Słowo na listopad 2018

W Rwandzie, podczas dramatycznego ludobójstwa, które doprowadziło do śmierci ponad 800 tysięcy osób, chrześcijanie dali liczne świadectwa Miłosierdzia, które tylko Pan może złożyć w sercu
człowieka.
Pośród tak wielu doświadczeń, które zostały mi zrelacjonowane, chciałbym opowiedzieć następujące: pewnej niedzieli, kiedy we wspólnocie celebrowana była Eucharystia, pewien człowiek,
w momencie “Ojcze nasz”, przerwał modlitwę i powiedział: “Nie mogę modlić się “Ojcze nasz” ponieważ, nie jestem w stanie przebaczyć temu, który zabił moich bliskich . Jak mogę powiedzieć
“przebacz nam nasze winy, jako i my przebaczamy naszym winowajcom”, jeśli chowam jeszcze w moim sercu nienawiść? Potrzebuję pojednać się z tym bratem i poprosić go o przebaczenie za to, że aż do dzisiaj mu nie wybaczyłem, bo przecież jestem uczniem Pana, który na krzyżu, błagał o przebaczenie tym, którzy Go ukrzyżowali. Proszę módlcie się za mnie.” I wyszedł z kościoła. Cała
wspólnota podjęła modlitwę , wstawiając się z wiarą. Następnej niedzieli, ten chrześcijanin wszedł do kościoła ze swoim “nieprzyjacielem”, który powiedział: “ Chcę poznać Boga, który sprawił cię zdolnym do kochania w taki sposób, przebaczania w taki sposób, ponieważ tylko Bóg żywy i prawdziwy może tego dokonać.”

Mam tą pewność, że jeśli rzeczywiście będziemy konkretnymi świadkami Miłosierdzia Ojca, pociągniemy za nami na spotkanie z Jezusem, jedynym Panem i Zbawicielem, tłum mężczyzn i kobiet.

Dzisiaj i zawsze ludzie naszych czasów nie chcą tak bardzo słuchać mówienia o Jezusie, ale chcą słuchać Jezusa, kochać, działać w nas. Dzisiaj i zawsze, mężczyźni i kobiety, młodzi i dzieci, nawet bez wiedzy, noszą w swoich sercach nieskończone pragnienie, niezmęczonego poszukiwania, krzyk, który nie milknie: “Chcemy widzieć Jezusa!” (J 12,21). Oto o co prosili Grecy Filipa i Andrzeja w rozdziale 12 Ewangelii św. Jana, dzisiaj świat ma prawo pytać nas, którzy nazywamy siebie chrześcijanami.

Mam pewność, że nie istnieją źli ludzie. Istnieją tylko osoby zranione, spragnione i głodne, które przemieniły się w trudne, brutalne, bez skrupułów, ponieważ nie były w stanie znaleźć źródła czystej miłości, która jako jedyna może ugasić pragnienie serca. Innymi słowami, świat potrzebuje Chrystusa. Mam pewność, że tak jak mówiła święta Katarzyna “jeśli staniecie się tym kim jesteście,
zapalicie cały świat!”

Jak osiągnąć ten cud? Żyjąc Słowem, trwając w ten sposób w Chrystusie, aby Chrystus żył w nas!

“Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić.” (J 15,5)

Owoce, które Słowo produkuje w nas są niezliczone, ponieważ doskonałości Boskie są niezmierzone. Biblia nas uczy, że Słowo stwarza (Rdz 1,3), uświęca (Wj 19,5-6a), uzdrawia (Mt 8,8),
odradza (1 P 1,22-23), przemienia nas w podobnych do Jezusa (Łk 8,21), wypełnia nas radością (J 15,11), wskazuje, poprawia, wychowuje, udoskonala (2Tm 3,16-17). Warto uważnie czytać i
medytować psalm 119, najdłuższy psalm w Słowie Bożym, z 176 wersetami, gdzie każdy werset poszukuje wychwalania owocu Słowa Boga w tych, którzy je przyjmują.

Istnieje tak wiele łask, tak wiele owoców, których nie można wyrazić. Wiecie dlaczego?
Jezus nam zdradza sekret: “Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego, i będziemy u niego przebywać.” (J 14,23). Słowo przyjęte, zachowane w sercu i w życiu, przemienia nas w “żywe tabernakulum” Boga, przemienia nas w Maryję, “płodnych”, “wypełnionych” Bogiem, przemienia nas w nowe “Arki Przymierza”. I Arka była miejscem gdzie Bóg manifestował swoją obecność: a Shekinah !

Wiecie dlaczego, wraz z przyjściem Chrystusa i narodzinami Kościoła, Świątynia została zniszczona a Arka, w tajemniczy sposób, zniknęła? Jestem pewien, że wydarzyło się to, abyśmy zrozumieli, że nowy czas jaki Jezus przyszedł ustanowić na świecie, jest czasem
nowej “świątyni”, gdzie każdy z nas jest powołany do przemiany, aby świat doświadczył i uwierzył w Obecność Boga Żywego, który żyje w nas. To jest wspaniałe! Jak również jest dla nas wielką odpowiedzialnością.

Wewnątrz Arki przechowywane było Słowo Boże, manna i laska władzy kapłańskiej Aarona. Duch Święty dzisiaj chce wypisywać Słowo na tablicach naszych serc (2 Kor 3,3) i daje nam Chleb Życia oraz autorytet Pana, abyśmy stawali się świadkami Jego mocy,
kapłanami w świecie i prawdziwymi adoratorami. Radością Ojca jest, abyśmy mogli produkować wiele owoców z Chrystusem, ponieważ bez Niego, nic nie możemy uczynić. Musi być jasne dla nas: “Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, poproście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami.” (J 15,7-8)

Zapamiętujmy, więc i żyjmy z żywą wiarą i śmiałością w miłości, tym Słowem:

“Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić.” (J 15,5)

Naszym powołaniem, w tym świecie i w wieczności jest, abyśmy przemienili się w żywe Słowo dla ludzi. Tworząc mnie, Pan głosił Słowo w inny sposób, partykularnie, dawał mi życie, to życie unikalne, tą specjalną misję, którą żaden inny mężczyzna ani kobieta, w historii ludzkości, nie mógłby zrealizować, oprócz mnie. I to Słowo, którym jestem, nie może wrócić do nieba bez zrealizowania swojej własnej misji, bez przyniesienia owoców, dla których zostało posłane na świat, jak mówi prorok Izajasz (Iz 55,11).

Pomyśl jak cenne jest twoje życie, “słowo żywe”, które ludzie mogą czytać bez potrzeby słów (1P 3,1). Proś Ducha Świętego, aby mógł pokazać im to Słowo wybrane, do którego zostałeś
powołany, aby być dla świata… Twoja misja jest unikalna, twoja osobista postawa zgody na to, aby Jezus żył w twoim sercu, która stanie się odblaskiem świętości Boga w historii ludzkości.

Czy pamiętasz co mówił święty Augustyn, jak już o tym pisaliśmy, jeśliby spalono całą Biblię i pozostało by tylko jedno Słowo: “Bóg jest miłością” (1J 4,8), to cała Biblia byłaby uratowana?
Bardzo dobrze.. Chiara Lubich również przychodzi by powiedzieć o wersecie z 1 J 4,8, który jeśli byłby spalony, a na świecie pozostał jeszcze prawdziwy uczeń Chrystusa, który zachowuje Jego Słowo w sercu, to cała Biblia byłaby uratowana i mogłaby być czytana w naszym życiu, czynach i gestach Miłości i Miłosierdzia.

Jeśli więc Bóg jest Miłosierdziem, a świat potrzebuje spotkać pokój, “bądźmy miłosierni jak Ojciec jest miłosierny” (Łk 6,36), a w taki sposób rozprzestrzenimy na świecie ogień miłości Boga Żywego i Świętego!

o. João Henrique

Słowo na październik 2018

Są to słowa, które wypowiadają uczniowie idący do Emaus, kiedy, uciekając z Jerozolimy, spotykają się z Jezusem. Zza tego wyrażenia wyłania się prawda, która przemienia życie tych, którzy ją rozumieją, tak jak się to stało z uczniami.

W istocie można zauważyć, że wielu chrześcijan słucha Słowa Bożego, lecz go nie rozumie. Słowo Jezusa można zrozumieć jedynie wówczas, gdy żyjemy w określonych warunkach. Dziś przeanalizujemy jeden z nich, otwierający nas na pozostałe.

Słowo Boże można zrozumieć jedynie wtedy, gdy Jezus jest obecny pośród dwu lub więcej braci zebranych razem! Jedynie wówczas, gdy trwamy w jedności i miłości. Spójrzmy na fragment, który analizujemy, gdyż on otworzy nam oczy i pomoże zrozumieć tę rzeczywistość.

Uczniowie, uciekając z Jerozolimy, „rozprawiali” między sobą [dosł. dyskutowali]. Słownik języka portugalskiego tak objaśnia sens słowa „dyskutować”: „wyrażać własne idee jako stojące w opozycji do tego, co uważają inni”.

Taka jest rzeczywistość, w której zazwyczaj żyjemy. Kiedy dwie osoby budują relację, zawsze przyjmują postawę dystansu, obrony, opozycji. Często nie jest to dostrzegalne na pierwszy rzut oka, lecz w istocie zawsze przyjmujemy postawę obronną.

Jest to szczególnie interesujące, gdy wyakcentujemy, że uczniowie nie rozumieją się wzajemnie, nie dostrzegają i nie rozpoznają Jezusa – tego samego Jezusa, który przez trzy lata żył razem z nimi. Ich oczy pozostają ślepe i nie mogą rozpoznać Tego, który od wieków żyje w komunii z Ojcem i Duchem Świętym.

