub niewolnika. Spójrzmy choćby na to, jak często media są używane do manipulowania ludźmi.

Słowo pozwala mi żyć w komunii z Bogiem i z drugim człowiekiem. Sam Bóg porozumiewa się z człowiekiem poprzez Słowo. Możemy także powiedzieć, że za pośrednictwem słowa człowiek porozumiewa się z innymi ludźmi, a także z rzeczami.

W tekście biblijnym, który rozważamy, Jezus przemierzał posiadłości Dekapolu, ziemi pogańskiej. Dziś On znajduje nas w naszej niewierności, naszym umyśle opanowanym obsesją, a pustym. Jesteśmy przepełnieni ideami i konceptami, które czynią nas głuchymi i niemymi w obliczu codzienności.

To ludzie przyprowadzają osobę głuchą do Jezusa. Dobrze jest mieć na uwadze, że w dosłownym tłumaczeniu greckie słowo pojawiające się w tekście Ewangelii mówi nam, że ten człowiek mówi, lecz nikt nic z tego nie rozumie: jego problem to problem z komunikacją.

Wyrazić egzystencjalną pustkę

Wydaje się to dziwne! Lecz w naszym życiu wielokrotnie rzeczywistość jest właśnie taka. Nasza mowa okazuje się pusta, nie mająca sensu, bezwartościowa i męcząca zarówno dla tego, kto słucha, jak i dla nas, którzy mówimy. Człowiek z Ewangelii jest głuchy, a osoba głucha nie może też mówić. Słowo jest wszystkim, ale dla niego, który nigdy nic nie słyszał, nie jest możliwe wejście w relacje z innymi ludźmi.

Kilka lat temu do jednego z naszych domów przyjęliśmy brata, który przez wiele lat żył na ulicy. Nie mówił, zawsze był spięty, nerwowy, zamknięty. Będąc żebrakiem, stał się głuchy na jakikolwiek gest czy słowo. Wydawał się głuchy, ponieważ odmawiał wejścia w jakąkolwiek formę dialogu. Po kilku miesiącach, w których otrzymywał wiele gestów i słów miłości, niespodziewanie wypowiedział jedno słowo: „dziękuję”. Wszystko się otworzyło, miłość zwyciężyła! On nigdy wcześniej nie był kochany, nigdy nie kochał sam siebie, ale Miłość pozwoliła mu otworzyć się na to, by słyszeć i mówić.

Głuchota serca

Ten przykład pokazuje nam, że w takiej mierze jesteśmy osobami, w jakiej wchodzimy w relacje z innymi i w jakiej czujemy się kochani.

Jezus wziął człowieka na bok, osobno od tłumu. Ta osoba potrzebowała dostrzec, że została ukochana w sposób osobisty, indywidualny. Taka jest miłość Jezusa. Bóg wie, że jesteśmy głusi ponieważ nie czujemy się kochani – przez Niego, osobiście.

Jesteśmy jak Adam, który wolał uciec od Boga, gdyż z powodu swojego grzechu spoglądał jedynie na siebie samego. Jego duma nie pozwalała mu dłużej słuchać głosu Boga i dlatego się ukrył. To jest także nasz dramat.

Gdy osoba nie czuje się już kochana przez Boga – a On nadal ją kocha – staje się nieszczęśliwa; nie potrafi już słuchać, zamyka się w swoim „ja”, nie kocha i nie czuje się kochana.

Effatha, otwórz się!

Lecz kontynuujmy naszą drogę z Jezusem i spójrzmy na gesty, które On czyni, choćby nawet zdawały się nam dziwne.

Najpierw dotyka On swoim palcem uszu głuchego. Przywołajmy w tym momencie słynny wizerunek Michała Anioła z Kaplicy Sykstyńskiej, na którym Bóg swoim palcem przekazuje życie Adamowi, człowiekowi. Jezus dotyka swoim placem uszu głuchego. Na nowo stwarza człowieka i pozwala mu usłyszeć Jego miłość. Jezus rodzi w nas nowe życie. Bo my nie mogliśmy już usłyszeć kroków Boga chcącego wyjść nam na spotkanie, gdyż byliśmy martwi dla Raju.

Tego samego doświadczamy, gdy jesteśmy głusi na krzyk najbardziej potrzebujących. Boimy się ich, ponieważ pewnie myślimy sobie, że mogą ukraść nam to, co zyskaliśmy dzięki kłamstwom i oszustwu. Potrafimy jedynie zabijać i robić wszystko, by wykluczyć tych, którzy nie są tacy jak my, którzy nie myślą zgodnie z naszą logiką śmierci, logiką dominacji nad drugim i działania jedynie dla egoistycznych korzyści.

Spójrzmy na świat: jest on pełen głuchych, którzy eliminują innych głuchych. Jesteśmy otoczeni ludźmi niemymi, którzy nie mówią już o pokoju, przez co sprawiają, że zwycięża wojna. Jezus – przeciwnie – wskazuje nam nową drogę.

Jezus przekazuje swoją Miłość

Tuż przed swoja śmiercią Jezus, prawdziwy Bóg i prawdziwy Człowiek, woła: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią” (Łk 23,34).

Słowo Jezusa, Jego akt Miłości, przełamuje naszą głuchotę i uzdalnia nas do mówienia nowym językiem miłości. Jest to tak prawdziwe, że setnik mówi: „Prawdziwie, ten człowiek był Synem Bożym” (Mk 15,39). On rozpoznaje i my rozpoznajemy to, że palec Boży przemienia naszą osobę i, wreszcie, słysząc miłość Jezusa, możemy stać się tym, co słyszymy. Nie zapominajmy o tym, że człowiek staje się „tym słowem, które słyszy”, gdyż ono czyni z nas osobę i że człowiek żyje tym słowem, które obrał dla swojego życia.

Ustami głosić chwałę Bożą

Drugi gest, który czyni Jezus: śliną dotyka języka głuchoniemego. Ślina jest symbolem Ducha Świętego. Jezus dotknął języka, aby wreszcie ten człowiek mógł być tym, czym od wieków jest: obrazem i podobieństwem Boga. Święty Paweł pisze, że Duch pozwala nam mówić „Abba, Ojcze”.

Gdy nie możemy słyszeć prawdy, stajemy się niewolnikami fałszu i kłamstwa. Byliśmy niezdolni do słuchania Słowa miłości Ojca.

Duch uwalnia nas od słów niegodziwych, wyniosłych i kłamliwych, abyśmy mogli głosić jedyną prawdę: że On jest miłością, że On jest Ojcem, który nas kocha. Wszystko to dokonuje się, ponieważ Jezus ogłasza, stwarzając: „Effatha”, „otwórz się”.

Tak, to On uzdalnia nas do słuchania odwiecznego Słowa Miłości i daje nam możliwość wychwalania na wieki Tego, który nas stworzył.

To Jezus, który, uzdrawiając nas z naszej głuchoty i naszej niezdolności mówienia, pozwala nam słyszeć to, co Ewangelia proponuje nam czynić, by realizować w sobie nowe życia, życie we wzajemnej miłości i głoszeniu wszystkich cudów, których Bóg dokonuje w każdym momencie.

Antonello Cadeddu
Założyciel wspólnoty Przymierze Miłosierdzia

Słowo na kwiecień 2018

Często słyszymy, że Słowo jest twórcze, to źródło życia, bez niego nic nie zostało uczynione, podtrzymuje wszystkie rzeczy.

Są to mocne i prawdziwe słowa, mówiące o życiu, lecz powinniśmy przyznać, że zaledwie rozumiemy wartość i znaczenie tych wyrażeń w naszym życiu, tej rzeczywistości, która nie jest jakąś ideologią, lecz Osobą. „Logos”, „Słowo Boże” to jest Osoba: to Jezus!

Co to oznacza? Jaką głębię kryje w sobie ta prawda?

Pewna trudność w zrozumieniu tej tajemnicy wynika z kultury, która została, powiedzmy, wygrawerowana w naszym umyśle. W prosty sposób przytoczymy syntezę dwóch aspektów, nie chcąc myśleć o wyczerpaniu argumentów, ale z pewnością każdy mógłby i powinien zagłębić się w kolejny kontekst.

W ciągu ostatnich 200 lat pewne zdeterminowane osoby i światowe organizacje pracowały nad tym, by skierować swoje zdolności i inteligencję w kierunku wszystkich wartości, które Kościół otrzymał przez żywot i Słowa Jezusa. Wiele ideologii, takich jak iluminizm, kapitalizm, nazizm, komunizm umieszczały rozum ludzki i wszystko to, co zdołał odkryć, kierując się zasadą „przyczyn i skutków” wydarzeń jako jedynym kryterium prawdy. Dzisiejszy umysł ludzki jeszcze bardziej dąży do materializmu. Wszystko, co wykracza poza umysł nie posiada już więcej wartości.

