Słowo na lipiec 2017

KOCHAĆ – PIERWSZY STOPIEŃ MIŁOŚCI

„Miłość jest doskonałym wypełnieniem Prawa.” (Rz 13,10)

 

Święty Franciszek z Asyżu opowiada w swoim testamencie, jak pewne spotkanie przemieniło jego życie oraz wyzwoliło go z wielkiej duchowej ślepoty, w której pogrążały go przyjemności ciała, ziemskie bogactwa i próżność fałszywych marzeń młodości.

Sam Franciszek pisze: „Mnie, bratu Franciszkowi, Pan dał tak rozpocząć życie pokuty: gdy byłem w grzechach, widok trędowatych wydawał mi się bardzo przykry. I Pan sam wprowadził mnie między nich i okazywałem im miłosierdzie. I kiedy odchodziłem od nich, to, co wydawało mi się gorzkie, zmieniło mi się w słodycz duszy i ciała; i potem nie czekając długo, porzuciłem świat.” (Testament, §1).

Rzeczywiście, pewnego dnia, kiedy Franciszek jechał konno, napotkał trędowatego. Ale zamiast się od niego oddalić, jak to zwykle czynił – czy to z obrzydzenia na widok zniekształconego ciała trędowatych, czy to ze strachu, że sam zarazi się chorobą – zsiadł z konia i, przynaglony tajemniczym wewnętrznym poruszeniem, objął i ucałował tego człowieka. Kiedy zaś ponownie wsiadł na konia, zauważył, że nie było już nikogo w pobliżu. W trędowatym Franciszek spotkał samego Chrystusa, który poprzez ten gest Miłosierdzia przemienił jego serce. To, co wcześniej było gorzkie, stało się słodkie, a to, co dotychczas wydawało się słodkie (jak przyjemności i bogactwa oferowane przez świat), napełniło się goryczą. Nasze życie nabiera właściwego znaczenia wyłącznie w Miłości.

Słowo mówi nam, że ten, kto miłuje, przechodzi ze śmierci do życia (por. 1 J 3,14). Wystarczy jeden gest miłości, prawdziwe spotkanie, aby  „narodzić się na nowo” w Duchu, bo „Bóg jest Miłością”! „Kto nie miłuje, nie zna Boga, bo Bóg jest Miłością” (1 J 4,8). To dlatego nasz brat jest drogą, która prowadzi do Boga i ukazuje nam nas samych! To poprzez spotkanie z bratem możemy zakwitnąć we wszystkie nasze dary i odkryć naszą misję w świecie!

Tak też było w przypadku św. Józefa Benedykta Cottolengo. Do 44. roku życia wiódł spokojny i wygodny żywot „wielebnego kanonika”, który niewiele myślał o cierpieniu innych. Aż pewnego razu dostał nagłe wezwanie. Uboga kobieta umierała, rodząc dziecko na ulicy, wobec bezsilnej rozpaczy rodziny. Józef, wstrząśnięty tak wielkim cierpieniem, odnalazł nowy sens życia i założył Dzieło „Cottolengo”. Okazywał Miłosierdzie, niosąc pomoc ubogim i chorym przez ostatnie lata życia, i tak oto wypełnił swą misję. Rzeczywiście:

 

„Miłość jest doskonałym wypełnieniem Prawa.” (Rz 13,10)

 

Doświadczenia te w świetle Słowa Bożego zyskują szczególne znaczenie, które może wprowadzić rewolucję w naszym życiu!

Słowo Boga jest faktycznie cudowną szkołą życia, w której uczymy się odkrywać tajemnicę nadającą sens całej naszej egzystencji: Miłość do braci! Na koniec życia będziemy sądzeni z Miłości, z konkretnej miłości, która wyraża się szczególnie w dziełach Miłosierdzia wymienionych przez św. Mateusza w 25. rozdziale jego Ewangelii we fragmencie o sądzie ostatecznym: nakarmić głodnych, napoić spragnionych, przyodziać nagich, przyjść do więźniów, nawiedzić chorych, przyjąć przybyszów… (por. Mt 25,31 i nn.). Dlatego właśnie, jak mówi św. Paweł, „Miłość jest doskonałym wypełnieniem Prawa.” (Rz 13,10). Z tego powodu święty Jan poucza, że w kimś, kto posiada majętność tego świata i zarazem widzi, że jego brat cierpi niedostatek, ale zamyka przed nim serce, Miłość Boga nie może trwać (por. 1 J 3,17).

Można powiedzieć, że na tej drodze Miłości są różne stopnie: pierwszym stopniem Miłości jest Kochać! Zdecydować się na Miłość niezależnie od wszystkiego i wszystkich, bezinteresownie i za darmo: Kchać dla Miłości! Kochać tak, jak Kochał Jezus: rezygnując z wszelkich praw! „On, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. A w zewnętrznym przejawie, uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej” (Flp 2,6-8).

To właśnie jest sekret prawdziwego szczęścia: kto postanawia kochać, powinien „zrzec się swych praw”. „Jeśli pragniesz być zawsze szczęśliwy” – powiedziała pewnego razu naszym misjonarzom Maria Paola  – „nie oczekuj nigdy niczego od nikogo. Kochaj dla miłości, nie domagając się swych praw, nie spodziewając się od nikogo wdzięczności. A jeśli dostaniesz jakąś odpowiedź, będzie to niespodzianka od Boga. Wszelki gest miłości przyjmuj z wdzięcznością, w przekonaniu, że dostałeś go za darmo, i nigdy sam się go nie domagaj”.

To właśnie jest „szaleństwo ewangelii”, o którym mówi św. Paweł w 1 Kor 1,18: kochać, rezygnując z prawa do bycia kochanym. Musimy zrozumieć, że całe chrześcijańskie życie można podsumować w zaledwie dwóch słowach: MODLITWA i MIŁOŚĆ! Na modlitwie przyjmuję Miłość Ojca rozlaną w moim sercu (por. Rz 5,5), a kochając pozwalam, by ta miłość wylewała się i płynęła do świata niczym Miłosierdzie, które jest zawsze dla każdego, dla tych dobrych i tych złych, bo tak właśnie kocha Ojciec (por. Mt 5,45).

Jeśli będziemy tak żyć, wówczas żadne nieporozumienie, żadna niezgoda, żadna trudność w relacji nigdy nie ograniczą miłości. Przeciwnie: sprawią, że Miłość będzie jeszcze czystsza, jeszcze bardziej Boża, bardziej miłosierna! Zawsze powtarzam, że nie możemy przekazać pilota do naszego życia i szczęścia w ręce innych. Moja decyzja, że będę kochał, i moje spełnienie tego postanowienia nie mogą zależeć od tego, co inni o mnie mówią lub myślą, co dla mnie robią lub czego nie robią. Pilot do mojego życia musi być w moich rękach, w mojej decyzji, że wytrwam w Miłości, bo „Bóg jest miłością: kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim” (1 J 4,16).

 

„Miłość jest doskonałym wypełnieniem Prawa.” (Rz 13,10)

 

Cudownie jest żyć w ten sposób, rezygnując z wszelkiego „prawa” i mając tylko jeden „dług”, jak mówi św. Paweł: „Nikomu nie bądźcie nic dłużni poza wzajemną miłością” (Rz 13, 8-10). Od tego, kto tak żyje, rozchodzą się promienie Raju. Taka osoba po prostu kocha. Kocha i to wystarczy, bo miłość wystarcza samej sobie! Kochając w ten sposób, każdego dnia posuwamy się naprzód, stopień po stopniu, na drodze przebóstwiającej nas miłości.

Pamiętam moją babcię: dotknęło ją wiele cierpień, ale mimo to była zawsze uśmiechnięta, gościnna, czuła… Kto przebywał w jej towarzystwie, czuł się jak w raju. Za dnia była dla innych, dla każdego, bez wyjątków. Noce zaś oddawała Bogu: długie godziny spędzała na modlitwie w kuchni, w bliskości z Bogiem. Ty również z pewnością znasz kogoś, kto miłością przemienia tę ziemię w kawałek nieba.