Wielu chrześcijan, niestety, żyje w tej ślepocie: dyskutują, walczą, wprowadzają podziały, rzucają oszczerstwa. Nie znajdują w Słowie Bożym życia, używając go jedynie do formułowania praw i zasad, które krępują i, co więcej, na nieszczęście odpychają tych, którzy chcieliby odnaleźć w nich życie, jakie daje Ewangelia.

Uczniowie, gdy uciekali z Jerozolimy, byli smutni, czuli się zdradzeni, bali się, żyli w ciemności, nie akceptowali faktu śmierci Jezusa, ich serce było zamknięte, chcieli wrócić do życia pozbawionego sensu, życia w samotności, z dala od pozostałych uczniów. Najsmutniejsze jednak jest to, że oni znali słowa i życie Jezusa! Doświadczyli już mocy Boga, Jego miłości. Widzieli cuda, byli świadkami uzdrowień, sami też zostali dotknięci miłością Boga, lecz niczego nie rozumieli, czuli się osamotnieni, ich umysł błądził, pozostawali ślepi.

Musimy powrócić do źródeł naszej istoty, żyjąc tak, jak On żyje z Ojcem i Duchem: do życia w komunii. Jezus jest żywym Słowem, Logosem, Słowem Boga. On mówi, że jedyną racją Jego egzystencji było wypełniać wolę Ojca i żyć nią. Powiedział: „Ja i Ojciec jedno jesteśmy” (J 10,30) i jeszcze: „A Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy” (J 14,26). Realizowało się to również w najtrudniejszych momentach Jego życia, kiedy mówił: „Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode mnie ten kielich! Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!” (Łk 22,42).

Jak cudownie jest zrozumieć ten fakt, że aby móc być Słowem, trzeba żyć Słowem Ojca! Bóg pozostawia nam wolność nawet wówczas, gdy się gubimy, gdy nadal poprzestajemy na naszym małym życiu upływającym na niczym, tocząc między sobą walki, pozostając w smutku i w ślepocie umysłu. Wybór należy do nas! Jednak On zawsze jest gotowy. A chodzi o coś tak prostego! Wystarczy żyć w jedności, miłować się wzajemnie i nawzajem się słuchać, także wtedy, gdy stajemy wobec Słowa.

Wystarczy uwierzyć w to, że przez drugiego człowieka przemawia zawsze sam Jezus, a smutek, kłótnie, ślepota, podziały, strach – ustaną. Gdy będziemy żyć w taki sposób, skutek będzie absolutnie i wyłącznie jeden: On sam, Jezus, będzie objaśniał nam swoje Słowa, dając każdemu z nas życie nadprzyrodzone.

We fragmencie mówiącym o uczniach idących do Emaus czytamy:

„I zaczynając od Mojżesza poprzez wszystkich proroków wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego” (Łk 24,27).

Czy my również chcemy odkryć sekrety Boga? Jego mądrość? Czy chcemy doświadczyć tego, czemu wyraz dali uczniowie, gdy On zniknął? Czy chcemy? Wystarczy, byśmy żyli w jedności między sobą, miłując się wzajemnie, a Jezus będzie do nas mówił i zapanuje całkowita jasność i nieustające szczęście, tak samo w radościach, jak i smutkach.

Antonello Cadeddu
Założyciel Przymierza Miłosierdzia

Słowo na wrzesień 2018

W życiu świętego Augustyna, jak czytamy w opowieści o jego nawróceniu, silne doświadczenie Słowa Bożego było dla niego wyzwoleniem, zmieniło jego życie, przemieniając jego serce!

Był on wówczas w ogrodzie – w Mediolanie, we Włoszech – i toczyła się w nim zaciekła walka duchowa między nieuporządkowaną pożądliwością ciała i wołaniem Ducha, który wzywał go do oddania życia Panu Jezusowi. Nagle usłyszał głos: “Bierz i czytaj”. I tak otworzył Pismo na rozdziale trzecim Listu do Rzymian i przeczytał: “Teraz nadeszła dla was godzina powstania ze snu. Teraz bowiem zbawienie jest bliżej nas, niż wtedy, gdyśmy uwierzyli. Noc się posunęła, a przybliżył się dzień. Odrzućmy więc uczynki ciemności, a przyobleczmy się w zbroję światła! Żyjmy przyzwoicie jak w jasny dzień: nie w hulankach i pijatykach, nie w rozpuście i wyuzdaniu, nie w kłótni i zazdrości. Ale przyobleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa i nie troszczcie się zbytnio o ciało, dogadzając żądzom” (Rz 13,11-14).

Tamten moment był jak dzień Pięćdziesiątnicy, który uczynił Augustyna nowym stworzeniem, tak jak stało się z apostołami w wieczerniku, w Jerozolimie, w ową pierwszą Pięćdziesiątnicę, która przemieniła historię. Odtąd Augustyn nie był już tym samym człowiekiem.

Ojciec Raniero Cantalamessa głęboko dotyka tej tajemnicy, kiedy mówi, że każde Słowo Boże jest natchnione przez Boga, a zarazem tchnie Ducha Świętego w nasze życie. Mocą Słowa możemy przeżywać nasze życie jako “nieustanną Pięćdziesiątnicę”.

Ileż razy doświadczamy tego, że głoszenie Słowa przemienia, przekształca życie tak wielu braci i sióstr, których spotykamy na ulicach, zniszczonych wskutek życia w opuszczeniu, nałogach i grzechach! Chciałbym wskazać trzy konsekwencje tej Pięćdziesiątnicy Słowa, Ducha i życia.

Słowo nawraca, przemienia i odnawia

Spotkanie ze Słowem jest spotkaniem z samym Chrystusem, który dziś – tak jak na początku Ewangelii – woła: “Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!” (Mk 1,15b). To nawrócenie jest przede wszystkim łaską, darem, który otrzymujemy, gdy przyjmujemy Słowo, które zbawia, które czyni wszystko nowym.

Ten sam o. Cantalamessa opowiadał o alkoholiku, który pewnego dnia przypadkowo usłyszał Słowo z księgi Pieśni nad pieśniami, które mówiło: “miłość twa przedniejsza od wina” (Pnp 1,2b). To słowo było tak żywe, tak silnie wkraczające w jego życie, że w tym samym momencie przeżył chrzest w Duchu Świętym, został uwolniony od nałogu i stał się nowym stworzeniem. Z całą pewnością Jezus, Ten, który “z niezmierzonej obfitości udziela Ducha” (J 3,34), jest obecny w swoim Słowie.

Dlatego też święty Ignacy Antiocheński mówił: “Oddaję się cały Ewangelii, tak jak samemu Ciału Chrystusa”; a święty Augustyn twierdził, że nie jest mniej winny ten, kto wskutek niedbalstwa pozwoli “upaść na ziemię” Słowu Bożemu od tego, kto w ten sam sposób pozwoli upaść eucharystycznemu Ciału Chrystusa. Muszę więc nauczyć się wchodzić w relację ze Słowem Bożym tak jak z żywą osobą, która komunikuje się ze mną i przekazuje mi siłę i życie swojego Ducha.

Słowo poprawia, wychowuje i udoskonala

Wszelkie Pismo od Boga natchnione [jest] i pożyteczne do nauczania, do przekonywania, do poprawiania, do kształcenia w sprawiedliwości – aby człowiek Boży był doskonały, przysposobiony do każdego dobrego czynu” (2 Tm 3,16-17).

Ciekawie jest odkryć, że – jak przeczuwała Chiara Lubich – każde Słowo niesie z sobą aspekt “negatywny” i “pozytywny”, wymiar wyrzeczenia, “śmierci” i wymiar “życia”, jak na przykład: kto “traci” swoje życie, “znajduje” je (vide: Mt 16,25); “Dawajcie, a będzie wam dane” (Łk 6,38). Każde Słowo zawiera syntezę samego misterium paschalnego i ma moc sprawić, że przejdziemy ze śmierci do życia, umożliwiając nam ciągły wzrost, doskonalenie.

Oto dlaczego tak cudownie jest mieć zawsze w ręku Słowo Pana, jak stale radzi papież Franciszek. Głupotą jest nie dbać o regularne czytanie Słowa Bożego, a nawet, być może, przeczytanie całej Biblii w rok… czytając trzy rozdziały dziennie (mniej więcej 15 minut dziennie). Nie zapominajmy nigdy, że, jak mówił święty Hieronim, nieznajomość Słowa jest nieznajomością Chrystusa. Człowiek mądry, który pragnie stałego wzrostu, przeżywa życie “w rytmie Słowa Bożego”.

  1. Amedeo Cencini w swojej książce “Życie w rytmie Słowa” sugeruje, żebyśmy zaczynali każdy dzień ze Słowem Bożym; każdy tydzień – momentem rewizji i planowania w świetle Słowa; każdy miesiąc – dniem skupienia spędzonym na słuchaniu Słowa, a każdy rok – kilkudniowymi rekolekcjami spędzonymi ze Słowem Bożym. Innym pięknym świadectwem jest to, jakie dają rodziny będące na Drodze Neokatechumenalnej. W niedziele przeżywają one w domu celebrację Słowa z dnia Pańskiego i razem medytują, dzieląc się Słowem Bożym: rodzice i dzieci, ci dorośli i ci najmłodsi, zebrani na modlitwie rodzinnej.

Słowo czyni nas rodziną Pana, Ludem Bożym

To poprzez Słowo Pan gromadzi i buduje swój lud. To dzięki Słowu ustanowił lud Izraela. Dzięki Słowu Pan umacnia swe Przymierze.

Wiele razy mówimy, że nie jest Przymierzem Miłosierdzia ten, kto – na przykład – składa przyrzeczenia lub recytuje formułę konsekracji. Przymierzem Miłosierdzia jest ten, kto żyje Słowem ustanawiającym nasz charyzmat: “Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnymi, abym obwoływał rok łaski od Pana” (Łk 4,18-19).