Inna rzeczywistość, która zakłóca i myli nasze zrozumienie „Słowa-Logos” to znaczenie słowa „logos” w filozofii greckiej. „Logos-demiurgo” dla Platona to Stworzyciel, który nadał porządek istniejącemu już chaosowi i kosmosowi (chaos-kosmos) i który nadaje nieśmiertelność duszy ludzkiej i innym bóstwom, dając im zadanie tworzenia rzeczy i ciał. To wszystko stwarza w nas ideę bytu organizującego sprawy i podążającego z czasem według schematu przyczyn i skutków, aby nadać określony porządek stworzeniu.

Te filozofie i ideologie mają wpływ na sposób myślenia nowoczesnej kultury i wpływają również na Kościół i nauki o Słowie. Wielu teologów i biblistów skoncentrowało nauki głównie na logice, przyczynie i skutku, zatracając prawdziwe pochodzenie i znaczenie słów biblijnych takich jak na przykład to wyrażenie które czytamy:

„Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo.” (J 1,1)

Aby móc zrozumieć słowo „Logos”, którego używa Jan Ewangelista powinniśmy odnieść się do oryginalnego znaczenia tego słowa w języku żydowskim, którym jest „Dabar”.

W Biblii słowo „Dabar” ma sens twórczego działania. To słowo nie może być rozumiane w znaczeniu przyczyny i skutku, ale jako siła osobista zdolna do stworzenia, rodząca z niczego wszystkie rzeczy. Powinniśmy wejść w rozumowanie, że w Bogu nie istnieje przed i po, ale jest to Istota obecna, u której „mówić to robić” i „robić to mówić”. Kiedy Bóg „mówi”, On to robi i kiedy On „robi”, mówi.

Na przykład w Księdze Rodzaju czytamy: A wreszcie rzekł Bóg: „Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam (…) stworzył mężczyznę i niewiastę.” (Rdz 1,26-27), Bóg mówi i to robi. Bóg mówi i dokonuje aktu miłości, stwarza relację i czyni człowieka.

Posłuchajmy fragmentu z Ewangelii według świętego Jana: wiedząc, że Ojciec dał Mu wszystko w ręce oraz że od Boga wyszedł i do Boga idzie (…) I zaczął umywać uczniom nogi (…) rzekł do nich: Czy rozumiecie, co wam uczyniłem? (…) Jeżeli więc Ja, Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wyście powinni sobie nawzajem umywać nogi.” (J 13, 3-13). Jezus dokonał aktu i wypowiedział słowo. On dokonał aktu miłości i pokazał swoją miłość. Tak jak powiedzieliśmy wcześniej – co Bóg mówi, On to robi i to co Bóg robi, On mówi. Akt miłości, uczyniony przez Osobę staje się rzeczywistością dla nas, którzy powinniśmy Go naśladować.

Patrząc zatem na działanie i mowę Bożą muszę zrozumieć, że wszystko w Nim jest aktem miłości i wiary: teraz, w tym momencie, na zawsze w wiecznej obecności Boga. On powołując mnie do życia, uczynił mnie miłością i powiedział mi: „Kochaj!”. Wszystko to co Jezus powiedział, Logos, Słowo Ojca, jest miłością. Święty Jan mówi: „Bóg jest miłością i wszystko w Nim istnieje” (1J 4,8).

Jesteśmy przyzwyczajeni do logiki gdzie słowo aktualizuje się w czasie: w sekundach, godzinach, dniach, miesiącach, latach. Działamy w czasie i wykonujemy każdą rzecz jedna po drugiej. Jednak w Bogu nie jest tak samo. Kiedy Bóg mówi, robi! Słowo staje się aktem i uczynki stają się Słowem, Logos, Dabar.

„Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo.” (J 1,1)

Bóg kształtując moją osobę, uczynił mnie aktem miłości, Swoim obrazem i podobieństwem. Stworzył mnie w ten sposób na zawsze, na wieczność mnie takim widzi. Konsekwencje tego wszystkiego są wspaniałe. Święty Jan pisze w swoim liście: Bóg jest miłością: kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim (1J 4, 16). Tak, jeśli w to wierzę Słowo, Logos, Dabar uczyni mnie tym, o czym mówi. Ja, żywy w tym momencie, kochając Jego żywego w wieczności dokonuję aktu miłości, który będzie trwał wiecznie, ponieważ we mnie Słowo stało się dziełem wiecznej miłości w Bogu.

Pięknie jest kontemplować to, że jeśli kocham i żyję w komunii z logos, Bóg widzi to, co powiedział o mnie stwarzając w wieczności i czyni mnie miłością z Nim. Jeżeli żyję w Jezusie kochając i robiąc rzeczy, które On mi wskazuje w Ewangelii, Boże „dabar” dokonuje się we mnie i staję się osobą rzeczywiście zrealizowaną.

Podążajmy więc za natchnieniami Ducha, aby kontemplować w aktach zamysł Boży w wieczności o nas. Maryja, nasza Matka z Nieba, żyła tym i tego nas uczy. Ona powiedziała „Wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmogący a Jego Imię jest Wielkie” (Łk 1,49). W Maryi Słowo Boże w pełni się dokonało. Dlatego Logos – Słowo – zostało w Niej wcielone. Bóg sprawił, że Słowo które powiedział zostało zrealizowane: „Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie i niewiastę (…) ono, potomstwo jej zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę” (Rdz 3,15).

Jeżeli my w swojej nikłości i własnych ograniczeniach trwamy w Słowie, ono dokona teraz tego, co Bóg w wieczności wypowiedział, a co dotyczy naszej osoby. Będzie to twórcze Słowo dokonujące z niczego wszystko to, czego potrzebujemy. Będzie to źródło życia, które podtrzyma wszystkie rzeczy.

Ojciec Antonello Cadeddu
Założyciel Przymierza Miłosierdzia

 

 

Słowo na marzec 2018

Słowa z księgi Powtórzonego Prawa, rozdział 6, wersety od 4 do 8, bez wątpienia są najbardziej pokochane przez lud Izraela: przedstawiają istotę Prawa, która zawiera się w miłości i równocześnie stała się najdroższą modlitwą ludu wybranego „Shema” (= słuchanie).

W tych słowach spotyka się codzienne pożywienie podtrzymujące wiarę duchowości biblijnej: „Słuchaj, Izraelu, Pan jest naszym Bogiem – Panem jedynym. Będziesz miłował Pana, Boga twojego, z całego swego serca, z całej duszy swojej, ze wszystkich swych sił. Niech pozostaną w twym sercu te słowa, które ja ci dziś nakazuję. Wpoisz je twoim synom, będziesz o nich mówił przebywając w domu, w czasie podróży, kładąc się spać i wstając ze snu. Przywiążesz je do twojej ręki jako znak. Niech one ci będą ozdobą przed oczami” (Pwt 6,4-8). Rzeczywiście to jest pierwsze przykazanie w Prawie i prawdziwy sekret życia duchowego: „Słuchaj, Izraelu”!

Bóg z Biblii jest Bogiem, który objawia się, który zawsze ukazuje się i stale przejmuje inicjatywę miłości, poszukując człowieka, który stał się niezdolny, aby Go rozpoznać z powodu grzechu, uciekając od Obecności Stworzyciela: „Adamie, gdzie jesteś?” (Rdz 3,9). Nasz Bóg jest Bogiem Miłości, który przez Nią się porozumiewa, który słucha, lituje się, mówi, który schodzi, aby uwalniać swój lud przytłoczony i zmiażdżony przez wszelki rodzaj niewolnictwa, owoc grzechu (cyt. Wj. 3, 7-12).

Bóg, którego Jezus przyszedł nam objawić jest „Żywym Słowem”, które z niczego powołuje istnienie i podtrzymuje wszystkie rzeczy; Bóg który mówi, wzywa i prowadzi swój lud w ciągu całej historii zbawienia i który objawia się w pełni w Chrystusie Jezusie, „Słowie, które stało się Ciałem”, „obrazie Boga Niewidzialnego”, który ukochał nas aż do śmierci i to śmierci krzyżowej. Dlatego też święty Jan rozpoczyna swoją Ewangelię przypominając nam, że zanim wszystko powstało, jako początek wszystkiego było Słowo: „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo… Wszystko przez Nie się stało… A Słowo stało się Ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę…” (cyt. J 1,1-14).

Wielu o tym nie wie, że Bóg nie męczy się powtarzaniem zaproszenia do słuchania w Biblii 538 razy. Czy wiesz dlaczego? Aby uzdrowić naszą głuchotę! Czy rozumiesz, że jeśli zbawienie przyszło przez Słowo to nieprzyjaciel zrobi wszystko, abyśmy stali się głusi na Słowo, rozproszeni, odrętwiali. Nie jest przesadą powiedzieć, że początkiem wszystkich naszych grzechów i przyczyną wszelkiego zła jest ignorowanie Słowa: „Naród mój ginie z powodu braku nauki!” (Oz 4,6) mówi Pan.