Przychodzi mi na myśl wielu braci i sióstr, których miłość jest niewyczerpana, a ich przykład mnie zawsze buduje. Nigdy się na innych nie złoszczą, nigdy się nie skarżą ani niczego dla samych siebie nie żądają. Jedna z takich osób powierzyła mi sekret swojego serca: kochać i modlić się! I każdego dnia ofiarowywać wszystkie poświęcenia i modlitwy w intencji jednej osoby. To „pełna”, przepełniona życiem osoba, bo „miłość jest doskonałym wypełnieniem prawa”.

My również wysyłajmy wokół siebie promienie Raju, żyjąc gorliwie tym pierwszym stopniem miłości: kochając dla miłości!

 

João Henrique

Słowo na czerwiec 2017

Ojciec Miłosierny, miłość która nie męczy się ani nie odpoczywa

 

Wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. (Łk 15, 20c)

 

 

Jezus pragnął objawić miłosierdzie, jakie Ojciec ma dla nas, biednych grzeszników. Wiedział, że nie bylibyśmy w stanie wrócić do Ojca, jeśli On pierwszy nie ofiarowałby się w ofierze za nas. Przyjął wszystkie nasze grzechy, sam nie stając się przy tym grzesznikiem. “Umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował” (por. J 13,1). Dobrowolnie wydał się, umierając za nas na krzyżu i swoim życiem objawił Miłosiernego Ojca, który kocha każdego człowieka odwieczną miłością.

 

Miłosierną miłość Ojca ilustruje przypowieść o synu marnotrawnym (por. Łk 15,11-32). Wielu teologów woli nazywać ją “Przypowieścią o miłosiernym Ojcu”, ponieważ główną postacią nie jest ani ten syn, który porzucił dom ojca, ani syn starszy, który buntuje się przeciwko ojcu, ale sam ojciec, który jest Miłosierdziem, przebaczeniem i otwartością wobec obydwu swoich dzieci.

 

„<<Ojcze, daj mi część majątku, która na mnie przypada>>. Podzielił więc majątek między nich” (por. Łk 15, 12). Młodszy syn przychodzi do ojca i prosi o swoją część majątku. W tym fakcie powierzenia synowi jego części majątku Jezus chciał objawić nam pewną prawdę. Prawo zakazywało osobie żyjącej przekazywania spadku synom, ale ten ojciec wykracza poza prawo. Dla niego prawem jest miłość. Miłość, która daje wolność drugiemu człowiekowi. Możemy powiedzieć, że taka właśnie jest miłość Ojca Niebieskiego, który pragnie dać wszystko każdemu z nas: Swoje dziedzictwo, zdolności, bogactwa i wszystkie Jego dobra.

 

My już jesteśmy dziedzicami wszystkiego! Moglibyśmy doświadczać chwały Ojca, ale bardzo często wolimy być jak syn marnotrawny, szukając wszystkiego własnymi siłami, nie uświadamiając sobie naszych ograniczeń i grzechów.

 

Ojciec wybiegł synowi na spotkanie, objął go, odział w nowe szaty i włożył mu pierścień na palec. Ojciec nieustannie nas wyczekuje. Patrzy na mnie, ma nadzieję, że wrócę. Nie ma znaczenia, czy jesteśmy brudni z powodu popełnionych grzechów, On wybiega nam na spotkanie i okrywa nas królewskimi szatami. Widzi w nas Swój obraz i podobieństwo, interesuje się i troszczy o nasze życie. On kocha mnie takim, jakim jestem!

 

A my? Czy jesteśmy w stanie kochać naszych braci pomimo ich win i grzechów, które popełniają? Czy jesteśmy gotowi nie tylko przebaczać im, ale także otaczać dobrem, odziać w nowe szaty, a nawet zdjąć nasz “pierścień dziedzictwa”, aby dać go temu, który zgrzeszył? Przyjmując swojego syna, Ojciec “zapłakał z radości”. Czy zatrzymałeś się kiedyś nad tym, by pomyśleć, że Ojciec zawsze płacze z radości z powodu powrotu syna, który był daleko, a który wraca do domu?

Wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. (Łk 15, 20c)

 

Przypowieść mówi, że Ojciec od razu kazał zabić utuczone cielę, aby uczcić powrót syna. W czasach Jezusa, posiadanie przez rodzinę utuczonego cielęcia, było symbolem bogactwa. Utuczony cielak był zwierzęciem, które mogło dać życie kolejnym, był zatem symbolem dostatku! Co zrobił Ojciec? Ofiarował swoje bogactwo, to, co miał najlepszego, młode cielę. W tym geście widzimy całkowitą ofiarność Ojca Niebieskiego, który aby przyjąć nas z powrotem do Swojego domu, wydał Swojeo Jedynego Syna z miłości do nas.

 

“A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego” (Łk 15, 20). Ojciec wzruszył się! Aramejski czasownik określający to wzruszenie pochodzi od słowa hesed, które oznacza wnętrzności miłosierdzia, łono, które zradza życie! Życie rodzące się w łonie matki wywołuje ból. Cierpienie, które zradza życie i ból, który nie jest bólem, ale miłością!

 

Kiedy Jezus oddaje się Ojcu z miłości, aby dać nam życie w pełni, przeżywa nasze cierpienia
i przyjmuje nasze rany, bierze na siebie nasze choroby. Wiele razy wyobrażamy sobie Ojca jako Boga odległego, dlatego nie ufamy Mu i robimy wszystko, aby Go odepchnąć. Mimo to, On
z nas nie rezygnuje, składa w ofierze Swojego Syna i czeka na nas w Swoim domu.

 

Ojciec wybiegł na spotkanie syna i powiedział: “będziemy ucztować”. Również dla nas może zostać wyprawiona uczta. Wystarczy, że zdecydujemy się żyć dla innych, oddać nasze życie, być miłością miłosierną, łonem, które cierpi z miłości, aby zradzać życie. Możemy zradzać życie jedynie wtedy, kiedy jesteśmy gotowi na cierpienie i śmierć za innych.

 

Nie traćmy czasu, Ojciec daje nam nowe życie w Jezusie, daje nam nową ziemię i nowe niebo. Niech ta przypowieść będzie w naszej codziennej medytacji, abyśmy żyli tak, jak syn, który wraca do Ojca oraz jak Ojciec, który do końca miłuje syna. A jeśli kiedykolwiek poczujemy się jak starszy syn, dlaczego nie mielibyśmy zdecydować się na definitywną zmianę naszej postawy?

 

Misericordiae Vultus, nr. 9

 

Jak można zauważyć, miłosierdzie w Piśmie Świętym jest kluczowym słowem na określenie postępowania Boga w stosunku do nas. On nie ogranicza się do deklarowania swojej miłości, ale wyraża ją w sposób widoczny i namacalny. Miłość zresztą nie może być nigdy abstrakcyjnym słowem. Z samej swej natury jest konkretnym życiem: intencjami, zachowaniami, postawami, wyrażanymi w codzienności. Miłosierdzie Boga jest Jego odpowiedzialnością za nas. On czuje się odpowiedzialny, czyli pragnie naszego dobra i chce, byśmy byli szczęśliwi, napełnieni radością i pokojem. W tym samym kierunku powinna zmierzać miłość miłosierna chrześcijan. Tak jak kocha Ojciec, tak też powinny kochać dzieci. Jak On jest miłosierny, tak też i my jesteśmy wezwani, by być miłosierni — jedni wobec drugich.

Słowo na maj 2017

Kto nie miłuje brata swego, którego widzi,  nie może miłować Boga, którego nie widzi.

(1 J 4, 20)

 

Kiedy miałem 19 lat, pewien ksiądz podczas spotkania dla młodzieży zadał nam pytanie: „czy wiecie, ile jest sakramentów kościelnych?” Od razu odpowiedzieliśmy: „siedem!”. Uśmiechnął się do nas i rzekł: „to prawda ale zapomnieliście o jednym sakramencie, który w jakiś sposób jest najważniejszy, ponieważ on jest warunkiem tego, że inne będą dobrze przeżywane!”. Po chwili ciszy, odpowiedział: „CZŁOWIEK!”.

 

Jeśli na przykład ja wyznam moje grzechy ale nie przebaczę temu, który mnie zawinił, Bóg nie będzie mógł przebaczyć mi moich przewinień! Nauczając Ojcze Nasz, Jezus postawił ten warunek apostołom (Mt 6, 14-15).