Tak stało się w mojej rodzinie. Kiedy byłem młody, Pan użył mnie jako narzędzie dla nawrócenia mojego ojca, a tym, co przemieniło moją rodzinę był moment, w którym właśnie on (po swoim nawróceniu) zaproponował, byśmy raz w tygodniu odłączyli telewizor i “podłączyli się” do Słowa Bożego. W każdą sobotę razem czytaliśmy i medytowaliśmy fragment Słowa Bożego. Następnie dzieliliśmy się doświadczeniem Słowa przeżywanego w ciągu całego tygodnia i razem modliliśmy się. Rodzinne awantury (wcześniej bardzo częste) ustąpiły miejsca pokojowi, który był owocem komunii Słowa; izolacja (której wcześniej doświadczaliśmy między sobą) ustąpiła miejsca radości z serdecznego dzielenia się, a wzajemne zrozumienie gromadziło nas wokół Jezusa, żywego, obecnego pośród nas, jako prawdziwej rodziny.

Jak bardzo chciałbym, żebyśmy wszyscy mogli doświadczyć w sposób konkretny mocy tego Słowa i jego żywotności, decydując się na przeżywanie – przynajmniej raz w miesiącu – “Wieczernika” w swoich domach. “Wieczernik” jest doświadczeniem Kościoła domowego w małych grupach, które wzrastają i pomnażają się wokół Słowa. Razem z członkami rodziny i przyjaciółmi co miesiąc będziemy czytać, medytować, żyć i dzielić się Słowem, pozwalając, by to spotkanie czyniło z nas prawdziwą “rodzinę”. Będzie to eksplozja życia i spotkanie, które nas jednoczy, odnawia, poprawia i buduje!

João Henrique

 

Słowo na sierpień 2018

W tym Słowie Jan objawia wielką tajemnicę wcielenia Syna Bożego, Jezusa, prawdziwego Człowieka i prawdziwego Boga; ukazuje istotę „Syna Ojca przedwiecznego” w Jego ziemskim życiu, działającego i mówiącego w imieniu Ojca.

Te słowa wydają się proste, ale kryją w sobie pewien serkret, tajemnicę, ważną prawdę, która zrozumiana przemienia nasze życie. Lepiej byłoby powiedzieć, ma moc przemienić nasze życie, ponieważ, aby tak się stało, potrzebujemy tę rzeczywistość odkryć i zacząć nią żyć.

W czasach Starego Testamentu, od czasów Sędziów, przed królem Dawidem, wzrastała świadomość, że nadejdzie Mesjasz, który będzie królem i kapłanem ludu Izraela. Nie powinniśmy nigdy zapominać, że nieliczny lud żydowski żył wtedy wśród wielkich potęg militarnych, które miały potężnych władców, sprawujących władzę nad światem. Żydzi, prześladowani przez te wojownicze ludy, walczyli i zmagali się o wolność i ziemię, która obfitowałaby w mleko i miód.

Powoli kształtowało się, także za pośrednictwem proroków, przekonanie, że Bóg pośle wielkiego króla, mesjasza, który jak król Dawid, przyniesie pokój i dobrobyt. Z czasem powstała idea króla – posłańca Bożego, którzy tak jak wrodzy królowie, miałby być wielkim, zwycięskim, prowadzonym przez Boga wojownikiem. Miał panować nie tylko nad ziemią Izraela, ale potężnym ramieniem oraz sprawiedliwością podbić także inne narody; wreszcie miał nastać tak wyczekiwany pokój.

Taka była mentalność ludzi tamtych czasów. Musimy jednak szczerze przyznać, że to także nasza mentalność, ludzki sposób rozumowania. Również my, nie zdając sobie z tego sprawy, czasami powielamy takie oczekiwania. Chcemy i szukamy Boga silnego, który pokonałby wszystko, co nie zgadza się z naszym sposobem rozumowania, Boga który stanie po naszej stronie w wojnie, by zniszczyć tego, kto jest przeciwny naszemu sposobowi życia. To oczywiste, że takiego Boga stworzyliśmy sobie na nasz obraz i podobieństwo, by spełniał nasze oczekiwania.

A Słowo ciałem się stało i zamieszkało między nami (J 1, 14)

Dwa tysiące lat temu na świat przyszedł Jezus! Na początku było Słowo i Bogiem było Słowo, i stało się ciałem, tak jak my. Jezus zrewolucjonizował i nadal rewolucjonizuje to jak postrzegamy Boga.

– Mógł urodzić się w cesarskim pałacu Tyberiusza, a narodził się w grocie i został położony w żłobie;

– Mógł przyjmować honory od książąt i kapłanów świątynnych, a hołd złożyła mu mała grupa pasterzy – ludzi, którzy w tamtych czasach nie mieli żadnej wartości i zanieśli mu w darze to, co mieli: ser, owieczki…;

– Mógł otrzymać staranne wykształcenie w świątyni w Jerozolimie, ucząc się o tajnikach Tory, aby stać się wielkim uczonym w piśmie. Przeciwnie, uciekał do Egiptu, a potem mieszkał w nieznanej galilejskiej wiosce, Nazarecie;

– Mógł szkolić się w sztuce wojennej, by przewodzić legionom, a potem rządzić mieczem, prowadząc wojny, a pracował jako cieśla, wykonując pracę ludzi ubogich.

Co to za Bóg, który takim objawia się Żydom i nam?

My, kapłani chcemy wielkich katedr, ogromnych pałaców, gdzie studiuje się teologię, by zostać wielkim teologiem; złoconych kielichów i bogatych ornatów, by celebrować Mszę. Eksponujemy pozłacane krzyże na piersi… dobrze, że chociaż Papież Franciszek odrzucił wszystko, co związane z bogactwem i manifestowaniem władzy! Ojciec Święty prosi nas, byśmy wrócili do życia Słowem w konkrecie, porzucając stworzone przez nas pojęcie Boga potężnego, porzucając wiarę, że jedynie katolicy są doskonali, ponieważ z tego powodu, niestety, możemy skończyć z całym chrześcijaństwem i tymi, którzy chrześcijanami nie są.

Nie twierdzę, że nie potrzebujemy przygotowanych teologów, potrzebujemy teologów, księży, którzy chcą należeć jedynie do Jezusa, którzy przyjmą życie w ubóstwie, w skromnym domu, kochając Boga ponad wszystko…

Jezus, nasz Pan i Bóg chciał pokazać swoim życiem, że jedyną ważną rzeczą jest wypełnianie Słowa Ojca w niebie. Wybrał życie takie jak ubodzy, bycie odrzuconym, ranionym, biczowanym, ukrzyżowanym; został pokryty ranami, okazywał miłosierdzie nieszczęśliwym. Został uznany za złoczyńcę, jak łotrzy, których ukrzyżowano obok Niego, jednego po prawej i drugiego po lewej stronie.

On przeżywał to, co w teologii nazywamy kenosis; chociaż był Bogiem, stał się ostatnim ze wszystkich, by zanieść Boga wszystkim. On, będąc Bogiem, poprzez swoje posłuszeństwo objawił się jako Syn Ojca, kochającego ludzi prostych, ubogich, cierpiących, grzesznych.

A my? Czy rozumiemy konieczność wykonania skoku jakości w naszym życiu, to że powinniśmy wrócić do naszej pierwszej miłości, by nie być „wyrzuceni z ust Boga” i nie stać się jak trzcina, kołysana na wietrze, przeżywając niepokój i nieustannie szukając tego co, bardziej korzystne?

Powinno być dla nas jasne, że możemy głosić Słowo Boga jedynie, jeśli naśladujemy Jezusa, kiedy jesteśmy gotowi umniejszać się przed innymi; gotowi żyć jedynie wolą Ojca, nawet jeśli wymaga to doświadczenia cierpienia i niezrozumienia. Powiedziałbym nawet, że jedynie będąc razem z Nim na krzyżu, możemy z pokorą głosić Słowo. Dlatego nie powinniśmy bać się obierać ostatnich miejsc lub bać się krytyki z powodu tego, że żyjemy poza rzeczywistością świata.

Wpatrujmy się w przykład świętych. Ojciec Pio mieszkał w małej wiosce na południu Włoch. On nie chciał zdobywać ludzkiego uznania, ale chciał być wierny powołaniu Boga. Został ukrzyżowany razem z Jezusem, także przez Kościół, ale nie poddał się, nie przestał się modlić, kochać, przyjmować rany fizyczne i duchowe. Dzisiaj jest znany na całym świecie. Nie szukał rozgłosu ani w telewizji, ani w radio, jedynie żył Słowem, a Bóg wywyższył go za dobro, które wyświadczył tylu ludziom.

Nadszedł czas, by żyć tak, jak Jezus nas o to prosi, by być prawdziwymi prorokami. Zróbmy głęboki rachunek sumienia. Dostrzeżmy nasze bożki, to jaki fałszywy obraz Mesjasza nam towarzyszy i wreszcie, wyrzućmy to wszystko, aby żyć jedynie prawdą i być żywym Słowem Jezusa. Świat tego potrzebuje. Wybór należy jednak do nas.

Ks. Antonello Cadeddu

Założyciel Przymierza Miłosierdzia

Słowo na czerwiec 2018

Stajemy dziś wobec człowieka głuchego i niemego. Jezus wykrzykuje jedno słowo: “Effatha” – i wszystko się przemienia, człowiek zaczyna prawidłowo mówić i słyszeć. Ta osoba jest niema, ponieważ nie słyszy. Nie może wyrazić siebie, ponieważ nigdy nie słyszała żadnego słowa.