Największym zagrożeniem naszego zbawienia, najprostszą drogą do naszego wiecznego potępienia jest brak słuchania. Zobacz, o czym mówił Święty Paweł w liście do Rzymian: „Albowiem każdy, kto wezwie imienia Pańskiego, będzie zbawiony. Jakże więc mieli wzywać Tego, w którego nie uwierzyli? Jakże mieli uwierzyć w Tego, którego nie słyszeli? Jakże mieli usłyszeć, gdy im nikt nie głosił? […] Przeto wiara rodzi się z tego, co się słyszy, tym zaś, co się słyszy, jest słowo Chrystusa!” (Rz 10, 13-17).

Demon którego najbardziej powinniśmy się bać to nie jest ten z przerażających manifestacji egzorcystycznych lecz ten który w ciszy i niezauważenie zamienia nas w „głuchoniemych” na Słowo Boże. Przeciwko temu demonowi „głuchoniememu” w szczególności toczyła się walka Jezusa w Ewangeliach, gdyż jest to demon, który uczynił twardymi, niewrażliwymi, niedostępnymi serca faryzeuszy, saduceuszy, wielu z nas i wszystkich tych, którzy nie potrafią dziwić się Miłosierdziem Pana objawionym w prostocie i pięknie Świętej Ewangelii!

Słuchaj, Izraelu!” (Pwt 6,4)

Prawdziwym wyzwaniem życia duchowego jest nasz powrót do Słowa, słuchanie tego Słowa przeżywanego, dającego Życie naszemu życiu i którego słucha się prawdziwie, praktykując je. Ewangelii słucha się i rozumie się ją tylko wtedy, gdy się ją praktykuje, mądrość ludzka jest sprzeczna z szaleństwem Ewangelii Chrystusa. Jedynie Słowo Chrystusa umie przekazywać życie, radość, wolność, pokój i płodność naszym niespokojnym sercom:

  • „Dawajcie, a będzie wam dane.” (Łk 6,38)
  • „Kto będzie się starał zachować swoje życie, straci je.” (Łk 17,33)
  • „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili.” (Mt 25, 40b);
  • „Bóg wybrał właśnie to, co niemocne, aby mocnych poniżyć.” (1Kor 1,27)

Często lubię żartować z ludźmi, pytając ich: „Jakie jest pierwsze przykazanie?”, logicznie każdy odpowiada: „Kochaj Pana Boga całym swoim sercem, całą swoją duszą, ze wszystkich swoich sił”, ale to nie jest tak! Nie mógłbym kochać Boga bez wcześniejszego słuchania Słowa, które daje mi poznanie Boga i objawia mi, czym jest miłość! Jest to Bóg który pierwszy mnie ukochał i objawia się mi, kocha mnie, zbawia mnie, uczy mnie kochać prawdziwie, prowadzi mnie swoim Słowem. Jezus naucza w Ewangelii Marka: „Pierwszym przykazaniem jest, Słuchaj Izraelu, Pan nasz Bóg jest jedynym Panemʻ” (Mk 12,29; cyt. Pwt 6,4).

Wspaniale jest dostrzec, że w Ewangelii Marka Bóg Ojciec mówi do nas bezpośrednio tylko jeden raz, w jednym wersecie z 648 stanowiącym tę Ewangelię. Ale co chce nam powiedzieć? Chce nam powiedzieć, że „to jest mój Syn Ukochany, Jego słuchajcie!” (Mk 9,7b). To jest nieustanne wezwanie Ojca do naszych serc, źródło wszystkich innych łask: Jego słuchajcie!

Słuchaj, Izraelu!” (Pwt 6,4)

Pamiętam pewnego młodego człowieka, który zrujnował się przez cztery nałogi: palenie, alkohol, narkotyki i prostytucję. Cierpiał, marnował się, nie mogąc od tego uwolnić, aż do dnia kiedy otworzył swoje serce na Jezusa i Jego Słowo. Bóg uwolnił go od wszystkiego w jednej chwili. Zrozumiał, że prawdziwy grzech, który go wiązał i zniewalał to był brak słuchania tego żywego Słowa, które jak chrzest ogniem przemieniło jego życie.

Pamiętam pewną matkę, która żyła uciskana wieloma problemami ekonomicznymi i relacjami w swoim domu, aż pewnego dnia postanowiła wcześnie wstać, aby słuchać, medytować i studiować Słowo. Po miesiącu przyszła do mnie, aby powiedzieć: „Ojcze, wszystko się zmieniło, tak jak czar nowe Życie weszło do mojego życia i mojej rodziny”.

Pamiętam pewnego młodego nowicjusza, który nie potrafił żyć w czystości i stale upadał w masturbację. Zaczął czytać Słowo, słuchać Go z miłością i żywić się Nim. Spotkał radość z czystości, gdyż: „Jak młodzieniec zachowa ścieżkę swą w czystości? Przestrzegając słów Twoich.” (Ps 119,9)

Jak więc żyć tym Słowem?

Po prostu być posłusznym wezwaniu płynącemu z Serca Ojca, codziennie rezerwując czas, aby prawdziwie słuchać Jego : „Słuchaj, Izraelu!” (Pwt 6,4). „To jest mój Syn Umiłowany, Jego słuchajcie” (Mk 9, 7b).

João Henrique
Założyciel Przymierza Miłosierdzia

Słowo na luty 2018

Maryja po raz kolejny wychowuje nas i naucza drogi miłosierdzia, służby i ewangelizacji. Ona pokazuje nam sposób, jak uczynić “boskim” każdy moment naszego życia, a każdą ludzką relację przemienić w doświadczenie Nieba. Ona, jako matka, wychowuje nas, abyśmy w naszym życiu, w codzienności naszej egzystencji, żyli Słowem w sposób konkretny oraz odnajdywali syntezę Ewangelii w miłości i służbie braciom.

Wszystko powinniśmy czynić spoglądając oczami Boga, w miłości Boga, w Jego obecności. Maryja i Elżbieta uczą nas tego poprzez swoje spotkanie, które wydarzyło się po zwiastowaniu anioła Maryi: “W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w [pokoleniu] Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę” (Łk 1, 39-41).

Wyrażenie “w tym czasie, którym posługuje się Łukasz, wskazuje na ściśle określony momentWcześniej, ewangelista napisał: “kiedy Elżbieta była w szóstym miesiącu” – jest to czas przypominający moment w Księdze Rodzaju, stworzenie człowieka przez Boga szóstego dnia. Cyfra “sześć” jest sumą dwóch trójek, Biblia określa ją jako “skończoność”, “granicę”. Uzmysławia, że jesteśmy stworzeniami pełnymi ograniczeń i grzeszności. Maryja będąca w szóstym miesiącu udaje się pospiesznie, aby służyć Elżbiecie. Spotyka się z osobą mając swoje ograniczenia, na dodatek naznaczoną starością i brakiem siłMaryja nie przyszła do Elżbiety po to, aby chwalić się wszystkim dookoła, jak wielkiego cudu dokonał w niej BógWcale nie! Ona przybyła, by służyć małemu i nędznemu stworzeniu, oddając się w zupełności do jego dyspozycji. Maryja służy, w ciszy, temu “nic”, które staje naprzeciw niej. Służy niedoskonałemu stworzeniu i to w nim chce służyć ludzkości, która odczuwa brak Boga. 

Dla nas jest to ogromna nauka, ponieważ pomaga nam zrozumieć, że nigdy nie możemy służyć ludziom po to, aby w zamian oczekiwać wdzięcznościNie możemy służyć dla zdobycia nagrody lub osiągnięcia własnej korzyści. Mamy być świadomi służby ubogim, skończonym, ostatnimA ileż razy postępujemy przeciwnie, pomagając komuś bogatemu, inteligentnemu, komuś, kto może nam podziękować lub zapłacić?! Maryja wybiera tegoktórego wybrał Bóg: ostatniego. 

„Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem na spotkanie Elżbiecie.” (Łk. 1, 39)

I czyni to pospiesznie… Nie troszczy się o swój stan fizyczny, o to, że w Jej łonie obecny jest Boży Syn. Spieszy się, by służyć nie oglądając się na siebie samą. Miłość posiada wartość wtedy, gdy człowiek nie układa sobie ciągle wszystkiego w życiu, nie czyni sztywnych planów. Kościół, pełniąc posługę miłosierdzia, niejednokrotnie pozwolił sobie na przesadne uwięzienie w programach, synodach, dyskusjach, które niestety kończyły się wraz zprzelaniem na papier.