 

Powiedział nam, że celebracja sakramentu Eucharystii nie znaczyłaby nic, gdyby ktoś nie był w komunii z braćmi, a im większe byłyby zaniechania wobec miłości i wobec ubogich, celebracja ta stałaby się świętokradcza (1 Kor 11, 28-30).

Także św. Mateusz podkreśla, że nie możemy złożyć naszej ofiary, jeśli ktoś ma coś przeciwko nam (Mt 5, 23-26). Miłość wobec braci była pewną drogą do spotkania Pana!

Ewangelia jest konkretna, a nasza wiara wcielona, w końcu Słowo stało się ciałem i zamieszkał między nami! Religia, która nie przemienia naszych relacji, która nie nawraca naszego serca, i która nie zmienia historii, jest religią wyobcowaną, czy spirytystyczną (Jk 1, 27).

Nieraz redukujemy religię do zbioru norm i zapominamy o chrześcijańskiej “zasadzie drugiego”: Wszystko więc, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie! (Mt 7, 12; Rz 13, 9-10).

Św. Jan Paweł II w encyklice Redemptor Hominis, napisał: człowiek jest drogą Kościoła — drogą, która prowadzi niejako u podstawy tych wszystkich dróg, jakimi Kościół kroczyć powinien, ponieważ z człowiekiem — każdym bez wyjątku — Chrystus jest w jakiś sposób zjednoczony, nawet gdyby człowiek nie zdawał sobie z tego sprawy (RH14). Nie ma innej drogi: Jeśliby ktoś posiadał majętność tego świata i widział, że brat jego cierpi niedostatek, a zamknął przed nim swe serce, jak może trwać w nim miłość Boga? (1J 3,17-18).

Słowo naucza, że KOCHAĆ BRATA jest warunkiem, aby:

  • Zobaczyć Boga: Nikt nigdy Boga nie oglądał. Jeżeli miłujemy się wzajemnie, Bóg trwa w nas i miłość ku Niemu jest w nas doskonała (1J 4,12).
  • Być zrodzonym przez Boga i poznać Boga:  każdy, kto miłuje, narodził się z Boga i zna Boga (1J 4,7-8).
  • Trwać w Bogu: ten, kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim.  (1J 4,12-13.15).
  • Żyć jako zmartwychwstali: My wiemy, że przeszliśmy ze śmierci do życia bo miłujemy braci (1J 3,14).
  • Dostąpić przebaczenia: miłość zakrywa wiele grzechów (1P 4,8).
  • Ukazać Jego miłość: Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali (J 13,35).
  • Aby świat uwierzył: aby wszyscy stanowili jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał (J 17,21).
  • Spotkać Jezusa i Jego Ojca: Kto przyjmuje jedno z tych dzieci w imię moje, Mnie przyjmuje (Mt 9,37).
  • Osiągnąć wieczne zbawienie: Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata! Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść (…) (Mt 25,31-46).

 

Kto nie miłuje brata swego, którego widzi,  nie może miłować Boga, którego nie widzi.

(1 J 4, 20)

Św. Jan Maria Vianney powiedział: „Często wierzymy, że pomagamy jakiemuś ubogiemu, a tak naprawdę jest to sam nasz Pan Jezus Chrystus… niektórzy powiadają: przecież on źle wykorzysta te pieniądze! Niech on zrobi z nich użytek taki, jaki zechce. Ubogi zostanie osądzony  z użytku tej jałmużny ale wy będziecie osądzeni z uczynionego miłosierdzia lub z zaniechania. „Kochać” nie znaczy jedynie „dawać”, znaczy przede wszystkim „dawać się”, poczynając od naszej uwagi.”

Zakończę moim wspomnieniem o pewien włoskim biskupie, który został zaproszony na ważną uroczystość do pewnej bogatej parafii w swojej diecezji. Liturgia perfekcyjna, uroczyste śpiewy. I nagle, biskup zauważa siedzącego pod drzwiami biedaka, brudnego, proszącego o jałmużnę. Biskup zatrzymał więc procesję i zapytał księdza, czy zna tego człowieka. „On tu zawsze jest i prosi o jałmużnę”. Biskup podszedł do niego i zapytał go o imię i wiek. W końcu powiedział: „Nikt nie zaprosił cię, byś wszedł do kościoła?” – „Nikt, ekscelencjo”, odpowiedział ubogi. „Zatem wejdź ze mną!”

Biskup wziął go pod ramię i wszedł, szukając dla niego miejsca w ławce. Podczas kazania spostrzegł, że obecność ubogiego była przeszkodą dla uroczystej procesji. Powiedział więc: „Czy zrozumieliście? Dziś prawie zostawiamy na zewnątrz samego Chrystusa! Nigdy nie zapominajmy, że ten, kto przyjmuje jednego z najmniejszych, Chrystusa przyjmuje. Nie możemy zostawiać Go na zewnątrz!” Ludzie zamilkli, ale biskup powiedział: „już nigdy więcej nie zapraszajcie mnie, by świętować w tej parafii!”

Tutaj pojawia się nasz konkretny cel: okażmy szczególną uwagę temu, kogo często spotykamy, nie spotykając go naprawdę. Nie przyzwyczajajmy się do przeżywania powierzchownych relacji, do obojętności zanieczyszczonej przez zranienia, które nie pozwalają nam doświadczyć w rzeczywistości, że kto nie miłuje brata swego, którego widzi,  nie może miłować Boga, którego nie widzi
(1 J 4, 20)
.

João Henrique

 

 

Słowo na kwiecień 2017

Kochać bez miary

Kto twierdzi, że żyje w światłości,
a nienawidzi brata swego,
dotąd jeszcze jest w ciemności
(1J 2, 9).

 

Pewnego wieczoru, zaraz po mszy, przewodziliśmy modlitwie przebaczenia
w relacji między rodzicami a dziećmi. Jedna z pań, która była wtedy obecna, gdy tylko wróciła do swojego domu, spakowała walizkę, by wyruszyć w podróż. Jej mąż był bardzo zdziwiony i nalegał, by odłożyła podróż na następny dzień, gdyż już wybiła północ. Pani nie dała się przekonać, tłumacząc, że musi wyruszyć natychmiast, by spotkać się ze swoim ojcem, którego nie widziała
od ponad 20 lat.

 

Prawda była taka, że nosiła w sobie głębokie zranienie zadane jej przez ojca. Pewien wewnętrzny głos mówił jej, by poszła pojednać się z ojcem. I wyruszyła w podróż! Nim nastał świt, siostra tej pani zadzwoniła do domu, by powiedzieć, że ich tata znajduje się na intensywnej terapii i mąż wyjaśnił jej wszystko, co się wydarzyło. Siostra ogromnie się ucieszyła, ponieważ ojciec, który był bliski śmierci, pragnął pojednać się ze wszystkimi swoimi dziećmi i ogromnie cierpiał, gdyż brakowało jeszcze tej jednej córki, która mieszkała w Sao Paulo. Kiedy ta przyjechała do miasta, została prędko zawieziona do szpitala. Jak wielka to była radość móc pojednać się ze swym ojcem przed jego śmiercią i móc przeżyć ten moment będąc w objęciach z nim, w pokoju serca. Wierzę, że ta pani jasno pojęła ten werset listu świętego Jana. Nie mogłaby żyć w światłości, nienawidząc swego ojca.

 

Kochani, człowiek jest powołany do życia w światłości, w Bogu. Bóg jest miłością, Bóg jest światłością, w Nim nie ma ciemności. My jesteśmy na Jego obraz i podobieństwo: jeśli staniemy przed Nim tacy, jacy jesteśmy, pozostaniemy sobą. Jeśli nie, jeśli uciekniemy przed Nim, będziemy żyć
w ciemności i utracimy naszą tożsamość.

Niestety, człowiek tak często jest w ciemności i nie widzi, że znajduje się
w rękach wroga, w ramionach zła. Grzech pierworodny zniszczył, czy też chciał zgasić światło dane ludziom przez Boga.