Wydawałoby się, że nie ma nic prostszego niż słowo, a jednak wszelki podstęp, kłamstwo, wszelki fałsz i spory rodzą się ze słowa. Także miłość, dar i służba kiełkują ze słowa miłości. Taka jest moc słowa!

To właśnie słowo odróżnia osobę ludzką od zwierzęcia. Wszystko rodzi się ze słowa i słowo stwarza wszystko. Spójrzmy choćby na wybór, jakiego dokonują rodzice, gdy nadają imię dziecku: wraz z imieniem otrzymuje ono tożsamość.

Słowo jest także przekaźnikiem ludzkiej wiedzy. Wszelka nauka, filozofia i nowe doświadczenia są przekazywane za pośrednictwem słowa.

Słowo Boże i słowo ludzkie

Słowo wreszcie czyni z człowieka osobę wolną lub niewolnika. Spójrzmy choćby na to, jak często media są używane do manipulowania ludźmi.

Słowo pozwala mi żyć w komunii z Bogiem i z drugim człowiekiem. Sam Bóg porozumiewa się z człowiekiem poprzez Słowo. Możemy także powiedzieć, że za pośrednictwem słowa człowiek porozumiewa się z innymi ludźmi, a także z rzeczami.

W tekście biblijnym, który rozważamy, Jezus przemierzał posiadłości Dekapolu, ziemi pogańskiej. Dziś On znajduje nas w naszej niewierności, naszym umyśle opanowanym obsesją, a pustym. Jesteśmy przepełnieni ideami i konceptami, które czynią nas głuchymi i niemymi w obliczu codzienności.

To ludzie przyprowadzają osobę głuchą do Jezusa. Dobrze jest mieć na uwadze, że w dosłownym tłumaczeniu greckie słowo pojawiające się w tekście Ewangelii mówi nam, że ten człowiek mówi, lecz nikt nic z tego nie rozumie: jego problem to problem z komunikacją.

Wyrazić egzystencjalną pustkę

Wydaje się to dziwne! Lecz w naszym życiu wielokrotnie rzeczywistość jest właśnie taka. Nasza mowa okazuje się pusta, nie mająca sensu, bezwartościowa i męcząca zarówno dla tego, kto słucha, jak i dla nas, którzy mówimy. Człowiek z Ewangelii jest głuchy, a osoba głucha nie może też mówić. Słowo jest wszystkim, ale dla niego, który nigdy nic nie słyszał, nie jest możliwe wejście w relacje z innymi ludźmi.

Kilka lat temu do jednego z naszych domów przyjęliśmy brata, który przez wiele lat żył na ulicy. Nie mówił, zawsze był spięty, nerwowy, zamknięty. Będąc żebrakiem, stał się głuchy na jakikolwiek gest czy słowo. Wydawał się głuchy, ponieważ odmawiał wejścia w jakąkolwiek formę dialogu. Po kilku miesiącach, w których otrzymywał wiele gestów i słów miłości, niespodziewanie wypowiedział jedno słowo: „dziękuję”. Wszystko się otworzyło, miłość zwyciężyła! On nigdy wcześniej nie był kochany, nigdy nie kochał sam siebie, ale Miłość pozwoliła mu otworzyć się na to, by słyszeć i mówić.

Głuchota serca

Ten przykład pokazuje nam, że w takiej mierze jesteśmy osobami, w jakiej wchodzimy w relacje z innymi i w jakiej czujemy się kochani.

Jezus wziął człowieka na bok, osobno od tłumu. Ta osoba potrzebowała dostrzec, że została ukochana w sposób osobisty, indywidualny. Taka jest miłość Jezusa. Bóg wie, że jesteśmy głusi ponieważ nie czujemy się kochani – przez Niego, osobiście.

Jesteśmy jak Adam, który wolał uciec od Boga, gdyż z powodu swojego grzechu spoglądał jedynie na siebie samego. Jego duma nie pozwalała mu dłużej słuchać głosu Boga i dlatego się ukrył. To jest także nasz dramat.

Gdy osoba nie czuje się już kochana przez Boga – a On nadal ją kocha – staje się nieszczęśliwa; nie potrafi już słuchać, zamyka się w swoim „ja”, nie kocha i nie czuje się kochana.

Effatha, otwórz się!

Lecz kontynuujmy naszą drogę z Jezusem i spójrzmy na gesty, które On czyni, choćby nawet zdawały się nam dziwne.

Najpierw dotyka On swoim palcem uszu głuchego. Przywołajmy w tym momencie słynny wizerunek Michała Anioła z Kaplicy Sykstyńskiej, na którym Bóg swoim palcem przekazuje życie Adamowi, człowiekowi. Jezus dotyka swoim placem uszu głuchego. Na nowo stwarza człowieka i pozwala mu usłyszeć Jego miłość. Jezus rodzi w nas nowe życie. Bo my nie mogliśmy już usłyszeć kroków Boga chcącego wyjść nam na spotkanie, gdyż byliśmy martwi dla Raju.

Tego samego doświadczamy, gdy jesteśmy głusi na krzyk najbardziej potrzebujących. Boimy się ich, ponieważ pewnie myślimy sobie, że mogą ukraść nam to, co zyskaliśmy dzięki kłamstwom i oszustwu. Potrafimy jedynie zabijać i robić wszystko, by wykluczyć tych, którzy nie są tacy jak my, którzy nie myślą zgodnie z naszą logiką śmierci, logiką dominacji nad drugim i działania jedynie dla egoistycznych korzyści.

Spójrzmy na świat: jest on pełen głuchych, którzy eliminują innych głuchych. Jesteśmy otoczeni ludźmi niemymi, którzy nie mówią już o pokoju, przez co sprawiają, że zwycięża wojna. Jezus – przeciwnie – wskazuje nam nową drogę.

Jezus przekazuje swoją Miłość

Tuż przed swoja śmiercią Jezus, prawdziwy Bóg i prawdziwy Człowiek, woła: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią” (Łk 23,34).

Słowo Jezusa, Jego akt Miłości, przełamuje naszą głuchotę i uzdalnia nas do mówienia nowym językiem miłości. Jest to tak prawdziwe, że setnik mówi: „Prawdziwie, ten człowiek był Synem Bożym” (Mk 15,39). On rozpoznaje i my rozpoznajemy to, że palec Boży przemienia naszą osobę i, wreszcie, słysząc miłość Jezusa, możemy stać się tym, co słyszymy. Nie zapominajmy o tym, że człowiek staje się „tym słowem, które słyszy”, gdyż ono czyni z nas osobę i że człowiek żyje tym słowem, które obrał dla swojego życia.

Ustami głosić chwałę Bożą

Drugi gest, który czyni Jezus: śliną dotyka języka głuchoniemego. Ślina jest symbolem Ducha Świętego. Jezus dotknął języka, aby wreszcie ten człowiek mógł być tym, czym od wieków jest: obrazem i podobieństwem Boga. Święty Paweł pisze, że Duch pozwala nam mówić „Abba, Ojcze”.

Gdy nie możemy słyszeć prawdy, stajemy się niewolnikami fałszu i kłamstwa. Byliśmy niezdolni do słuchania Słowa miłości Ojca.

Duch uwalnia nas od słów niegodziwych, wyniosłych i kłamliwych, abyśmy mogli głosić jedyną prawdę: że On jest miłością, że On jest Ojcem, który nas kocha. Wszystko to dokonuje się, ponieważ Jezus ogłasza, stwarzając: „Effatha”, „otwórz się”.

Tak, to On uzdalnia nas do słuchania odwiecznego Słowa Miłości i daje nam możliwość wychwalania na wieki Tego, który nas stworzył.

To Jezus, który, uzdrawiając nas z naszej głuchoty i naszej niezdolności mówienia, pozwala nam słyszeć to, co Ewangelia proponuje nam czynić, by realizować w sobie nowe życia, życie we wzajemnej miłości i głoszeniu wszystkich cudów, których Bóg dokonuje w każdym momencie.

Antonello Cadeddu
Założyciel wspólnoty Przymierze Miłosierdzia

Słowo na kwiecień 2018

Często słyszymy, że Słowo jest twórcze, to źródło życia, bez niego nic nie zostało uczynione, podtrzymuje wszystkie rzeczy.

Są to mocne i prawdziwe słowa, mówiące o życiu, lecz powinniśmy przyznać, że zaledwie rozumiemy wartość i znaczenie tych wyrażeń w naszym życiu, tej rzeczywistości, która nie jest jakąś ideologią, lecz Osobą. „Logos”, „Słowo Boże” to jest Osoba: to Jezus!

Co to oznacza? Jaką głębię kryje w sobie ta prawda?

Pewna trudność w zrozumieniu tej tajemnicy wynika z kultury, która została, powiedzmy, wygrawerowana w naszym umyśle. W prosty sposób przytoczymy syntezę dwóch aspektów, nie chcąc myśleć o wyczerpaniu argumentów, ale z pewnością każdy mógłby i powinien zagłębić się w kolejny kontekst.

W ciągu ostatnich 200 lat pewne zdeterminowane osoby i światowe organizacje pracowały nad tym, by skierować swoje zdolności i inteligencję w kierunku wszystkich wartości, które Kościół otrzymał przez żywot i Słowa Jezusa. Wiele ideologii, takich jak iluminizm, kapitalizm, nazizm, komunizm umieszczały rozum ludzki i wszystko to, co zdołał odkryć, kierując się zasadą „przyczyn i skutków” wydarzeń jako jedynym kryterium prawdy. Dzisiejszy umysł ludzki jeszcze bardziej dąży do materializmu. Wszystko, co wykracza poza umysł nie posiada już więcej wartości.