A my? Ile razy odsuwamy na bok to, co było dla nas zbawienne, na przykład nasze osobiste spotkanie z Bogiem. Zaczynamy “rozsądzać intelektualnie”. To zaś zajmuje nasz umysł na tyle, że nie myślimy o tym, czy na tych drogach ewangelizacji spotkamy żywego Jezusa. Maryja z pośpiechem przysposobiła się do służby, ponieważ ta druga osoba obok niejpotrzebowała spotkać się ze Zbawicielem. A my, co czynimy z pośpiechem? Czy śmierć duchowa, a nawet fizyczna innych ludzi nie jest dla nas obojętna?

Maryja weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę” (Łk 1,40-41). To, co czytamy w tym króciutkim fragmencie, jest po prostu cudowne. Oto dwie osoby spotykają się i ujawnia się obecność Ducha Świętego. W tym wersecie, Łukasz chce przypomnieć nam fundamentalną prawdę: moja służba wypełnia się cudownie i zachwycająco, jeśli ja, jak Maryja, jestem w Bogu i mam Boga w sobie. Moje serdeczne działanie zyska wartość jedynie, jeśli ja żyję w Bogu, jeśli moja dusza jest w zgodzie ze Stwórcą, i jeśli realizuję to, co nakazał mi Jezus: kochać w Bogu, służyć w Bogu. Nie mogę i nigdy nie wolno mi czynić miłosierdzia tylko dlatego, że odczuwam czysto ludzkie pragnienie lub aby zaspokoić w sposób egoistyczny poczucie, że spełniam się jako osoba.

Niestety, nasze działanie bywa czysto ludzkie, filantropijne. Służę ubogim szukając wdzięczności, albo tylko wtedy, kiedy towarzyszą mi przyjaciele. Zapraszam ich, by przyszli z wizytą, aby poczuć się spełnionym, szczęśliwym, bardziej świętym? Wszystko z czasem przemija! Ilu z nas, na początku, podekscytowanych po swoim nawróceniu, spędzało całe noce na ulicach, z osobami bezdomnymi, a czy teraz wciąż żyjemy tak samo radykalnie? Jeśli nie tak, to by znaczyło, że nie byliśmy, ani nie jesteśmy w Bogu! Jeśli Jezus nie jest w centrum mojego życia, wcale nie dostrzegę, że Jezus jest żywy wśród ubogich.  

Maryja idzie pospiesznie, aby służyć, ale idzie z Jezusem żyjącym w Niej, w Jej łonie. Ona ofiarowuje jedyną rzecz, którą ma: Jezusa. Nie idzie po to, by czynić dobro, ale idzie, aby zanieść Jezusa do Elżbiety. To jest prawdziwa miłość. Jest nią obecność Jezusa w moim „być”, które porusza mnie nieustannie do kochania i służenia bez granic. Tak ja staję się „Jezusem dla drugiego”. Służba, miłość, mają sens wyłącznie, jeśli ja „jestem Jezusem”, jeśli kocham Miłością, jeśli żyję Słowem, Eucharystią. Dawanie innym siebie samego z czasem będzie obracało się jedynie w porażkę, zmęczenie, odrzucenie, a nawet nienawiść do drugiego, ponieważ ten drugi, kochany na sposób ludzki pokazuje i zawsze będzie pokazywał swoje ograniczenia, egoizm, brud, grzech. Święta miłość realizuje się tylko wtedy, jeśli kocham jak Jezus, i w Jezusie. Maryja nie przejęła się tym, że Elżbieta była stara, że żyła daleko, że mogła się bać lub ukrywać przed innymi. Maryja przyniosła Elżbiecie Jezusa!

„Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem na spotkanie Elżbiecie.” (Łk. 1, 39)

Duch Święty napełnił Elżbietę” (Łk. 1,41). Jest to wynik miłości Maryi: Elżbieta otrzymała Ducha Świętego i została napełniona radością. To piękne móc zobaczyć, jak obecność Jezusa dana przez Maryję, podoba się Duchowi Świętemu. Nasza miłość, służba ostatnim, jak i każdej napotkanej osobie, powinna być od początku do końca komunikowaniem Ducha Świętego, sprawianiem, by druga osoba mogła narodzić się w Duchu: Jezus we mnie, który spotyka się z Jezusem w drugimczłowieku, i miłość wzajemna płodzi Pięćdziesiątnicę! To winno być naszym przeznaczeniem, nieść Ducha Świętego każdej osobie, której służymy w dziełach miłosierdzia. 

Niechaj drugi człowiek, spotkawszy nas, będzie mógł zawołać tak, jak Elżbieta: „błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc twojego łona!”.

O. Antonello Cadeddu
Założyciel Przymierza Miłosierdzia

Słowo na styczeń 2018

To słowo, które jest w sercu Ewangelii świętego Mateusza jest jak brama do Nieba na ziemi, to wielki sekret duchowy, aby żyć już teraz jak w Niebie!

To cudowne odkryć jak Pan chce pozostać obecny na ziemi w różnych formach, ponieważ Jego Obecność jest więcej warta niż życie, i bez Jego Obecności życie nie jest życiem w pełni: bez Niego nic nie możemy uczynić (por. J 15, 5). Istnieje jednak sposób bycia, który zawiera łaskę szczególną i w jakiś sposób możemy jej doświadczać nieustannie poprzez miłość braterską: „bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich”.

Chiara Lubich, założycielka Ruchu Focolari, która odnalazła w obecności „Jezusa pośród nas” światło swojego charyzmatu, mówiła: „Jezus pośród nas daje nam Niebo na Ziemi i w przyszłym życiu… kiedy Jezus jest pośród nas zawsze jest święto”. Tertulian (jeden z wielkich Ojców Kościoła) mawiał „tam, gdzie dwóch lub trzech jest zebranych, nawet świeckich, tam jest Kościół”.

Ważne jest, by zrozumieć centralność tej tajemnicy w Ewangelii Świętego Mateusza, zwanego ewangelią „Emmanuel” (Bóg z nami). Rzeczywiście, cała jego Ewangelia jest skupiona na tajemnicy wcielenia Jezusa Chrystusa, który realizuje obietnice Starego Testamentu i czyni pełną Obecność Boga pośród ludzi: Boga Przymierza, Boga Obietnicy, Boga obecnego w historii swojego ludu, Boga wiernego i Zbawcy! Dlatego odnajdujemy objawienie „Emmanuela” na początku, na końcu i w środku Ewangelii.

  • w 1 rozdziale: „Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel, to znaczy BÓG Z NAMI” (Mt 1, 23);
  • na końcu Ewangelii, w jej ostatnim wersecie: „A oto JA JESTEM Z WAMI przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28, 20);
  • i w centrum, w sercu Ewangelii: „bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam JESTEM pośród nich” (Mt 18, 20).

„Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich.” (Mt 18, 20)

Jak zatem możemy zawsze żyć w Jego Obecności? Jak uczynić z naszego życia święto? Słowo uczy nas a Ojcowie Kościoła w zachwycający sposób pokazują nam kilka kroków, abyśmy zawsze szli z Jezusem pośród nas, jak uczniowie z Emaus (por. Łk 24, 13nn).

1 KROK: „Jeśli dwóch z was na ziemi zgodnie o coś prosić będzie…” (Mt 18, 19). „Zgodność”, harmonia uczuć, wyborów, jedność serca, duszy, myśli. To jest pierwszy warunek, abyśmy zawsze żyli w tej Obecności. Orygenes mówi: „zgodność łączy i zawiera syna Bożego. Chrystus tam, gdzie widzi dwóch lub trzech zgormadzonych w Jego imię, idzie pośród nich, przyciągnięty przez ich wiarę i sprowokowany przez ich jednomyślność”. Ten krok polega zatem na wyborze miłości wzajemnej i podtrzymywanie jedności między nami jako najcenniejszego skarbu w naszym ewangelicznym życiu.

2 KROK: „bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje…” Biblijne „bycie zebranym w imię Jezusa” oznacza bycie złączonym w naśladowaniu Chrystusa = Jego woli, która jest Wolą Ojca. Albo inaczej, szukanie woli Ojca ponad naszymi pragnieniami i chęciami osobistymi, w słuchaniu Słowa, w rozeznaniu wspólnotowym, w osobistym wyborze wierności Jego przykazaniom. To nie jest tak powszechne. Jak pisze święty Jan Chryzostom: „Czy nie istnieją dwaj lub trzej zgromadzeni w imię Boga? Istnieją, ale rzadko. Ponieważ to nie jest tylko zgromadzenie fizyczne. To oznacza: jeśli ktoś mnie uważa za główny powód swojej miłości do bliźniego, Ja będę z nim. Teraz, ktoś kocha, ponieważ jest kochany. Inny kocha, ponieważ ma z tego pożytek. Ale trudno jest znaleźć kogoś, kto kocha dla Chrystusa. Kto tak kocha, choćby był nienawidzony, przeklinany, grożono by mu śmiercią, znieważony, dalej kocha ponieważ Chrystus kochał swoich własnych nieprzyjaciół”.