 

Adam i Ewa byli szczęśliwi w ogrodzie Eden i „rozmawiali” spokojnie z Bogiem. Doświadczali doskonałej relacji między sobą obojgiem i Ojcem Niebieskim, ale pycha to przezwyciężyła. Ojciec podziału zasiał wątpliwości w obojgu, by postawić ich przeciw Stworzycielowi i wkrótce sami spostrzegli, że byli nadzy. Jednakże nie powinniśmy rozpatrywać wyrażenia „nadzy” w sensie fizycznym. Biblia chce powiedzieć nam, że stracili oni swoją tożsamość i sens życia. Byli
w światłości, ale weszli w ciemność. Wszystko zamieniło się w podział,
w antagonizm, w górowanie jednego nad drugim. Stary Testament ukazuje konsekwencję tej rozłąki i ciemności. Adam i Ewa wydali na świat Kaina i Abla. Pierworodny w zazdrości zabija brata. Moglibyśmy powiedzieć, że przed przyjściem Chrystusa ludzkość przez grzech wkroczyła w ciemność, a przez ciemność ludźmi zawładnęły podział, nienawiść, wrogość, przemoc i śmierć,
i naznaczyły ich relacje. W Starym Testamencie czytamy, jak Bóg wyraża swe oburzenie: nie jest słuszną rzeczą odmawiać czci ubogiemu, ale mądremu,
i nie godzi się szanować człowieka grzesznego
(Syr. 10, 26).

 

 

Kto twierdzi, że żyje w światłości, a nienawidzi brata swego, dotąd jeszcze jest w ciemności (1 J 2, 9).

 

Jezus przyszedł, by uwolnić nas od zła, zniszczyć dzieła diabła, oświecić nasz umysł i odnowić nasze serce, byśmy na powrót stali się „na obraz
i podobieństwo Boga”. Być obrazem Boga oznacza żyć z ludźmi relacją trynitarną, miłością wzajemną. Żyjąc tak, żyjemy w światłości i wszystko staje się klarowne i jasne. Wizja życia zyskuje nowy sens i wszystko się wyjaśnia, bowiem kto miłuje swego brata, ten trwa w światłości (1J 2, 10).

 

W obecnych czasach również doświadczamy tego, że kiedy nie kochamy brata, to ciemności panują nad światem. Wystarczy zajrzeć do gazet: wojny, aborcje (ponad miliard od lat 70.), terroryzm, różnego rodzaju przemoc, prostytucja, eutanazja, itd. Obraz Szwecji, gdzie eutanazja została przyjęta, gdzie
w szpitalach nie ma więcej miejsc, ponieważ ludzie chcą się zabić, gdyż nie mogą dłużej już znieść tego życia. To jest straszne, można by powiedzieć,
że nie ma nadziei!

 

W żadnym razie! W naszym wnętrzu jest ta tęsknota, to pragnienie, co tętni
i każe wrócić do Bożego światła. Człowiek nie zazna pokoju, nim nie odnajdzie tego pokoju wewnętrznego, światła Bożego, które przychodzi przez miłość do braci.

 

Zawsze otwierałem usta ze zdziwienia czytając, jak Jezus postępował
z apostołami, przede wszystkim podczas ostatniej wieczerzy, nim ustanowił Eucharystię. Były to ostatnie wspólne słowa i czynności z tymi, których najmocniej kochał, których wybrał, by byli Jego najintymniejszymi przyjaciółmi. A kogo miał przed sobą? Judasza Iskariotę, który już za moment wyda Go kapłanom, by Go zabić, Piotra, który za kilka godzin Go zdradzi, Jana i Jakuba, którzy w drodze do Jerozolimy prosili Go, by mogli usiąść u Jego boku, gdy zostanie królem, Tomasza, który nie uwierzy w zmartwychwstanie. Wszyscy oni uciekli w momencie, w którym Jezus najbardziej ich potrzebował. Możemy powiedzieć: totalna porażka! Jezus, pomimo tego, przemienił tamte ciemności w miłość, Światłość świata, Syn Ojca Niebieskiego ukląkł i umył im stopy, dając nam przykazanie: miłujcie się wzajemnie, jak Ja was umiłowałem.

 

Swoim życiem chciał powiedzieć nam, że drogą, by wyjść z ciemności, jest kochać aż do cierpienia, aż do końca, kochać dając życie swoim braciom.
Nie możemy uciekać przed tą prawdą!

 

 

Kto twierdzi, że żyje w światłości, a nienawidzi brata swego, dotąd jeszcze jest w ciemności. (1 J 2, 9)

 

Wierzę, że wszyscy chcą być w światłości. Kroki są realne i konkretne: kochać brata, przede wszystkim tego, którego najbardziej nienawidzę, i który najbardziej działa na mnie odpychająco. Kochać bez miary, wybierając tych, którzy są (na moje oko) „najgorsi”. Nie trzeba podawać przykładów, jedynie zajrzeć głęboko w siebie, i zapytać siebie: czy uciekam przed tymi, których nienawidzę, którzy są denerwujący lub chcą ukraść moją “moc”, którą już posiadłem? Miłość czyni mnie bliźnim tego, którego grzech sprawił, że patrzę na niego jak na wroga. Tak jak Jezus na Krzyżu modlił się, prosząc Ojca, by przebaczył tym, którzy zadawali Mu śmierć, oddając za nich swoje życie!

 

Jest jedyny wróg, który wprowadza podział i nieprzyjaźń między nami. Tam, gdzie brakuje miłości jest obecny i króluje on, „książę Ciemności”! Kiedy miłością zwyciężamy zło i podział, ciemności uciekają przed światłem, przebaczenie nas jednoczy, czyni przyjaciółmi, zwraca nam pierwotną komunię, która zawiera w sobie i zachwyca obecnością Jezusa, Światłością świata pośród nas: gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich (Mt 18, 20).

 

Nie kochać brata, to znaczy kroczyć w ciemności, a podążając tym wyborem ciemności, spadniemy w dół śmierci, bez nadziei. Nienawiść, to wir, który nas wciągnie w ciemności piekła, bezpowrotnie.

 

Chciałbym podać Matkę Teresę z Kalkuty za przykład: ona widziała
we wszystkich, w sposób szczególny w ubogich, Jezusa, Światłość świata, i im służyła. My mamy czynić to samo. Zacznij od swojego domu, bądź światłem dla grupy, w swoim kościele, w pracy, wobec twoich przyjaciół i nieprzyjaciół. Bądź pewien, ludzkość poszukuje światła, ale często żyje w smutku, ciemności
i nienawiści do innych. Ty, przeciwnie, możesz nieść światło dla wielu, kochając bez miary.

 

  1. Antonello Cadeddu

Założyciel Przymierza Miłosierdzia

 

Słowo na marzec 2017

UBODZY, NASI MISTRZOWIE

Zaprawdę, powiadam wam: Celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego. (Mt 21,31)

Jednym z sekretów życia duchowego jest to, byśmy nieustannie się uczyli, ponieważ rzeczywiście: “Powinniśmy uczyć się od wszystkich. Każdy człowiek ma swoją historię do opowiedzenia, swoją tajemnicę do wyjawienia, swój dar do podzielenia. Każdy człowiek ma swój grzech do powierzenia, swoją samotność do ofiarowania, swój ból, by się nim podzielić, swoje pragnienie do zaspokojenia. Każdy człowiek ma swoją ranę do uzdrowienia, wstyd do przyjęcia, godność do uratowania, nędzę, która przyzywa Miłosierdzia…”1.

Kto tak żyje, przeżywa życie jako Boską przygodę i przechodzi od doświadczenia do doświadczenia, ponieważ umie kontemplować łaskę Boga, która działa w historii i objawia się w życiu ludzi, szczególnie tych najmniejszych, wykluczonych, zmarginalizowanych. Kto tak żyje, jak Papież Franciszek niestrudzenie powtarza, pozwala się nieustannie „zaskakiwać Bogu”.

Nie przez przypadek Jezus, po powrocie siedemdziesięciu dwóch uczniów, kontemplując cuda, które Bóg zrealizował poprzez oddanie tamtych biednych, małch, pokornych, z wielką radością w Duchu Świętym powiedział: Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. (Łk 10, 21). Wzruszające jest to wyznanie Jezusa, który pozwala zaskakiwać się Ojcu, działającym w tych najmniejszych!