Inna rzeczywistość, która zakłóca i myli nasze zrozumienie „Słowa-Logos” to znaczenie słowa „logos” w filozofii greckiej. „Logos-demiurgo” dla Platona to Stworzyciel, który nadał porządek istniejącemu już chaosowi i kosmosowi (chaos-kosmos) i który nadaje nieśmiertelność duszy ludzkiej i innym bóstwom, dając im zadanie tworzenia rzeczy i ciał. To wszystko stwarza w nas ideę bytu organizującego sprawy i podążającego z czasem według schematu przyczyn i skutków, aby nadać określony porządek stworzeniu.

Te filozofie i ideologie mają wpływ na sposób myślenia nowoczesnej kultury i wpływają również na Kościół i nauki o Słowie. Wielu teologów i biblistów skoncentrowało nauki głównie na logice, przyczynie i skutku, zatracając prawdziwe pochodzenie i znaczenie słów biblijnych takich jak na przykład to wyrażenie które czytamy:

„Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo.” (J 1,1)

Aby móc zrozumieć słowo „Logos”, którego używa Jan Ewangelista powinniśmy odnieść się do oryginalnego znaczenia tego słowa w języku żydowskim, którym jest „Dabar”.

W Biblii słowo „Dabar” ma sens twórczego działania. To słowo nie może być rozumiane w znaczeniu przyczyny i skutku, ale jako siła osobista zdolna do stworzenia, rodząca z niczego wszystkie rzeczy. Powinniśmy wejść w rozumowanie, że w Bogu nie istnieje przed i po, ale jest to Istota obecna, u której „mówić to robić” i „robić to mówić”. Kiedy Bóg „mówi”, On to robi i kiedy On „robi”, mówi.

Na przykład w Księdze Rodzaju czytamy: A wreszcie rzekł Bóg: „Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam (…) stworzył mężczyznę i niewiastę.” (Rdz 1,26-27), Bóg mówi i to robi. Bóg mówi i dokonuje aktu miłości, stwarza relację i czyni człowieka.

Posłuchajmy fragmentu z Ewangelii według świętego Jana: wiedząc, że Ojciec dał Mu wszystko w ręce oraz że od Boga wyszedł i do Boga idzie (…) I zaczął umywać uczniom nogi (…) rzekł do nich: Czy rozumiecie, co wam uczyniłem? (…) Jeżeli więc Ja, Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wyście powinni sobie nawzajem umywać nogi.” (J 13, 3-13). Jezus dokonał aktu i wypowiedział słowo. On dokonał aktu miłości i pokazał swoją miłość. Tak jak powiedzieliśmy wcześniej – co Bóg mówi, On to robi i to co Bóg robi, On mówi. Akt miłości, uczyniony przez Osobę staje się rzeczywistością dla nas, którzy powinniśmy Go naśladować.

Patrząc zatem na działanie i mowę Bożą muszę zrozumieć, że wszystko w Nim jest aktem miłości i wiary: teraz, w tym momencie, na zawsze w wiecznej obecności Boga. On powołując mnie do życia, uczynił mnie miłością i powiedział mi: „Kochaj!”. Wszystko to co Jezus powiedział, Logos, Słowo Ojca, jest miłością. Święty Jan mówi: „Bóg jest miłością i wszystko w Nim istnieje” (1J 4,8).

Jesteśmy przyzwyczajeni do logiki gdzie słowo aktualizuje się w czasie: w sekundach, godzinach, dniach, miesiącach, latach. Działamy w czasie i wykonujemy każdą rzecz jedna po drugiej. Jednak w Bogu nie jest tak samo. Kiedy Bóg mówi, robi! Słowo staje się aktem i uczynki stają się Słowem, Logos, Dabar.

„Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo.” (J 1,1)

Bóg kształtując moją osobę, uczynił mnie aktem miłości, Swoim obrazem i podobieństwem. Stworzył mnie w ten sposób na zawsze, na wieczność mnie takim widzi. Konsekwencje tego wszystkiego są wspaniałe. Święty Jan pisze w swoim liście: Bóg jest miłością: kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim (1J 4, 16). Tak, jeśli w to wierzę Słowo, Logos, Dabar uczyni mnie tym, o czym mówi. Ja, żywy w tym momencie, kochając Jego żywego w wieczności dokonuję aktu miłości, który będzie trwał wiecznie, ponieważ we mnie Słowo stało się dziełem wiecznej miłości w Bogu.

Pięknie jest kontemplować to, że jeśli kocham i żyję w komunii z logos, Bóg widzi to, co powiedział o mnie stwarzając w wieczności i czyni mnie miłością z Nim. Jeżeli żyję w Jezusie kochając i robiąc rzeczy, które On mi wskazuje w Ewangelii, Boże „dabar” dokonuje się we mnie i staję się osobą rzeczywiście zrealizowaną.

Podążajmy więc za natchnieniami Ducha, aby kontemplować w aktach zamysł Boży w wieczności o nas. Maryja, nasza Matka z Nieba, żyła tym i tego nas uczy. Ona powiedziała „Wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmogący a Jego Imię jest Wielkie” (Łk 1,49). W Maryi Słowo Boże w pełni się dokonało. Dlatego Logos – Słowo – zostało w Niej wcielone. Bóg sprawił, że Słowo które powiedział zostało zrealizowane: „Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie i niewiastę (…) ono, potomstwo jej zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę” (Rdz 3,15).

Jeżeli my w swojej nikłości i własnych ograniczeniach trwamy w Słowie, ono dokona teraz tego, co Bóg w wieczności wypowiedział, a co dotyczy naszej osoby. Będzie to twórcze Słowo dokonujące z niczego wszystko to, czego potrzebujemy. Będzie to źródło życia, które podtrzyma wszystkie rzeczy.

Ojciec Antonello Cadeddu
Założyciel Przymierza Miłosierdzia

 

 

Słowo na marzec 2018

Słowa z księgi Powtórzonego Prawa, rozdział 6, wersety od 4 do 8, bez wątpienia są najbardziej pokochane przez lud Izraela: przedstawiają istotę Prawa, która zawiera się w miłości i równocześnie stała się najdroższą modlitwą ludu wybranego „Shema” (= słuchanie).

W tych słowach spotyka się codzienne pożywienie podtrzymujące wiarę duchowości biblijnej: „Słuchaj, Izraelu, Pan jest naszym Bogiem – Panem jedynym. Będziesz miłował Pana, Boga twojego, z całego swego serca, z całej duszy swojej, ze wszystkich swych sił. Niech pozostaną w twym sercu te słowa, które ja ci dziś nakazuję. Wpoisz je twoim synom, będziesz o nich mówił przebywając w domu, w czasie podróży, kładąc się spać i wstając ze snu. Przywiążesz je do twojej ręki jako znak. Niech one ci będą ozdobą przed oczami” (Pwt 6,4-8). Rzeczywiście to jest pierwsze przykazanie w Prawie i prawdziwy sekret życia duchowego: „Słuchaj, Izraelu”!

Bóg z Biblii jest Bogiem, który objawia się, który zawsze ukazuje się i stale przejmuje inicjatywę miłości, poszukując człowieka, który stał się niezdolny, aby Go rozpoznać z powodu grzechu, uciekając od Obecności Stworzyciela: „Adamie, gdzie jesteś?” (Rdz 3,9). Nasz Bóg jest Bogiem Miłości, który przez Nią się porozumiewa, który słucha, lituje się, mówi, który schodzi, aby uwalniać swój lud przytłoczony i zmiażdżony przez wszelki rodzaj niewolnictwa, owoc grzechu (cyt. Wj. 3, 7-12).

Bóg, którego Jezus przyszedł nam objawić jest „Żywym Słowem”, które z niczego powołuje istnienie i podtrzymuje wszystkie rzeczy; Bóg który mówi, wzywa i prowadzi swój lud w ciągu całej historii zbawienia i który objawia się w pełni w Chrystusie Jezusie, „Słowie, które stało się Ciałem”, „obrazie Boga Niewidzialnego”, który ukochał nas aż do śmierci i to śmierci krzyżowej. Dlatego też święty Jan rozpoczyna swoją Ewangelię przypominając nam, że zanim wszystko powstało, jako początek wszystkiego było Słowo: „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo… Wszystko przez Nie się stało… A Słowo stało się Ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę…” (cyt. J 1,1-14).

Wielu o tym nie wie, że Bóg nie męczy się powtarzaniem zaproszenia do słuchania w Biblii 538 razy. Czy wiesz dlaczego? Aby uzdrowić naszą głuchotę! Czy rozumiesz, że jeśli zbawienie przyszło przez Słowo to nieprzyjaciel zrobi wszystko, abyśmy stali się głusi na Słowo, rozproszeni, odrętwiali. Nie jest przesadą powiedzieć, że początkiem wszystkich naszych grzechów i przyczyną wszelkiego zła jest ignorowanie Słowa: „Naród mój ginie z powodu braku nauki!” (Oz 4,6) mówi Pan.

Największym zagrożeniem naszego zbawienia, najprostszą drogą do naszego wiecznego potępienia jest brak słuchania. Zobacz, o czym mówił Święty Paweł w liście do Rzymian: „Albowiem każdy, kto wezwie imienia Pańskiego, będzie zbawiony. Jakże więc mieli wzywać Tego, w którego nie uwierzyli? Jakże mieli uwierzyć w Tego, którego nie słyszeli? Jakże mieli usłyszeć, gdy im nikt nie głosił? […] Przeto wiara rodzi się z tego, co się słyszy, tym zaś, co się słyszy, jest słowo Chrystusa!” (Rz 10, 13-17).