3 KROK: wzajemna praktyka przebaczenia i upomnienia braterskiego. Zawsze mówię, że Słowo z Mt 18, 20 jest jak drogocenna „perła” opowiedziana pomiędzy dwoma „muszlami” = Mt 18, 15-18, fragmentem, który uczy nas życia z upomnieniem braterskim i fragmentem Mt 18, 21-35, który uczy nas, byśmy wybaczali aż siedemdziesiąt siedem razy. Tutaj Pan uzależnia swoje przebaczenie na miarę przebaczenia, które dajemy dla innych ponieważ przebaczając jest nam przebaczone! Co to konkretnie oznacza? Oznacza, że możemy pozostawać w jedności jedynie przez pokorę rozpoznawania, że jesteśmy grzesznikami, w poszukiwaniu nieustannego nawrócenia, przez Miłosierdzie przeżywane konkretnie w naszych relacjach braterskich.

Rzeczywiście, po grzechu pierworodnym nasza miłość jest „miłością zranioną”, którą Pan chce uzdrawiać raną Swojego Serca. On wzywa każdego z nas, byśmy byli kanałami Jego przebaczenia dla innych, wyrazem Jego miłości, która wybacza, poprawia i odnawia zaufanie. Pokora i Miłosierdzie są zatem tajemnicą, by zachować wśród nas, biednych, grzeszników, którym przebaczono (jak mówi Papież Franciszek), jedność i zgodę, które „przyciągają i zawierają” Syna Bożego między nami!

„Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich.” (Mt 18,20)

Kiedy Jezus jest między nami wszystko się przemienia, rozświetla, czujemy pokój, radość, życie, nową siłę, śmiałość, jak uczniowie z Emaus. Jezus „osobiście” staje obecny pośród nas. Jeśli wcześniej byliśmy ślepi, lękliwi, smutni, bez wiary, bez zaufania, rozczarowani, doświadczenie Jego Obecności otwiera oczy, sprawia, że rozpalają się nasze serca, rozjaśniają Pisma, nadany jest kierunek, siła, radość i to czyni z nas świadków Jego Obecności pośród ludzi: „To prawda, Pan zmartwychwstał” (por. Łk 24, 13-35).

Pamiętam pewne małżeństwo, które zawsze szukało życia z Jezusem Obecnym pośród nich. Kiedy tata zaprowadzał dzieci na odpoczynek, gasząc światło w pokoju zawsze mówił: „Śpijmy z Bogiem”! Nawet kiedy zdarzyła się jakaś kłótnia lub nieporozumienie, małżonkowie próbowali natychmiast się pogodzić. Jak mówi święty Paweł do Efezjan, w 4 rozdziale, nie chcieli, by „zaszło słońce” nad ich nieporozumieniami, aby nie zostawiać miejsca diabłu. Pewnego wieczoru jednak była sprzeczka między nimi i nie potrafili poprosić siebie nawzajem o przebaczenie. Kiedy tata zaprowadził dzieci, by zasnęły, nie miał odwagi, by im powiedzieć: „Śpijmy z Bogiem”, ponieważ Jezus nie był już dłużej obecny między nimi. Dzieci jednak zapytały: „Tato, czy dzisiaj nie będziemy spali z Bogiem?” Tata dotknięty miłością swoich dzieci poszedł pojednać się ze swoją żoną. Pokój powrócił do ich serc, a z pokojem Obecność Jezusa. Wtedy tata wrócił do pokoju i powiedział z radosnym sercem: „Teraz możemy spać z Bogiem”.

Rzeczywiście Obecność Jezusa pośród nas przynosi Raj na ziemi. Próbujemy mocą tego Słowa nie stracić tej łaski. Zakończę tekstem Chiary Lubich, który może nam pomóc w zachowaniu postawy czuwania i miłości, aby Jezus zawsze pozostawał obecny pośród nas.

“Samotnie, można zauważyć całą naszą kruchość. Widzieliśmy siebie zagubionych, ze słabą wolą, bez zrozumienia dlaczego trzeba zostawić wszystko, by iść za Jezusem. Gdy jesteśmy w jedności, przeciwnie, zauważa się całą moc Jezusa między nami. Będąc zanurzonymi w mocy i błogosławieństwie z nieba widzieliśmy, że jesteśmy zdolni do najbardziej szlachetnych działań dla Boga, najżarliwszych i najtrudniejszych celów, które później były zachowane, kiedy wcześniej trudno było o dotrzymanie obietnic złożonych Bogu. Jeśli jesteśmy zjednoczeni, Jezus jest pośród nas i to się liczy. To jest warte więcej niż wszelkie skarby, więcej niż nasza własna dusza”.

João Henrique
Założyciel Przymierza Miłosierdzia

Słowo na grudzień 2017

Tym wersetem biblijnym docieramy do objawienia “pełni Miłości”, którą jest wzajemność. Jesteśmy stworzeni do komunii, na obraz i podobieństwo Boga w Trójcy Jedynego, “rodzina miłości”. Zostaliśmy zrodzeni jako “przepełnienie” życia płynącego z trynitarnej komunii, stworzeni do komunii z Bogiem, z braćmi i z całym kosmosem. Mamy DNA Trynitarne! Każdy człowiek szuka wzajemnej Miłości jako największego bogactwa, jako realizację swojej egzystencji i potrzebuje tej komunii bardziej niż powietrza do życia, aby żyć w pełni.

To prawda, że moją odpowiedzią na miłość Chrystusa, który dał życie za mnie, jest dawanie życia za braci: “abyście się wzajemnie miłowali tak jak Ja was umiłowałem: (J 15,12-13). Przede wszystkim jednak „szczyt” tej miłości tkwi w słowie “wzajemnie”. Najmocniejszą aspiracją każdego człowieka to doświadczenie w miłości wobec braci tej wzajemności, która prowadzi nas do jedności i boskiej płodności, trynitarnej.

“Bóg rzekł: Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam, stworzył mężczyznę i niewiastę” (por. Rdz 1, 26-27). W konsekwencj, aby zrozumieć tajemnicę człowieka i jego serca, potrzebuję kontemplować tajemnicę odwiecznego i wzajemnego oddania sę Ojca i Syna i Ducha Świętego. W Trójcy Świętej wchodzimy w wieczny taniec miłości, który “jednoczy” i “zradza”. “Ojciec daje się z radosną hojnością, Syn odpowiada z radosną wdzięcznością, Duch Święty jest Miłością, nieustanną radością, pełnią „(Papież Paweł VI – w Liście o radości)

Jezus przyszedł na ziemię, aby objawić nam tajemnicę życia niebiańskiego i zaprosić nas do uczestniczenia w tym ruchu miłości wzajemnej, która jest rajem. Tak jak Ojciec daje się całkowicie i darmowo Synowi, “zatraca się” w Synu, a Syn przyjmując z bezgraniczną wdzięcznością “zatraca się” w Ojcu zradzając Ducha Świętego jako Łaskę i wieczną płodność, tak i każdy człowiek jest wezwany do odnalezienia w miłości pełnej realizacji swojej natury. Co więcej, całe stworzenie jest poruszane i podtrzymywane mocą miłości trynitarnej, przez prawo związku i płodną wzajemność, która jednoczy i wyodrębnia każde stworzenie jako jedyne i niepowtarzalne.

Mówiąc konkretnie, prawdziwie siebie realizuję jedynie w miłości wzajemnej. Największą aspiracją człowieka jest kochać i być kochanym oraz poczuć się jednym z drugą osobą jednocześnie będąc jedynym, odrębnym i niepowtarzalnym, płodnym i zdolnym do zradzania w miłości nowego życia.

Realizuję siebie wychodząc poza siebie, aby iść na spotkanie z drugim i staję się prawdziwie “osobą” gdy wchodzę w relację z drugim człowiekiem, nosząc go w sobie i “mieszkając” w nim, na obraz Przenajświętszej Trójcy. Tym charakteryzowali się pierwsi chrześcijanie, u których wszystko było wspólne, a miłość, która ich łączyła była tak mocna, że poganie nawracali się i mówili zadziwieni: “patrzcie jak oni się kochają”!

“Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali”. (J 13,35)

Grzech pierworodny zniekształcił ten “obraz” Boga którym jest człowiek. Cała historia zbawienia polega na “odnawianiu” w stworzeniu tego pierwotnego obrazu, który Pan w nas stworzył: zdolności kochania i bycia kochanym. Jezus, objawiając nam Ojca, wlewając w nasze serca Swoją Miłość, Ducha Świętego, przyszedł, aby wyciągnąć nas z izolacji egoizmu, który nas zabija. Przez Jego krzyż jesteśmy wyrwani z piekła indywidualizmu i szatańskiej pychy, aby żyć w raju relacji i komunii trynitarnej.