Moglibyśmy przeczytać całą Ewangelię w tej samej optyce: działania Ojca w najmniejszych, odrzuconych… działania, które zaskakuje, które odwraca nasze mentalne kategorie i które prowadzi nas do uważnej kontemplacji, medytacji wszystkich spraw w naszym sercu, jak Maryja, Matka Jezusa (por. Łk 2, 19). Ona była pierwszą pośród małych, z biednego, nieszanowanego miasteczka Nazaret, z którego według praktykujących Żydów nie mogło pochodzić nic dobrego (por. J 1, 46), która pozwoliła się zaskoczyć „wielkimi dziełami”, które Wszechmocny zrealizował w jej życiu, życiu młodej kobiety. Pamiętajmy o tym, że kobiety „nic nie znaczyły” w Izraelu, w kontekscie społecznym tamtej epoki!

Sam Syn Boży zechciał identyfikować się z ubogimi, urodził się jako outsider, bezbronny, bez dachu nad głową, w najmniejszym z miast judzkich, Betlejem. Poznanie Boga oznacza zatem patrzeć w „dół”, uczyć się od ubogich, od tych, w których On się objawia!

Uczyć sie od ubogich to największy skarb mądrości! Taka nauka zakłada wybór nieoceniania po pozorach. Jedynie Bóg zna serce!

Nigdy nie zapomnę doświadczenia, które poprowadziło mnie do tego, by zostawić wszystko, po raz kolejny, by wierniej iść za Panem. W tamtym czasie nie mogłem przyjmować ubogich w moim domu, zgodnie z wytycznymi moich przełożonych.  Spotkałem w tamtym czasie, pod mostem paralityka, Pana Józefa. Został przyjęty w nędznym baraku, bez dachu, przez prostytutkę i alkoholika. Szukał schronienia u księży, sióstr zakonnych, pasterzy, ale nikt go nie przyjął… jedynie prostytutka i alkoholik ofiarowali mu jedyny materac, jaki mieli! W tamtej chwili usłyszałem Pana, który powtarzał mi z mocą Słowa:  Celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego… mocą tego Słowa, w szkole ubogich zdobyłem odwagę, aby zostawić wszystko i razem z Marią Paolą i ojcem Antonellem pozwolić Panu, by zrodziło się Przymierze Miłosierdzia! Pozwalajmy zawsze w szkole ubogich zaskakiwać się i nawracać Bogu!


o. João Henrique i o. Antonello Cadeddu

Słowo na luty 2017

Różaniec, droga do świętości

 

“Słodki łańcuch który łączy nas z Bogiem” (bł. Bartłomiej Longo)

 

Od pierwszych lat naszego życia we wspólnocie, różaniec był drogą do zjednoczenia z naszą Matka Maryją. Pamiętam jak w noc wejścia w 2000 rok wraz z kilkoma młodymi prosiliśmy Boga o zrozumienie Jego Woli co do tego czy rozpoczynać ten Ruch. Codziennie spotykaliśmy się, by modlić się tajemnicami różańca i prosić naszą Matkę by objawiała nam kroki jakie powinniśmy podjąć. Rezultatem tych modlitw było zrodzenie się Wspólnoty Przymierza Miłosierdzia, zatwierdzonej następnie w 2005 roku przez Arcybiskupa São Paulo – kardynała Cláudio Hummes.

 

W naszych statutach umieściliśmy różaniec jako podstawę naszego codziennego spotykania się z Naszą Panią Maryją. To jest kamień węgielny, który nigdy nie może zostać usunięty. Dlaczego więc, nieraz tak ciężko jest nam modlić się różańcem?

 

Problemem jest to, że różaniec stracił swoją pierwotną naturę modlitwy kontemplacyjnej, a przeistoczył się w regułę i obowiązek, który męczy, stał się mechanicznym powtarzaniem formułek. A my pochłonięci pracą, aby rosnąć w siłę ekonomiczną i intelektualną słyszymy w sobie głos, który powtarza: “nie trać czasu na to powtarzanie słów”. Tak naprawdę, w dzisiejszych czasach każdy rodzaj modlitwy i życia kontemplacyjnego jest w kryzysie, ponieważ ludzie nie modlą się już z uczuciem.  Ten kto modli się dobrze i z miłością nie odczuwa żadnych trudności.

 

Potrzebujemy modlić się sercem i umysłem. Jeśli nie będziemy modlić sie w ten sposób to nasza modlitwa stanie się jak kaftan bezpieczeństwa. Nie możemy modlić się tylko po to, by móc powiedzieć że odmawiamy różaniec, czy to z przyzwyczajenia czy z odwagi by pomodlić się pięćdziesięcioma Zdrowaś Maryjo, albo tylko dlatego, żeby nie czuć sie winnym niewypełniania przykazania modlitwy. Prawdziwa modlitwa, która rodzi się z serca, nie może być mechanicznym powtarzaniem, lecz powinna wypływać z aktu miłości i ofiarowania. Kiedy kochamy jakąś osobę, nie męczy nas mówienie “ kocham cię, kocham cię, kocham cię”. Tak samo nie powinniśmy męczyć się w mówieniu “Zdrowaś Maryjo, Zdrowaś Maryjo, Zdrowaś Maryjo”. Dla Maryi jest to jak słuchanie na nowo pozdrowienia Archanioła Gabriela, a w nas w konsekwencji wzrastać będzie poczucie, że ona jest naszą Matką.

 

Różaniec jest również modlitwą, która wprowadza nas w kryzys, ponieważ pyta nas czy żyjemy zgodnie z Ewangelią. Modlitwa rożańcowa jest aktualizacją tajemnic życia Jezusa od Jego urodzenia do  śmierci i zmartwychwstania. Jezus pyta nas poprzez te Zdrowaś Maryjo czy żyjemy Jego Słowem, ponieważ w Ewangelii On mówi nam, że kto żyje jego Słowem będzie żył na wieki (J 5, 24). Nie modlić się różańcem to nie chcieć pamietać o tych Słowach życia.

 

Powinniśmy mieć odwagę przyznać się, że nie żyjemy tym co różaniec proponuje i o co prosi. To jest uczciwość. Różaniec mówi nam, że nie mamy duszy kontemplacyjnej, mówi nam, że zajmujemy się tylko sobą i umieszczamy Jezusa poza naszym codziennym życiem. Odmawianie różańca zaś mówi nam, że w końcu staliśmy sie pokornymi, malutkimi dziećmi uważnymi na pragnienia naszej Matki. Tylko ludzie czystego serca potrafią wyrażać siebie z pokorą i mówić do kochającej ich mamy prostymi słowami. Jak pięknie jest widzieć osoby wykształcone i niewykształcone jednoczące się, aby powiedzieć jak bardzo kochają Maryję, modlące się prostym różańcem.

 

Kto modli się różańcem uczy się kontemplacji życia Jezusa, Maryi i swojego własnego życia, ponieważ w trakcie odmawiania Zdrowaś Maryjo wchodzimy w życie Jezusa, który ofiarował się dla nas i kontemplujemy jak dzisiaj  Jezus i Maryja są nadal obecni w naszym codziennym życiu. Różaniec zatem staje się kontemplacją naszego życia, które jest zapisane w księdze życia wiecznego, ponieważ w nim, jako proste dzieci Boga, ofiarowujemy Mu to wszystko czym żyjemy. Pamiętam jak moi rodzice, każdego dnia zwoływali swoje dzieci wokół obrazu Maryi i z prostotą uczyli nas kochać Matkę w Niebie. To dlatego, jest czymś pięknym dla mnie modlić się na różańcu. To jakby na nowo stawać się małym i wraz z rodziną umieszczać Pana Jezusa w centrum naszego życia.

 

Niektórzy myślą, że aby stać się świętymi potrzeba, aby czynili wiele trudnych wyrzeczeń. Ale dla naszej Matki Maryi tak nie jest. Ona woli żebyśmy usiedli na kilka minut przy niej, aby powiedzieć jej i wyrazić to całym naszym życiem: “Zdrowaś Maryjo, mamusiu kocham cię!”