Demon którego najbardziej powinniśmy się bać to nie jest ten z przerażających manifestacji egzorcystycznych lecz ten który w ciszy i niezauważenie zamienia nas w „głuchoniemych” na Słowo Boże. Przeciwko temu demonowi „głuchoniememu” w szczególności toczyła się walka Jezusa w Ewangeliach, gdyż jest to demon, który uczynił twardymi, niewrażliwymi, niedostępnymi serca faryzeuszy, saduceuszy, wielu z nas i wszystkich tych, którzy nie potrafią dziwić się Miłosierdziem Pana objawionym w prostocie i pięknie Świętej Ewangelii!

Słuchaj, Izraelu!” (Pwt 6,4)

Prawdziwym wyzwaniem życia duchowego jest nasz powrót do Słowa, słuchanie tego Słowa przeżywanego, dającego Życie naszemu życiu i którego słucha się prawdziwie, praktykując je. Ewangelii słucha się i rozumie się ją tylko wtedy, gdy się ją praktykuje, mądrość ludzka jest sprzeczna z szaleństwem Ewangelii Chrystusa. Jedynie Słowo Chrystusa umie przekazywać życie, radość, wolność, pokój i płodność naszym niespokojnym sercom:

  • „Dawajcie, a będzie wam dane.” (Łk 6,38)
  • „Kto będzie się starał zachować swoje życie, straci je.” (Łk 17,33)
  • „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili.” (Mt 25, 40b);
  • „Bóg wybrał właśnie to, co niemocne, aby mocnych poniżyć.” (1Kor 1,27)

Często lubię żartować z ludźmi, pytając ich: „Jakie jest pierwsze przykazanie?”, logicznie każdy odpowiada: „Kochaj Pana Boga całym swoim sercem, całą swoją duszą, ze wszystkich swoich sił”, ale to nie jest tak! Nie mógłbym kochać Boga bez wcześniejszego słuchania Słowa, które daje mi poznanie Boga i objawia mi, czym jest miłość! Jest to Bóg który pierwszy mnie ukochał i objawia się mi, kocha mnie, zbawia mnie, uczy mnie kochać prawdziwie, prowadzi mnie swoim Słowem. Jezus naucza w Ewangelii Marka: „Pierwszym przykazaniem jest, Słuchaj Izraelu, Pan nasz Bóg jest jedynym Panemʻ” (Mk 12,29; cyt. Pwt 6,4).

Wspaniale jest dostrzec, że w Ewangelii Marka Bóg Ojciec mówi do nas bezpośrednio tylko jeden raz, w jednym wersecie z 648 stanowiącym tę Ewangelię. Ale co chce nam powiedzieć? Chce nam powiedzieć, że „to jest mój Syn Ukochany, Jego słuchajcie!” (Mk 9,7b). To jest nieustanne wezwanie Ojca do naszych serc, źródło wszystkich innych łask: Jego słuchajcie!

Słuchaj, Izraelu!” (Pwt 6,4)

Pamiętam pewnego młodego człowieka, który zrujnował się przez cztery nałogi: palenie, alkohol, narkotyki i prostytucję. Cierpiał, marnował się, nie mogąc od tego uwolnić, aż do dnia kiedy otworzył swoje serce na Jezusa i Jego Słowo. Bóg uwolnił go od wszystkiego w jednej chwili. Zrozumiał, że prawdziwy grzech, który go wiązał i zniewalał to był brak słuchania tego żywego Słowa, które jak chrzest ogniem przemieniło jego życie.

Pamiętam pewną matkę, która żyła uciskana wieloma problemami ekonomicznymi i relacjami w swoim domu, aż pewnego dnia postanowiła wcześnie wstać, aby słuchać, medytować i studiować Słowo. Po miesiącu przyszła do mnie, aby powiedzieć: „Ojcze, wszystko się zmieniło, tak jak czar nowe Życie weszło do mojego życia i mojej rodziny”.

Pamiętam pewnego młodego nowicjusza, który nie potrafił żyć w czystości i stale upadał w masturbację. Zaczął czytać Słowo, słuchać Go z miłością i żywić się Nim. Spotkał radość z czystości, gdyż: „Jak młodzieniec zachowa ścieżkę swą w czystości? Przestrzegając słów Twoich.” (Ps 119,9)

Jak więc żyć tym Słowem?

Po prostu być posłusznym wezwaniu płynącemu z Serca Ojca, codziennie rezerwując czas, aby prawdziwie słuchać Jego : „Słuchaj, Izraelu!” (Pwt 6,4). „To jest mój Syn Umiłowany, Jego słuchajcie” (Mk 9, 7b).

João Henrique
Założyciel Przymierza Miłosierdzia

Słowo na luty 2018

Maryja po raz kolejny wychowuje nas i naucza drogi miłosierdzia, służby i ewangelizacji. Ona pokazuje nam sposób, jak uczynić “boskim” każdy moment naszego życia, a każdą ludzką relację przemienić w doświadczenie Nieba. Ona, jako matka, wychowuje nas, abyśmy w naszym życiu, w codzienności naszej egzystencji, żyli Słowem w sposób konkretny oraz odnajdywali syntezę Ewangelii w miłości i służbie braciom.

Wszystko powinniśmy czynić spoglądając oczami Boga, w miłości Boga, w Jego obecności. Maryja i Elżbieta uczą nas tego poprzez swoje spotkanie, które wydarzyło się po zwiastowaniu anioła Maryi: “W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w [pokoleniu] Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę” (Łk 1, 39-41).

Wyrażenie “w tym czasie, którym posługuje się Łukasz, wskazuje na ściśle określony momentWcześniej, ewangelista napisał: “kiedy Elżbieta była w szóstym miesiącu” – jest to czas przypominający moment w Księdze Rodzaju, stworzenie człowieka przez Boga szóstego dnia. Cyfra “sześć” jest sumą dwóch trójek, Biblia określa ją jako “skończoność”, “granicę”. Uzmysławia, że jesteśmy stworzeniami pełnymi ograniczeń i grzeszności. Maryja będąca w szóstym miesiącu udaje się pospiesznie, aby służyć Elżbiecie. Spotyka się z osobą mając swoje ograniczenia, na dodatek naznaczoną starością i brakiem siłMaryja nie przyszła do Elżbiety po to, aby chwalić się wszystkim dookoła, jak wielkiego cudu dokonał w niej BógWcale nie! Ona przybyła, by służyć małemu i nędznemu stworzeniu, oddając się w zupełności do jego dyspozycji. Maryja służy, w ciszy, temu “nic”, które staje naprzeciw niej. Służy niedoskonałemu stworzeniu i to w nim chce służyć ludzkości, która odczuwa brak Boga. 

Dla nas jest to ogromna nauka, ponieważ pomaga nam zrozumieć, że nigdy nie możemy służyć ludziom po to, aby w zamian oczekiwać wdzięcznościNie możemy służyć dla zdobycia nagrody lub osiągnięcia własnej korzyści. Mamy być świadomi służby ubogim, skończonym, ostatnimA ileż razy postępujemy przeciwnie, pomagając komuś bogatemu, inteligentnemu, komuś, kto może nam podziękować lub zapłacić?! Maryja wybiera tegoktórego wybrał Bóg: ostatniego. 

„Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem na spotkanie Elżbiecie.” (Łk. 1, 39)

I czyni to pospiesznie… Nie troszczy się o swój stan fizyczny, o to, że w Jej łonie obecny jest Boży Syn. Spieszy się, by służyć nie oglądając się na siebie samą. Miłość posiada wartość wtedy, gdy człowiek nie układa sobie ciągle wszystkiego w życiu, nie czyni sztywnych planów. Kościół, pełniąc posługę miłosierdzia, niejednokrotnie pozwolił sobie na przesadne uwięzienie w programach, synodach, dyskusjach, które niestety kończyły się wraz zprzelaniem na papier.

A my? Ile razy odsuwamy na bok to, co było dla nas zbawienne, na przykład nasze osobiste spotkanie z Bogiem. Zaczynamy “rozsądzać intelektualnie”. To zaś zajmuje nasz umysł na tyle, że nie myślimy o tym, czy na tych drogach ewangelizacji spotkamy żywego Jezusa. Maryja z pośpiechem przysposobiła się do służby, ponieważ ta druga osoba obok niejpotrzebowała spotkać się ze Zbawicielem. A my, co czynimy z pośpiechem? Czy śmierć duchowa, a nawet fizyczna innych ludzi nie jest dla nas obojętna?

Maryja weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę” (Łk 1,40-41). To, co czytamy w tym króciutkim fragmencie, jest po prostu cudowne. Oto dwie osoby spotykają się i ujawnia się obecność Ducha Świętego. W tym wersecie, Łukasz chce przypomnieć nam fundamentalną prawdę: moja służba wypełnia się cudownie i zachwycająco, jeśli ja, jak Maryja, jestem w Bogu i mam Boga w sobie. Moje serdeczne działanie zyska wartość jedynie, jeśli ja żyję w Bogu, jeśli moja dusza jest w zgodzie ze Stwórcą, i jeśli realizuję to, co nakazał mi Jezus: kochać w Bogu, służyć w Bogu. Nie mogę i nigdy nie wolno mi czynić miłosierdzia tylko dlatego, że odczuwam czysto ludzkie pragnienie lub aby zaspokoić w sposób egoistyczny poczucie, że spełniam się jako osoba.

Niestety, nasze działanie bywa czysto ludzkie, filantropijne. Służę ubogim szukając wdzięczności, albo tylko wtedy, kiedy towarzyszą mi przyjaciele. Zapraszam ich, by przyszli z wizytą, aby poczuć się spełnionym, szczęśliwym, bardziej świętym? Wszystko z czasem przemija! Ilu z nas, na początku, podekscytowanych po swoim nawróceniu, spędzało całe noce na ulicach, z osobami bezdomnymi, a czy teraz wciąż żyjemy tak samo radykalnie? Jeśli nie tak, to by znaczyło, że nie byliśmy, ani nie jesteśmy w Bogu! Jeśli Jezus nie jest w centrum mojego życia, wcale nie dostrzegę, że Jezus jest żywy wśród ubogich.  