Być “na obraz i podobieństwo” Boga w języku greckim określone jest terminem “ikona”. Ikona jest obrazem, który mnie “przemienia” tak jak “słowo Boże” przełożone na obraz i jak każde słowo jest skuteczne, realizuje to co wyraża. Innymi słowy, kontemplując i medytując tę ikonę tajemnicy trynitarnej przemieniam się stopień po stopniu w tajemnicę, którą kontempluję: wchodzę w boską komunię. Istnieje jednakże inny termin grecki, który oznacza słowo obraz. To słowo “idol” albo inaczej “bożek” to zniekształcony obraz prawdy. “Idol” szpeci mnie, niszczy moją naturę, zabija mnie. Wiemy, że szatan jest “małpą Boga”. Imituje Boga zniekształcając prawdę ponieważ jest “oszustem i ojcem kłamstwa”. Szatan prowadzi nas do życia, w którym staramy się zachować je broniąc własnych egoistycznych interesów. Jezus uczy nas, że zbawienie jest w radości dawania życia dla innych, ponieważ tylko miłość realizuje naszą boską naturę.

W komunii jest nasza realizacja i zbawienie. W egoistycznym indywidualiźmie jest destrukcja nasza i całego stworzenia oraz nasze wieczne potępienie. Pewna stara buddyjska przypowieść dobrze wyjaśnia tę prawdę.

Opowiada ona o pewnym człowieku, który został zabrany, by poznać piekło i raj. Piekło było przepiękną salą z ogromnym stołem pełnym wszystkich dóbr od Boga. Jednakże sztućce były dużo większe niż ręce osób, co powodowało, że nikt nie mógł umieścić jedzenia w swoich ustach. Osoby były w agonii i umierały z głodu, zdesperowane, ponieważ nie mogły się pożywić pomimo tak wielkiej obfitości smakowitego jedzienia na stole. Zaskoczeniem było to, że kiedy ów człowiek został zabrany do raju, odkrył, że wszystkie rzeczy były tam dokładnie takie same jak w piekle: wszystko identyczne.

Jednakże błogosławieni mogli się posilić i to w wielkiej radości i z satysfkacją, ponieważ każdy z nich używając tych długich sztućców podawał jedzenie bratu, który siedział po przeciwnej stronie stołu. Karmiąc drugiego sami byli karmieni, a przede wszystkim kochając, byli kochani!

Tylko do nas zależy czy raj zaistnieje pośród nas, starając się o miłość wzajemną i pełną radość boskiej miłości już tu na ziemii.

“Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie sie wzajemnie miłowali”. (J 13,35)

Jak zatem żyć Słowem?

Kochając drugą osobę! Po prostu kochając drugą osobę, ponieważ miłość rodzi miłość i kochając będę kochany.

Marzę o dniu w którym wszystkie rządy na świecie ustanowią “Dzień Miłosierdzia”. Dzień w którym każdy zdecyduje się, by uczynić szczęśliwym choć jedną osobę! Zawsze myślę sobie: tego dnia wszyscy byliby szczęśliwi i to byłoby takie proste. Jeśli każdy uczyniłby drugiego szczęśliwym, każdy by kochał i byłby kochany. Byłby to dzień raju na świecie. Nie mam wątpliwości, że byłaby to tak wielka radość, że wszyscy chcieliby kochać również następnego dnia i następnego i jeszcze następnego… W ten sposób nie byłby to tylko ”Dzień Miłosierdzia”, ale “Czas Miłosierdzia”

Przyniesie to światu nową cywilizację Miłości, a utracony raj znów będzie obecny pośród nas.

Żyjmy zatem z entuzjazmem “nowym przykazaniem, które Jezus przyniósł na ziemię, abyśmy byli nowymi ludźmi, którzy uprzedzają w swoim życiu nową ziemię i nowe niebo na które czekamy z nadzieją.

 

Ojciec João Henrique

Założyciel Przymierza Miłosierdzia

 

Słowo na październik 2017

To Słowo zaprasza nas do kolejnego kroku na drodze miłości, który polega na tym, że mogę kochać bliźniego tak, jak kocham Jezusa, rozpoznając Jezusa w moim bliźnim!

Na początku istnienia Przymierza Miłosierdzia poszliśmy odwiedzić bezdomnych na placu katedralnym Sé, w São Paulo. Byliśmy nieco niespokojni, ponieważ nie wiedzieliśmy, czy rzeczywiście rozpoczęcie tego dzieła było wolą Jezusa. Podeszliśmy do pewnego pijanego mężczyzny, porozmawialiśmy z nim i pomodliliśmy się. On, w pewnym momencie odwrócił się i poszedł sobie, ale zaraz zatrzymał się, spojrzał na nas i pewnym, zdecydowanym głosem powiedział:Zadajecie sobie pytanie, czy powinniście rozpocząć wspólnotę, żeby nam pomagać. Bóg tego chce. Idźcie w pokoju.I odszedł. Staliśmy tam oniemiali, płacząc ze wzruszenia. Bóg przemówił do nas przez jednego z najmniejszych braci.
Kto przyjmuje jedno z tych dzieci w imię moje, Mnie przyjmuje (Mk 9,37).

To Słowo z Ewangelii wg świętego Marka rzuca światło zrozumienia na 25 rozdział Ewangelii wg świętego Mateusza, w którym Pan mówi nam o “sądzie ostatecznym”, kiedy objawi nam wszystko, co uczyniliśmy lub czego nie zrobiliśmy przez zaniedbanie wobec naszych najmniejszych braci – głodnych, spragnionych, uwięzionych, nagich lub chorych, w rzeczywistości będą to rzeczy, które uczyniliśmy lub zaniechaliśmy wobec Niego samego. To nasz wybór i nasze podejście wobec biednych orkeśli tak naprawdę nasze wieczne szczęście lub wieczne potępienie (por. Mt 25, 31-46).

Warto przeczytać całą część tego fragmentu Pisma, podczas osobistej modlitwy: Wtedy odezwie się Król do tych po prawej stronie: Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata! Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie.
Wówczas zapytają sprawiedliwi: Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Ciebie? spragnionym i daliśmy Ci pić? Kiedy widzieliśmy Cię przybyszem i przyjęliśmy Cię? lub nagim i przyodzialiśmy Cię? Kiedy widzieliśmy Cię chorym lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie?A Król im odpowie: Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”. (Mt 25,34-40).

W tych wersach praktycznie od razu jasno widzimy dwa plany: tem określany słowem “kiedy” oraz ten określany słowem “teraz”. “Kiedy” mówi nam o naszym spotkaniu z Królem Zbawicielem – Jezusem Chrystusem na sądzie ostatecznym, w czasie końca świata. “Teraz” opisuje to, co powinniśmy robić dzisiaj, abyśmy mogli zostać nazwani błogosławionymi, nie tylko w dniu końca świata, ale już teraz.
W świetle całego rozdziału 25 możemy rozróżnić trzy podstawowe treści:

  1. Przypowieść o dziesięciu pannach (Mt 25,1-13) ukaującą nam, że potrzebujemy oliwy, która pomoże nam zobaczyć/zrozumieć Słowo. Jedynie żyjąc Słowem zrozumiemy, jak kochać bliźniego, aby na zawsze z nim żyć. Słowo jest światłem, które pomaga nam zobaczyć drogę do Nieba!
  2. Przypowieść o talentach, która mówi nam, że potrzebujemy rozwijać dar miłości, który otrzymaliśmy (por. Mt 25,14-30). Nigdy nie możemy pozwolić sobie na powierzchowność i odpoczynek. Miłość do bliźniego powinna nieustannie w nas wzrastać. Musimy być uważni i aktywni w miłości, ponieważ tylko miłość trwa. Miłowanie jest najlepszą inwestycją naszego życia!
  3. We fragmencie o sądzie ostatecznym uczymy się kochać Pana w naszych najmniejszych, najbardziej potrzebujących braciach: Mt 25,31-46. W ciągłej miłości do drugiego człowieka spotykam Najwyższego i Przedwiecznego!

Sąd ostateczny, jaki Król będzie sprawował w czasie “kiedy”, będzie tym samym sądem, jaki my sprawujemy “teraz” wobec biednych i najmniejszych. Jezus, Król nie zrobi nic innego poza tym, co my robimy teraz w naszym życiu poprzez dokonywane przez nas wybory. Aby dobrze zrozumieć ten tekst, musimy pamiętać, że pojawia się on po dwóch poprzednich i poprzedza dwa rozdziały, które opisują mękę. W czasie drogi krzyżowej Król jest skazany, związany, biczowany, nagi, poraniony i ukrzyżowany. W najmniejszych braciach chrześcijanin widzi swojego Króla. W nich, faktycznie dokonuje się męka Chrystusa dla zbawienia świata! W nich spotykamy Jego samego!

Kto przyjmuje jedno z tych dzieci w imię moje, Mnie przyjmuje (Mk 9,37)

Kochając drugiego, kochamy Boga i jeszcze w tym życiu stajemy się błogosławieni, szczęśliwi. Mogę realizować się jako syn, żyjąc jak brat. Biedni są jak bankierzy (por. 25,27), którzy pozwalają pomnożyć się moim talentom.