 

Uwierz, że czyniąc to, staniesz się święty!

Ojciec Antonello Cadeddu

 

 

 

Słowo na styczeń 2017

Kto jest moją matką?

Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je.
(Łk 8, 21)

 

Maryja, nasza matka (por. J 19, 25 nn), wzór wiary, mistrzyni miłości, pierwsza i najdoskonalsza uczennica swojego Syna i Pana, pełna łaski (Łk 1, 28), Niepokalana Ducha Świętego jest naszą matką i założycielką Przymierza Miłosierdzia!

Nasza duchowość polega na życiu “jak Maryja”. Jak naucza Sobór Watykański II: Maryja z macierzyńską miłością współpracuje zradzając i odbudowując dzieci Boże (por. Lumen Gentium, 63). Gdzie się kryje sekret Maryi i jej najwyższego stopnia świętości i błogosławieństwa? Objawia nam to sam Jezus.

Na naszej drodze wiary nie możemy nie kontemplować cudów, które Pan uczynił w tej, którą Słowo Boże ogłasza “szczęśliwą” dzięki temu, że uwierzyła -“błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana” (Łk 1, 45). To samo wyrażenie Łukasz powtarza chwilę później, kiedy, kobieta z tłumu wznosi głos i mówi: “Błogosławione łono, które Cię nosiło, i piersi, które ssałeś” (Łk 11, 27-28).

Oto sekret Maryi i sekret naszego życia duchowego: słuchać – medytować – żyć Słowem! Jak opisuje siebie sama Maryja: “Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według Twego Słowa” (Łk 1,38). Inaczej mówiąc, jej słowa znaczą tyle co: niech twoje słowo się wypełni, niech stanie się ciałem, niech stanie się konkretnym życiem we mnie! Oto “tak”, które pozwoliło na wypełnienie się największej tajemnicy w historii zbawienia: “A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas” (J 1, 14b). Ta tajemnica pragnie wypełnić się także w nas!

“Żyć jak Maryja” oznacza zatem żyć Słowem, dawać “ciało”, widzialność Słowu Boga, pokazywać Jezusa, który żyje w nas, pokazywać jak żyje w nas… poprzez swoje Słowo!

Któregoś dnia otrzymaliśmy wiadomość od pewnego kapłana, który pytał: “Jak mogę się odwdzięczyć tej wspólnocie? Wasi misjonarze przyszli do mojego domu, nie mając nic, bez pieniędzy, bez portfela, bez jedzenia, jedynie ze Słowem Bożym, pokładając nadzieję jedynie w Bożej Opatrzności. Przynieśli mi prawdziwe szczęście Ewangelii, kiedy przeżywałem kryzys wiary, zastanawiając się nad porzuceniem kapłaństwa. Zobaczyłem w nich Jezusa! Jezus wyszedł mi na spotkanie i na nowo zapalił mnie swoją miłością. Kiedy misjonarze pomodlili się za mnie, czułem się jak nowonarodzony. Dziękuję, że pozwalacie, by Ewangelia żyła dzisiaj, między nami”.

Szczęśliwi, którzy słuchają Słowa! Ten sekret Maryi jest sekretem prawdziwego szczęścia, którego przenajświętsza Matka nie chce zachowywać dla siebie. Ona pragnie zaprowadzić nas wszystkich do Nieba, jest dla nas matką i swoim życiem pokazuje nam, jak żyć niebem między nami już tutaj, na ziemi: “Błogosławieni ci, którzy słuchają słowa Bożego i zachowują je” (Łk 11, 28).

Któregoś razu Maryja objawiła się w Medziugorju niezwykle smutna i kiedy zapytano ją, co jest przyczyną jej smutku, odpowiedziała: “Zapomnieliście o Słowie Bożym, o świętej Ewangelii”. Innym razem zostawiła następujące przesłanie: “Dziś odkryję przed wami duchowy sekret: jeśli chcecie być silniejsi od zła, módlcie się długo każdego dnia rano. Czytajcie fragment Ewangelii i zaszczepiajcie słowo w waszych sercach. W ciągu dnia, róbcie wszystko, by je wypełniać, a wieczorem będziecie czuć się mocniejsi” (czerwiec 1984 rok, przed Zesłaniem Ducha Świętego).

Rzeczywiście, od zarania Kościoła, duchowość monastyczna odkryła w tym najbezpieczniejszą drogę “ascezy”, uświęcenia. Metoda ta nazywa się Lectio Divina (“lektura modlitewna”). Składa się z czterech kroków:

  • Co tekst mówi? O czym jest? Należy przywołać Ducha Świętego i wycofać się, choćby na krótki czas, w ciszę, w miejsce odpowiednie do spokojnego przeczytania fragmentu tekstu, słowo po słowie, smakując każdy szczegół, dostrzegając powtórzenia (słowa-klucze) i główną treść tekstu.
  • Medytacji: Co tekst mówi do mnie? Co mówi na temat mojego życia? Co muszę zmienić? Jak wprowadzić w życie słowo, które usłyszałem na temat swojego życia, pracy, moich relacji? Do jakiego kroku nawrócenia prowadzi mnie dzisiaj?
  • Modlitwy: Co mówię, jak odpowiadam Bogu, który mówi do mnie poprzez swoje Słowo? To dialog dziecka z Ojcem, przyjaciela z przyjacielem, to modlitwa prośby, wołania, uwielbienia, dziękczynienia… to trwanie w obecności Tego, który spotyka się ze mną w swoim Słowie.
  • Kontemplacji: Wprowadzanie usłyszanego, przemedytowanego i przemodlonego Słowa w życie w ciągu dnia. Musimy być tutaj czujni, ponieważ łatwo zapominamy o Słowie w ciągu dnia. Dlatego, tak jak Pan uczył swoj lud wybrany Starego Testamentu (por. Pwt 6, 4nn), ważne jest znalezienie sposobów na to, by pamiętać o słowie. Może to być zapisanie go na drzwiach domu, na karteczce przy miejscu pracy, na szkiełku zegarka, na ręce… albo na “bransoletce Słowa”, aby przez cały dzień o nim pamiętać, gryźć je i przerzuwać (jak mówili ojcowie Kościoła), by pamiętać o Słowie.

 

Te kroki są sednem naszej duchowości, sekretu “Maryi”, która zachowywała wszystkie wydarzenia, medytując je w swoim sercu. Jako rodzina Przymierze Miłosierdzia dodajemy jeszcze dwa kroki, których uczy nas Najświętsza Maryja Panna:

  • Dzielenie się Słowem: Tak jak wtedy, kiedy Maryja poszła spotkać się ze swoją kuzynką Elżbietą, kiedy Duch Święty wypełnił Elżbietę i sprawił, że Jan Chrzciciel w jej łonie skakał z radości. Każde dzielenie się Słowem jest Pięćdziesiątnicą, wylaniem Ducha Świętego! Przekazuj dalej, spisuj swoje świadectwo działania Słowa, które może “zarazić” życiem wielu innych ludzi.
  • Głoszenie Słowa: “Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” (Mk 16,15). Nasz charyzmat strzeszcza się w słowach: “ewangelizować, aby przemieniać”. Zatem każdy z nas, tak jak Paweł, całkiem słusznie może powiedzieć: “Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii!” (1Kor 9, 16b).

 

 

  1. João Henrique

 

 

Słowo na grudzień 2016

„Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; bym uciśnionych odsyłał wolnymi, abym obwoływał rok łaski od Pana” (Łk 4,18-19a)

Kiedy Jezus zechciał się objawić światu po trzydziestu latach życia w ukryciu i posłuszeństwie w Nazarecie, zrobił to za pośrednictwem tych słów proroka Izajasza, które wypowiedział w synagodze w swoim mieście.

Jezus był pewien swojej tożsamości „sługi Jahwe”, sługi cierpiącego (por. Iz 53). Jego imię „Je-shuah” ukazuje oblicze Ojca Miłosiernego, Boga, który zbawia.