Maryja idzie pospiesznie, aby służyć, ale idzie z Jezusem żyjącym w Niej, w Jej łonie. Ona ofiarowuje jedyną rzecz, którą ma: Jezusa. Nie idzie po to, by czynić dobro, ale idzie, aby zanieść Jezusa do Elżbiety. To jest prawdziwa miłość. Jest nią obecność Jezusa w moim „być”, które porusza mnie nieustannie do kochania i służenia bez granic. Tak ja staję się „Jezusem dla drugiego”. Służba, miłość, mają sens wyłącznie, jeśli ja „jestem Jezusem”, jeśli kocham Miłością, jeśli żyję Słowem, Eucharystią. Dawanie innym siebie samego z czasem będzie obracało się jedynie w porażkę, zmęczenie, odrzucenie, a nawet nienawiść do drugiego, ponieważ ten drugi, kochany na sposób ludzki pokazuje i zawsze będzie pokazywał swoje ograniczenia, egoizm, brud, grzech. Święta miłość realizuje się tylko wtedy, jeśli kocham jak Jezus, i w Jezusie. Maryja nie przejęła się tym, że Elżbieta była stara, że żyła daleko, że mogła się bać lub ukrywać przed innymi. Maryja przyniosła Elżbiecie Jezusa!

„Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem na spotkanie Elżbiecie.” (Łk. 1, 39)

Duch Święty napełnił Elżbietę” (Łk. 1,41). Jest to wynik miłości Maryi: Elżbieta otrzymała Ducha Świętego i została napełniona radością. To piękne móc zobaczyć, jak obecność Jezusa dana przez Maryję, podoba się Duchowi Świętemu. Nasza miłość, służba ostatnim, jak i każdej napotkanej osobie, powinna być od początku do końca komunikowaniem Ducha Świętego, sprawianiem, by druga osoba mogła narodzić się w Duchu: Jezus we mnie, który spotyka się z Jezusem w drugimczłowieku, i miłość wzajemna płodzi Pięćdziesiątnicę! To winno być naszym przeznaczeniem, nieść Ducha Świętego każdej osobie, której służymy w dziełach miłosierdzia. 

Niechaj drugi człowiek, spotkawszy nas, będzie mógł zawołać tak, jak Elżbieta: „błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc twojego łona!”.

O. Antonello Cadeddu
Założyciel Przymierza Miłosierdzia

Słowo na styczeń 2018

To słowo, które jest w sercu Ewangelii świętego Mateusza jest jak brama do Nieba na ziemi, to wielki sekret duchowy, aby żyć już teraz jak w Niebie!

To cudowne odkryć jak Pan chce pozostać obecny na ziemi w różnych formach, ponieważ Jego Obecność jest więcej warta niż życie, i bez Jego Obecności życie nie jest życiem w pełni: bez Niego nic nie możemy uczynić (por. J 15, 5). Istnieje jednak sposób bycia, który zawiera łaskę szczególną i w jakiś sposób możemy jej doświadczać nieustannie poprzez miłość braterską: „bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich”.

Chiara Lubich, założycielka Ruchu Focolari, która odnalazła w obecności „Jezusa pośród nas” światło swojego charyzmatu, mówiła: „Jezus pośród nas daje nam Niebo na Ziemi i w przyszłym życiu… kiedy Jezus jest pośród nas zawsze jest święto”. Tertulian (jeden z wielkich Ojców Kościoła) mawiał „tam, gdzie dwóch lub trzech jest zebranych, nawet świeckich, tam jest Kościół”.

Ważne jest, by zrozumieć centralność tej tajemnicy w Ewangelii Świętego Mateusza, zwanego ewangelią „Emmanuel” (Bóg z nami). Rzeczywiście, cała jego Ewangelia jest skupiona na tajemnicy wcielenia Jezusa Chrystusa, który realizuje obietnice Starego Testamentu i czyni pełną Obecność Boga pośród ludzi: Boga Przymierza, Boga Obietnicy, Boga obecnego w historii swojego ludu, Boga wiernego i Zbawcy! Dlatego odnajdujemy objawienie „Emmanuela” na początku, na końcu i w środku Ewangelii.

  • w 1 rozdziale: „Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel, to znaczy BÓG Z NAMI” (Mt 1, 23);
  • na końcu Ewangelii, w jej ostatnim wersecie: „A oto JA JESTEM Z WAMI przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28, 20);
  • i w centrum, w sercu Ewangelii: „bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam JESTEM pośród nich” (Mt 18, 20).

„Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich.” (Mt 18, 20)

Jak zatem możemy zawsze żyć w Jego Obecności? Jak uczynić z naszego życia święto? Słowo uczy nas a Ojcowie Kościoła w zachwycający sposób pokazują nam kilka kroków, abyśmy zawsze szli z Jezusem pośród nas, jak uczniowie z Emaus (por. Łk 24, 13nn).

1 KROK: „Jeśli dwóch z was na ziemi zgodnie o coś prosić będzie…” (Mt 18, 19). „Zgodność”, harmonia uczuć, wyborów, jedność serca, duszy, myśli. To jest pierwszy warunek, abyśmy zawsze żyli w tej Obecności. Orygenes mówi: „zgodność łączy i zawiera syna Bożego. Chrystus tam, gdzie widzi dwóch lub trzech zgormadzonych w Jego imię, idzie pośród nich, przyciągnięty przez ich wiarę i sprowokowany przez ich jednomyślność”. Ten krok polega zatem na wyborze miłości wzajemnej i podtrzymywanie jedności między nami jako najcenniejszego skarbu w naszym ewangelicznym życiu.

2 KROK: „bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje…” Biblijne „bycie zebranym w imię Jezusa” oznacza bycie złączonym w naśladowaniu Chrystusa = Jego woli, która jest Wolą Ojca. Albo inaczej, szukanie woli Ojca ponad naszymi pragnieniami i chęciami osobistymi, w słuchaniu Słowa, w rozeznaniu wspólnotowym, w osobistym wyborze wierności Jego przykazaniom. To nie jest tak powszechne. Jak pisze święty Jan Chryzostom: „Czy nie istnieją dwaj lub trzej zgromadzeni w imię Boga? Istnieją, ale rzadko. Ponieważ to nie jest tylko zgromadzenie fizyczne. To oznacza: jeśli ktoś mnie uważa za główny powód swojej miłości do bliźniego, Ja będę z nim. Teraz, ktoś kocha, ponieważ jest kochany. Inny kocha, ponieważ ma z tego pożytek. Ale trudno jest znaleźć kogoś, kto kocha dla Chrystusa. Kto tak kocha, choćby był nienawidzony, przeklinany, grożono by mu śmiercią, znieważony, dalej kocha ponieważ Chrystus kochał swoich własnych nieprzyjaciół”.

3 KROK: wzajemna praktyka przebaczenia i upomnienia braterskiego. Zawsze mówię, że Słowo z Mt 18, 20 jest jak drogocenna „perła” opowiedziana pomiędzy dwoma „muszlami” = Mt 18, 15-18, fragmentem, który uczy nas życia z upomnieniem braterskim i fragmentem Mt 18, 21-35, który uczy nas, byśmy wybaczali aż siedemdziesiąt siedem razy. Tutaj Pan uzależnia swoje przebaczenie na miarę przebaczenia, które dajemy dla innych ponieważ przebaczając jest nam przebaczone! Co to konkretnie oznacza? Oznacza, że możemy pozostawać w jedności jedynie przez pokorę rozpoznawania, że jesteśmy grzesznikami, w poszukiwaniu nieustannego nawrócenia, przez Miłosierdzie przeżywane konkretnie w naszych relacjach braterskich.

Rzeczywiście, po grzechu pierworodnym nasza miłość jest „miłością zranioną”, którą Pan chce uzdrawiać raną Swojego Serca. On wzywa każdego z nas, byśmy byli kanałami Jego przebaczenia dla innych, wyrazem Jego miłości, która wybacza, poprawia i odnawia zaufanie. Pokora i Miłosierdzie są zatem tajemnicą, by zachować wśród nas, biednych, grzeszników, którym przebaczono (jak mówi Papież Franciszek), jedność i zgodę, które „przyciągają i zawierają” Syna Bożego między nami!

„Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich.” (Mt 18,20)

Kiedy Jezus jest między nami wszystko się przemienia, rozświetla, czujemy pokój, radość, życie, nową siłę, śmiałość, jak uczniowie z Emaus. Jezus „osobiście” staje obecny pośród nas. Jeśli wcześniej byliśmy ślepi, lękliwi, smutni, bez wiary, bez zaufania, rozczarowani, doświadczenie Jego Obecności otwiera oczy, sprawia, że rozpalają się nasze serca, rozjaśniają Pisma, nadany jest kierunek, siła, radość i to czyni z nas świadków Jego Obecności pośród ludzi: „To prawda, Pan zmartwychwstał” (por. Łk 24, 13-35).

Pamiętam pewne małżeństwo, które zawsze szukało życia z Jezusem Obecnym pośród nich. Kiedy tata zaprowadzał dzieci na odpoczynek, gasząc światło w pokoju zawsze mówił: „Śpijmy z Bogiem”! Nawet kiedy zdarzyła się jakaś kłótnia lub nieporozumienie, małżonkowie próbowali natychmiast się pogodzić. Jak mówi święty Paweł do Efezjan, w 4 rozdziale, nie chcieli, by „zaszło słońce” nad ich nieporozumieniami, aby nie zostawiać miejsca diabłu. Pewnego wieczoru jednak była sprzeczka między nimi i nie potrafili poprosić siebie nawzajem o przebaczenie. Kiedy tata zaprowadził dzieci, by zasnęły, nie miał odwagi, by im powiedzieć: „Śpijmy z Bogiem”, ponieważ Jezus nie był już dłużej obecny między nimi. Dzieci jednak zapytały: „Tato, czy dzisiaj nie będziemy spali z Bogiem?” Tata dotknięty miłością swoich dzieci poszedł pojednać się ze swoją żoną. Pokój powrócił do ich serc, a z pokojem Obecność Jezusa. Wtedy tata wrócił do pokoju i powiedział z radosnym sercem: „Teraz możemy spać z Bogiem”.