Ewangelia mówi jasno. W każdym najmniejszym bracie tego świata spotykam twarz Zbawiciela. Pan się z nimi identyfikuje. Oni, tak jak Jezus, noszą na sobie skutki wyrządzonego przez nas zła. Wszyscy ci “biedaczkowie” świata są Nim, Ukrzyżowanym; są naszymi sędziami i naszymi wybawcami. Święta Teresa z Kalkuty całowała Chrystusów świata. Realizowała “kiedy” i “teraz”. Święty Franciszek ucałował trędowatego, ucałował samego Chrystusa. Umiłował “teraz”, aby żyć “kiedyś”, w wiecznym szczęściu. Powinniśmy ucałować biednych i dawać im życie, w ten sposób ucałujemy Chrystusa, który pokazuje się w nich “teraz”, dzisiaj.

Któregoś dnia zabraliśmy z ulicy czteroletniego chłopca. Podszedł do mnie następnego dnia i powiedział z radością i wdzięcznością: Wujku, tej nocy po raz pierwszy spałem w prawdziwym, czystym łóżku. Czy możemy wziąć kombi, pojechać razem na plac Sé i wziąć wszystkich moich przyjaciół z ulicy? Tutaj jest tak pięknie, ale nie jestem szczęśliwy, bo myślę o innych dzieciach, które cierpią. To dziecko, bez wielkiej teologii, zrozumiało wszystko!

Czy wszyscy chcemy zostać święci? Jeśli chcesz być błogosławiony pod koniec życia, kochaj dzisiaj Chrystusa w biednych, których spotykasz na ulicy: w żebrakach, prostytutkach, handlarzach narkotyków, w zagubionych młodych i dorosłych bez życia…, ponieważ jedynie miłując bliźniego, prawdziwie kocham Jezusa. W ten sposób staję się osobą, staję się bratem i dzieckiem Boga!

Bądź zatem uważny. Nasz najmniejszy brat jest ubogi i pragnie, potrzebuje być kochany, aby zrozumieć, że potrafi kochać, że jest zdolny do miłości. Wiele razy doświadczysz, że nie odpowie na miłość, stanie się wymagający, męczący, nieodpowiedzialny, będzie zdrajcą, oszczercą i oskarżycielem. W takiej sytuacji odpowiadaj zawsze tak, jak Jezus Chrystus. On stał się “niczym” i mimo, że wiedział, że nie był kochany, ale oskarżony, odrzucony, ukrzyżowany, pomimo to umiłował i zbawia!

Życie błogosławieństwem polega na tym, że przyjmuję grzesznika (ja także jestem grzesznikiem) i wychodząc ponad dobrą czy złą odpowiedź bliźniego, kocham w nim Jezusa. Czując się kochany przez Boga, kocham mojego brata jak syn-brat.

  1. Antonello Cadeddu

Słowo na wrzesień 2017

 

Podążać za Jezusem, to znaczy być zawsze w drodze, wspinając się, stopień po stopniu, po Jego miłości! Pierwszym krokiem, jak wiemy, jest zdecydowanie się na to, by kochać. Drugi krok, to miłować bliźniego, jak siebie samego. Krok ten zawiera się w „Złotej Zasadzie” konkretnego wprowadzania miłości w praktykę: Wszystko, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie! (por. Mt 7,12). Trzeba teraz, abyśmy uczynili krok, który niewątpliwie jest trudny, wręcz niemożliwy bez pomocy Bożej łaski: “Miłujcie waszych nieprzyjaciół” (por. Mt 5, 44).

Interesujące jest to, że biblijnie, „miłość bliźniego” z czasem poszerzała swoje znaczenie:

  • W Kpł. 19,15-18 „bliźni” jest tożsamy z członkiem ludu Izraela;
  • W Kpł. 19, 33-34 jako „bliźni” traktowany jest również „obcokrajowiec” zamieszkujący w Izraelu;
  • W Łk. 10, 25-37, Jezus odwraca pojęcie „bliźniego” w przypowieści o dobrym Samarytaninie, nauczając nas, że mamy stawać się bliźnimi każdego, bez względu na rasę, czy religię;
  • W Mt. 5, 43, Jezus sięga ekstremum miłości, pouczając nas o miłości wszystkich, nawet nieprzyjaciół, byśmy kochali tak, jak Ojciec, i abyśmy zostali uznani za Jego prawdziwe dzieci! „Jeśli bowiem” – mówi Jezus –  „miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią? Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski.” (Mt 5,46-48)

 

Według Jezusa, taki jest „styl życia” charakteryzujący Jego uczniów, odróżniający ich od pogan, celników i im podobnych. Zatem ma to być „coś więcej”, coś, co ukazuje chrześcijan, jako światłość świata i sól ziemi (por. Mt 5, 13-16), który czyni ich sposób kochania nadzwyczajnym i „doskonałym”!

 

Przed kilku laty, Francja zdumiała się wobec niezwykłego zdarzenia, które rozbłysło niczym światło w ciemnościach tego brutalnego i materialistycznego świata. Pewien chłopak brutalnie zamordował młodą dziewczynę o imieniu Chantal. Było to zdarzenie bardzo szokujące, a proces sądowy transmitowano w telewizji „na żywo”. I wydarzyło się coś, czego nikt nie się nie spodziewał. Matka Chantal poprosiła sędzię, aby okazał miłosierdzie dla mordercy córki:

„Skoro zabił Chantal, to dlatego, ponieważ sam nigdy nie zaznał prawdziwej miłości, nigdy naprawdę nie miał rodziny. W naszej rodzinie pozostało teraz puste miejsce, miejsce po Chantal. Chciałabym prosić, aby ten młody człowiek mógł zająć miejsce naszej córki, w naszym domu, ponieważ jesteśmy chrześcijanami, a Jezus naucza nas kochać nieprzyjaciół i modlić się za tych, którzy nas prześladują. Wiemy, że On nie przyszedł, aby nas potępić, ale aby nas zbawić!”

Zarówno sędzia, jak i cała Francja zostali głęboko poruszeni i zszokowani, wielka cisza towarzyszyła niesłychanemu świadectwu miłości, którą tylko Chrystus może nam ofiarować.

W czasach silnego terroryzmu, kiedy widzimy największe prześladowanie Kościoła w dziejach, w którym co pięć minut jakiś chrześcijanin ponosi śmierć (ponad 100 000 rocznie) jesteśmy powołani jak nigdy dotąd, by świadczyć tę miłość, która jest silniejsza niż śmierć! Podczas gdy radykalizujący się muzułmanie uważają przemoc za drogę do nieba  i sposób uwielbienia Allaha, my, jako uczniowie Jezusa wiemy, że męczeństwo jest prawdziwym znamieniem chrześcijanina, który umiera przebaczając swoim wrogom i modląc się za nich, jak nasz Pan na krzyżu!

Papież Franciszek nie przestaje nas zadziwiać, jak często jest Świadkiem Bożego Miłosierdzia poprzez swoje nieustanne zaproszenie do przebaczenia, do miłości i wstawiennictwa, ponieważ rozumie to, co Jezus mówił św. Faustynie: „nie zazna ludzkość spokoju, dopokąd nie zwróci się do źródła miłosierdzia mojego”.

Wiemy, że doświadczenie wrogości i podziału, zawsze próbuje się zagnieździć, wejść również i do nas, do naszych relacji, nawet do naszych grup, ruchów i fraterni.

Zaczynając od siebie, będziemy mogli walczyć, aby kultura miłosierdzia, doświadczenie przebaczenia zwyciężało w naszych relacjach. Możemy w każdej trudności, nieporozumieniu, błędzie, czy ograniczeniu, dostrzec przestrzeń i możliwość do podjęcia wysiłku w praktyce miłosierdzia! Trzeba, abyśmy codziennie oddawali przeszłość bożemu miłosierdziu, teraźniejszość Jego miłości, a przyszłość – nadziei! Potrzeba, abyśmy zawarli między sobą prawdziwy „Pakt Miłosierdzia”, „Jubileusz Przebaczenia”, przeżywając konkretnie każdy dzień w „powszechnej wyrozumiałości”, abyśmy stali się autentycznymi uczniami Jezusa.

Tak, „Pakt Miłosierdzia”, abyśmy zwyciężyli każdą wrogość przeciw miłości, bo to miłość wszystko zwycięży.

Ks. João Henrique

 

Słowo na sierpień 2017

KOCHAĆ BLIŹNIEGO JAK SIEBIE SAMEGO: DRUGI STOPIEŃ MIŁOŚCI

Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. (Mk. 12,31)

Drugi stopień miłości dotyczy kochania bliźniego jak siebie samego! Jak pisze ewangelista Marek w dwunastym rozdziale swojej Ewangelii, traktuje się go jako „drugie” przykazanie prawa (por. Mk. 12,31).