Do dzisiaj świat jest zgorszony wobec „oblicza” Boga: „Samo słowo i pojęcie ’miłosierdzie’ jakby przeszkadzało człowiekowi, który poprzez nieznany przedtem rozwój nauki i techniki bardziej niż kiedykolwiek w dziejach stał się panem i uczynił sobie ziemię poddaną (por. Rdz 1, 28). Owo ‘panowanie nad ziemią’, rozumiane nieraz jednostronnie i powierzchownie, jakby nie pozostawiało miejsca dla miłosierdzia” (MV 11). Musimy „zadziwić”, „potrząsnąć” świat Miłosierdziem, budząc go z letargu, w którym się znajduje!

 

Duch Święty zstąpił  podczas chrztu w postaci gołębicy na Jezusa z Nazaretu (por. Łk 3, 22), a „gołębica” była ofiarą najuboższych. Duch, „Paraklet” = „Obrońca”, odpowiada na krzyk cierpiących, objawia Misję Pańską jako deszcz łaski na ludzkość, jako nowy „potop”, nie by unicestwić grzeszną ludzkość, ale by zlikwidować grzech. Przemieniając Swoją łaską grzeszników w świętych i świadków Jego Miłosierdzia.

 

Od swojego poczęcia, Pan zadziwiał i zaprzeczał wszystkim oczekiwaniom narodu Izraelskiego. On zawsze „zstępował”: zstąpił z nieba do łona dziewicy; zstąpił do groty pośród zwierząt i „nieczystych” pasterzy; zstąpił do Nazaretu, gdzie był posłuszny; zstąpił do rzeki Jordan pośród grzeszników; zstąpił pośród ubogich, odrzuconych, marginalizowanych, trędowatych, pogan, prostytutek, głodnych; zstąpił stając się zaledwie „rzeczą”, „przedmiotem” w naszych rękach na Eucharystii. Zstąpił ogałacając się, przyjmując postać sługi, upokarzając się, będąc posłusznym aż do śmierci i to śmierci na Krzyżu (por. Flp 2, 8)! Zstąpił jeszcze bardziej, stając się mniejszym od człowieka – „Ja zaś jestem robak, a nie człowiek, pośmiewisko ludzkie i wzgardzony u ludu” (Ps 22, 7). Zstąpił aż do ciemności grobu, i jeszcze niezadowolony, zstąpił aż do „piekieł”, nim został wywyższony ponad wszystko przez Ojca.

 

Dzisiaj istnieje wielu proroków niepowodzeń i katastrof. Osobiście jesteśmy przekonani, że Pan przygotowuje ludzkość do nowej „Pięćdziesiątnicy Miłosierdzia”, której pierwociny i świadectwa już widzimy. Bóg jest Miłością! On jest Ojcem, i jeśli dopuszcza do jakiegoś oczyszczenia, wierzymy, że jest to dla naszego upomnienia, ponieważ kto kocha, upomina! Ponad wszystko jednak wierzymy w objawienie, które święty Jan uczynił pewnego razu wobec świętej Gertrudy. Zaprosił świętą, by skłoniła swoją głowę razem z nim i położyła na piersiach Pana. Gdy poczuła gorąco i radość bicia Serca Jezusa, Gertruda zapytała dlaczego ewangelista nie ukazał tej tajemnicy w swoich pismach, a Jan odpowiedział, że na „ostateczne czasy została zachowana łaska słuchania wymownego głosu Serca Jezusa. Ta łaska odnowi zestarzały świat: wyjdzie ze swojego letargu i gorąco boskiej miłości rozpali go na nowo”.

 

Mauricio, przyjęty przez nas, po 10 latach przeżytych na ulicy i 27 latach w narkotykach, odnalazł nas, pełen radości, aby nam podziękować. Mówił – jestem nowym stworzeniem, ponieważ poznałem Pana, doświadczyłem Jego miłości, bo wy nie zrezygnowaliście ze mnie… Ile razy upadałem, a wy mnie podnosiliście! Gubiłem się i wy mnie odnajdywaliście! Aż w końcu poddałem się Jego Miłosierdziu! Narodziłem się na nowo i teraz jestem wolny, ponieważ poznałem Miłość Pana. Chcę z wami nieść Jezusa i Jego Miłosierdzie tym, którzy jeszcze nie znają Jego Miłości.

 

Zstępujmy z Chrystusem, by pokazać Go nie poprzez słowa, ale poprzez Jego Miłość Miłosierną, współczującą, cierpliwą, tak jak Matka Teresa z Kalkuty, kiedy pewien muzułmanin powiedział do niej: „Teraz wiem, że Jezus żyje: zobaczyłem Go w miłości z jaką twoje ręce opatrywały rany mojego trądu!” Bóg jest wierny! Niech Jego Miłosierdzie żyje i objawia się w nas!

 

O. Antonello Cadeddu i O. João Henrique

Słowo na listopad 2016

Jesteśmy współtwórcami radości waszej (2 Kor 1, 24)

Poprzez to wyrażenie, święty Paweł definiuje powołanie misyjne! Ewangelizacja rzeczywiście jest, jak przypomina nam Papież Franciszek w swojej adhortacji apostolskiej Evangelii Gaudium, “zarażaniem radością”!

Nie przez przypadek pierwsze “słowa z nieba” Archanioła Gabriela do Dziewicy Maryi brzmiały: “Raduj się!”. Te słowa otwierają Nowy Testament, zwiastowanie największej tajemnicy w historii ludzkości, którym jest Wcielenie Słowa Wiecznego w łonie dziewicy z miasta Nazaret, która miała na imię Maryja (por. Łk 1,27).

W Maryi dzieje się pierwsze i pełne ukazanie się „Pięćdziesiątnicy”, zapowiadanej w Starym Testamencie (por. Ez 37), której „pierwociny” były w życiu proroków, sędziów, patriarchów w ciągu historii Izraela.

Z „Pięćdziesiątnicą” Maryi Dziewicy zaczyna się „pełnia czasów” (por. Ga 4,4), pełnia życia, przeobfitość, którą Jezus przynosi dla każdego człowieka i do całego człowieka: „Ja przyszedłem po to, aby [owce] miały życie i miały je w obfitości” (J 10,10).

Dlatego od momentu wylania Ducha Świętego do łona Dziewicy, na kartach Ewangelii wg świętego Łukasza znajduje się seria „Pięćdziesiątnic”, które promieniują.

Cudownie jest przebiec po stronach Ewangelii napisanej przez świętego Łukasza (nazywanego ewangelistą Ducha Świętego) i po Dziejach Apostolskich, kontemplując „radość Ewangelii”, która stopniowo promieniuje. Zdumiewające jest kontemplowanie tej radości Miłości, łaski Ojca, która wylewa się z Niepokalanego Serca Maryi na jej krewną Elżbietę i natychmiast na jej dzieciątko, Jana Chrzciciela, a która przelewa się na Zachariasza (Łk 1, 67-79), na pastuszków w Betlejem (por. Łk 2,14), na staruszków Symeona i Annę w świątyni Jerozolimskiej i która znajduje się na początku publicznego życia Jezusa w Nazarecie, w swoim ukazaniu się światu (przy chrzcie). W Chrystusie zaczyna się nowy czas, czas Miłosierdzia Ojca!

Jesteśmy współtwórcami radości waszej (2 Kor 1, 24)

Ta sama radość wybucha na Krzyżu Pana! Święty Jan chciał podkreślić, że to na Krzyżu Pan wylewa Swojego Ducha, „wyzionął Ducha”! (Mt 27,50). Ostatnie tchnienie Chrystusa, który umiera, jest pierwszym oddechem Kościoła, który się rodzi!

Radość „Pięćdziesiątnicy” dokonuje się ostatecznie w Wieczerniku (por. Dz 2, 1-13). Duch Święty jest Miłością, Pokojem i Radością (Ga 5,22). Przeglądając Słowo Pana, zdajemy sobie sprawę, że „nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych” (Mt 4,4). Dlatego Pan zaprasza nas do „bycia miłosiernymi jak Ojciec” (por. Łk 6,36), nie tylko w uczynkach miłosierdzia względem ciała, dając chleb głodnym, wodę spragnionym, ubranie nagim itd. On posyła nas jako „Sługi Pojednania” (por. 2 Kor 5,18-19).