Rzeczywiście Obecność Jezusa pośród nas przynosi Raj na ziemi. Próbujemy mocą tego Słowa nie stracić tej łaski. Zakończę tekstem Chiary Lubich, który może nam pomóc w zachowaniu postawy czuwania i miłości, aby Jezus zawsze pozostawał obecny pośród nas.

“Samotnie, można zauważyć całą naszą kruchość. Widzieliśmy siebie zagubionych, ze słabą wolą, bez zrozumienia dlaczego trzeba zostawić wszystko, by iść za Jezusem. Gdy jesteśmy w jedności, przeciwnie, zauważa się całą moc Jezusa między nami. Będąc zanurzonymi w mocy i błogosławieństwie z nieba widzieliśmy, że jesteśmy zdolni do najbardziej szlachetnych działań dla Boga, najżarliwszych i najtrudniejszych celów, które później były zachowane, kiedy wcześniej trudno było o dotrzymanie obietnic złożonych Bogu. Jeśli jesteśmy zjednoczeni, Jezus jest pośród nas i to się liczy. To jest warte więcej niż wszelkie skarby, więcej niż nasza własna dusza”.

João Henrique
Założyciel Przymierza Miłosierdzia

Słowo na grudzień 2017

Tym wersetem biblijnym docieramy do objawienia “pełni Miłości”, którą jest wzajemność. Jesteśmy stworzeni do komunii, na obraz i podobieństwo Boga w Trójcy Jedynego, “rodzina miłości”. Zostaliśmy zrodzeni jako “przepełnienie” życia płynącego z trynitarnej komunii, stworzeni do komunii z Bogiem, z braćmi i z całym kosmosem. Mamy DNA Trynitarne! Każdy człowiek szuka wzajemnej Miłości jako największego bogactwa, jako realizację swojej egzystencji i potrzebuje tej komunii bardziej niż powietrza do życia, aby żyć w pełni.

To prawda, że moją odpowiedzią na miłość Chrystusa, który dał życie za mnie, jest dawanie życia za braci: “abyście się wzajemnie miłowali tak jak Ja was umiłowałem: (J 15,12-13). Przede wszystkim jednak „szczyt” tej miłości tkwi w słowie “wzajemnie”. Najmocniejszą aspiracją każdego człowieka to doświadczenie w miłości wobec braci tej wzajemności, która prowadzi nas do jedności i boskiej płodności, trynitarnej.

“Bóg rzekł: Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam, stworzył mężczyznę i niewiastę” (por. Rdz 1, 26-27). W konsekwencj, aby zrozumieć tajemnicę człowieka i jego serca, potrzebuję kontemplować tajemnicę odwiecznego i wzajemnego oddania sę Ojca i Syna i Ducha Świętego. W Trójcy Świętej wchodzimy w wieczny taniec miłości, który “jednoczy” i “zradza”. “Ojciec daje się z radosną hojnością, Syn odpowiada z radosną wdzięcznością, Duch Święty jest Miłością, nieustanną radością, pełnią „(Papież Paweł VI – w Liście o radości)

Jezus przyszedł na ziemię, aby objawić nam tajemnicę życia niebiańskiego i zaprosić nas do uczestniczenia w tym ruchu miłości wzajemnej, która jest rajem. Tak jak Ojciec daje się całkowicie i darmowo Synowi, “zatraca się” w Synu, a Syn przyjmując z bezgraniczną wdzięcznością “zatraca się” w Ojcu zradzając Ducha Świętego jako Łaskę i wieczną płodność, tak i każdy człowiek jest wezwany do odnalezienia w miłości pełnej realizacji swojej natury. Co więcej, całe stworzenie jest poruszane i podtrzymywane mocą miłości trynitarnej, przez prawo związku i płodną wzajemność, która jednoczy i wyodrębnia każde stworzenie jako jedyne i niepowtarzalne.

Mówiąc konkretnie, prawdziwie siebie realizuję jedynie w miłości wzajemnej. Największą aspiracją człowieka jest kochać i być kochanym oraz poczuć się jednym z drugą osobą jednocześnie będąc jedynym, odrębnym i niepowtarzalnym, płodnym i zdolnym do zradzania w miłości nowego życia.

Realizuję siebie wychodząc poza siebie, aby iść na spotkanie z drugim i staję się prawdziwie “osobą” gdy wchodzę w relację z drugim człowiekiem, nosząc go w sobie i “mieszkając” w nim, na obraz Przenajświętszej Trójcy. Tym charakteryzowali się pierwsi chrześcijanie, u których wszystko było wspólne, a miłość, która ich łączyła była tak mocna, że poganie nawracali się i mówili zadziwieni: “patrzcie jak oni się kochają”!

“Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali”. (J 13,35)

Grzech pierworodny zniekształcił ten “obraz” Boga którym jest człowiek. Cała historia zbawienia polega na “odnawianiu” w stworzeniu tego pierwotnego obrazu, który Pan w nas stworzył: zdolności kochania i bycia kochanym. Jezus, objawiając nam Ojca, wlewając w nasze serca Swoją Miłość, Ducha Świętego, przyszedł, aby wyciągnąć nas z izolacji egoizmu, który nas zabija. Przez Jego krzyż jesteśmy wyrwani z piekła indywidualizmu i szatańskiej pychy, aby żyć w raju relacji i komunii trynitarnej.

Być “na obraz i podobieństwo” Boga w języku greckim określone jest terminem “ikona”. Ikona jest obrazem, który mnie “przemienia” tak jak “słowo Boże” przełożone na obraz i jak każde słowo jest skuteczne, realizuje to co wyraża. Innymi słowy, kontemplując i medytując tę ikonę tajemnicy trynitarnej przemieniam się stopień po stopniu w tajemnicę, którą kontempluję: wchodzę w boską komunię. Istnieje jednakże inny termin grecki, który oznacza słowo obraz. To słowo “idol” albo inaczej “bożek” to zniekształcony obraz prawdy. “Idol” szpeci mnie, niszczy moją naturę, zabija mnie. Wiemy, że szatan jest “małpą Boga”. Imituje Boga zniekształcając prawdę ponieważ jest “oszustem i ojcem kłamstwa”. Szatan prowadzi nas do życia, w którym staramy się zachować je broniąc własnych egoistycznych interesów. Jezus uczy nas, że zbawienie jest w radości dawania życia dla innych, ponieważ tylko miłość realizuje naszą boską naturę.

W komunii jest nasza realizacja i zbawienie. W egoistycznym indywidualiźmie jest destrukcja nasza i całego stworzenia oraz nasze wieczne potępienie. Pewna stara buddyjska przypowieść dobrze wyjaśnia tę prawdę.

Opowiada ona o pewnym człowieku, który został zabrany, by poznać piekło i raj. Piekło było przepiękną salą z ogromnym stołem pełnym wszystkich dóbr od Boga. Jednakże sztućce były dużo większe niż ręce osób, co powodowało, że nikt nie mógł umieścić jedzenia w swoich ustach. Osoby były w agonii i umierały z głodu, zdesperowane, ponieważ nie mogły się pożywić pomimo tak wielkiej obfitości smakowitego jedzienia na stole. Zaskoczeniem było to, że kiedy ów człowiek został zabrany do raju, odkrył, że wszystkie rzeczy były tam dokładnie takie same jak w piekle: wszystko identyczne.

Jednakże błogosławieni mogli się posilić i to w wielkiej radości i z satysfkacją, ponieważ każdy z nich używając tych długich sztućców podawał jedzenie bratu, który siedział po przeciwnej stronie stołu. Karmiąc drugiego sami byli karmieni, a przede wszystkim kochając, byli kochani!

Tylko do nas zależy czy raj zaistnieje pośród nas, starając się o miłość wzajemną i pełną radość boskiej miłości już tu na ziemii.

“Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie sie wzajemnie miłowali”. (J 13,35)

Jak zatem żyć Słowem?

Kochając drugą osobę! Po prostu kochając drugą osobę, ponieważ miłość rodzi miłość i kochając będę kochany.

Marzę o dniu w którym wszystkie rządy na świecie ustanowią “Dzień Miłosierdzia”. Dzień w którym każdy zdecyduje się, by uczynić szczęśliwym choć jedną osobę! Zawsze myślę sobie: tego dnia wszyscy byliby szczęśliwi i to byłoby takie proste. Jeśli każdy uczyniłby drugiego szczęśliwym, każdy by kochał i byłby kochany. Byłby to dzień raju na świecie. Nie mam wątpliwości, że byłaby to tak wielka radość, że wszyscy chcieliby kochać również następnego dnia i następnego i jeszcze następnego… W ten sposób nie byłby to tylko ”Dzień Miłosierdzia”, ale “Czas Miłosierdzia”

Przyniesie to światu nową cywilizację Miłości, a utracony raj znów będzie obecny pośród nas.

Żyjmy zatem z entuzjazmem “nowym przykazaniem, które Jezus przyniósł na ziemię, abyśmy byli nowymi ludźmi, którzy uprzedzają w swoim życiu nową ziemię i nowe niebo na które czekamy z nadzieją.

 

Ojciec João Henrique

Założyciel Przymierza Miłosierdzia