W tym fragmencie, pewien uczony w Piśmie zapytał Jezusa, które z przykazań prawa jest pierwsze, na co Pan całe prawo mojżeszowe sprowadził do miłości wobec Boga i wobec bliźniego. Uczony w Piśmie odrzekł: Bardzo dobrze, Nauczycielu, słusznieś powiedział, bo Jeden jest i nie ma innego prócz Niego. Miłować Go całym sercem, całym umysłem i całą mocą i miłować bliźniego jak siebie samego daleko więcej znaczy niż wszystkie całopalenia i ofiary (Mk.12,32-33).

Wtedy Jezus, spojrzawszy na uczonego w Piśmie powiedział mu, że niedaleko jest od królestwa Bożego. Rzeczywiście, uczony dobrze rozumiał przykazania, jak i sens ówczesnych praw żydowskich. Wyszedł poza legalizm, który uciskał lud oraz wskazał na inspirujące i jednoczące kryterium prawa mojżeszowego. Przykazań było 613: 365 negatywnych (na każdy dzień roku) i 248 pozytywnych (tyle, ile kości w ludzkim ciele), ponieważ Słowo winno porządkować każdy dzień i „nadawać kształt” człowiekowi.

Nim zagłębimy się w ten fragment, by móc nim żyć, należy zrozumieć, że miłość do brata może być rozumiana jedynie przez łączenie się, wiązanie z pierwszym przykazaniem, które mówi, by kochać Boga całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą. Bóg jest i powinien stać się centrum, celem, końcem wszystkiego, co czynię. Nasze życie składa się z kochania tylko i wyłącznie Boga i w jednoczeniu się z Nim (por. Pwt. 30,20). Miłość do Niego jest naszą drogą „przebóstwienia”, bowiem kochając Go, stajemy się Jego dziećmi. Człowiek staje się tym, co kocha. Jeśli ponad wszystko kocham mojego psa, „przebóstwiam” psa, jeśli kocham pieniądze ponad wszystko, czynię z nich mojego „boga”. Jestem tym, co kocham! Jeśli Bóg jest jedynym centrum mojego życia, staję się Jego dzieckiem i patrząc, „żyjąc Nim” działam, myślę, kocham jak On każdego człowieka. Staję się podobny do Niego przez miłość, która jednoczy!

Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. (Mk. 12,31)

Drugie przykazanie – mówi Słowo – jest podobne do pierwszego. Podążając więc logiką drugiego przykazania, które następuje tuż po pierwszym, mogę zrozumieć, że by być miłością i kochać, nie mogę z innego człowieka robić “boga”, stawiając go ponad Bogiem lub kochając go w inny sposób, przeciwny zachowaniu szacunku dla samego siebie lub szkodząc własnemu wzrostowi poprzez „prostytuowanie się” dla innego.

Oto punkt pierwszy, fundamentalny: nie mogę kochać drugiego człowieka bardziej, niż siebie samego, ani “przeciwko” mnie samemu! Oznacza to, że nigdy nie pokocham drugiego naprawdę, jeśli nie pokocham siebie tak, jak Jezus mnie kocha. Innymi słowy, kiedy naprawdę kocham bliźniego w zdrowy sposób, równocześnie Boga kocham ponad wszystko i kocham siebie, w miłości odkrywając moje pełne spełnienie. Jeśli jest odwrotnie, tj. kochając drugą osobę jako “jedyną” czy “pierwszą”, prędzej czy później odkrywam jej ograniczenia, a więc
i grzechy, staję się rozczarowany lub zżera mnie nienawiść wobec niej.

Ilu ludzi, zwłaszcza tych, którzy nie wierzą w Boga, marnuje swoje życie dla miłości czysto filantropijnej, by w końcu popaść w zniechęcenie, czy życiowe zagniewanie. Ten rodzaj miłości wyłącznej jest niewłaściwy i niekiedy wiedzie ku filozoficznym skrajnościom komunizmu, ku narcyzmowi bądź ku filantropii kierowanych jedynie korzyściami materialnymi i egoizmem, czy też przez jakąkolwiek inną „kulturową dyktaturę”, w służbie władzy. Nie taka jest natura osoby ludzkiej, bożego dziecka! Ten rodzaj miłości czyni z człowieka niewolnika, nie osobę wolną i oswobodzoną, mogącą doświadczać bożej miłości, która mnie „przebóstwia”. Nigdy nie mogę zniewolić drugiego człowieka fałszywą bądź niewłaściwą miłością, ani nie mogę pozwolić zniewolić siebie lub prostytuować się dla innego. Inny powinien być „ukochany jak ja sam”, jak osoba, która spełnia się kochając Boga i będąc kochaną przez Boga.

Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. (Mk. 12,31)

Jezus wyjawia nam sekret prawdziwej miłości: aby kochać drugą osobę, muszę wcześniej kochać siebie jak Bóg mnie kocha i muszę kochać Boga całym sobą! Kocham innych, kiedy kocham i czuję się totalnie kochany przez Boga Ojca-Matkę.

Jak wiele razy ktoś nie chce kochać drugiego człowieka, ponieważ nie kocha siebie. Nie kochając siebie, w głębi mówi sobie, że nie czuje się kochana przez Boga i wpada w wir śmierci i autodestrukcji.

Przypomina mi się pewna kobieta, która zawsze była zamknięta w swoim domu. Nic jej nie satysfakcjonowało. Krzyczała na „boga”, boga fałszywego, którego stworzyła ona sama. To nie był prawdziwy Bóg – Jezus, który umarł za nią. Dlatego zawsze, wobec wszystkiego i wobec Boga, innych ludzi i siebie żywiła gniew, biczując się, spędzając w łóżku dzień i noc. Umarła w swoim egoistycznym ja. Często powtarzała w gniewie: „Boże, dlaczego mi nie pomagasz? Zapomniałeś o mnie?”. Wszystko było przeciwko niej, ofiara siebie samej, i nikt jej nie znosił. Odbyliśmy bardzo krótką i trudną rozmowę, która jednak wiele jej wyjaśniła. Zrozumiała, że jest kochana przez Boga, a nie przez “boga”, którego sama sobie zbudowała. Czując się kochana i zaczynając kochać w sposób prawdziwy, podniosła się z łóżka i wyszła z nami na ulice, aby odwiedzić i pokochać ubogich oraz dzieci śpiące na chodniku. I gotowe! Jej życie odmieniło się, wszystko stało się światłem. Zrozumiała, że kochać siebie samą, to kochać Boga sercem, życiem, umysłem, całą mocą i tym samym sercem, życiem, umysłem, mocą, kochać bliźniego i samą siebie.

Musimy zrozumieć, że patrząc na zranienia, traumy, smutki, zamykając się w nich, nie żyjemy prawdziwą miłością, ale jest to fałsz i egoizm, sposób, poprzez który ja zabijam siebie, zabijam Boga i innych. Zranienia są uzdrawiane jedynie, kiedy rozumie się, że Bóg kocha mnie ponad moje traumy i grzechy. Tak właśnie kocham siebie, ponieważ czuję się cenny dla Boga i kocham drugiego, jak siebie samego, bo wiem, że jest on kochany przez Boga, tak jak i mnie Bóg kocha. Stąd też wynikają dwie, praktyczne konsekwencje – jedna negatywna, druga pozytywna.

  1. Czym sam się brzydzisz, nie czyń tego nikomu! To wyrażenie, obecne już w Starym Testamencie (Tb 4,15; Kpł 19,18), znane było już w starożytności przez różne narody i religie. To główne i uniwersalne w mądrości, szacunek i miłość, które pomagają nam w praktyce przybrać właściwe postawy, które budują nas i innych. Nie chciałbyś korzystać z brudnej toalety? Zatem pozostawiaj ją czystą po skorzystaniu! Nie chciałbym, by ktoś zawracał mi głowę zbędnym hałasem? Zatem sam zwróć uwagę, by nie niepokoić innych…
  2. Wszystko więc, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie! Albowiem na tym polega Prawo i Prorocy (Mt 7,12).Ta pozytywna postawa, twórcza, inicjująca miłość, jest Złotą Regułą, którą Jezus wskazał nam, jako nowość Ewangelii i syntezę prawa. Oto, jak żyć konkretnie tym Słowem, przeżywając życie jak „akademię” miłości, w twórczości Ducha Świętego, w niewyczerpanej, nieutrudzonej szkole ciągłego wymyślania nowych sposobów powiedzenia drugiemu: „kocham cię”. Nie wystarczy kochać. Trzeba, by druga osoba czuła się kochana i dzięki temu ja spełnię się naprawdę jako osoba, w końcu „kochać bliźniego jak siebie samego”, jest efektywniejszą normą dla własnego dobrego samopoczucia i osobistego wzrostu.

Ks. Antonello Cadeddu

Założyciel Przymierza Miłosierdzia