On nas posyła jako ewangelizatorów, „współpracowników Jego radości”, promieniujących Jego Miłością, Jego dobrocią, czułością, współczuciem, przebaczeniem wobec wszystkich stworzeń. To są uczynki Miłosierdzia względem ducha. Ewangelizacja jest najwyższym wyrazem miłości![1]                     

Jesteśmy współtwórcami radości waszej (2 Kor 1, 24)

Kościół Katolicki był zawsze w świecie wyrazem Miłosierdzia Ojca dla głodnych, spragnionych, nagich, więźniów, chorych, porzuconych i poranionych w życiu. Jakiś czas temu jeden z gubernatorów w naszym kraju mówił, że jeśli Kościół Katolicki zaprzestałby realizowania dzieł socjalnych, kraj upadłby tego samego dnia!

Niezbędnym jest „wyjście z zakrystii”, niesienie Ewangelii na ulice, na place, w „nowej ewangelizacji”, nowej w metodach, w gorliwości, w kreatywności.[2]

Nie możemy ograniczać się do czynienia z naszych kościołów „ONZ”, organizacji charytatywnych, „klubów” dobroczynnych! Kościół to sam Chrystus, który wczoraj, dziś i zawsze chce dotrzeć do każdego człowieka i do całego człowieka, fizycznie i duchowo, w jego biedzie fizycznej i duchowej!

Jako Przymierze otrzymaliśmy cudowny charyzmat, który zawiera się w tym haśle: „Ewangelizować, aby przemieniać!”. Pan obdarzył nas powołaniem, które ma moc Miłosierdzia w swoim wyrażeniu materialnym i duchowym! Bądźmy dla Kościoła i dla świata tym, do czego jesteśmy powołani a zobaczymy nieustanne cuda.

Pan daje nam wierność temu charyzmatowi i nam błogosławi, abyśmy mogli doświadczyć Jego dobroci i czułości, która przygarnia wszelkie stworzenie.

Niech Bóg was błogosławi!

o. Antonello Cadeddu o. João Henrique

 


„Odkryjmy na nowo uczynki miłosierdzia względem ciała: głodnych nakarmić, spragnionych napoić, nagich przyodziać, przybyszów w dom przyjąć, więźniów pocieszać, chorych nawiedzać, umarłych pogrzebać. I nie zapominamy o uczynkach miłosierdzia względem ducha: wątpiącym dobrze radzić, nieumiejętnych pouczać, grzeszących upominać, strapionych pocieszać, krzywdy cierpliwie znosić, urazy chętnie darować, modlić się za żywych i umarłych.”[3]

[1] Dokument z Puebla, 1979 r.

[2] Jan Paweł II do Biskupów Konferencji Episkopatu Ameryki Łacińskiej, Haiti, 9 marca 1983 r.

[3] Papież Franciszek, Misericordiae Vultus – Oblicze miłosierdzia nr 15.

Słowo na październik 2016

Błogosławieni Miłosierni (Mt 5,7)

Wszyscy możemy zauważyć, że gdy nie zbliżamy się do drugiego w postawie miłosierdzia, to przeważa dyskusja, walka, chęć skończenia z kimś, kto – jak mi się wydaje – chce nas w pewien sposób zabić: fizycznie, psychicznie czy nawet duchowo.

Dlatego powinniśmy oddać się w ramiona Ojca, by doświadczyć tego, o czym pisał papież w swojej bulli Misericordiae Vultus:“ W miłosierdziu mamy dowód tego, jak Bóg kocha. On daje wszystko z siebie samego, zawsze darmo i nie prosząc o nic w zamian”. To oczywiście łaska, darmowy dar od Ojca. Ważne jednak, by podkreślić, że Bóg obdarza obficie, jeśli my też wykonujemy naszą część.

Kościół od wieków daje nam pewne bardzo proste i konkretne wskazówki, byśmy nauczyli się być miłosierni względem siebie i innych. Czyni to na wzór postępowania Jezusa i wyróżnia w ten sposób uczynki miłosierdzia względem ciała i względem duszy. Są to formy proste, ale konkretne, które pomagają nam w codziennej drodze, jeśli pragniemy dojść do świętości i zbliżyć się do miłości “Ojca miłosierdzia” (Por. 2 Kor 1,3).

 

Katechizm Kościoła Katolickiego porządkuje je w siedmiu kategoriach:

1– Głodnych nakarmić. (Łk 9,10-17)

2– Spragnionych napoić. (Mt 10,42)

3– Nagich przyodziać. (Łk 3,11-13)

4– Podróżnych w dom przyjąć. (Łk 2, 10-17)

5– Chorych nawiedzać. (J, 4, 45-47)

6– Więźniów pocieszać. (Mt 25,36)

7– Umarłych pogrzebać. (Tb 1-17)

Błogosławieni Miłosierni (Mt 5,7)

Nigdy nie możemy zapomnieć, że życie chrześcijańskie nie jest ideologią, ale jest dążeniem do tego by żyć jak Jezus, być Jezusem. Istota ludzka jest tym o czym myśli. Za pomocą woli oraz inteligencji dokonuje wyboru, który warunkuje jej działania.

Różnica między filantropią a miłością polega na tym, że chcę służyć tak, jak służył i kochał Jezus. Iluż chrześcijan daje jałmużnę bez spojrzenia w twarz ubogiemu. Miłosierdzie wykracza poza to wszystko: chce jedynie kochać, nie oczekując niczego w zamian.

Mamy różne świadectwa życia, takie jak Matki Teresy z Kalkuty. Kiedy się o niej mówi, widzi się i myśli o miłosierdziu przemienionym w konkretne dzieło. Byłą, jeśli można tak powiedzieć, wcieleniem Jezusa. Gdy patrzymy na nią i na jej życie, nie widzimy jej samej, lecz Jezusa, który żyje w niej, jak mówił Św. Paweł (Gal 2, 20).

W historii naszego misjonarza Nivaldo możemy również zobaczyć ten wybór. On, który po życiu w przestępczości i uzależnieniu od narkotyków spotkał Jezusa i od tego momentu jego życie przemieniło się w dzieło miłosierdzia. Od czasu tego spotkania był zawsze z najbardziej opuszczonymi, cierpiącymi oraz z bandytami, po to by ich również przyprowadzić do Jezusa. Mówił nam zawsze, że chciałby umrzeć, aby uratować najbardziej opuszczone dusze – i tak się stało. Po głoszeniu w jednym z domów FEBEM (więzienie dla nieletnich) wyszedł w nocy, by szukać przyjętego do naszego domu chłopaka, który z niego uciekł. Wracając zginął w wypadku samochodowym. Oddał życie i stał się znakiem Miłosierdzia.

Są też i maluczcy, którzy w ukryciu i ciszy są miłosierdziem, jak na przykład pewna pani, która od początku działalności Przymierza Miłosierdzia ofiarowuje cztery reale (jednostka monetarna Brazylii) miesięcznie na nasze domu gościnne. Nie może ofiarować więcej ze względu na swoje ubóstwo, ale jest jak kobieta, którą Jezus spotkał w świątyni: daje wszystko, co ma (Łk 21, 1-4).

Błogosławieni Miłosierni (Mt 5,7)

Liczy się jedynie miłość! We Wspólnocie Życia, w Grupach Przymierza (Tęczy), w naszych domach gościnnych i pośród Przyjaciół, którzy otaczają Przymierze Miłosierdzia.

Może nawet zrodzić się pytanie: Jaka jest – nie tylko na początku, ale i później – droga, którą powinienem podążać, aby dojść do życia miłosierdziem – lub jeszcze lepiej-  “bycia” uczynkiem  miłosierdzia względem ciała dla innych?

Niech zainspirują nas do tego słowa Papieża Franciszka, który powiedział:

“Aby być zdolnymi do miłosierdzia, powinniśmy najpierw nastawić się na słuchanie Słowa Bożego. To oznacza odzyskanie na nowo wartości ciszy, aby móc medytować słowo, które jest do nas zwrócone. W ten sposób możliwa jest kontemplacja miłosierdzia Boga i przyjęcia go jako własnego stylu życia.”

Aby być uczynkiem miłosierdzia, mam być miłosierdziem, mam być Słowem żywym, mam być Jezusem!